Wiadomości

stat

Jan Orszulak: założyłem teatr, by móc mówić we własnym imieniu

- Nie miałem jeszcze legitymacji studenckiej, ale poszedłem do ACK Alternator, bo stwierdziłem, że chcę założyć swój teatr i mówić swoim głosem - mówi Jan Orszulak, założyciel, reżyser i aktor grupy teatralnej Standby Studio.
- Nie miałem jeszcze legitymacji studenckiej, ale poszedłem do ACK Alternator, bo stwierdziłem, że chcę założyć swój teatr i mówić swoim głosem - mówi Jan Orszulak, założyciel, reżyser i aktor grupy teatralnej Standby Studio. fot. Michał Czapliński

- Teraz teatr studencki wymiera, bo dla wielu osób jest dużo atrakcyjniejszych rzeczy niż teatr, na przykład oglądanie w domu Netflixa. Ludziom po prostu nie bardzo się chce - dlatego takie przeglądy są rzadkie i obliczone zazwyczaj na 20-30 minutowe przedstawienia, a nasze trwają 70-80 minut - mówi Jan Orszulak, reżyser i aktor założonej przez siebie grupy Stanby Studio, działającej przy Akademickim Centrum Kultury UG "Alternator". Premiera ich najnowszego spektaklu - "Kordiana" - odbędzie się w piątek 12 kwietnia o godz. 19. Wstęp wolny.



Łukasz Rudziński: Skąd pomysł na prowadzenie teatru studenckiego?

Jan Orszulak: Założyłem go w październiku 2014 roku, jak tylko dostałem się na Uniwersytet Gdański. Nie miałem jeszcze legitymacji studenckiej, ale poszedłem do ACK Alternator, bo stwierdziłem, że chcę założyć swój teatr i mówić swoim głosem. Miałem dość robienia czegoś pod czyjeś dyktando. To była w pewnym sensie przemiana z aktora na reżysera. Chciałem reżyserować sztuki i grać w tym, co sam chcę zrealizować. Ta zmiana była naturalną koleją rzeczy.

Scena to miejsce nie tylko dla zawodowców


Zebrałem grupę kolegów i koleżanek, z którymi współpracowałem przy innych projektach. W 2015 roku zrobiliśmy pierwszy spektakl "Rozliczenie nakazów" - komediową kompilację tekstów na podstawie polskich seriali: "Miodowe lata", "13 posterunek", "Świat według Kiepskich". Chodziło nam wtedy przede wszystkim o zdobycie publiczności i zaprezentowanie się jako grupa teatralna. Udało się. Graliśmy wtedy jeszcze na auli 1.43 na Wydziale Filologicznym. Na nasz debiut przyszło 170 osób.

Spektakl "Czekając na Godota" zainaugurował teatralną działalność sceny teatralnej ACK "Alternator".
Spektakl "Czekając na Godota" zainaugurował teatralną działalność sceny teatralnej ACK "Alternator". fot. Jacek Smoter
Potem z Standby Studio tworzyłeś spektakle już co roku.

W następnym roku przeprowadziliśmy casting i wtedy stworzyliśmy bardzo dobry zespół. Zrobiliśmy "Czekając na Godota" Samuela Becketta. Tym spektaklem zainaugurowaliśmy teatralną działalność sali teatralnej ACK Alternator i pojechaliśmy z nim do Krakowa na Ogólnopolski Przegląd Teatrów Studenckich i Niszowych "Epizod". Wtedy chcieliśmy udowodnić, że potrafimy robić nie tylko teatr studencki, ale też niezły teatr niezależny czy alternatywny. Natomiast w 2017 roku zrobiliśmy przedstawienie "Hamlet. Miłość", które powstało przede wszystkim po to, abyśmy wystąpili z nim na Festiwalu Szekspirowskim w nurcie SzekspirOFF. I znowu się udało. Nasz "Hamlet" był formą przekazu miłości młodych ludzi - mieliśmy dwie Ofelie, aby ten przekaz wzmocnić. Pojechaliśmy z nim na Festiwal Teatrów Studenckich "Start", obecnie najlepszy festiwal teatrów studenckich w Polsce. Zresztą, w przyszłym roku festiwal ten odbędzie się w Gdańsku i Sopocie.

W 2018 roku wystawiliśmy sztukę "Fortynbras się upił" Janusza Głowackiego z zupełnie nową obsadą, bo aktorzy pokończyli naukę na uczelni i zdecydowaliśmy się przeprowadzić casting. Zrealizowaliśmy nieco luźniejszą sztukę, ale tym razem chciałem zrobić przedstawienie bardziej polityczne, całą jego akcję umieściliśmy w Polsce. W "Hamlecie. Miłość" położyliśmy nacisk na przekaz i nagość, chcieliśmy tytułową miłość podać widzowi mocno i agresywnie. Tym razem chcieliśmy zagrać w miarę bezpiecznie i odwoływać się przede wszystkim do Głowackiego.

- W spektaklu "Fortynbras się upił" Głowackiego chciałem zrobić przedstawienie bardziej polityczne. Całą jego akcję umieściliśmy w Polsce - mówi Jan Orszukak.
- W spektaklu "Fortynbras się upił" Głowackiego chciałem zrobić przedstawienie bardziej polityczne. Całą jego akcję umieściliśmy w Polsce - mówi Jan Orszukak. fot. Wiesław Czerniawski
Najnowszą waszą premierą jest "Kordian", którego premierę macie 12 kwietnia w ACK Alternator. Czego tym razem się spodziewać?

Nasz "Kordian" jest na pewno naszym najmocniejszym spektaklem - reagujemy na to, co się dzieje w Kościele, w polityce i w społeczeństwie. Nie jesteśmy w tym tak stanowczy, jak byśmy chcieli, ale pozostajemy bardzo bezpośredni. Nie boimy się mówić, jak wygląda patriotyzm w naszym wydaniu. Zakwestionowaliśmy twierdzenie Słowackiego, że "Polska jest Winkelriedem narodów" - według nas już nie jest. Żadne zrywy Polaków czy jednostek nie mają szans powodzenia. Trzeba ze sobą przede wszystkim rozmawiać.

Musimy umieć się dogadać, bez względu na to, czy sympatyzujemy z prawą, czy lewą stroną. Polacy powinni stanowić społeczeństwo, a nie plujące sobie w twarz grupy ludzi, z czym mamy obecnie do czynienia. Nasz spektakl zaczyna szatan, który jest kobietą, i mówi, że "albo Polskę sami rozwalimy, albo naprawimy". Dyskutujemy o tym. Udało nam się przy tym zachować średniówkę i trzynastozgłoskowca, ale nieco go dynamizujemy. Czasem też rapujemy, np. podczas monologu Kordiana na Mont Blanc.

Jak pracowaliście nad tekstem Juliusza Słowackiego?

Materiał był tak obszerny, że do pomocy nad dramaturgią poprosiłem Olgę Olczak. Scenariusz pisaliśmy wspólnie przez cztery miesiące. Z niewielu scen dramatu zrezygnowaliśmy, raczej usuwaliśmy tekst i niepotrzebne monologi, które dziś wydają się już niesceniczne. Sądzę, że Słowacki byłby z tego "Kordiana" zadowolony, bo zachowaliśmy wszystkie poruszane przez niego tematy, tylko przełożyliśmy je na XXI wiek. Myślę, że gdyby dziś pisał ten dramat, to byśmy się z nim za bardzo nie rozminęli. Sam Kordian to wciąż uniwersalny bohater romantyczny.

W "Hamlecie. Miłość" położyliśmy nacisk na przekaz i nagość, chcieliśmy tytułową miłość podać widzowi mocno i agresywnie - przyznaje jego reżyser.
W "Hamlecie. Miłość" położyliśmy nacisk na przekaz i nagość, chcieliśmy tytułową miłość podać widzowi mocno i agresywnie - przyznaje jego reżyser. fot. Sebastian Góra
Poruszacie aktualne, istotne tematy, być może w nieco kontrowersyjny sposób. Z jednej strony nic w tym dziwnego, że chcecie mówić o tym, co was porusza, z drugiej strony jest w tym trochę brawury.

Wszystko to przyszło naturalnie. Zakładając teatr byłem 18-latkiem. Może już wtedy grzeszyłem talentem, ale świadomością nie aż tak bardzo. Działałem przede wszystkim intuicyjnie. Obserwowaliśmy, co się ludziom podoba i stopniowo przekraczaliśmy kolejne granice. Pierwszą granicą była nagość, gdy przekroczyliśmy tę granicę i ciało aktora stało się naszym elementem pracy, to zaczęliśmy przekraczać kolejne tabu. Przy "Hamlecie. Miłość" było to tabu erotyczne. W "Fortynbrasie..." wprowadziliśmy polemikę z reżimem politycznym, nie przekładając tego wprost na sytuację w kraju, ale poddając to pod rozwagę.

Teraz uznaliśmy, że naturalną drogą ewolucji jest mocniejsze zaznaczenie swojego zdania. Pewnie jest w tym brawura, bo może to być potraktowane obrazoburczo, ale moje poglądy znajdują się w centrum i z takiego punktu widzenia wychodzę, nie przemycam żadnej ideologii. Prowadzimy polemikę z Kościołem, ale to polemika względem instytucji - Kordian przecież jest człowiekiem wierzącym. Prowadzimy więc polemikę z poruszanymi tematami na głębszym poziomie, ale to wciąż tylko polemika, choć pewnie tym razem nieco odważniejsza.

Oprócz spektakli produkowaliście również filmy.

I to film był pierwszy, a dopiero potem teatr podciągnęliśmy pod działalność Standby Studio. Pierwszy nasz film "Ostatnia kolejna" stworzyliśmy inspirując się "Pod mocnym aniołem" w reż. Wojciecha Smarzowskiego. Później poczytaliśmy blogi młodych alkoholików i zaczęliśmy interesować się tym tematem, spotkaliśmy się nawet z osobami dotkniętymi problemem alkoholowym. Jeszcze w liceum stworzyłem razem z kolegą scenariusz do filmu, potem zebraliśmy ludzi znających się na różnych sztukach. Na początku film nie dostał się na Przegląd Amatorskich Filmów Uczniowskich Albatrosy. Później, po przemontowaniu, film puściliśmy w DKF-ie na Uniwersytecie Gdańskim i zgłosiliśmy go na różne festiwale, między innymi do Cannes - choć nie na ten słynny Międzynarodowy Festiwal Filmowy tylko na sąsiadujący z nim Festival International Entr'2 Marches in Cannes poświęcony niepełnosprawności - ja tam grałem osobę poruszającą się na wózku, co zainteresowało organizatorów i zaprosili nas do konkursu. Mamy więc już Cannes za sobą. Film był również na festiwalach w RPA, Brazylii i Cyprze.

Film "Ostatnia kolejka" Standby Studio w reż. Jana Orszulaka.

Nakręciliśmy też film "Kątnik" o superbohaterze - to od początku miał być film popkulturowy bez wielkich ambicji. I powstał 20-minutowy film, który dostał się do konkursu głównego Fake Flesh Film Fest w Kanadzie, w kategorii "Best Sci-fi Short". Ostatnim filmem był "Prospekt", najbardziej profesjonalny z moich filmów za kilka tysięcy złotych. Ten film był także w Kenii i w Stanach Zjednoczonych. Traktuje o młodym bokserze z problemami tożsamościowymi, który nie jest pewien swojej orientacji seksualnej. Poruszyłem ten temat, bo w tym środowisku jest to bardzo trudny temat.

Jak często można was oglądać w sali teatralnej ACK Alternator?

Niestety, z uwagi na to, że nasze produkcje jak na warunki studenckie sporo kosztują - każda premiera to koszt kilku tysięcy złotych - nie gramy ich zbyt często. Zazwyczaj dwa razy w roku. Jest premiera i na koniec roku drugi spektakl. Na pewno w przestrzeni ACK chcemy funkcjonować przynajmniej przez najbliższy rok. Na Festiwalu "Start" zasugerowano nam, byśmy pojeździli na festiwale teatrów niezależnych, bo festiwali teatru studenckiego jest bardzo niewiele. Teraz teatr studencki wymiera, bo dla wielu osób jest dużo atrakcyjniejszych rzeczy niż teatr, na przykład oglądanie w domu Netflixa. Ludziom po prostu nie bardzo się chce - dlatego takie przeglądy są rzadkie i obliczone zazwyczaj na 20-30 minutowe przedstawienia, a nasze trwają 70-80 minut.

Rokrocznie robimy sztuki podobnej obszerności, odgórnie mamy narzucone od ACK, by zmieścić się w tych 90 minutach ze względu na budżet spektaklu i ograniczenia związane z pracą oświetleniowca (szukamy cenionych ludzi - współpracowaliśmy z Łukaszem Sztejną, teraz za park oświetleniowy odpowiada Bartosz Cybowski). Z "Kordianem" chcemy pojeździć po festiwalach, nawet na własny koszt. Nie wiem, czy uda się "Kordiana" zagrać ponownie jeszcze w tym, czy już w przyszłym roku akademickim.

- Sądzę, że Słowacki byłby z tego "Kordiana" zadowolony, bo zachowaliśmy wszystkie poruszane przez niego tematy, tylko przełożyliśmy je na XXI wiek - uważa Jan Orszulak.
- Sądzę, że Słowacki byłby z tego "Kordiana" zadowolony, bo zachowaliśmy wszystkie poruszane przez niego tematy, tylko przełożyliśmy je na XXI wiek - uważa Jan Orszulak. fot. Grzegorz Sosiński
Kończysz naukę na Uniwersytecie Gdańskim. Czy Standby Studio będzie funkcjonować po wakacjach?

Prawdopodobnie wyjadę do Warszawy, ale na pewno przez najbliższy rok będę tu przyjeżdżał i zrealizuję w ACK Alternator jeszcze przynajmniej jeden spektakl teatralny. Co przyniesie dalsza przyszłość, trudno powiedzieć. My nigdy nie chcieliśmy być teatrem stricte studenckim. Działamy pod egidą Uniwersytetu Gdańskiego i ACK i jesteśmy z tego dumni, ale w każdej chwili możemy zacząć robić coś na własną rękę. Przez pierwsze trzy lata pracowałem jako wolontariusz, a od zeszłego roku jestem zatrudniony w Akademickim Centrum Kultury.

Marcin Marzec: teatr jednego aktora


Nasza grupa teatralna liczy około 20 osób, z czego od pięciu do dziewięciu osób przygotowuje spektakle, a reszta trafia do grupy warsztatowej, w której liczy się przede wszystkim zabawa i doskonalenie warsztatu. Sztuki zawsze dobieram pod konkretnych ludzi, których mam do dyspozycji. Spotykamy się raz w tygodniu przez 4-5 godzin i tak od października do kwietnia, kiedy zamykamy spektakl premierą. Potem jest czas, by pojechać jeszcze na jakiś festiwal. Prawdę mówiąc, jeżdżąc po festiwalach studenckich i obserwując różne grupy odnoszę wrażenie, że robimy jeden z najciekawszych teatrów studenckich w Polsce. Dlatego serdecznie zapraszamy na "Kordiana".

Opinie (15) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

października

Scenariusz dla trzech aktorów Gdynia, Teatr Muzyczny

21

października

Mała rzecz a cieszy Gdynia, Teatr Muzyczny

26

października

Gdynia meets Broadway - Edy... Gdynia, Sala Koncertowa Portu Gdynia

Rozrywka

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia
Imprezy dla fanów piwa: darmowa Hevelka i Trójmiejskie Bitwy Piwne
Imprezy dla fanów piwa

Kulinaria

Jesień w trójmiejskich restauracjach
Jesień w trójmiejskich restauracjach
Rodzice małych dzieci w kociej kawiarni. Nie wszyscy szanują regulamin
Rodzice robią problemy w kociej kawiarni

Planuj z nami tydzień

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia

Sprawdź się

Który z trójmiejskich statków-muzeum nie jest jednostką Narodowego Muzeum Morskiego?