Wiadomości

Kabaret z piosenkami Wojciecha Młynarskiego. Recenzja spektaklu "O miłości..."

Bogdan Smagacki z wdziękiem gra Amora Adama, nieco gapowatego i gburowatego anioła, ale któremu nic, co ludzkie, nie jest obce.
Bogdan Smagacki z wdziękiem gra Amora Adama, nieco gapowatego i gburowatego anioła, ale któremu nic, co ludzkie, nie jest obce. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Słynne piosenki Wojciecha Młynarskiego i pomysł na fabułę z pogranicza scenicznego żartu i kabaretu składają się na przedstawienie "O miłości... absolutnie wszystko według Mistrza Wojciecha Młynarskiego", najnowszą produkcję Centrum Kultury w Gdyni. Spektakl, w którym biorą udział aktorzy różnych pokoleń, jest jednak także bardzo zróżnicowany jeśli chodzi o umiejętności teatralne i wokalne.



Dość często na Scenie SAM, czyli Scenie Studenta Absolwenta i Mistrza przygotowywane są spektakle z udziałem przedstawicieli każdej z tych grup. Również "O miłości..." wpisuje się w pomysł wymiany doświadczeń i integracji aktorów doświadczonych, mających już duży teatralny staż, z tymi którzy stawiają pierwsze kroki w zawodzie lub teatru dopiero się uczą (przeważnie w Studium Wokalno-Aktorskim im. Danuty Baduszkowej w Gdyni).

Reżyser i zarazem autor tekstu i ruchu scenicznego przedstawienia, Krystian Nehrebecki, stworzył osobną opowieść, w której dwa anielskie amory: Adam i Gabriela (choć w programie zapowiadana jest Amorzyca Ewa) - trafiają na Ziemię z misją kojarzenia ludzi w pary. Ku ich zaskoczeniu Gdynia, miasto, gdzie zsyła ich Bóg, to miasto ludzi szczęśliwych, zakochanych i chętnie decydujących się na potomstwo. W tej sytuacji Amor Adam postanawia wtajemniczyć swoją anielską towarzyszkę w niuanse życia ludzkiego, nie pomijając żadnego etapu relacji i zażyłości damsko-męskiej.

Humorystyczny, nawiązujący do dowcipu "Latającego cyrku Monty Pythona" tekst miewa jednak wyraźnie słabsze momenty. Szczególnie razi nieudolna "nowomowa" Amorów w pierwszej scenie i obecność boskiego Oka, z podłożonym przez reżysera Głosem Deus ex Machina. Wraz z czasem trwania spektaklu fabuła, skoncentrowana wokół obserwacji ludzkiego zachowania z zewnątrz ("dlaczego kobiety otwierają usta malując sobie oczy?" czy "co zawiera kobieca torebka?") nabiera tempa, a aktorzy wchodzą w odpowiedni rytm, by spektakl toczył się wartko i faktycznie bawił.

Wszystko dzieje się w zaaranżowanej na trolejbus przestrzeni, gdzie każdy z ósemki aktorów (sześciu pasażerów i dwa anioły) wykonuje jakąś piosenkę z repertuaru Wojciecha Młynarskiego.
Wszystko dzieje się w zaaranżowanej na trolejbus przestrzeni, gdzie każdy z ósemki aktorów (sześciu pasażerów i dwa anioły) wykonuje jakąś piosenkę z repertuaru Wojciecha Młynarskiego. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Wszystko dzieje się w gdyńskim trolejbusie, miejscu, gdzie spotkać przecież można młodzież, dorosłych i staruszków, reprezentujących tu całe społeczeństwo. Za pomocą kilku siedzisk i imitacji drążków (scenografia i kostiumy Moniki Ostrowskiej) oddano wnętrze pojazdu, w którym Adam i Gabriela poznają gdynian. Scenografię uzupełniają niezbyt wyszukane wizualizacji drogi (animacje Roberta Turło), po której porusza się ten teatralny trolejbus.

Jednak tym, co robi największe wrażenie, są świetnie wymyślone przez reżysera kreacje staruszków (z bardzo przekonującą charakteryzacją autorstwa Magnus Film). Dzięki temu, oraz bardzo pomysłowemu ruchowi scenicznemu Nehrebeckiego, duet Agnieszka Tylutki - Mateusz Deskiewicz z miejsca zyskuje sympatię publiczności. Doskonały w roli Starszego jest zwłaszcza Deskiewicz, który postać dystyngowanego pana z laseczką przygotował w największych detalach - charakterystyczny chód, chrząknięcia, ofukiwanie młodszych, którzy "zajęli" jego miejsce, ale też uchylanie kapelusza każdorazowo wywołują uśmiech. Ujmuje również zgięta w pół i poruszająca się z balkonikiem Starsza w wykonaniu Agnieszki Tylutki. Oboje kradną show głównym bohaterom spektaklu.

Bogdan Smagacki (grający Amora Adama wymiennie z Bartłomiejem Sudakiem) znany jest z łatwości w konstruowaniu ról komediowych. Bardzo dobrze radzi sobie również z rolą gburowatego, pozbawionego ogłady towarzyskiej amora, który pod wpływem amorzycy przechodzi prawdziwą metamorfozę. Niestety aktorsko nie jest w stanie mu dorównać Karolina Arczewska (Amorzyca Gabriela), na jego tle jedynie poprawna. Z pozostałych najciekawsze wrażenie pozostawia po sobie Bartosz Stawiński w roli Średniego.

Furorę w spektaklu robią Staruszkowie (na zdjęciu), grani przez Agnieszkę Tylutki i Mateusza Deskiewicza.
Furorę w spektaklu robią Staruszkowie (na zdjęciu), grani przez Agnieszkę Tylutki i Mateusza Deskiewicza. fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl
Każdy z ósemki bohaterów, nie licząc konferansjera Złotoustego (Michał Zacharek), parodiującego postaci znane ze świata polityki i zapowiadającego kolejne punkty programu, ma do wykonania piosenkę. Tu najbardziej uwidaczniają się dysproporcje pomiędzy poszczególnymi aktorami. Piosenki, zresztą, nie zawsze korespondują ze snutą przez Nehrebeckiego żartobliwą lekcją człowieczeństwa, jaką funduje swojej dziewicy (jak się o niej wyraża) Amor Adam. Brawurowo wykonane i najcieplej przyjęte są utwory z najbardziej rozbudowaną choreografią (zbiorowe "Żyj kolorowo" czy "Dziewczyny bądźcie dla nas dobre na wiosnę" w wykonaniu Mateusza Deskiewicza i "Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia" śpiewane przez Agnieszkę Tylutki).

Posmak klasycznej piosenki poetyckiej zapewnia Bartosz Stawiński w utworze "Bynajmniej" i Weronika Nawieśniak w swojej interpretacji "Kocham cię, życie!", dobrze wypada Bogdan Smagacki w piosence "Bądź moim natchnieniem". Poprawnie śpiewają Paulina Wojtowicz "Moje serce to jest muzyk" czy Karolina Arczewska "Z kim będzie ci tak źle jak ze mną". Niestety bardzo odstaje od nich poziomem swojego wokalu Mateusz Feliński, który otwiera i zamyka spektakl hitem "Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał".

Zamysł, by stworzyć program niemal kabaretowy, w którym fabuła dominuje nad muzyką, a nie odwrotnie, Krystianowi Nehrebeckiemu udaje się połowicznie. Spektakl jest bardzo nierówny. Niemniej bohaterowie, a w pierwszej kolejności Amor Adam oraz Starszy wraz ze Starszą, są przez reżysera dopracowane w szczegółach również wtedy, gdy nie biorą bezpośredniego udziału w akcji spektaklu. Silną stroną spektaklu jest ruch sceniczny i grający na żywo jazzujący muzycy (Filip Arasimowicz, Tomasz Koper i Jakub Wójcik). Słabą - pełen luk i nieścisłości scenariusz. Mimo wszystko w kategorii spektaklu lekkiego, łatwego i przyjemnego, adresowanego raczej do starszych widzów, gdyńska produkcja będzie mocnym punktem repertuaru Sceny SAM.

Opinie (14)

  • Polecam (1)

    Warto pójść i spędzić miłe popołudnie

    • 19 5

    • Trolujesz dla organizatora?

      To rozrywka na poziomie koncertu w PRLu dla pracowników Państwowego Gospodarstwa Sadowniczo-Owocowego.

      Ani to śmieszne ani inteligentne. I prosze was nie róbcie z Młynarskiego inteligenta bo z niego taki inteligent był jak z komunistów patrioci.

      • 0 7

  • teraz wszyscy będą wałkować Młynarskiego. gdzie byliście jak mistrz żył?? (4)

    • 4 20

    • lepiej nie pokazywać zatem???

      oj, marudo. Młynarski powinien był napisać o tobie piosenkę;)

      • 6 1

    • Jak zyl to byly juz proby do tego spektaklu ;)

      • 5 0

    • mistrz? No bez przesady!

      Te jego melorecytacje to były tortury na wszelkich festiwalach i w telewizji oraz radio PRLu. Całe szczęście obecnie już go nie puszczają .

      W PRLu mistrzem był ten któremu pozwolono a prawdziwe talenty były skazywane na porażke.

      Poczytaj Leopolda Tyrmanda choćby a zrozumiesz jak to wyglądało i jak dział salon do dziś dnia.

      Znakomita większosć artystów z PRLu to pupilki władzy które swe mistrzostwo czyli wyłączność utracili wraz z nadejściem swobód bo o pełnej wolności nadal nie ma mowy.

      Te wszystkie "hity" Młynarskiego to przeraźliwe gnioty które nawet po pijanemu są niestrawne. Feno0menem jest to jak tacy ludzie musieli sie poukładać z władzunią komunistyczną aby mieć dostęp do mediów.

      • 0 5

    • W styczniu, gdy zaczęto przygotowania....

      Mistrz żył.

      • 2 0

  • Jest całkiem przyjemny (1)

    Dobra rozrywka z klasą.

    • 13 2

    • "yntelygencja" PRLu to dla ciebie klasa hahaha

      Poczytaj Leopolda Tyrmanda to zrozumiesz co to za klasa była.

      • 0 5

  • Mlynarski nie kojarzy sie z rozrywką ktora wywołuje uśmiech

    Raczej z przynudzaniem dla towarzystwa wzajemnej adoracji. Bo wypada.

    • 6 22

  • Nie polecam (2)

    Raz że jest to wykorzystywanie sytuacji bo właśnie zmarł młynarski
    Dwa że twórczość Młynarskiego to PRLowska inteligencja czyli inteligencja tatusia którego jedna córcia ma wykształcenie podstawowe i jako nastolatka grała rólki we francuskich erotykach a drugiej przeszkadzają Polacy na plażach bo są za kiepscy
    Trzy że Młynarski angażował się w politykę i był pacynką władzy aktualnie pozostającej u władzy
    Cztery mamy 2017rok znamy języki obce mamy dostęp do kultury na całym świecie i najzwyczajniej szkoda czasu na twórczosc pupilków PRLu

    Tak sobie myślę że zaraz zespół Raz Dwa Trzy takze poczuje wenę i zrobi objazdówkę gdy wyczuje że Młynarski jest na fali.

    Piosenki Młynarskiego były dobre w siermiężnych czasach komunizmu ale słuchać tego dobrowolnie teraz ??? Nie dziekuję wystarczy ze moi rodzice byli tym torturowani i musieli przytakiwać ze to wybitne bo taka była linia partii z którą się nie dyskutowało.

    Pomimo ze to nie moje klimaty wolę słuchać Szpaka Dody czy nawet Disco Polo niż twórczości Młynarskiego bo mimo wszystko to wykonawcy wolnościowi.

    • 0 27

    • Nie mam zdania, bo nie widziałem ale...

      Próby do spektaklu ruszyły zanim Młynarski odszedł. Jakieś 2 tygodnie przed jego śmiercią.

      • 4 0

    • idiotyczne

      • 0 0

  • Panie Rudziński

    Bogdan Smagacki (grający Amora Adama wymiennie z Bartłomiejem Sudakiem)

    a także Karoline Arczewską (grającą Amorzyce WYMIENNIE z Agata Wianecką)

    :)

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kuligi dozwolone, choć z ograniczeniami. Ile kosztują, gdzie i jak są organizowane?
Kuligi dozwolone, choć z ograniczeniami
Śnieg pomógł odkryć dzieci w dorosłych
Śnieg pomógł odkryć dzieci w dorosłych

Kulinaria

Lokale otworzyły się pomimo obostrzeń
Lokale otworzyły się pomimo obostrzeń
Dokąd na pizzę neapolitańską w Trójmieście?
Pizza neapolitańska w Trójmieście

Sprawdź się

Czy istnieje specjalna osobna nagroda przyznawana tłumaczom zagranicznych dzieł?