• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Jam Session w Trójmieście. Gdzie odbywają się improwizacyjne spotkania muzyków?

Glenn Meyer - członek zespołów Blenders, Groovekojad czy Freeq Butiq - jest bezsprzecznie ojcem chrzestnym trójmiejskich jam session. To on w 2005 roku powołał do życia Żywe Środy w Papryce, a teraz kontynuuje ten cykl w gdyńskim Blues Clubie oraz stworzył nową imprezę w gdańskim Cafe Absinthe.
Glenn Meyer - członek zespołów Blenders, Groovekojad czy Freeq Butiq - jest bezsprzecznie ojcem chrzestnym trójmiejskich jam session. To on w 2005 roku powołał do życia Żywe Środy w Papryce, a teraz kontynuuje ten cykl w gdyńskim Blues Clubie oraz stworzył nową imprezę w gdańskim Cafe Absinthe. archiwum prywatne Glenna Meyera

Jam Session w Trójmieście ma całkiem bogatą historię. Obecnie w kilku lokalizacjach odbywają się spotkania muzyków - zarówno w formie zamkniętej, jak i otwartej. Kontynuowana jest tradycja zapoczątkowana w nieistniejącej już sopockiej Papryce, a ojcem chrzestnym całego przedsięwzięcia jest bez wątpienia Glenn Meyer, znany przede wszystkim z grupy Blenders.



Muzyka alternatywna - najbliższe koncerty w Trójmieście



Czy uważasz, że w Trójmieście powinno być więcej jam session?

Zobacz wyniki (169)
Można śmiało powiedzieć, że improwizacyjne szlaki w Trójmieście przecierał gdyński Blues Club, gdzie już w 2002 roku rozpoczęły się imprezy jamowe. W 2005 roku w w nieodżałowanej przez wielu sopockiej Papryce powołano do życia cykl Żywe Środy. Była to nie lada gratka dla fanów muzycznych improwizacji na żywo. Pojawiali się tam bowiem Leszek Możdżer, muzycy Blenders, Golden Life, O.N.A, No Lmits czy Bielizny, Marysia Sadowska, Niewinni Czarodzieje, Boogie Mafia, Reni Jusis czy Sistars. Skład co najmniej atrakcyjny.

Papryka jednak w 2012 roku musiała zamknąć swoje podwoje. Od tego czasu jamy się rozpierzchły, trochę usunęły się w cień, szukano nowych miejsc. Dziś wciąż jest ich niewiele, ale Żywe Środy wróciły na stałe, tyle że do gdyńskiego Blues Clubu. Ponadto odbywa się nowa forma imprezy, połączona z muzyką elektroniczną - w czwartki, w gdańskim Absyncie. C.L.A.S.S. Absinthe Sound System to połączenie improwizowanej muzyki granej na żywo przez artystów z dźwiękami serwowanymi przez DJ-a. Klubowe nuty zmiksowane z urokiem muzyki na żywo brzmią oryginalnie i bardzo atrakcyjnie.

Dużą popularnością cieszą się też w Absyncie jazzowe środy, podczas których jamy są punktem obowiązkowym. W najbliższą środę zagra tutaj Jan Szczurek z zespołem. Artyści zapraszają na otwarty jam i zachęcają wszystkich do wzięcia instrumentów i dołączenia do jamu. Będzie też otwarty mikrofon, więc wokaliści i wokalistki mile widziani.

Co jeszcze ma do zaoferowania Trójmiasto miłośnikom muzyki improwizacyjnej? Regularne spotkania odbywają się w sopockim Teatrze Boto, w Bramie Nizinnej, Bunkrze czy pubach 107, Lawendowa 8 Torpeda w Gdańsku. W tym ostatnim odbywa się cykliczne granie w każdą środę. Improwizacyjne spotkania muzyków odbywają się też w gdyńskiej Desdemonie. Często występuje tutaj duet Borowski / Gos, znani z formacji Lonker See. Muzycy specjalizują się w improwizacjach na gitarę i perkusję do kultowych dzieł światowej kinematografii. Ale to nie wszystko.

- Jeszcze są jamy undegroundowe - muzycy spotykają się albo w Torxin, albo w studiu sound8, u mnie, to są takie nieoficjalne zloty w terenie - mówi Michał Miegoń, lider Kiev Office.
Jam Session w Trójmieście wracają do życia, mimo że pandemia dość mocno dała im się we znaki. Muzycy regularnie spotykają się teraz w Blues Clubie, Cafe Absinthe, pubie Torpeda czy sopockim Boto.
Jam Session w Trójmieście wracają do życia, mimo że pandemia dość mocno dała im się we znaki. Muzycy regularnie spotykają się teraz w Blues Clubie, Cafe Absinthe, pubie Torpeda czy sopockim Boto. fot. Facebook / Blues Club
Nie da się ukryć, że gdyby nie Glenn Meyer, znany jako Glennskii z Blendersów, obecnie kierujący nowym projektem Freeq Butiq, jam session w Trójmieście nie rozwinęłoby się aż tak. To on powołał do życia Żywe Środy, które dziś są już kultowym cyklem dla wszystkich fanów muzycznych improwizacji na żywo. Zadaliśmy mu kilka pytań.

Czytaj także: Hania Rani w duecie z Czesławem Mozilem



Patryk Gochniewski: Skąd zrodził się u ciebie pomysł organizacji jamów w Papryce?

Glenn Meyer: Od długiego czasu wiedziałem, że chcę stworzyć cykliczny jam session. Wiedziałem też jak mają one wyglądać. Przede wszystkim chciałem odejść od klasycznego jazzowego jamu i żeby impreza odbywała się w tygodniu, a w nie weekendy. Gdy otwarto Paprykę w tym pięknym sopockim budynku, poproszono mnie o zorganizowanie imprezy. Zgodziłem się, ale powiedziałem, że chcę, aby to było właśnie jam session w środku tygodnia. Przystali na ten pomysł. Mimo środowego terminu, Żywe Środy cieszyły się ogromnym powodzeniem.

Papryka jednak zamknęła się i po siedmiu latach jammowania trzeba było znaleźć nowe miejsce.

- Zanim zamknięto Paprykę, wyjechałem do Wietnamu. W trakcie mojej nieobecności jammowanie było kontynuowane, ale przybrało inną formę - poszło bardziej w stronę tribute'ów i coverów. Gdy za nie odpowiadałem, moim głównym założeniem było, aby taka forma była znikoma. W końcu klub zamknięto i Żywe Środy musiały również zniknąć z imprezowej mapy. Po paru latach, gdy wróciłem do Polski, próbowałem reaktywować cykl w innych sopockich klubach - Soho czy Sfinksie, ale niektóre z nich dokonały żywota, zatem ponownie byliśmy niejako bezdomni. Co ciekawe - i przykre zarazem - było kilka lokali, które chciały podebrać nam pomysł. Zamiast zaprosić nas do współpracy, robiły swoje jam session... w środy. Jednak szybko okazało się, że to nie to samo i te imprezy szybko upadły. Poza tym uczestnicy Żywych Śród też mocno naciskali na to, aby te spotkania odbywały się w inne dni. Wiesz, tak naprawdę trudno mi jednoznacznie określić, kiedy ponownie wróciłem do ich organizowania. Nie było mnie ponad trzy lata, po drodze byłem w Wietnamie i Kalifornii. Myślę, że nie dłużej niż pół roku po moim powrocie udało się znaleźć nowe miejsce dla cyklu.

Glenn Meyer: Od długiego czasu wiedziałem, że chcę stworzyć cykliczny jam session. Wiedziałem też jak mają one wyglądać. Przede wszystkim chciałem odejść od klasycznego jazzowego jamu i żeby impreza odbywała się w tygodniu, a w weekendy.
Glenn Meyer: Od długiego czasu wiedziałem, że chcę stworzyć cykliczny jam session. Wiedziałem też jak mają one wyglądać. Przede wszystkim chciałem odejść od klasycznego jazzowego jamu i żeby impreza odbywała się w tygodniu, a w weekendy. archiwum prywatne Glenna Meyera
Poza Żywymi Środami w Blues Clubie powołałeś nowy cykl w gdańskim Cafe Absinthe. Czym to jammowanie różni się od pozostałych?

- Cykl nazywa się Live Czwartki Absinthe SoundSystem C.L.A.S.S. - staramy się tam być sobą, wprowadzać innowacje i wyprzedzać swój czas. Idziemy tu bardziej w stronę soundsystemów. W najprostszy możliwy sposób, opisałbym to tak: didżej zastępuje perkusistę, a pozostali muzycy improwizują, grają i współpracują z nim. Potrzeba do tego dużej muzycznej wrażliwości, ale też koncentracji, aby nie stracić rytmu i pozostać wzajemnie spójnymi. Staram się dobierać wykonawców i didżejów tak, aby wszyscy rozumieli tę koncepcję, doceniali się wzajemnie i byli otwarci na tę formę scenicznej relacji. Dopiero zaczynamy, mamy za sobą dwa spotkania, ale liczę na to, że ta impreza przyjmie się równie dobrze jak Żywe Środy.

No dobrze, to teraz wyjaśnij niewtajemniczonym, jak wygląda jam session - każdy, kto chce może wejść z instrumentem i zagrać, czy składy są ustalane z wyprzedzeniem?

- Każde jam session - tak w Trójmieście, jak i w każdym innym miejscu na świecie - może mieć charakter zamknięty lub otwarty. Należy jednak pamiętać, że są imprezy sygnowane jako jam session, ale grają tam zespoły z określonym składem, które nie improwizują - w moim odczuciu nie ma to nic wspólnego z jammowaniem. To po prostu koncert. Dotyczy to głównie sceny jazzowej. Wiesz, wychodzi zespół i gra standardy. Żeby było jasne - absolutnie ich za to nie krytykuję. Chcę być szczery i uczciwy, dlatego według mnie jam session jest wówczas, gdy skład jest otwarty i każdy może dołączyć lub gdy gra określony zespół, ale cały swój występ poświęca na improwizację. Tyle wystarczy. Dwie proste definicje. Tak właśnie chcemy prowadzić Żywe Środy i czwartki w Absyncie. Jest główny skład, ma pomysł na siebie - stara się równo rozkładać akcenty coverowe, improwizacyjne i mashupowe. Muzycy mają umiejętności i czują ten klimat. Mogą zapraszać jednak na scenę kogo chcą - mają wolny wybór. Wymagają jednak umiejętności, zrozumienia tematu i bycia odpowiednio trzeźwym.

Idea Jam Session polega na tym, że muzycy spotykają się w otwartych lub zamkniętych składach, a cały ich występ jest w pełni improwizowany.
Idea Jam Session polega na tym, że muzycy spotykają się w otwartych lub zamkniętych składach, a cały ich występ jest w pełni improwizowany. mfk.com.pl
Jak widać, jam session w Trójmieście ma się dobrze. Mimo tego, że zostało dość mocno dotknięte pandemią, kolejne tego typu imprezy powstają i się rozwijają. To świetna okazja, aby poznać lokalną scenę muzyczną od innej strony. Wszyscy zainteresowani dołączeniem, mogą skontaktować z Glennem Meyerem lub innymi organizatorami - najlepszym sposobem kontaktu będą profile lokali na mediach społecznościowych.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (21)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Który z trójmiejskich pisarzy jako jedyny mieszkający w Trójmieście wygrał Nagrodę Literacką Gdynia?

 

Najczęściej czytane