Wiadomości

Kora Kowalska: każdy człowiek jest zbieraczem

- Właściwie każdy człowiek jest zbieraczem, często nieuświadomionym i bywa to dla mnie niezwykle inspirujące - mówi Kora Kowalska.
- Właściwie każdy człowiek jest zbieraczem, często nieuświadomionym i bywa to dla mnie niezwykle inspirujące - mówi Kora Kowalska. fot. Łukasza Głowala/Trojmiasto.pl

Kora Kowalska, archeolożka i kulturoznawczyni, w mieszkaniu na Dolnym Mieście zgromadziła imponującą kolekcję różnego rodzaju przedmiotów. Jak sama mówi, najważniejsza jest dla niej historia danej rzeczy, a nie jej wartość rynkowa. W rozmowie z nami opowiada o tym, jak zbieractwo stało się jej sposobem na życie.



Czy kolekcjonujesz jakieś przedmioty?

tak i jest to moje największe hobby 17%
tak, ale nie jest to moją główną pasją 28%
kiedyś tak, ale z czasem z tego zrezygnowałem/am 24%
nie, nigdy mnie to nie interesowało 31%
zakończona Łącznie głosów: 114
W powszechnej świadomości kolekcjonerstwo funkcjonuje jako zajęcie hobbystyczne, a sami kolekcjonerzy często skupiają swoją uwagę na bardzo wąskiej, konkretnej dziedzinie. Czym dla ciebie jest kolekcjonerstwo?

Kora Kowalska: Rzeczywiście, w powszechnym mniemaniu kolekcjonowanie kojarzyć się może z nieszkodliwym hobby dla wtajemniczonych i zakurzoną gablotą. Z drugiej zaś strony pisze się sporo o bogatych kolekcjonerach dzieł sztuki, którzy traktują swój zbiór jako inwestycję na przyszłość. Wychodzi więc, że kolekcjonerzy to albo zdziwaczali hobbyści, albo niedostępne wyższe sfery. Tymczasem bardzo często dzieje się tak, że kolekcjonerstwo to właściwie praca na cały etat. Musisz nieustannie się szkolić, szukać rozsianych strzępów informacji, wstawać o 5 rano na giełdy staroci, poświęcać cały swój czas, być stale na bieżąco. Dla mnie kolekcjonowanie to po prostu nieodłączna część mojego życia, a cały świat to kolekcja. Nie jesteśmy zawieszeni w próżni, wszelkie działanie ludzkie oparte jest na nieustannej analizie i syntezie artefaktów z przeszłości. Niemal wszystkie dziedziny nauki oparte są na zbieraniu przedmiotów, faktów czy idei, skrupulatnie archiwizowanych. Podstawą mody, designu, prognozowania trendów także jest zbieractwo. Właściwie każdy człowiek jest zbieraczem, często nieuświadomionym i bywa to dla mnie niezwykle inspirujące.

Przeczytaj więcej teksów o pasjonatach z Trójmiasta

Masz bardzo osobiste podejście do zbieranych przedmiotów. Skąd u ciebie pasja nie tylko do samego zbierania, ale i kolekcjonowanych przedmiotów?

Lubię rzeczy szczególnie za ich "rzeczową" naturę. W przeciwieństwie do ludzi, rzeczy są niewinne, nie kłamią i są cierpliwe, a ich życie jest zwykle dłuższe niż nasze, stąd należy im się szacunek. Każdy przedmiot, w zależności od aktualnej mody, sytuacji politycznej czy społecznej, może być różnie postrzegany. Raz będzie sztuką, raz kiczem, raz śmieciem, a raz obiektem kolekcjonerskim. Tania i popularna cynowa ozdoba z XV wieku po kilku stuleciach staje się artefaktem eksponowanym w muzealnej gablocie. Oleodruki religijne w XIX wieku były synonimem kiczu, a dzięki patynie czasu zyskały na wartości. Niewiele warte i wyśmiewane drobne zabawki z epoki PRL-u dziś są poszukiwane i sprzedawane często za duże pieniądze. Co ciekawe, zmienia się jedynie nasze spojrzenie na rzecz, ona sama pozostaje niezmienna.

Mój stosunek do rzeczy wynika z pewnością ze skrajnie humanistycznego podejścia, którego nauczyłam się w rodzinnym domu. Rodzice, Ewa Skaper i Rafał Kowalski są artystami malarzami i kolekcjonerami, więc dorastałam w otoczeniu masy starych przedmiotów, a wyprawy na złomowce, jarmarki czy nawet zwykłe śmietniki były dla mnie czymś całkowicie naturalnym. W każdej rzeczy są zapisane ślady osób, wydarzeń i dat, ten swoisty dialog z rzeczami jest dla mnie zawsze najbardziej ekscytujący, jest jeszcze tyle do odkrycia! Zbieranie jest dla mnie antropologią minionej codzienności. Rzeczy w swej kolekcjonerskiej masie objawić się mogą jako podmioty, zdolne do symbolicznego dialogu. To, co dla człowieka, który nic nie zbiera, jest zwykłym przedmiotem, dla kolekcjonera, artysty czy naukowca staje się żywą istotą, posiadającą biografię, pochodzenie, przeszłość i przyszłość.

Opowiedz więcej o swojej kolekcji. Jakie przedmioty zbierasz?

Zaczynałam, jak niemal każde dziecko z pokolenia lat 80. od znaczków, monet, skamielin i historyjek z gum balonowych Donald. Dość szybko jednak przestawiłam się na stare dewocjonalia, zabawki i tzw. kicz. Z czasem zaczęło to ewoluować i dziś chyba łatwiej wymienić rzeczy, których nie zbieram. Jest kilka tematów, które aktualnie interesują mnie bardziej niż inne. Niezmiennie od kilku lat jest to stara XIX-wieczna fotografia, biżuteria "costume", czyli przedwojenne i tuż powojenne ozdoby z materiałów nieszlachetnych, pamiątki związane z Wolnym Miastem Gdańsk, a w szczególności z terenów Dolnego Miasta, gdzie mieszkam, drobne zabawki z PRL-owskich kiosków, przypinki z niemieckich zbiórek Winterhilfswerk, pruskie pamiątki, a także wszelkiej maści kurioza i efemery. Ostatnimi czasy zaczęło mnie także ciągnąć do polskiego designu z lat 50. i 60., w szczególności do modernistycznych mebli i lamp. Jednak z racji coraz mniejszej powierzchni mieszkania muszę się ograniczać w tej materii. Jest to kolejny zwodniczy aspekt takiego trybu życia. Kolekcja zagarnia nie tylko wszystkie fundusze, ale i całą dostępną przestrzeń. Nie wyobrażam sobie zbierać i chować do pudełek, szczególnie, że większość przedmiotów, które kolekcjonuję, nie była dobrze traktowana, a niektóre z nich były uznawane za śmieci. Chcę dawać im drugie życie, więc każdy z nich zasługuje na godną ekspozycję.
To, co dla człowieka, który nic nie zbiera, jest zwykłym przedmiotem, dla kolekcjonera, artysty czy naukowca staje się żywą istotą, posiadającą biografię, pochodzenie, przeszłość i przyszłość.


Czy masz jakieś ulubione przedmioty ze swojej kolekcji?

Ulubione są te, za którymi stoi ciekawa historia lub takie, które udało mi się zdobyć przypadkiem, w zaskakujących miejscach. Chociażby moja perełka z dziedziny fotografii. Dagerotyp Antoine Claudeta z lat 40/50. XIX wieku. Claudet był nadwornym fotografikiem królowej Wiktorii i jednym z ojców fotografii, wynalezionej zaledwie kilkanaście lat przed wykonaniem mojego egzemplarza, który jest pięknie podmalowany i zachowany wraz z sygnowanym etui. Wypatrzyłam go na giełdzie staroci pod Tallinnem za kilka euro, na stoisku pełnym przysłowiowych śmieci raczej niż muzealnych obiektów.

Skomplikowaną drogę przeszły z pewnością także 3 portrety pewnego żołnierza pruskiego z przedwojennego atelier Krausego, które znajdowało się na ulicy Weidengasse, czyli współcześnie Łąkowej na Dolnym Mieście. Dwa z nich, w formacie gabinetowym i mniejszym-wizytowym kupiłam kilka lat temu od jednego sprzedawcy z Krakowa. Oba podmalowane, ze złoceniem na guzikach munduru, jednak zupełnie anonimowe. Moje zaskoczenie było ogromne, gdy dwa lata później, na lokalnym targu staroci na Kujawach, znalazłam brakujące ogniwo za 6 złotych. Ten sam żołnierz, to samo ujęcie, tym razem bez podmalunku, ale za to z podpisem. W ten sposób anonimowy Prusak, który kiedyś chodził tą samą ulicą, co ja, odzyskał swoje imię i nazwisko. Bardzo lubię takie historie w skali mikro, bo dają obraz tego, jak przeszłość zazębia się z teraźniejszością. Bardzo lubię także mój zbiór celuloidowych broszek z lat 30. i 40. To głównie tanie pamiątki dziecięce, przedstawiające postacie z bajek, zwierzątka czy muchomorki. Szczególnie wzruszające na tle wydarzeń historycznych. Ostatnio zaś nałogowo kupuję stare preparaty ze szkolnych pracowni biologicznych, na fali fascynacji XIX-wiecznymi kunstkamerami.

Czy masz jakiś klucz, według którego tworzysz swoją kolekcje?

To jest raczej ogólna myśl przewodnia, która się krystalizuje z upływem lat, niż konkretny klucz. Staram się doceniać każdy przedmiot, bo każdy ma w sobie potencjał i coś mówi o nas samych. Jednak nad projektowe wazony z lat 60., choć są piękne, przedkładam zwykłe przedmioty codzienne. Szczególnie te ulotne, z nietrwałych materiałów - jak celuloid czy papier - lub tanie i szeroko dostępne drobiazgi są dla mnie najbardziej pociągające, bo najwięcej są w stanie przekazać o ludziach, którzy je posiadali. Czasem kieruje mną nostalgia, niektóre przedmioty wzruszają mnie bardziej i wtedy muszę je mieć. Za pomocą tych pięknych, wciąż trwałych i użytecznych przedmiotów mam namiastkę dostępu do czasów, które bezpowrotnie minęły.

Niektórych z nich zresztą używam na co dzień, noszę przedwojenną bakelitową biżuterię, piszę w starych zeszytach, jem na starych talerzach i używam przedwojennych noży. Na pewno nie traktuję mojej kolekcji handlowo, jako wymiernej finansowo lokaty, w związku z czym nie przywiązuję uwagi do tego, czy dany egzemplarz jest w idealnym stanie. Przeciwnie, rzecz zużyta, zniszczona przez czas frapuje mnie nawet bardziej niż ta, która wygląda jak ze sklepowej półki. Z pewnością wynika to z mojego archeologicznego doświadczenia, będąc archeologiem pracuje się prawie wyłącznie na resztkach i śmieciach minionej rzeczywistości. Podobnie nie interesuje mnie zebranie wszelkich możliwych odmian i typów z danej kategorii. Skończona kolekcja to wg mnie martwa kolekcja. Dużo istotniejszy jest proces samego zbierania, poszukiwanie informacji, nowe wątki, które można jeszcze podjąć i ciągłe pogłębianie wiedzy.
Za pomocą tych pięknych, wciąż trwałych i użytecznych przedmiotów mam namiastkę dostępu do czasów, które bezpowrotnie minęły.


Gdy już zdobędziesz nową rzecz do kolekcji, to jak się z nią obchodzisz? Masz jakieś rytuały "zbieracze"?

Oczywiście! Proces kolekcjonowania u każdego zbieracza pełen jest rytuałów, tajemnic, dziwactw i metod badawczych wypracowanych na przestrzeni lat. Gdy trafia do mnie nowy przedmiot, najpierw przechodzi swoisty obrzęd przejścia. Został wyrwany z dotychczasowego kontekstu, więc zanim trafi ostatecznie na ścianę czy półkę, do sobie podobnych rzeczy, znajduje się w "fazie marginalnej". Jest zawieszony w próżni, czyli leży na kupce "nowych" przybyszy. To jest czas, w którym oglądam dany przedmiot, poznaję i uczę się go, dokonuję drobnych renowacji, a także po prostu chcę się nim nacieszyć. Staram się poznawać rzeczy wszystkimi zmysłami; każdy materiał ma inną gęstość, temperaturę czy smak, a najbardziej pomocne w poznaniu tych właściwości są zęby! To stary kolekcjonerski trik, który naprawdę jest niezawodny. Stukając delikatnie o ząb, bez trudu można rozpoznać kość, szkło, bursztyn, bakelit itp. Można powiedzieć, że doświadczenie organoleptyczne jest tajemną podstawą każdej kolekcji.

Współtworzysz grupę "Od rzeczy skład". Czym się zajmujecie i jaki ma to związek z twoją kolekcją?

"Od rzeczy skład" to szeroki, otwarty pomysł, który cały czas rozwijam wraz z Pamelą Granatowski. Ja jestem odpowiedzialna za opisywanie rzeczy z moich zbiorów, które publikuję na Facebooku, a raz na jakiś czas wychodzimy z tym wszystkim "do ludzi" i robimy warsztaty, instalacje czy wykłady, oscylując wokół tematu śmieci, ich twórczego wykorzystania jako materii artystycznej czy ogólnie tzw. obrzeży kultury. Jako naukowca zastanawia mnie też fakt pomijania kolekcjonerstwa w oficjalnym nurcie naukowym. A przecież jest to ogromna siła sprawcza! Nie tylko pod względem masy interesujących przedmiotów znajdujących się w prywatnych kolekcjach, ale przede wszystkim pod względem wiedzy i wieloletniego doświadczenia empirycznego, którym poszczycić się mogą kolekcjonerzy.

Jakie są najbliższe plany grupy "Od rzeczy skład"?

W niedalekiej przyszłości planujemy cykl spotkań w Instytucie Kultury Miejskiej, gdzie będziemy mówić o rzeczach i pokazywać je. Planowani są też goście. W dalszych planach mamy publikację, która nie będzie standardową publikacją, ale na razie nie chcę zapeszać. Moim osobistym marzeniem jest stworzenie kiedyś małego muzeum codzienności i osobliwości. Na razie jednak muszę skończyć doktorat o rzeczach i jeszcze trochę dozbierać.

Opinie (48)

  • Pora na hardKora. (1)

    • 21 0

    • to musi być bardzo w porządku kobitka :)

      i nie boi się na dolnym...
      szacun

      • 14 0

  • (1)

    O ja pierdziele, ile kurzu do wycierania :-)

    • 57 8

    • co wy z tym kurzem alergicy?

      mi nie przeszkadza :)

      • 10 1

  • Przeciez to jest zaburzenie... (2)

    • 28 25

    • Ktoś musi przechować historię. Powinny robić to muzea i udostępniać. Ale wolą kupować i chować bohomazy, których i tak nikt nie chciałby oglądać. :-)

      • 17 1

    • Dokładnie !

      • 5 1

  • Trzeba się na coś zdecydować bo metrów już nie ma :-)

    • 9 3

  • Super!

    Fajna kolekcja i wszystko fajnie poukładane! Powodzenia Pani życzę!

    • 35 3

  • Nie, nie każdy człowiek jest zbieraczem :) (3)

    Ja jestem minimalistką, w stylu ubierania, jak i w wyposażeniu mieszkania. Jest czysto, przejrzyście, bez zbędnych pierdół.
    Harmonia w każdym calu, w głowie przy okazji też :)
    Pozdrawiam wszystkich minimalistów.

    • 23 19

    • Tak. Teraz wszystko można zbierać na zdjęciach.
      A zdjęcia w chmurze - tak jakby ich w ogóle nie było
      Tylko czasem ktoś nieproszony tam wpadnie - pewnie odkurzyć :-)

      • 14 4

    • ok, ale harmonia nie jest tylko, gdy wnętrze jest minimalistyczne (1)

      nie lubię wnętrz zagraconych,
      ale znam wnętrza pięknie wypełnione- nie przepełnione,
      gdzie każda rzecz ma swoje miejsce,
      a rzeczy praktyczne typu dokumenty, wyniki badań, świadectwa, akty notarialne, dowody wpłat ---są poukładane rocznikowo w dobrej jakości teczkach i ułożone
      w dużych szufladach.
      No i listy....:-) w kartonie jednym ładnym, ale stojącym na dnie dużej szafy

      • 6 2

      • A kto te listy będzie kiedyś czytał? Nie zrozumie, osłabnie....:-)

        Ważne naprawdę jest to ulotne, czego nie można zapisać, dotknąć - a co pozostaje w pamięci.
        Po tych, którzy już żadnego listu do nas nie napiszą...

        • 5 2

  • Zaktęcona...pozytywnie

    Ja mam wszystko związane z morzem...
    uwielbiam otaczać się starociami

    • 26 2

  • wow! niezła kolekcja!

    fajnie to wygląda :)

    • 27 2

  • łomatko (1)

    • 5 5

    • Tak synciu? :-)

      • 9 0

  • Nie każdy człowiek jest zbieraczem, nie każdy. (4)

    Ja nie zbieram, nie kolekcjonuję, nie otaczam się przedmiotami, nie znoszę do domu, nie poluję, nie kupuję, nie przechowuję, nie przywiązuję się materialnie, ... I jest mi z tym bardzo dobrze i tak lekko. Przynajmniej nikt po mnie w przyszłości nie będzie musiał sprzątać ...

    • 14 13

    • (1)

      I myślisz, że żadne tajemnice po tobie dzięki temu nie wypłyną? :-)
      Ludzie mają sny, wizje, coś pozwala im kojarzyć niemożliwe...

      • 2 11

      • ciekawe kto minusuje? - macie coś na sumieniu bulwersanci? :)

        • 3 4

    • Mam podobnie (1)

      w mieszkaniu nie ma prawa bytu nic co do czegoś nie służy. Niefunkcjonalna ozdóbka od razu szuka nowego właściciela wśród znajomych, i o dziwo bardzo szybko znajduje. Z mieszkania nie robię muzeum, można chodzić w butach, posprzątam. Z ozdóbek - jedynie drzewko bonzai i kilka storczyków żony. Jedynie pokój dziecka to inny świat , kolorowo, d*perelowo, tam leczę swoje minimalistyczne fobie, jak ofidiofob w terrarium.

      • 7 8

      • w każdym domu storczyki, a mnie sie nie podobaja

        • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Autostopem przez apokalipsę. Recenzja filmu "Greenland"
Recenzja filmu "Greenland"

Kulinaria

Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Nowe lokale: sushi, vongole i tatarskie smaki
Szampańsko i rybnie. Kolacja komentowana w Grand Blue
Kolacja komentowana w Grand Blue

Sprawdź się

Kiedy powstało Akwarium Gdyńskie?