Wiadomości

Kobiety i opera. O grupie Les Femmes

Les Femmes to trzy śpiewaczki, matki, żony i... szalone kobiety! Idą nieutartym szlakiem, przekazując publiczności swój sposób widzenia świata, muzyki, teatru i życia.

- Jesteśmy przesiąknięte muzyką. Nierzadko uczymy się tekstu podczas gotowania, a pomysły reżyserskie powstają na placu zabaw lub pod prysznicem. Nie sposób pominąć rozpalonych muzyką nocy małżeńskich... Szczęśliwa i pełna pasji mama to szczęśliwy mąż, dzieci i środowisko, w którym przyszło nam żyć - mówi Emilia Osowska, która wspólnie z Joanną Sobowiec-Jamioł i Natalią Krajewską-Kitowską już od dziewięciu lat współtworzy trio wokalne Les Femmes. Zapytaliśmy artystki m.in. o to, jak wygląda kobieca codzienność na koncertowych scenach oraz w jakim stopniu życie rodzinne determinuje działalność artystyczną.



Ewa Palińska: Jako Les Femmes koncertujecie od dziewięciu lat, ale nie jest to faktyczny początek waszej aktywności muzycznej, prawda?

Joanna Sobowiec-Jamioł: Nasze początki sięgają tak naprawdę jeszcze czasów podstawówki. Natalia [Krajewska-Kitowska - dop. red.] i ja poznałyśmy się w chórku parafialnym w Bydgoszczy. Miałyśmy wtedy 10 lat. Dekadę później każda z nas studiowała na rodzimej Akademii Muzycznej (Natalia śpiew solowy, ja dyrygenturę chóralną). Emilia [Osowska - dop. red.] w tym czasie studiowała chemię na Politechnice Gdańskiej. Poznałyśmy się obie na studiach wokalnych w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Ja byłam łącznikiem pomiędzy dziewczynami - pewnego dnia poznałam je ze sobą i szybko narodził się pomysł wspólnego muzykowania. Po tym, jak połączyłyśmy siły, zaczęłyśmy szukać pianistki. I tak przez pierwsze lata współtworzyłyśmy zespół z Kasią Hobgarską-Buja. Od kilku lat na stałe współpracujemy z pianistami: Arkadiuszem Farkowskim, Sebastianem Godzińskim, Łukaszem Jankowskim, Ignacym Wiśniewskim oraz Anną Rocławską-Musiałczyk, z zespołem kameralnym Piotra Jamioła, Orkiestrą Kameralną św. Pawła, Mają Miro-Wiśniewską, Antonim Wojnarem, Filipem Arasimowiczem. Nie sposób wszystkich muzyków wymienić z nazwiska.

Les Femmes tworzą: Joanna Sobowiec-Jamioł - sopran liryczno-koloraturowy, Natalia Krajewska-Kitowska - sopran liryczny oraz
Emilia Osowska - mezzosopran.
Les Femmes tworzą: Joanna Sobowiec-Jamioł - sopran liryczno-koloraturowy, Natalia Krajewska-Kitowska - sopran liryczny oraz Emilia Osowska - mezzosopran. fot. archiwum Festiwalu Muzyka na Szczytach w Zakopanym 2019
Jakie są pań zawodowe cele i oczekiwania?

Emilia Osowska: Celem zespołu jest grać na scenie muzykę, którą kochamy. Naszym priorytetem jest poruszyć widza emocjonalnie i estetycznie, a jednocześnie nieść przesłanie pełne nadziei. Chciałybyśmy, aby każdy mógł zetknąć się z muzyką klasyczną na żywo. Na przestrzeni lat niejednokrotnie zdarzało się, że osoby, które na co dzień stronią od tego gatunku muzyki, po naszych spektaklach miały łzy w oczach i były głęboko wzruszone. Krąży opinia, że do słuchania muzyki klasycznej potrzeba specjalnych kwalifikacji lub wykształcenia muzycznego. Nic bardziej mylnego. Muzyka klasyczna jest dla wszystkich. Najlepiej rozumieją to dzieci, które jeszcze tej opinii nie znają, oraz osoby dojrzałe, które już sobie z niej nic nie robią. Wystarczy na moment zamknąć oczy i otworzyć serce.

Kiedy rozmawiałyśmy siedem lat temu (strasznie ten czas ucieka!) - przy okazji mojego tekstu o muzykach do wynajęcia - zastrzegły panie, że Les Femmes nie wykonują muzyki tła. W czym zatem się panie specjalizują?

Emilia: Specjalność zespołu to autorskie spektakle, koncerty inscenizowane oraz tematyczne recitale. W głównym nurcie są kolaże operowe, sięgające tradycji pasticcio XVII i XVIII w. Są to spektakle muzyczne zbudowane z arii, pieśni i innych fragmentów dzieł kompozytorów muzyki klasycznej, które łączy spójna fabuła oraz nowy kontekst interpretacyjny. To oryginalne zestawienie tworzy nową jakość, skłania do zabawy formą oraz nakłada świeżą interpretację sceniczno-muzyczną. Nasze przedstawienia nacechowane są silnymi emocjami, wyrazistymi bohaterami, a zarazem posiadają pozytywne i niebanalne przesłanie. Za nami jest ponad 350 wydarzeń artystycznych.

Czy trudno pogodzić działalność artystyczną z codziennymi obowiązkami i życiem rodzinnym?

Joanna Sobowiec-Jamioł: Średnio spotykamy się trzy razy w tygodniu na kilkugodzinną próbę muzyczną. Do tego dochodzi ćwiczenie indywidualne i najczęściej późnowieczorna "praca biurowa" związana z prowadzeniem zespołu. Rozwój naszej działalności ściśle wiąże się z etapem rozwoju życia prywatnego. Osiągnęłyśmy już pewną dojrzałość, która pomaga nam w samoocenie oraz w realizowaniu się jako artystki - śpiewaczki. Wspólnie posiadamy piłkarską "11" dzieci oraz mężów "z pierwszego małżeństwa". Bagaż przeżyć prywatnych, jak i zespołowych nauczył nas budowania w pierwszej kolejności więzi międzyludzkich opartych na szacunku i serdeczności - ze współtworzącymi muzykami, z publicznością, a przede wszystkim ze sobą nawzajem. Według opinii tych, którzy z nami współpracują, jest to niejako nasza "cecha charakterystyczna". Finalnie wpływa to na bardzo osobisty odbiór tego, kim jesteśmy i co robimy na scenie. Każda staje na scenie nie tylko jako "artysta", ale jako "osoba z całym swoim potencjałem". Doświadczamy, że prawda wykonawcza ma największą moc oddziaływania na odbiorcę.

Utwór ten pochodzi z drugiej płyty Les Femmes, zatytułowanej "W małym kinie", stworzonej na podstawie autorskiego spektaklu pod tym samym tytułem. Premiera płyty miała miejsce 10 stycznia.

Wiele artystek odkłada w czasie macierzyństwo z obawy, że zakłóci rozwój kariery.

Emilia: My postanowiłyśmy złamać schemat "najpierw kariera - potem dzieci". Owoc odwróconej kolejności okazał się zaskakujący! Paradoksalnie to właśnie dzięki posiadaniu rodziny nadal pracujemy w zawodzie, nabieramy mocy do stawania w szranki z karierą i wszystkim, co się z nią wiąże. Dzieci dodają nam odwagi, inspirują swoją wyobraźnią, radością, czułością, uczą niepopadania w schematy. Odkrywają nam świat niepohamowanych emocji i pomagają odnaleźć prawdę na scenie. Są najlepszymi nauczycielami wytrwałości i pokory. Gdy np. dziecko uczy się chodzić, przewracając się bez przerwy, to nie zadaje sobie pytania, czy to wszystko ma sens. Nawet gdy opadnie z sił - wstaje, nie ma wątpliwości... Wytrwale dąży do celu. Nikt tak nie kształtuje naszego charakteru jak rodzina.

I nikt tak nie potrafi przeszkadzać w próbach (to wiem akurat z własnego doświadczenia), jak dziecko domagające się jedzenia bądź atencji.

Natalia Krajewska-Kitowska: W krótkiej perspektywie dzieci są przeszkodą, nawet bardzo dosłowną. Jak inaczej wyrazić sytuację, w której dwugodzinna próba odbywa się z dzieckiem na rękach, a najtrudniejsza fraza muzyczna zostaje przekrzyczana tercję wyżej? Lub kiedy to akurat noc przed koncertem jest cała nieprzespana (!), a poranek rozpoczyna się kaszlem, katarem i gorączką u najmłodszego dziecka? Intensywne działanie, zmęczenie, a czasami skrajne wyczerpanie są stałym elementem naszej pracy. Ale wiemy, że jest to etap przejściowy.

Jaki zatem będzie etap finalny?

Joanna Sobowiec-Jamioł: Rodzina uczy nas przede wszystkim szacunku do drugiej osoby. Uczyniłyśmy z tego motto naszych relacji. Jesteśmy przekonane, że sztuka jest owocem tego, kim jesteśmy. Jest lustrem naszego wnętrza. Dobry muzyk nierozłącznie wiąże się z byciem spełnionym i szczęśliwym człowiekiem. Dzieci nas obserwują i za kilka-kilkanaście lat to my będziemy dla nich inspiracją w przezwyciężaniu życiowych trudności i dążeniu do spełniania marzeń. Chcemy, aby tak się stało. Na taki finał liczymy.

Wielka Gala Operowa wg Les Femmes.
Wielka Gala Operowa wg Les Femmes. mat. prasowe
Co w życiu artysty jest ważniejsze - fantazja czy dyscyplina?

Natalia: Dyscyplina niezbędna do pogodzenia życia rodzinnego z artystycznym jest tak samo ważna, jak jej przyrodnia siostra: szaleństwo! Liczba spraw do załatwienia, obowiązków rodzinnych i zespołowych jest naprawdę duża. Bez codziennego misternego planu i bożej pomocy nie ma szans, by to wszystko okiełzać. Kluczem do pogodzenia tych dwóch światów jest:

  • bycie elastycznym - to umiejętność szybkiej zmiany planów i priorytetów, przy jednoczesnym nie uleganiu frustracji;
  • silne trwanie w uporządkowanym systemie wartości - ułatwia to bycie we właściwym miejscu o właściwym czasie, zwłaszcza gdy trzeba być w kilku miejscach jednocześnie;
  • zachowanie integralności osobowej - nie nosimy masek, jesteśmy sobą zarówno w domu, jak i na scenie.

Mówi pani "bez masek"... Czyli życie - wbrew temu, co twierdził Edward Stachura - to nie teatr?

Emilia Osowska: Przeciwnie. Wzajemne przenikanie się życia prywatnego i zawodowego powoduje, że parkiet domowy zamienia się w scenę teatru operowego, w którym bohaterami są nasi mężowie i dzieci. Oraz odwrotnie: na realnej scenie muzycznej odgrywamy sytuacje z domowego zaplecza. Jesteśmy przesiąknięte muzyką. Nierzadko uczymy się tekstu podczas gotowania, a pomysły reżyserskie powstają na placu zabaw lub pod prysznicem. Nie sposób pominąć rozpalonych muzyką nocy małżeńskich... Szczęśliwa i pełna pasji mama to szczęśliwy mąż, dzieci i środowisko, w którym przyszło nam żyć.

Les Femmes to trójmiejski zespół muzyki klasycznej stworzony w 2011 r. W głównym nurcie zespołu są kolaże operowe sięgające tradycji pasticcio XVII i XVIII w. Są to spektakle zbudowane z arii, pieśni i innych fragmentów dzieł kompozytorów muzyki klasycznej, które łączy spójna fabuła i nowy kontekst interpretacyjny.
Les Femmes to trójmiejski zespół muzyki klasycznej stworzony w 2011 r. W głównym nurcie zespołu są kolaże operowe sięgające tradycji pasticcio XVII i XVIII w. Są to spektakle zbudowane z arii, pieśni i innych fragmentów dzieł kompozytorów muzyki klasycznej, które łączy spójna fabuła i nowy kontekst interpretacyjny. mat. prasowe
Występy na scenie wiążą się nie tylko z koniecznością przygotowania muzyki, ale i pracą nad wyglądem. W jaki sposób pracują panie nad stroną wizualną?

Natalia Krajewska-Kitowska: W  większości prezentujemy autorskie spektakle muzyczne, stąd wizerunek na scenie jest wynikiem "wizji", jaką ma być postać, którą gramy. Ten wizerunek musi być spójny i ułatwiać widzowi wejście w historię, którą chcemy opowiedzieć. Prosta dziewczyna z włoskiej tawerny ("Dziewczyny z Neapolu"), XIX-wieczna kobieta ("Pejzaż polski") czy bajkowa księżniczka ("Opera jak z bajki") - ról, które mamy do odegrania, jest mnóstwo. Miałyśmy to szczęście, że spotkałyśmy na swej drodze Dorotę Roqueplo - wybitną kostiumograf filmową i teatralną, która stworzyła dla nas przepiękne kostiumy do spektaklu pieśni polskich kompozytorów "Pejzaż polski". Była to wielka radość móc wspólnie pracować nad wizerunkiem naszych bohaterek. Konsultować naszą wizję z wizją tak doświadczonej, a przy tym tak serdecznej artystki.

Kiedy z kolei przygotowywałyśmy program estradowy "Wielka Gala operowa z Les Femmes", poczułyśmy potrzebę zadbania o spójny wizerunek nas jako solistek, ale także zespołu. Nasze drogi spotkały się wtedy z pełną pasji i talentu gdańską projektantką Małgosią Wasik z pracowni EmWu design. Urzekła nas dbałość o każdy detal, serce, które Małgosia wkłada w każdy "guziczek przy gorsecie" (a było ich sporo!).Tym sposobem pracownia EmWu design stworzyła dla nas kolejne kostiumy, tym razem do oratorium "Trzy Marie" (premiera 5.04.2020 w Pruszczu Gdańskim). Są to kostiumy niemal identyczne z tymi, jakie widnieją na poliptyku antwerpskim, który stał się inspiracją do muzycznego ożywienia postaci trzech Marii.

Ale przecież nie sama szata zdobi artystkę. Zakładam, że potrzebują panie też innych atrybutów. Je również zdobywają panie we własnym zakresie?

Natalia: Pozostałe elementy - czy to kostiumu, czy to scenografii - zdobywamy na różne sposoby. Trzeba mieć oczy otwarte i szukać inspiracji wokół nas. Do jednego ze spektakli kupiłyśmy piękny stolik, który (jak później się okazało) był związany z wybitną postacią śpiewaczki i pedagoga Haliny Mickiewiczówny. Jeśli chodzi np. o makijaż, to żyjemy w czasach, w których wybór kosmetyków i dostępność wiedzy na temat wizażu jest imponująca. Wiele nauczyłyśmy się i na studiach, i podpatrując innych oraz siebie nawzajem. Przez tych już ładnych parę lat wypracowałyśmy makijaż, w którym każda z nas czuje się prawdziwą na scenie.

Les Femmes prezentują projekt

Les Femmes nie tylko występują, ale i nagrywają. Na początku stycznia wydały panie już druga płytę.

Emilia: Nasz pierwszy krążek, wydany we wrześniu ubiegłego roku, to efekt naszej wieloletniej pracy nad kolażem składających się z pieśni na głos z fortepianem. Zaprosiłyśmy do tego projektu świetnego pianistę Sebastiana Godzińskiego. Jako zespół musieliśmy się poznać, dotrzeć, dojrzeć. Premiera tej płyty miała miejsce podczas festiwalu Muzyka na Szczytach w Zakopanem. W ramach przygotowania się do roli w przedstawieniu sięgnęłyśmy po literaturę piękną i historyczną, od powstania listopadowego po czasy współczesne. Stawiając się w miejscu bohaterek tamtych czasów, poczułyśmy na własnej skórze, jak ich niewinność i beztroska ulatuje wraz z nadchodzącymi doświadczeniami. Podobnie jak Polskę sponiewierały różne etapy zniewolenia - zabory, wojny, w końcu komunizm, tak i one żyły w nieustannym spętaniu i lęku. Upragniona wolność stanowiła cichą walkę o zachowanie wiary we własne marzenia.

Druga nasza płyta miała swoją premierę 10 stycznia w Gdańsku. Jest to zapis naszego spektaklu "W małym kinie". Są to piosenki z lat 20. i 30. w jazzowej aranżacji Ignacego Jana Wiśniewskiego. Zaśpiewałyśmy ten materiał z wymienionym już Ignacym (pianino), Mają Miro-Wiśniewską (flet) Piotrem Jamiołem (skrzypce) Filipem Arasimowiczem (kontrabas) i Antonim Wojnarem (perkusja). Każda z piosenek to właściwie taki minispektakl. Piękno słów i melodii z tamtych lat niezwykle nas zainspirowało. Efekt tej listopadowej pracy w całym zespole jest bardzo satysfakcjonujący. Obie płyty są do nabycia u nas. Można pisać na adres kontakt@lesfemmes.pl, obecnie pracujemy nad udostępnieniem ich w sprzedaży internetowej. "Pejzaż polski" można już natomiast posłuchać na portalach streamingowych.

Jakie są pań największe marzenia związane z działalnością artystyczną?

Les Femmes: Ciągle ich przybywa! Te małe już się spełniły, średnie są w trakcie realizacji, a największe dojrzewają i czekają na swój moment. Marzenie na dziś? By się wspólnie w radości zestarzeć na scenie. Żeby tej starości przyglądała się serdeczna i otwarta publiczność.

Opinie (4)

  • Najwazniejszym atrybutem

    Artystki wydaje sie być dwuczłonowe nazwisko...Denerwujaca dziwna " Moda" podszyta chyba niedostatecznym poczuciem własnej wartosci.

    • 5 3

  • Super babiszony! Tak trzymac!

    • 1 2

  • Podziw

    Świetne artystki, wspaniałe kobiety, duży szacunek za postawienie tak sprawy, że jest podporządkowanie życia artystycznego sprawom rodzinnym. Mało która kobieta potrafi tak patrzeć na sztukę i swoją pracę dzisiaj. Chapeau bas!

    • 10 6

  • super

    • 12 4

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

01

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Gdańsk w świątecznej komedii. "Miłość jest wszystkim" w telewizji
Świąteczny film o Gdańsku w telewizji

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

Sprawdź się

Kto na początku był liderem legendarnego działającego w Gdańsku teatrzyku Bim-Bom, z którego wywodzą się m.in: Jacek Fedorowicz i Alina Afanasjew?