Kolejny sukces Baabusa. Po premierze spektaklu "O krasnoludkach i o Sierotce Marysi"

Wspaniały sceniczny duet: Koszałek Opałek (Szymon Danielewicz) i Lis Sadełko (Lena Julke).
Wspaniały sceniczny duet: Koszałek Opałek (Szymon Danielewicz) i Lis Sadełko (Lena Julke). fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl

Gorącymi owacjami na stojąco przyjęła publiczność premierowy spektakl muzyczny pt. "O krasnoludkach i sierotce Marysi" na podstawie baśni Marii Konopnickiej o tym samym tytule przygotowany przez Sopocki Teatr Muzyczny Baabus Musicalis. Premiera odbyła się wczoraj, 18 czerwca, w Teatrze na Plaży i zgromadziła duże grono wielbicieli teatru, przyjaciół i rodziny występujących na scenie młodych aktorów.



Spektakle dla dzieci grane w Trójmieście w czerwcu


Sopocki Teatr Muzyczny Baabus Musicalis jest fenomenem na trójmiejskiej scenie teatralnej. Z jednej strony - skupia wokół siebie amatorów, z drugiej - prowadzony jest przez profesjonalistów. Scena istnieje od 2014 roku (pisaliśmy o jego powstaniu w osobnym artykule) i obecnie jest rezydentem Teatru na Plaży, gdzie wystawia swoje przedstawienia. Zespół składa się z dzieci w wieku od kilku do kilkunastu lat, które uczęszczają na zajęcia teatralne i co jakiś czas przygotowują spektakl. Warto tu podkreślić, że - jak sugeruje już sama nazwa - jest to teatr muzyczny.

Twórczyniami Sopockiego Teatru Muzycznego są absolwentka Akademii Muzycznej - Jadwiga Kościk (powszechnie zwana Jagodą), która w Baabusie odpowiada za reżyserię, przygotowanie aktorskie i wokalne i produkcję oraz odpowiedzialna za stronę plastyczną - Magdalena Adamowska, która zawodowo zajmuje się projektowaniem wnętrz, a w STM opracowuje scenografię i kostiumy. Razem z innymi twórcami, których zapraszają do współpracy tworzą od kilku lat widowiskowe musicale.

Przeczytaj także: Prawdziwa karuzela marzeń. O dziecięcym spektaklu "Petit Pierre"

Szczególnie udane i mocne były sceny zbiorowe, zarówno pod kątem wykonania piosenek, jak i scenicznie.
Szczególnie udane i mocne były sceny zbiorowe, zarówno pod kątem wykonania piosenek, jak i scenicznie. fot. Edyta Steć/Trojmiasto.pl
Tak było i tym razem. Powstał kolorowy, poetycki, roztańczony i rozśpiewany spektakl, który przenosi nas w czasie. A może przenosi nas i w czasie i przestrzeni - do krainy, w której wciąż żyją krasnoludki. Baabus wziął bowiem na tapetę tekst znanej bajki Marii Konopnickiej. Pozornie wydaje się to przedsięwzięciem karkołomnym - Konopnicka, wierszowana baśń z XIX wieku, muzyka ludowa, a wykonawcami dzieci, które może nawet nie znają tej historii... Czy mogło z tego wyjść coś dobrego? Zadawałam sobie to pytanie, idąc na spektakl.

Tymczasem okazało się, że nie tylko mogło wyjść coś dobrego, ale i wyszło coś wyjątkowego, oryginalnego i zaskakującego. Jak to możliwe? Wydaje mi się, że sekretem tego udanego spektaklu jest przede wszystkim koncepcja, by trzymać się w takim jakby czasie "poza czasem". Z jednej strony jest to stylizacja na realia odpowiadające wsi końca XIX (stroje wiejskich dzieci), z drugiej w zasadzie nie wiadomo, kiedy to się dzieje, bo nie ma wyraźnego odnośnika do miejsca i czasu w scenografii. Powstała więc taka swoista krasnoludkowa "Nibylandia".

Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo zestarzała się jedna moich ukochanych lektur dzieciństwa. Baśń Konopnickiej opublikowana została po raz pierwszy w 1896 roku i wychowało się na niej już wiele pokoleń Polaków. Jednak nie jest to łatwy tekst, zwłaszcza na scenę i zwłaszcza dla młodych adeptów sztuki teatralnej. Utwór jest bowiem pisany prozą poetycką z obszernymi wierszowanymi fragmentami, a język obfituje w słowa zupełnie dziś już nieużywane lub wręcz nieznane (tj. bożęta, zapiecek, licho, opończa, okiść, insi i wiele innych). Trzeba pamiętać, że Konopnicka stylizowała swoją opowieść, więc sporo jest w bajce terminów ludowych, ale także jest to tekst niezwykle poetycki.

Jak sobie poradził z tym trudnym wyzwaniem zespół Baabusa? Wyśmienicie. Odnieść można wręcz było wrażenie, że to jest ich naturalny język i czuli się w tej polszczyźnie jak ryby w wodzie. W ogóle ogrom pracy, jaki został włożony w przygotowanie tego spektaklu, budzi respekt. Nietrudno zauważyć, że zarówno ekipa dziecięca, jak i starsi członkowie zespołu napracowali się przy tej produkcji, zwłaszcza jeśli chodzi o przygotowanie muzyczne i kostiumy, a także choreografię i charakteryzację.

Akcja rozgrywa się w świecie baśniowym, gdzie żyją krasnoludki, a zarazem realnym, gdzieś na polskich wsiach i polach oraz w lasach. Zaczyna się od przedwiośnia, a kończy jesienią. Niestety, ten upływ czasu nie był wyraźnie zaznaczony w inscenizacji. Brakło również wyraźniejszych akcentów na zmianę miejsc akcji. Scenografka (Magda "Bąbel" Adamowska) zdecydowała się na umiejscowienie na środku sceny ekranu w kształcie otwartej księgi, na którym wyświetlają się ilustracje ze starych wydań książki Konopnickiej autorstwa Marcina Szancera i Janusza Grabiańskiego. Ma to swój niezaprzeczalny urok, jednak odebrało możliwość innego budowania oprawy scenicznej i wprowadzenia własnej wizji.

Jedynym elementem dekoracji był właściwie jeżdżący tron - na zmianę Królowej Krasnoludków (w tej roli Maria Gryglewska) oraz Królowej Tatry (Lena Julke), który zamieniał się co jakiś czas w drzewo lub inny element baśniowego świata. Poza ekranem z księgą również czerwona rozsuwana kurtynka sugerowała, że oto jesteśmy w teatrze, w świecie bajkowym, w świecie iluzji, co też można uznać za ciekawe rozwiązanie.

Jednak to, co zachwyca poza wykonaniem muzycznym i teatralnym (o czym powiem za chwilę), to kostiumy (Olga Leszko i Katarzyna Konieczka) oraz charakteryzacja. Ta druga być może momentami przerysowana, ale wpisująca się w klimat całości. Zatem wszelkie brody, wąsy, łysiny i wielkie nosy krasnoludkowe zagrały bardzo dobrze. Stroje nawiązywały bardzo wyraźnie do dawnych kostiumów teatralnych, a także do ilustracji Szancera. To właśnie również dzięki nim mogliśmy przenieść się w czasie. Postaci na scenie wyglądają jak wprost wyjęte z tej ekranowej księgi, co budzi podziw.

Pora teraz powiedzieć o najważniejszym - o rolach oraz wykonaniu piosenek i choreografii, a także ruchu scenicznym. Wszystko to było na jak najlepszym poziomie. Zarówno wszystkie krasnoludki, na czele z Koszałkiem Opałkiem - moim ulubionym kronikarzem (w tej trudnej roli bardzo dobry Szymon Danielewicz), jak i obie bardzo dostojne i piękne królowe (Tatra - Lena Julke i Królowa Krasnoludków - Maria Gryglewska - brawa dla obu aktorek) oraz Sierotka Marysia (w tej roli podczas premiery wystąpiła bardzo zdolna Sara Zielińska) i wszyscy pozostali aktorzy spisali się znakomicie. Szczególnie udane i mocne były sceny zbiorowe, zarówno pod kątem wykonania piosenek, jak i scenicznie. Chciałabym jednak tutaj wyróżnić szczególnie Lenę Julke, której Lis Sadełko jest prawdziwym scenicznym majstersztykiem. Brawa na stojąco dla całego zespołu były jak najbardziej zasłużone.

Podobnie cała oprawa muzyczna jest godna samych pochwał. Muzycy grali wspaniale, a oberki, kujawiaki inne melodie ludowe w nowej aranżacji (Joachim Łuczak) brzmiały naprawdę świetnie. Nie można także nie wspomnieć o chórze, który choć nie dostał zadań scenicznych (a szkoda), to był cały czas na deskach obecny i słyszalny.

Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że spektakl ma ogromny potencjał, aczkolwiek wymaga jeszcze pracy dorosłej ekipy. Zwłaszcza od strony technicznej jest w nim sporo niedoróbek. Czasem szwankowały światła, czasami nie działał komuś mikroport, sporo też w niektórych scenach zbiorowych niedociągnięć ruchowych, zwłaszcza w drugiej części spektaklu było to widoczne. Wydaje mi się, że tempo spadło i trochę się spektakl zaczął momentami rozjeżdżać, co być może stało się w wyniku chyba niepotrzebnej przerwy. Myślę jednak, że są to drobiazgi, które ekipa szybko dopracuje i zapnie spektakl na ostatni guzik.

Opinie (6) 3 zablokowane

  • No i to jest teatr!! Brawo!

    • 6 1

  • Brabus Rocket 900

    to jest coś

    • 1 0

  • Trzeci!

    • 0 0

  • Ala ma kota a sierotka ma rysia...

    • 1 0

  • z całym szacunkiem Pani redaktor (1)

    Ale pisanie o poprawkach technicznych przy takich produkcjach to trochę kpina. Ja rozumiem, ze każdy by chciał mieć Broadway ale jednak na takiej sztuce nie ma osobno realizatora światła, dźwięku, mikroportowcow, kierownika sceny, elektryka itp tylko to wszystko pewnie robią dwie osoby. Mikroport może być za 200 złotych a może być za 4000 ( kup takich mikroportow 30 sztuk z odbiornikami jeszcze ). Nie pisze tego żeby być krytykiem dla samej zasady tylko bilety za ten spekakl pewnie były po 30 złotych, na sale pewnie weszło z 80 osób bo więcej nie może i weź tu zepnij budżet. Jak już urosną i będą wielkim teatrem to wtedy będzie na to kasa. Teraz to jest projekt dla zabawy, dla tych dzieci. I zapewne zawsze są z kasa na minusie. Pozdrawiam

    • 2 0

    • Ojej, ale po co się tak spinać na delikatną krytykę?

      Sztuka była po prostu na tyle dobra, że autorka recenzji potraktowała ich z należytą powagą, konstruktywnie zwracając uwagę na to i owo. Lepiej przemilczeć i tym samym dać do zrozumienia, ze traktuje się ten projekt z pobłażaniem, bo "amatorski"?

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Legenda Radmoru - wystawa
Legenda Radmoru - wystawa
wystawa
lis'20 7-29.08
Gdynia, Muzeum Miasta Gdyni
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu

Sprawdź się

Sprawdź się

Który z trójmiejskich statków-muzeum nie jest jednostką Narodowego Muzeum Morskiego?