Wiadomości

Koncert, który dyrektora wzruszył do łez. O inauguracji sezonu w PFB

W piątkowy wieczór Polska Filharmonia Bałtycka zainaugurowała sezon.
W piątkowy wieczór Polska Filharmonia Bałtycka zainaugurowała sezon. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl

Program wydawał mi się tak banalny, że musiałby się wydarzyć cud, abym wyszła z tego koncertu zadowolona. I wydarzył się, bo po zakończeniu piątkowej inauguracji sezonuPolskiej Filharmonii Bałtyckiej poderwałam się z miejsca jako jedna z pierwszych, aby nagrodzić wykonawców zasłużoną owacją na stojąco. Co więcej, ośmielę się stwierdzić, że było to jedno z lepszych otwarć sezonu w ostatnich latach - finał był tak przejmujący, że ze wzruszenia rozpłakał się nawet Georg Cziczinadze, dyrektor Orkiestry PFB. A nie ma przecież lepszej muzyki niż ta, która chwyta za serce i wzbudza tak ogromne emocje, prawda?



Koncert zapowiadaliśmy w kalendarzu imprez oraz cyklach Planuj tydzieńWrzesień melomana


Czy orkiestra przed rozpoczęciem koncertu powinna się rozgrywać na scenie?

tak, to dodatkowa atrakcja dla publiczności 66%
nie, to rozprasza słuchaczy 18%
jest mi to obojętne 16%
zakończona Łącznie głosów: 257
Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, dlatego instytucje kultury przykładają tak wielką wagę do tego, aby otwarcie sezonu artystycznego na długo zapadło publiczności w pamięć. Kiedy jednak zobaczyłam, jakim programem zamierza rozpocząć sezon Polska Filharmonia Bałtycka, z niedowierzaniem przecierałam oczy ze zdumienia. Koncert fortepianowy C-dur KV 467 Wolfganga Amadeusza Mozarta jeszcze mogłabym przełknąć, jeśli partię solową grałaby naprawdę wielka gwiazda. Ale IX Symfonia e-moll Z Nowego Świata Antonína Dvořáka?

To bez wątpienia arcydzieło, którego zawsze słucham z wielką przyjemnością. Tyle, że tak osłuchany utwór, który melomani znają z wykonań najlepszych orkiestr, należałoby zagrać naprawdę po mistrzowsku, aby wkraść się w łaski publiczności. No i ta nieszczęsna Uwertura akademicka Johannesa Brahmsa! Rozumiem, że skoro i tak w drugiej części koncertu, do Dvořáka, ściągnięto duży skład, to szukano utworu na podobnie rozbudowaną osadę. Tyle, że akurat ta kompozycja jest zwyczajnie nudna.

To był tak dobry koncert, że wzruszył do łez nawet Georga Cziczinadze, dyrektora artystycznego Orkiestry PFB.
To był tak dobry koncert, że wzruszył do łez nawet Georga Cziczinadze, dyrektora artystycznego Orkiestry PFB. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Mojego zdania najwyraźniej nie podzielali słuchacze, bo podczas piątkowej inauguracji sala koncertowa PFB była wypełniona do ostatniego miejsca. Wszak muzyka miała być lekka i przyjemna, a i kompozytorzy znani i lubiani, więc na udział w imprezie zdecydowało się wiele osób, które mi się przyznały, że miejsce to odwiedzają okazjonalnie. I te same osoby zapewniły mnie po koncercie, że wrócą, bo takich emocji się nie spodziewały.

Ja ten wieczór zaczęłam od emocji niekoniecznie pozytywnych. Wchodząc na salę koncertową zobaczyłam rozgrywających się muzyków. W pierwszej chwili pomyślałam, że nastąpiły jakieś komplikacje, bo przecież na 10 minut przed rozpoczęciem koncertu powinni już być za kulisami i czekać na wejście. Okazało się, że to ich "nowy zwyczaj" - od teraz będą się rozgrywali właśnie na scenie, przed koncertem. Dopiero przed samym rozpoczęciem dołączy do nich koncertmistrz, a po nastrojeniu się, na scenę wejdzie dyrygent.

W podobny sposób rozpoczyna koncerty wiele orkiestr, ale dla mnie jest to nie do przyjęcia. To tak, jakby pani domu przed proszoną imprezą przyszła się umalować do pokoju, w którym czekają na nią goście. Poza tym przed koncertem potrzebuję chwili skupienia, aby się wyciszyć i przygotować do odbioru i oceny wykonywanej muzyki. Ot, takie - wypracowane przez lata - zboczenie zawodowe. Tymczasem hałas, jaki generowali rozgrywający się muzycy, tak mnie zirytował, że miałam ochotę wyjść. Innego zdania byli państwo siedzący obok mnie. Dla nich było to doświadczenie fascynujące, chętnie przyglądali się artystom i z zaciekawieniem wyczekiwali, co wydarzy się później. Więc może, parafrazując mistrza, w tym szaleństwie jest metoda? Jeśli ktoś ma ochotę zabrać w tej sprawie głos, zachęcam do oddania głosu w naszej ankiecie.

Luis Fernando Pérez oczarował słuchaczy Mozartem, ale na bis zaserwował takie "kąski", które tego Mozarta przebiły. Owacjom nie było końca.
Luis Fernando Pérez oczarował słuchaczy Mozartem, ale na bis zaserwował takie "kąski", które tego Mozarta przebiły. Owacjom nie było końca. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Koncert rozpoczęła, jak wspomniałam powyżej, Uwertura akademicka Brahmsa. Nie jest to utwór, który mnie szczególnie chwyta za serce, ale muzyka grana w tak dużym składzie z reguły zawsze brzmi atrakcyjnie. Tym bardziej dla kogoś, kto filharmonię odwiedza raczej okazjonalnie, a takich osób na widowni nie brakowało. Sprawniejsze ucho zapewne wychwyciło, że orkiestra dopiero wróciła z wakacji, niemniej - wbrew moim obawom i uprzedzeniom, słuchało się tego z przyjemnością.

W Koncercie fortepianowym C-dur KV 467 Mozarta partię solową wykonał hiszpański pianista Luis Fernando Pérez. Jako że miałam miejsce z widokiem na klawiaturę fortepianu, a artysta ten posługuje się niesamowitą techniką, nie odrywałam wzroku od jego dłoni. I to był nieziemski spektakl wizualno - muzyczny. Pérez grał bardzo subtelnie, a przy tym precyzyjnie, cały czas prowadząc finezyjny dialog z orkiestrą. I choć jego interpretacja była nie tylko unikatowa, ale przy tym znakomita, to jednak jeszcze większe wrażenie niż Mozart wywarły dwa bisy, których doprosiła się gromkimi owacjami publiczność.

Melomani się nam wykruszają, dlatego trzeba "wychować sobie" nową publiczność. Konrad Mielnik w roli konferansjera spisał się w tej roli jak zwykle znakomicie, opowiadając słuchaczom ciekawostki na temat wykonywanych utworów i zachęcając do odwiedzenia filharmonii w przyszłości.
Melomani się nam wykruszają, dlatego trzeba "wychować sobie" nową publiczność. Konrad Mielnik w roli konferansjera spisał się w tej roli jak zwykle znakomicie, opowiadając słuchaczom ciekawostki na temat wykonywanych utworów i zachęcając do odwiedzenia filharmonii w przyszłości. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Preludium Es - dur op. 23 nr 6 Sergiusza Rachmaninowa artysta zagrał fenomenalnie, ale tego, jakie wrażenie na słuchaczach wywarło wykonanie "Tańca ognia" (Manuel De Falla) nie jestem w stanie ubrać w słowa. W pierwszej chwili, podczas grania początkowych repetycji, "początkujący" melomani myśleli, że to taki muzyczny żart i że artysta po chwili grania "tego samego w kółko" wstanie i się ukłoni z uśmiechem. Z czasem byli jednak tak zauroczeni, że podczas przerwy starali się dociec, co to był za utwór - Fernando Pérez go nie zapowiedział.

Po przerwie nastąpił wielki finał i - budzące moje obawy - wykonanie IX Symfonii Dvořáka. Orkiestra zna ten utwór na pamięć - grała go przecież co najmniej kilkadziesiąt razy podczas swoich tras koncertowych po Chinach czy Stanach Zjednoczonych. To jednak, czego doświadczyliśmy w piątek, było przeżyciem wręcz mistycznym!

Koncerty muzyki poważnej w Trójmieście


Początek przebiegał typowo, orkiestra grała znakomicie, a dyrygent - Georg Cziczinadze - coraz bardziej zatracał się w muzyce. Mając do dyspozycji tak ogromny aparat wykonawczy postanowił wycisnąć go jak cytrynę - operował pełnym zakresem dynamicznym, pilnował, aby wyeksponowane zostały partie solowe. W pewnym momencie zamknął oczy i po prostu poddał się muzyce. Dyrygował z taką emfazą, że batuta przestała mu wystarczać i aby wyegzekwować od orkiestry realizowanie własnej wizji posiłkował się głosem. Przypomniał mi się wtedy koncert, podczas którego nastąpiło symboliczne przekazanie mu batuty przez poprzedniego dyrektora orkiestry PFB, Ernsta van Tiela. Wtedy próbował dyrygować w podobny sposób, co ja uznałam za zagranie przesadnie teatralne, a jeden z naszych czytelników nazwał "pajacowaniem". Tak to wówczas odebraliśmy, bo nie było interakcji z orkiestrą. Jego przesadna ekspresja wydawała się więc nieuzasadniona.

Widownia była zapełniona do ostatniego miejsca.
Widownia była zapełniona do ostatniego miejsca. fot. Dominik Staniszewski/Trojmiasto.pl
Tym razem było inaczej. Cziczinadze nie grał, tylko komunikował się z orkiestrą, a ta precyzyjnie odczytywała jego sygnały i na nie reagowała. Każde solo było wręcz wypieszczone, każdy kolejny motyw chwytał słuchaczy za serce, a każde fortissimo wbijało w fotel. Nic więc dziwnego, że po zakończonym koncercie publiczność poderwała się z miejsc i nagrodziła artystów zasłużoną, kilkunastominutową owacją na stojąco.

To jednak, co mnie osobiście urzekło najbardziej, to sposób, w jaki Georg Cziczinadze podziękował swoim artystom i w jaki oni podziękowali jemu. Dyrygent i zarazem dyrektor Orkiestry PFB panie ucałował w rękę, panów wyściskał, a orkiestra nagrodziła go gromkimi brawami. Idąc na ten koncert miałam uwagi do programu, bo wydawało mi się, że to właśnie nim można zrobić największe wrażenie na słuchaczach. Byłam w błędzie. Orkiestra PFB i jej dyrektor Georg Cziczinadze zaimponowali publiczności tym, że stanowią zespół. I że wspólnie są w stanie wyzwolić takie emocje, że wzruszenie dopadnie nie tylko słuchaczy, ale i ich samych. Najlepszym dowodem są łzy wzruszenia, jakimi zalał się George Cziczinadze podczas trwających kilkanaście minut owacji na stojąco.

Ci, którzy uczestniczyli w piątkowej inauguracji, mieli możliwość nabyć drukowany program na sezon artystyczny 2019/20. Jeśli ktoś nie miał takiej możliwości, poniżej prezentujemy program w formacie PFF.

Program Polskiej Filharmonii Bałtyckiej na sezon 2019/20

Opinie (24) 3 zablokowane

  • Kiedy remont? (1)

    Tak , by wreszcie uzyskać akustykę godną takiego miejsca i zachęcić wymagających słuchaczy do powrotu na koncerty?

    • 21 6

    • Pewnie nigdy - przecież wg dyrekcji filharmonii akustyka jest tam doskonała... Tymczasem ja jestem jednym z tych, którzy po prostu nie mają ochoty odwiedzać tej sali koncertowej, której układ i akustyka to jakieś nieporozumienie.

      • 9 4

  • (1)

    A ja widziałem wolne miejsca. Nawet na załączonych zdjęciach są pojedyncze wolne fotele.

    • 18 8

    • Tylko pojedyncze bo podwojnych nie ma.

      • 2 5

  • Szanowna Pani ,prawda jest jedna i stara jak swiat : nie ma zlych orkiestr
    i nudnych programow sa tylko zli dyrygenci , st skrowaczewski
    zawsze mowil jak " dyrygent jest suchy a orkiestra mokra " to nie dobrze
    najlepszy koncert jest gdy jedni i drudzy sa spoceni !!!!!
    swieta prawda pozdrawiam !

    • 19 4

  • Super i gratuluję takiego miejsca i ludzi (1)

    A u mnie w Gdyni kicha. Jest orkiestra, ale miasto ma ja głęboko w d*pie.

    • 14 6

    • A w Gdańsku tak niski poziom

      że bardziej wymagający niestety nie mają czego słuchać, mimo, że orkiestra jest, a jest dość przeciętna.

      • 4 14

  • Pani Ewo (1)

    To, że na czyjejś kompozycji się Pani nudzi, nie znaczy, że kompozycja jest nudna.
    Pani recenzje są tragiczne i niestety, co stwierdzam z przykrością, nie ma Pani ani wiedzy, ani kompetencji do oceniania pod jakimkolwiek innym kątem, jak tylko niewyedukowanego odbiorcy, dzieł muzycznych.

    • 41 15

    • Potwierdzam

      niestety

      • 14 2

  • Zajechałaby grupa wojsk obrony terytorialnej z darmową wódką, grochówką i jakąś kapelą z muzyczką do potańczenia, by się ludzie bawili. A to? Dla kogo w ogóle to jest i w cenie nie dla Polaków.

    • 1 27

  • (3)

    Ciekawe jak Pani zobaczyla łzy u Dyrektora skoro stoi do publicznosci tylem....
    Ja siedzialem przodem i jakos lez nie widzialem
    Radosna tworczosc Pani redaktor
    Pozdrawiam

    • 27 5

    • (1)

      A ja siedziałem w pierwszym rzędzie. i widziałem te łzy i wzruszenie, wtedy gdy się odwracał. Trudno to sobie niektórym wyobrazić, ale po skończonym koncercie, a było to wtedy, dyrygent często odwraca się do słuchaczy. Nie to mnie dziwi że muzyk nic nie widział, bo to kwestia wrażliwości, ale nie ładnie posądzać kogoś o swoje przywary.

      • 4 10

      • Troche blizej siedze od Dyrektora niz Pani Redaktor czy Pani sluchaczka
        To strużki potu poniewaz w 2019 roku dalej trudno o klimatyzacje

        • 6 2

    • Widziałam

      tak , były łezki wzruszenia, to prawda .

      • 0 1

  • Gdańsk nie ma Filharmonii (2)

    Nie dziwie sie, ze sala była pelna. W Gdańsku bardzo zadko odbywają sie koncerty symfoniczne. Częściej w Filharmonii gości Maryla Rodowicz czy Piasek. Gdańsk ma zdecydowanie najgorsza tzw. Filharmonie w Polsce. Moze sie to zmieniło ale ja przestałem śledzić repertuar przeszło rok temu. Po tym jak nie znalazłem w nim zadnej klasyki. Gdańsk powinien wziąć przykład Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy.

    • 25 14

    • Co za bzdury.

      Ponieważ wypisuje Pan bzdury, poproszę o dowód na to, że w repertuarze nie ma klasyki. Koncerty z repertuarem luźniejszym/rozrywkowym w wykonaniu orkiestry PFB zdarzają się może kilka razy w sezonie - okolicznościowo.

      • 0 0

    • Ciekawe!

      To w takim razie jak to się dzieje, że ja w każdy piątek jestem na koncercie symfonicznym w Filharmonii Bałtyckiej. Czary mary :)

      • 1 0

  • "dla mnie jest to nie do przyjęcia"

    jeżeli trzymają tam panią siłą to trzeba zgłości ten fakt policji a jak nie to . . . . . papa żegnam

    • 27 2

  • rewelacja miesiaca

    niektorzy placza ze smiechu,chyba takibyl Mozart.

    • 7 5

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

września

23. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

19

września

III Międzynarodowy Festiwa... Gdańsk, Pałac Opatów

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Przypadek Tomasza Komendy. Recenzja filmu "25 lat niewinności"
Recenzja filmu "25 lat niewinności"
Planszówki, konsole i Virtual Reality. Graj w gry w Trójmieście
Graj w gry w Trójmieście

Kulinaria

Oktoberfest w PG4 to już tradycja
Oktoberfest w PG4 to już tradycja

Sprawdź się

Jaki jest symbol władzy epoki brązu prezentowany w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku?

 

Najczęściej czytane