Wiadomości

stat

Magdalena Witkiewicz o swojej najważniejszej książce

"Jeszcze się kiedyś spotkamy" to historia o miłości w czasach wojny, życiowych wyborach i rodzinnych tajemnicach.
"Jeszcze się kiedyś spotkamy" to historia o miłości w czasach wojny, życiowych wyborach i rodzinnych tajemnicach. mat. prasowe / fot. Małgorzata Kowalska

"Są takie historie, które zostają w nas na zawsze. Są takie osoby, których nie zapominamy" - zapowiada swoją najnowszą książkę Magdalena Witkiewicz. "Jeszcze się kiedyś spotkamy" to powieść zainspirowana rodzinną historią. W rozmowie z nami autorka zdradza, ile jest w niej prawdy, a ile fikcji, opowiada, jak wyglądała praca nad książką i skąd wziął się motyw niezapominajek, który znalazł się na inspirowanych powieścią filiżankach.



Aleksandra Wrona: Napisałaś, że "Jeszcze się kiedyś spotkamy" to najważniejsza książka twojego życia. Dlaczego tak jest? 

Magdalena Witkiewicz: Jeszcze żadna powieść tak mnie emocjonalnie nie wykończyła (śmiech). Pisząc tę książkę inspirowałam się prawdziwą historią mojej rodziny. Mój dziadek Klemens wyruszył na wojnę i z niej nie wrócił. Nie wiemy, co się z nim stało. Babcia nie wyszła po raz drugi za mąż. Chyba na niego czekała. I to czekanie było inspiracją. Wręcz czułam te emocje, emocje kobiety, której ukochany wyjechał i nigdy nie wrócił. I ten strach, tę niepewność. I tęsknotę za normalnością, ale z drugiej strony nadzieję, że może on jednak wróci. Może ta powieść dlatego jest tak ważna, że pisząc ją sięgałam do moich własnych korzeni. Gdzieś tam głęboko w sercu czułam, że to, co przydarza się bohaterom, mogło się przydarzyć moim przodkom. Przeniosłam się do wojennego Grudziądza, chodziłam tymi samymi ścieżkami, co moja babcia i mój dziadek. Nawet odnalazłam dom, w którym mieszkali... 

Wieczory literackie w Trójmieście


Przyznajesz, że ta książka długo w tobie dojrzewała. Co było iskrą, która sprawiła, że poczułaś się gotowa spisać historię?

Chyba jesień sprzyja poważnym tematom. Po prostu poczułam, że to jest ten czas. Oglądałam dużo wojennych filmów, czytałam wojenne powieści. Wiedziałam, że po dwóch latach chodzenia z tą historią w myślach jestem wreszcie gotowa, by przelać ją na papier. A może raczej na ekran komputera. Dojrzałam. I książka też dojrzała we mnie. Chciałam i musiałam ją napisać. To chyba trochę tak jak z dzieckiem: nie musi być iskry, by się urodziło, po prostu nadchodzi jego czas. 

Razem z książką premierę miały też inspirowane opowieścią filiżanki z motywem niezapominajek.
Razem z książką premierę miały też inspirowane opowieścią filiżanki z motywem niezapominajek. mat. prasowe / fot. Małgorzata Kowalska
Jak przygotowywałaś się do napisania książki? 

Bardzo solidnie. Czytałam gazety z 1939 roku, miałam wrażenie, że przenoszę się w czasie i wiem więcej niż ci, co te gazety mają czytać. Miałam też chyba wszystkie dostępne książki na temat Polaków służących w niemieckim wojsku. Przeczytałam wszystko, co było dostępne na temat psychologii transgeneracyjnej. Co ciekawe, w mojej powieści zgadzają się nawet pozornie nieistotne szczegóły. Gdy moi bohaterowie idą 15 sierpnia do kina Gryf, obejrzą "Wrzos" wg powieści Marii Rodziewiczówny. Wtedy naprawdę to grano. Gdy piją piwo, piją je z browaru Kuntersztyn, który był w Grudziądzu. Pisząc tę książkę poznałam również pasjonata historii Grudziądza, Marcina Żyndę, który wraz ze swoją żoną Joanną pomógł mi znaleźć odpowiednie mieszkania dla moich bohaterów. Tych w czasie wojny. Pisałam mu: "nauczyciel muzyki, ma żonę żydówkę i córkę" i po chwili dostawałam kilka potencjalnych lokalizacji, wraz z zaznaczeniem ich na mapie oraz zdjęciem kamienicy. To była bardzo fajna praca. 

Ile prawdy, a ile fikcji jest w opowiedzianej przez ciebie historii?

Prawdą jest tylko to, że mój dziadek wyruszył na wojnę i z niej nie wrócił. I to, że w zasadzie nie wiemy nadal, co się z nim stało. Prawdą jest też to, że przed wojną brat mojej babci Jan Węgorzewski miał piekarnię w Grudziądzu. Ta piekarnia jest w książce. Jeden z bohaterów wynajmuje nad nią mieszkanie. Jest też prawda historyczna. Fragmenty gazet, audycji radiowych, jednak czytelniczki już mi piszą, że gdy czytają tę książkę, to mają wrażenie, jakby czytały moją biografię. Na biografię jeszcze nie zasłużyłam (śmiech). 

Przygotowując się do pisania znalazłaś też listy dziadka do babci. Nie umieszczasz ich w książce, ale może uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz, co w nich cię poruszyło?

To były piękne listy miłosne. Aż zadziwiona jestem, że dziadek tak pięknie umiał pisać. Nigdy nie postrzegałam babci jako osoby romantycznej czy ckliwej. Teraz sobie myślę, że to wojna musiała ją zmienić. Gdy myślę o listach dziadka, to pamiętam niektóre zdania. Pisał: "Mam czas, więc piszę do Ciebie ten list, bo tak mi bardzo tęskno za Tobą, więc żeby sobie ulżyć, trzeba choćby tylko pisać"... Pisał również: "Śniłaś mi się kochana Janeczko, tak bardzo byłem szczęśliwy i tak bardzo nie chciałem się obudzić". Piękne słowa, a przez pryzmat wojny i tego, co wiemy dzisiaj, bardzo, bardzo smutne. 

Recenzje książek z Trójmiasta


Jaką rolę w książce i twoim życiu pełni psychologia transgeneracyjna? Czego może nas nauczyć odkrywanie losów własnej rodziny?

Zawsze interesowała mnie psychologia. Wpływ pewnych wydarzeń w naszym życiu na to, kim jesteśmy. To oczywiste, że nasze wszystkie wybory życiowe wpływają na to, jak to nasze życie zakończymy, jednak dopiero niedawno wpadła mi w ręce książka "Metagenealogia" Alejandro Jodorowskiego i to był początek. Zaczęłam dużo czytać na temat wpływu tego, jak przeżyli życie nasi przodkowie na to, co nas spotyka. Zaskakującym dla mnie było odkrycie, jak wiele jest podobieństw między mną a moimi babciami. Gdy zaczęłam czytać o tym i porównywać pewne fakty w mojej rodzinie, wiele zrozumiałam. Myślę, że bardzo często powielamy pewne zdarzenia z życia naszych przodków, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Mnie pewne elementy zaczęły się układać w całość. Tak jak mojej bohaterce. Odkrywanie losów własnej rodziny często wyjaśnia to, w jakim miejscu my jesteśmy. 

Mówisz: "Pisanie tej książki było wspaniałą przygodą, chociaż jeszcze żadna powieść do tej pory mnie tak fizycznie i emocjonalnie nie wykończyła". Dlaczego tak się stało?

Tutaj chyba najbardziej "zagrał" na emocjach ten wątek osobisty. Pisząc o moich bohaterach miałam przed oczami babcię i dziadka. Mam takie jedno zdjęcie dziadka, zrobione na dworcu w Grudziądzu, tuż przed wyjazdem na front. Dziadek stoi centralnie na środku, z wyprostowaną wysoko głową. Chyba jako jedyny w krawacie. Patrząc na to zdjęcie zastanawiałam się, czy to babcia mu ten krawat zawiązała przed wyjściem? Postanowiłam tę scenę też opisać. Pisząc ją widziałam ich. Babcię Jankę i dziadka Klemensa. 

"Adela przed wyjściem zawiązała Franciszkowi krawat i teraz, wpatrując się w niego jak w święty medalik, przypomniała sobie ich rozmowę. 
- Nie możesz pokazać Szkopom, żeś gorszy.
- Nie jestem też w niczym od nich lepszy - westchnął. 
- Masz krawat. Wyglądasz elegancko, to pomaga. Czasem, gdy kobieta się wystroi albo ładnie uczesze, też jest bardziej pewna siebie - powiedziała Adela."


Zdjęcia, listy, Grudziądz i ścieżki, którymi chodzili moi bohaterowie tuż obok moich dziadków, to wystarczyło, by mnie emocjonalnie wyczerpać. Ale warto było!


Premierze książki będzie towarzyszyła też premiera filiżanek. Jak do tego doszło? Skąd motyw niezapominajek?

Tak, przecudne filiżanki z motywem niezapominajek są dostępne już w Home&You. Bardzo mi na tym zależało i najlepsze w tym wszystkim jest to, że rozmawialiśmy z Home&You jeszcze zanim została napisana książka... Dlaczego filiżanki? Otóż jeden z bohaterów, Franciszek, dał wybrance swojego serca - Adeli - w prezencie zaręczynowym filiżanki z motywem niezapominajek. Wiele lat były najcenniejszym skarbem, bo wciąż wierzyła, że Franciszek wróci i razem napiją się z nich herbaty. Czy tak się stało? Aby się dowiedzieć, trzeba przeczytać książkę "Jeszcze się kiedyś spotkamy".

Opinie (5) 2 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

listopada

22. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

26

listopada

Basia Gdańsk, Stary Maneż

02

grudnia

Lords of the Sound - Music ... Gdańsk, Scena Teatralna NOT

Rozrywka

Xanax - otwarcie nowego klubu na Tkackiej
Xanax - nowy klub na Tkackiej
Nigdy nie jest za późno. Rzuciła wszystko i wyjechała do Meksyku
Rzuciła wszystko i wyjechała do Meksyku

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Serce do garów. Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu
Kolacja charytatywna "Serce do garów"

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

Sprawdź się

Co to jest antresola?