• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Jerzy Snakowski szykuje frekwencyjny sukces w Operze

Magdalena Raczek
9 maja 2023 (artykuł sprzed 1 roku) 
Opinie (14)
12 maja na deskach Opery Bałtyckiej w Gdańsku zobaczymy premierę "Księżniczki czardasza". Reżyserii podjął się debiutujący w tej roli Jerzy Snakowski - znawca i popularyzator opery oraz teatru muzycznego. 12 maja na deskach Opery Bałtyckiej w Gdańsku zobaczymy premierę "Księżniczki czardasza". Reżyserii podjął się debiutujący w tej roli Jerzy Snakowski - znawca i popularyzator opery oraz teatru muzycznego.

12 maja na deskach Opery Bałtyckiej w Gdańsku zobaczymy premierę operetkowego hitu Imre Kálmána pt. "Księżniczka czardasza". Reżyserii podjął się debiutujący w tej roli Jerzy Snakowski - znawca i popularyzator opery oraz teatru muzycznego. Rozmawiamy z nim o wyzwaniach w pracy nad spektaklem, o podwójnych i potrójnych obsadach, o magii operetki i jego zamiłowaniu do rewii, Berlinie lat 20. i 30., a także obawach przed sceną i dalszych reżyserskich planach.



IMPREZY I WYDARZENIA Sprawdź repertuar Opery Bałtyckiej

Koncert dla mieszkańców Sopotu
wrz 8
Koncert dla mieszkańców Sopotu
Kup bilet


Zacznijmy do początku. Skąd w ogóle pomysł, aby wystawić "Księżniczkę czardasza", a nie np. "Barona cygańskiego" czy "Zemstę nietoperza"? I czemu właściwie operetka?

Jerzy Snakowski: Dyrektor zaproponował mi reżyserię i stwierdził, że mogę wyreżyserować, co chcę. Pomyślałem dwa dni i przyszedłem z propozycją, że to będzie "Tosca". Wtedy dyrektor powiedział: "Nie, wiesz, ja bym chciał coś wesołego, najlepiej, żeby to była operetka". Zgodziłem się, cieszę się na operetkę, niech będzie w takim razie "Madame Pompadour"! Na co dyrektor: "Wiesz, ja bym chciał, żeby to była "Księżniczka czardasza"... I tak się pojawiła "Księżniczka czardasza". (śmiech). Dla mnie to była propozycja nie do odrzucenia.

Lubisz ten gatunek?

Ja generalnie lubię teatr muzyczny, muzyka to moja pasja, chociaż teraz coraz wyraźniej widzę, że opera i operetka to są dwa zupełnie różne gatunki. Dziś nie bardzo wiadomo, kto te operetki ma wystawiać. Teatry muzyczne przerzuciły się na musicale, a opery też nie bardzo je chcą. Jest też problem z mówieniem przez śpiewaków operowych, którzy przez całe życie śpiewają dialogi, a tutaj muszą mówić. Zabawne jest to, że śpiewacy bardzo boją się ciszy. Gdy proszę o jakąś pauzę w dialogu, to oni się czują niekomfortowo, bo im się wydaje, że "nie weszli" na czas, że za późno zareagowali, przegapili moment, gdy dyrygent dał im znak. Ale na szczęście są to wrażliwi, inteligentni ludzie i po paru dniach pracy już przestawili się na tryb "operetka".

  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
Uważasz, że brakuje takich widowisk w Trójmieście i że publiczność za nimi tęskni?

Nasz spektakl nie jest jeszcze gotowy, ale już widać, że jest to frekwencyjny sukces - w kasie pozostały jedynie pojedyncze bilety... To jest odpowiedź na to pytanie.

To twój debiut reżyserski - wcześniej byłeś związany z operą na różne sposoby: byłeś rzecznikiem prasowym, szefem promocji, zastępcą dyrektora. Uczysz opery i jesteś jej popularyzatorem - czy te wszystkie doświadczenia pomagają w pracy reżyserskiej, czy przeszkadzają?

Jerzy Snakowski Jerzy Snakowski
Pomagają, zdecydowanie. Nie mam studiów reżyserskich, nie mam doświadczenia, jeśli chodzi o reżyserowanie spektakli, ale mam doświadczenie, jeśli chodzi o teatr jako taki. Znam ludzi teatru, znam pewne reguły. To też ciekawe, że reguły, których kiedyś przestrzegałem jako administrator w tym teatrze, sam teraz czasem usiłuję łamać, np. jeśli chodzi o czas pracy. Aczkolwiek chociaż mnie uwierają te ramy, to wiem, że muszę się dostosować i się w nich zmieścić (śmiech).

Pomaga mi to, że robię pierwszy swój spektakl w teatrze, w którym się wychowałem, gdzie znam ludzi, wiem do kogo pójść, kogo o co prosić. Ale zastanawiam się też, jakby to było w innym teatrze. Czasami jest potrzebny dystans do miejsca pracy i do ludzi. Tutaj pracuję głównie ze znajomymi i z kolegami. W twórczości jednak przydaje się chłodne spojrzenie, jakaś odrobina formalizmu w relacjach, i to samo dotyczy dzieła, którym się zajmujemy. Ja np. nigdy nie robię wykładów czy odczytów o operach, operetkach, musicalach, które lubię, bo mam wrażenie, że nie do końca je "sprzedam", że ktoś nie pokocha tego tak bardzo jak ja i że będę tym rozczarowany. Dlatego cieszę się, że trafiło na operetkę, która nie jest moją ulubioną...

A która jest ulubioną?

"Madame Pompadur"! (śmiech) Dobrze jednak, że dyrektor się na nią nie zgodził. To jest bardzo mało znana operetka. Żałuję, że w ogóle nie jest wystawiana w Polsce.



Może to przed tobą?

Nie wiem, czy chciałbym po raz kolejny wystawiać operetkę. Czuję się rzucony na bardzo głęboką wodę - na szczęście z kołem ratunkowym w postaci doświadczonych realizatorów i wykonawców. Ale jest to spektakl, w którym równie ważny jest mówiony tekst, czyli elementy teatru dramatycznego, choreografia, jak i oczywiście muzyka, czyli takie trzy w jednym.

Co jest dla ciebie najważniejsze: muzyka, sceny zbiorowe i rozbuchana choreografia, partie solowe i gra aktorska/dialogi czy może kwestie wizualne?

Najważniejszy jest dla mnie show. Wszystkie te elementy służą temu, aby to był show, żeby publiczność się uśmiechała i wyszła napromieniowana różem i tęczą operetki. Postawiliśmy na światło, na barwy. Sylva będzie np. w pawich kolorach, ale róż mam na myśli metaforyczny - będzie dużo słodkiego. Operetka jest taką sztuką szczęśliwości.

Zmieniacie miejsce i czas akcji - zamiast w Budapeszcie i Wiedniu na początku XX w. akcja rozgrywać się będzie w Berlinie lat 30. Czemu ma to służyć?

Chodzi o pewną magię przeszłości. Bardzo gloryfikujemy przeszłość i wierzymy, że kiedyś to było... np. w pięknych latach 20. Przeniosłem akcję z Budapesztu do niedalekiego Berlina z roku 1915 do przełomu lat 20/30., m.in. dlatego, aby oderwać się od czardasza jako ludowego tańca. Ludowość węgierska i taka stylizacja nie do końca do mnie przemawiają i nie wiem, czy ktoś czegoś takiego w ogóle oczekuje? Przenieśliśmy akcję do Berlina, do variete, które nazywa się "Czardasz". Berlin lat 20/30. w kulturze stał się synonimem rozrywki progresywnej, czegoś kuszącego, obarczonego grzechem, wstydem, czegoś takiego, na co wszystkie mieszczuchy mają ochotę, chociaż tego nie powiedzą. Ja bardzo lubię modernizm, amerykańskie rewie, więc bawimy się w Berlin, który zachłysnął się Ameryką, amerykańskimi rewiami. To przeniesienie pozwoliło mi na wprowadzenie pewnej estetyki przełomu lat 20. i 30., ale ten spektakl rozgrywa się tak trochę poza czasem.

4 mln zł dla Opery Bałtyckiej rocznie. Będzie współprowadzona przez Ministerstwo 4 mln zł dla Opery Bałtyckiej rocznie. Będzie współprowadzona przez Ministerstwo

A czy libretto się trochę nie zestarzało? Wprowadzacie do niego jakieś zmiany?

Pozmieniałem dialogi. Oryginalne libretto powstało w 1915 r. Kilkadziesiąt lat temu spolszczył je Jerzy Jurandot. Jest ono potwornie długie, jak na dzisiejsze czasy, więc trzeba to było przyciąć. Tekst Jurandota rzeczywiście już się troszeczkę zestarzał. Odświeżyłem go, ale nie jest to język współczesny, tylko raczej neutralny, taki język sceniczny, bez wulgaryzmów, z dowcipem. I jak przystało na operetkę, mamy też odniesienia do współczesności, drobiazgi, ale to jest ukłon w stronę gatunku. Bo operetka ma z założenia komentować współczesność i to taką współczesność z dzisiaj, z wczoraj, ale już nie z przedwczoraj. Pewnie wpleciemy jeszcze dodatkowe żarty dzień lub dwa przed premierą. Zaczekamy, co się takiego śmiesznego wydarzy, a na pewno coś śmiesznego się w tym kraju wydarzy...

Nie kusiła was nowa wersja, nowe tłumaczenie?

Liczę się z tym, że na widowni będą ludzie, którzy z operetką nie będą mieli nic wspólnego, i bardzo bym chciał, aby tacy się pojawili, ale też robimy ją dla widzów, którzy "Czardaszkę" znają i chodzą na koncerty operetkowe. Zmienić takie kanoniczne teksty, jak: "Artystki, artystki z variete" czy "Choć na świecie dziewcząt mnóstwo, usta lgną ku jednym ustom", to byłby grzech. To jest klasyka. Gdybym usłyszał inne tłumaczenie, byłbym rozczarowany. Zatem słów numerów muzycznych nie zmienialiśmy prawie wcale.

  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
  • Próby do "Księżniczki czardasza" w Operze Bałtyckiej
Co będzie głównym tematem waszego spektaklu i na co chcecie położyć nacisk: mezalians
głównych bohaterów, miłość artystki i księcia czy może jakieś inne tematy społeczne?


Nie będę ściemniał, że robimy spektakl w obronie delfinów i tuńczyków czy w innej ważnej dla świata sprawie, bo operetka nie jest w stanie udźwignąć każdego przesłania. Robimy spektakl o sztuce, o artystce, która jest dumną artystką, bez której świat umiera, a gdy się pojawia, to ten świat nabiera barw i żyje.

Wybacz mi banalność tego sformułowania, ale o tym chyba nie każdy pamięta, że artyści dają nam coś więcej niż tylko wypełnianie czasu wolnego i pustą rozrywkę. Budowanie pozycji artysty też jest ważne. Nie tylko górnicy i pielęgniarki, nie tylko ci, którzy palą opony i strajkują, są ważni dla społeczeństwa. I operetką też można o tym opowiedzieć, więc wykorzystuję te możliwości. Poza tym w tekście pada takie zdanie na temat głównych bohaterów, że oni "rozmawiali o rzeczach wielkich jak świat". Nagle się więc okazuje, że bohaterowie operetek rozmawiają o takich "wielkich", ważnych sprawach. To buduje całe postaci.

A propos postaci. Jak się pracuje w podwójnych, a nawet potrójnych obsadach: czy to nie jest tak, że trzeba zbudować każdą rolę od nowa?

Tak. To jest trudne, bo zabiera o wiele więcej czasu, a prób jest tyle samo. Największą trudność sprawiają sprawy koordynacyjne, bo ktoś gdzieś musi wyjechać, kogoś nie ma, pewnych scen nie możemy próbować itp., więc jest to obciążenie. Oczywiście najwygodniej byłoby mieć jedną obsadę, która jest na miejscu, ale tak się nie da. Taki jest zwyczaj w polskim teatrze, taki model przyjęliśmy. Jednak to jest ciekawe, bo np. mamy trzy Sylvy - każda jest inna, w każdej coś innego mnie zachwyca. Mamy też dwóch Bonich. Miałem konkretną wizję Boniego, chciałem wykorzystać tu fizyczność i wymyśliłem, że on jest takim "Panem Kuleczką". Okazało się jednak, że bardzo trudno znaleźć śpiewającego "Pana Kuleczkę", więc zmieniłem koncepcję na "Pan Przecinek" - maleńki, drobny i szczupły. Znaleźliśmy takich dwóch śpiewaków, ale jeden z nich w ostatniej chwili zrezygnował i wskoczył na to miejsce... "Pan Kuleczka" (śmiech). Sceny z nimi dwoma mają zupełnie odmienny wydźwięk - są inne, gdy gra "Kuleczka", a inne, gdy gra "Przecinek".

Jarosław Szemet dyrektorem muzycznym Opery Bałtyckiej Jarosław Szemet dyrektorem muzycznym Opery Bałtyckiej

Powiedz, czy jako wielki znawca teatru muzycznego sięgasz po jakieś wzorce lub swoje ulubione interpretacje i się nimi inspirujesz lub do któregoś wystawienia "Czardaszki" nawiązujesz?

Nie. Widziałem sporo "Czardaszek", nawet tutaj w Operze Bałtyckiej była świetna inscenizacja 20 lat temu i ją doskonale pamiętam, ale nie są one dla mnie inspiracją. Bardziej inne spektakle operowe, baletowe, filmy. Oglądałem np. sporo filmów niemieckich i amerykańskich z lat 30. z Márthą Eggerth, ale nie przenosimy niczego z tamtych filmów jeden do jeden. To było raczej poszukiwanie jakiegoś klimatu. Nawet jeśli pojawią się u nas jakieś pomysły, które ktoś skądś zna, to nie będzie to świadome działanie.

Mam 50 lat, do teatru chodzę od 45, więc tych doświadczeń jest we mnie bardzo dużo, trochę mi się wszystko miesza. Jestem takim tyglem teatralnym. Zwłaszcza że lubię każdy rodzaj teatru: muzyczny, dramatyczny, teatr tańca.

Jakie masz dalsze plany reżyserskie? Czy dopiero premiera je zweryfikuje, czy już się pojawiły?

Zobaczę po premierze. Mam całe mnóstwo pomysłów. Ale na razie pracujemy poza sceną i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy wejdziemy na scenę, to będzie zupełnie coś innego. Scena jest jedną wielką, czarną czeluścią, takim potworem. I jeżeli mi się wydaje, że do tej pory wszystko szło świetnie, to nagle scena może powiedzieć: "No nie, Snakowski, tutaj się mylisz, ja jestem sceną, ja tutaj dyktuję swoje warunki, ja nie jestem salą prób". Na scenie może się dużo wydarzyć i mam tego świadomość, ale się jeszcze nie boję (śmiech).

Może dlatego, że nie mam świadomości, jak wielkim potworem jest scena? Na razie się ze sceną lubię, ale są we mnie pokora i czujność.

Spektakl

8.3
12 ocen

Księżniczka czardasza

opera / operetka

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (14)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki (2 opinie)

(2 opinie)
20 zł
spotkanie, wystawa, warsztaty

Kultura ludowa Pomorza Gdańskiego

wystawa

Wystawa "Kajko, Kokosz i inni"

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Czy na terenie Gdańska odkryto kiedykolwiek szczątki mamuta?

 

Najczęściej czytane