• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Kraj wielu kontrastów i sprzeczności. Pakistan oczami Mai Klemp

Magda Mielke
5 lutego 2021 (artykuł sprzed 1 roku) 
Opinie (101)
Gdynianka Maja Klemp jest autorką dziennika podróżnego "Pakistańskie wesele" oraz bloga Miłość w czasach strefowych. Gdynianka Maja Klemp jest autorką dziennika podróżnego "Pakistańskie wesele" oraz bloga Miłość w czasach strefowych.

Gdynianka Maja Klemp napisała dziennik będący relacją z podróży do Pakistanu, ojczyzny męża. Wydane miesiąc temu przez wydawnictwo Moc Media "Pakistańskie wesele" nie jest wyłącznie egzotyczną opowieścią o muzułmańskich korzeniach, życiu z kilkorgiem służących czy blichtrze i zabawach tamtejszych elit. To także pretekst do opowiedzenia o problemach współczesnego świata: nierównościach społecznych czy braku tolerancji. Z autorką książki porozmawialiśmy o jej zaskakującej historii miłosnej, zanurzaniu się w różne kultury i życiu na odległość, ale także o tym, że inni zawsze wiedzą lepiej.



Recenzje książek z Trójmiasta


Magda Mielke: Historia opisana w książce, ale też na pani blogu, jest niczym scenariusz na film. Jak poznała pani swojego męża?

Maja Klemp: Faktycznie, momentami było nawet bardzo filmowo! Poznaliśmy się na studiach, a konkretnie w akademiku, bo chociaż studiowaliśmy na zupełnie innych wydziałach, przydzielono nas do tego samego akademickiego mieszkania. Siłą rzeczy wpadaliśmy na siebie dosyć często.

Za to nasze późniejsze spotkania, na drugim roku, rzeczywiście bardziej nadawałyby się na romantyczny scenariusz - przypadkowe spotkania, do których teoretycznie nie miało prawa dojść, łącznie z jedną wyjątkową sceną w deszczu. Z drugiej strony deszcz w Walii to nic nadzwyczajnego. Kiedy opisywałam nasze pierwsze lata znajomości, sama byłam zdziwiona, jak wiele rzeczy musiało się wydarzyć, żebyśmy zostali parą. A jeszcze więcej, żebyśmy w końcu mogli być razem, docelowo - na zawsze.

  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
  • - Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami - opowiada Maja.
Poznała pani najbliższych męża, jakie wrażenie na pani zrobili?

Rodzina mojego męża zarówno ze strony matki, jak i ojca to Kaszmirczycy. Do tej pory poznałam tylko krewnych ze strony teściowej i w większości bardzo ich polubiłam. Z samą teściową i szwagierkami jesteśmy niezwykle blisko. Wiem, że mogę na nie liczyć w każdej sytuacji. Jeśli chodzi o dalszą rodzinę, liczne ciocie i kuzynostwo - spotkałam się z bardzo ciepłym i życzliwym przyjęciem. Osoby, z którymi miałam okazję spędzić więcej czasu, okazały się cudowne. Oczywiście są wyjątki, ale przecież tak naprawdę w obrębie swoich własnych rodzin też mamy osoby, za którymi nie przepadamy. W większości jednak są to osoby bardzo postępowe, inteligentne i nawet, jeśli chwilami bywają lekko snobistyczni, w gruncie rzeczy to bardzo ciepli i otwarci ludzie.

Inspirujące trójmiejskie konta na Instagramie



Czy zetknęła się pani z jakimiś uprzedzeniami, stereotypami dotyczącymi związku czy pochodzenia męża? Może na początku sama się pani czegoś obawiała?

Obawiałam się głównie tego, jak przyjmie mnie najbliższa rodzina męża. Podejrzewałam, że nie jestem wymarzoną kandydatką na żonę dla ukochanego syna i brata. Na szczęście moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne. Od momentu, kiedy teściowa wyraziła zgodę na nasz związek, ani razu nie dała mi odczuć, że jest w jakikolwiek sposób zawiedziona czy uważa, że nie spełniam jej oczekiwań. To niezwykle ciepła i taktowna kobieta. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła trafić lepiej.

Natomiast stereotypy i uprzedzenia ze strony otoczenia to smutna rzeczywistość i dotyczy nie tylko związków mieszanych. Ludzie lubią wypowiadać się na tematy, które ich nie dotyczą. I krytykować życiowe decyzje innych. Osoby z mojego najbliższego otoczenia, a co najważniejsze moja rodzina, podeszły do mojego wyboru bardzo dobrze. A opiniami obcych ludzi, którzy nie znają osobiście ani mnie, ani mojego partnera, po prostu się nie przejmuję. Jeśli odczuwają potrzebę tłumaczenia sobie, że jestem z kimś dla pieniędzy, że tak naprawdę mąż źle mnie traktuje, że przecież "w moich oczach widać smutek", to mnie naprawdę nic do tego. W żaden sposób nie wpływa to na moją sytuację.

  • Maja Klemp, po ośmiu latach związku, wyszła za mąż za poznanego na studiach Pakistańczyka.
  • Maja Klemp, po ośmiu latach związku, wyszła za mąż za poznanego na studiach Pakistańczyka.
  • Maja Klemp, po ośmiu latach związku, wyszła za mąż za poznanego na studiach Pakistańczyka.
Nie bała się pani, że różnice kulturowe okażą się zbyt dużą przeszkodą w budowaniu tej relacji? Zawsze była pani taka otwarta i ciekawa "innego"?

Wiążąc się z kimkolwiek, godzimy się na ryzyko, że w pewnych kwestiach będziemy się różnić. W końcu związek to dwie różne osoby, wychowane przez różne rodziny, kształtowane przez wiele czynników środowiskowych. W sposobie myślenia i podejściu do życia mój mąż jest jednym z najbardziej podobnych do mnie ludzi, jakich poznałam. To, że dorastaliśmy, obchodząc inne święta, nie jest żadnym problemem - teraz możemy świętować wspólnie Boże Narodzenie i Eid - dwa razy więcej przyjemności. Jeśli mam być szczera, tego typu różnice mniej przeszkadzają w życiu codziennym niż na przykład to, że mój mąż jest osobnikiem wyjątkowo mięsożernym, a ja od prawie dwudziestu lat nie jem mięsa.

"Pakistańskie wesele" to dziennik z 14 dni podróży, będący subiektywnym portretem współczesnego pakistańskiego społeczeństwa. Autorka wielobarwnie opisując ludzi, stroje i miejsca, snuje opowieść poprzez inną kulturę. W trakcie lektury, możemy razem z nią zdobyć szczyty Hindukuszu czy zapolować na perfumy w piwnicach Islamabadu. "Pakistańskie wesele" to dziennik z 14 dni podróży, będący subiektywnym portretem współczesnego pakistańskiego społeczeństwa. Autorka wielobarwnie opisując ludzi, stroje i miejsca, snuje opowieść poprzez inną kulturę. W trakcie lektury, możemy razem z nią zdobyć szczyty Hindukuszu czy zapolować na perfumy w piwnicach Islamabadu.
Rodzice wychowali mnie w sposób, który nie tyle sprawił, że jestem "ciekawa innego", co raczej nie zauważam tej inności. Od dziecka dużo podróżowałam, oczywiste dla mnie było to, że ludzie są różni - mają różny kolor skóry, porozumiewają się różnymi językami. Kiedy miałam trzynaście lat, przez miesiąc chodziłam do podstawówki w RPA. Nie patrzyłam tam na koleżanki i kolegów z klasy przez pryzmat ich koloru skóry czy obchodzonych świąt, po prostu z jednymi fajnie mi się rozmawiało, z innymi nie. Podobnie kiedy pierwszy raz zobaczyłam mojego męża, nie pomyślałam - o, jakiś z subkontynentu, tylko - o rany, ale przystojny facet. Inność zaczęłam dostrzegać już jako dorosła osoba, w zupełnie innym kontekście. Mam między innymi na myśli szeroko pojęte poglądy polityczne, podejście do praw człowieka, ekologii i wielu innych istotnych kwestii.

"Pakistańskie wesele" jest dziennikiem z podróży. Jaki jest współczesny Pakistan?

To bardzo trudne pytanie i szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym potrafiła na nie odpowiedzieć. Nie jestem w tym temacie autorytetem. Przede wszystkim jest to kraj niezwykle zróżnicowany, pełen różnych grup etnicznych i społecznych. Mój obraz Pakistanu jest bardzo ograniczony i mam wrażenie bardzo ocenzurowany.

Na pewno jest to kraj wielu kontrastów i sprzeczności. Jest to też kraj ludzi głodnych zmian - walczących o wyjście z impasu, o polepszenie swojej sytuacji, mający dość hipokryzji, a jednocześnie niepotrafiący się wyrwać z więzów narzuconych przez lata konserwatyzmu. Pakistańczycy to ludzie bardzo dumni, ale paradoksalnie również zakompleksieni. Dla mnie najważniejsze jest to, że Pakistan chce się zmieniać, mimo napotykanych trudności.

Co panią podczas tej podróży najbardziej zaskoczyło - zarówno negatywnie, jak i pozytywnie?

Zdecydowanie negatywnie zaskoczyły mnie lokalne ceny, zwłaszcza biorąc pod uwagę niskie zarobki w Pakistanie. Restauracje nierzadko serwowały posiłki znacznie droższe niż te w Polsce, kreacje weselne - nie mówię już nawet o tych dla panny młodej, tylko takie zwyklejsze, dla gości, zaczynały się od kilkuset dolarów. Nawet ubrania codzienne były stosunkowo bardzo drogie. To przerażające w kraju, w którym wiele rodzin decyduje się wysyłać zaledwie kilkuletnie dzieci na służbę do bogatych rodzin, żeby chociaż miały co jeść. Jeszcze bardziej pogłębia to przepaść klasową i u osoby z zewnątrz, obdarzonej choćby szczątkową wrażliwością, budzi ogromny sprzeciw. Tym bardziej, że przedstawiciele klasy wyższej czy nawet średniej kompletnie nie zdają sobie sprawy ze swojego uprzywilejowania.

Czytaj także: Osobista powieść z mafią w tle. "Wilczyca. W pogoni za wolnością"

Z drugiej strony bardzo pozytywnie zdumiało mnie podejście społeczeństwa do ludzi zmagających się z jakimikolwiek niepełnosprawnościami, a także do osób starszych. Bardzo podobało mi się to, że podczas wszystkich uroczystości rodzinnych seniorzy rodu byli w centrum uwagi, zawsze zadbani i zaopiekowani.

Oczywiście, jak wspomniałam już wcześniej, jest to bardzo subiektywny obraz, według mojego męża bardzo wyidealizowany. Stwierdził on, że zdecydowałam, że polubię Pakistan i z tego względu wielu problemów nie zauważyłam. Ja z kolei wychodzę z założenia, że o Pakistanie i tak już mówi się zbyt wiele złego i warto jednak pochylić się nad tym, co dobre.

  • Maja Klemp skończyła japonistykę i hispanistykę na Cardiff University oraz europeistykę na University of Bath. Od dziecka uzależniona od podróży. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Chile, Japonii, Czechach i Hiszpanii, co pozwoliło jej zanurzyć się w różnych kulturach i poznać różne, często odrębne style życia. Teraz żyje w Nowym Jorku.
  • Maja Klemp skończyła japonistykę i hispanistykę na Cardiff University oraz europeistykę na University of Bath. Od dziecka uzależniona od podróży. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Chile, Japonii, Czechach i Hiszpanii, co pozwoliło jej zanurzyć się w różnych kulturach i poznać różne, często odrębne style życia. Teraz żyje w Nowym Jorku.
  • Maja Klemp skończyła japonistykę i hispanistykę na Cardiff University oraz europeistykę na University of Bath. Od dziecka uzależniona od podróży. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Chile, Japonii, Czechach i Hiszpanii, co pozwoliło jej zanurzyć się w różnych kulturach i poznać różne, często odrębne style życia. Teraz żyje w Nowym Jorku.
  • Maja Klemp skończyła japonistykę i hispanistykę na Cardiff University oraz europeistykę na University of Bath. Od dziecka uzależniona od podróży. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Chile, Japonii, Czechach i Hiszpanii, co pozwoliło jej zanurzyć się w różnych kulturach i poznać różne, często odrębne style życia. Teraz żyje w Nowym Jorku.
  • Maja Klemp skończyła japonistykę i hispanistykę na Cardiff University oraz europeistykę na University of Bath. Od dziecka uzależniona od podróży. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Chile, Japonii, Czechach i Hiszpanii, co pozwoliło jej zanurzyć się w różnych kulturach i poznać różne, często odrębne style życia. Teraz żyje w Nowym Jorku.
  • Maja Klemp skończyła japonistykę i hispanistykę na Cardiff University oraz europeistykę na University of Bath. Od dziecka uzależniona od podróży. Mieszkała w Wielkiej Brytanii, Chile, Japonii, Czechach i Hiszpanii, co pozwoliło jej zanurzyć się w różnych kulturach i poznać różne, często odrębne style życia. Teraz żyje w Nowym Jorku.
Skąd wziął się pomysł na napisanie "Pakistańskiego wesela"? Zostanie pisarką zawsze było pani marzeniem?

Czy zawsze? Raczej nie, jak każde dziecko przechodziłam przez różne etapy. Chciałam być zawodowym nurkiem, później lekarzem... Nawet będąc już umownie dorosłą, miałam wiele pomysłów na to, z czym chcę związać swoją przyszłość. Nadal mam - wydanie jednej książki nie czyni ze mnie pisarki, chociaż na pewno na jednej publikacji nie poprzestanę. Jednak bez względu na wszystkie moje pomysły z całą pewnością mogę powiedzieć, że od zawsze lubiłam pisać. I czytać. Poważnie o tym, że mogłabym pisać książki, zaczęłam myśleć chyba dopiero na studiach.

Krótko po skończeniu studiów zaczęłam zresztą pisać swoją pierwszą książkę, do której w tym roku mam nadzieję powrócić. Natomiast "Pakistańskie wesele" napisało się właściwie samo, napędzane chęcią utrwalenia wyjątkowych wspomnień i podzielenia się nimi z najbliższymi. Potem całkiem pragmatycznie stwierdziłam, że nie jest to zła książka na debiut - na to, żeby w jakiś sposób zaistnieć na rynku wydawniczym. W końcu bardzo szeroko pojęta literatura orientalna przeżywa teraz swoje pięć minut. A ja mam nadzieję, że jeśli niektórzy czytelnicy, skuszeni okładką i chwytliwym tytułem, poznają i polubią - co nie jest takie oczywiste - mój styl, to sięgną również po kolejne moje historie, bez względu, czy będą dotyczyły pakistańskich bogaczy w turbanach, czy czegoś mniej egzotycznego.

Zobacz także: Rytmy Afryki oczami tancerki z Gdańska

Pochodzi pani z Gdyni, z mężem poznaliście się w trakcie studiów w Walii, ślub wzięliście w Danii, obecnie mieszkacie w Nowym Jorku. "Nosi" panią po świecie? Jakie są pani podróżnicze marzenia, które kraje chciałaby pani lepiej poznać?

Oczywiście, że mnie "nosi"! Nie chcę jak Immanuel Kant spędzić całego życia w swoim odpowiedniku Królewca. Mam jedno życie i tylko jedną szansę, żeby się nim cieszyć, poznając świat. Jest w nim tyle pięknych miejsc. Teraz w trakcie pandemii spędzam aż za dużo czasu na podróżniczych marzeniach, co zobaczę jakieś ładne zdjęcie, natychmiast chcę tam jechać.

Jeśli miałabym tak na trzeźwo ocenić, gdzie ciągnie mnie najbardziej, to chyba w kierunku Azji. Na pewno chciałabym jeszcze raz pojechać do Japonii, tym razem z mężem, i zwiedzić coś więcej niż Tokio i okolice. Marzy mi się też spędzenie kilku miesięcy na jeżdżeniu po Tajlandii, Wietnamie, Laosie, Myanmarze... Chciałabym też dużo lepiej zwiedzić Pakistan, przecież widziałam zaledwie jego mały skrawek. A jednym z największych marzeń podróżniczych, którego niestety na razie nie możemy spełnić, jest dla nas obojga Iran.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (101)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Gdańsk posiada wyjątkowe muzeum, w którym co roku organizowane są wydarzenia muzyczno-artystyczne, niespotykane w innych miastach Polski. Jakie to muzeum?