Aktualnie brak w repertuarze trójmiejskich teatrów

Jak uwodzili bogowie (21 opinii)

spektakl dramatyczny
kasy:
58 664-73-91 (bilety grupowe), 622-63-30, 667-022-652
wystawia:
Gdyńskie Centrum Kultury
data premiery:
25 kwietnia 2014
czas trwania:
1 godz. 15 min. (bez przerw)
8.6 30 ocen 1 10
Jak uwodzili bogowie

Komedia "Jak uwodzili bogowie" opowiada o perypetiach Ludwika - 33 letniego nieporadnego singla - który poszukuje miłości swojego życia. Pracuje w wydawnictwie psychologicznym, redagując książki o sukcesie i samorozwoju, lecz sam jest bardzo pogubiony. W znalezieniu dziewczyny marzeń pomaga mu charyzmatyczny przyjaciel Ponzo, wplątując Ludwika w szereg niezręcznych sytuacji. W poszukiwaniu partnerki zdesperowany Ludwik potrafi słono zapłacić za kursy uwodzenia, wymęczyć się na zajęciach z tańca, a nawet pójść na spotkanie wspólnoty religijnej. Czy Ludwikowi uda się w końcu spotkać upragnioną miłość? Przekonajcie się sami.

Komedia zdobyła wyróżnienie podczas III edycji konkursu "Komediopisanie" (2011).

Scenariusz: Mariusz Więcek, Jerzy Wójcicki
Reżyseria: Jerzy Wójcicki

Obsada:
Kamila Dziemian
Monika Markowc
Anna Wicka
Jeremiasz Gzyl
Bartek Sudak
Michał Zacharek

Centrum Kultury w Gdyni
ul. Łowicka 51, Gdynia

Opinie (21)

  • mega dobre i śmieszne.. (opinia sprzed 6 lat)

    polecam wszystkim... chętnie wybiorę się jeszcze raz.. lekkie i przyjemne.. bardzo zabawne.. świetni aktorzy.. dużo poczucia humory i kontakt z publiką.. super

    • 2 1

  • Ludzie, nie strzelajcie do wróbli z czołgów! (2) (opinia sprzed 6 lat)

    No nie wiem co się zmieniło od prapremiery, tak rzuciłem sobie okiem na komentarz powyżej (ten niepodpisany). Myśli trochę chaotyczne ale autor zdaje się chwalić realizatorów a przy tym samą wypowiedź teatralnego przedstawienia już niekoniecznie.

    Wydaje mi się, że akurat jednak jest odwrotnie. Ta realizacja to bardzo krzywe zwieciadło (no nawet nie tyle krzywe co i liche), pozbawione jakiegokolwiek teatralnego blichtru. Ale nie o teatralny blicht tu chodzi ale to jak wnikliwie w takim spontanicznym, luzackim i niejako z przyzwolenia, z założenia "mocno niedbałym" wytworze kultury odbija się rzeczywistość i co w jego "soczewce" widać. A widać tu obrazy nadwyraz wnikliwe, wywlekające na oczy wszystkich te społeczne bebechy, wnętrzności, które na codzień są ukrywane przed oczyma a raczej umysłami (i często świadomością) naiwnych ludzi. Przypuszczam, że właśnie te "wyciągnięcie bebechów" jest dla wielu osób funkcjonujących w swoich "chorych" światach i "biznesach" niewygodne i to zapewne ściąga najbardziej zjadliwą krytykę (przy tym ukrywa się też jej prawdziwe motywy). Te "wyciągnięcie śmierdzących wnętrzności społecznych" to też to co najbardziej odróżnia ten spektakl od wielu równie zabawnych co i bezdennie głupawych komedyjek (tudzież fars) jakie tu i ówdzie się widuje.

    Natomiast co do krytyki samej teatralnej realizacji to myślę, że krytykować tu po prostu nie ma co - bo to by było jak strzelanie z czołgu do wróbla. Każdy idąc do takiego teatru wie, że nie idzie ani do jastrzębi ani do orłów tylko do wróbli - więc "broń" od razu odkłada na bok (lub wcześniej zostawia w domu).

    • 1 0

    • krytolu (1) (opinia sprzed 6 lat)

      Jest drobna różnica między projekcją (to nazwa zjawiska ""wyciągnięcie bebechów" jest dla wielu osób funkcjonujących w swoich "chorych" światach i "biznesach" niewygodne i to zapewne ściąga najbardziej zjadliwą krytykę" - innymi słowy agresywna reakcja na postawę, którą się samemu prezentuje i której jest się nieświadomym) a krytyką dzieła sztuki. Nawet gdybym bardzo chciała, nie zaprojektuję na autorach swojego wroga, ponieważ aczkolwiek nie obce mi ludzkie ułomności, to owe "bebechy" o których mówią autorzy mają w prawdziwym życiu zupełnie inne przyczyny, inne źródło powstania oraz inaczej oddziałują na ludzi. Problem współczesnego mężczyzny, jakże ważny, nie został przez autorów zrozumiany, przez co w to przedstawienie w ogóle się nie wierzy.

      Natomiast co do blichtru...drogi krytolu, nie będę dyskutować o gustach, ja dla blichtru do teatru nie chodzę...

      • 3 0

      • Z dala od hollywoodu... (opinia sprzed 6 lat)

        Projekcja z tego co wiem to rzutowanie siebie na innych czyli przypisywanie innym ludziom swoich własnych myśli czy postaw (nie istotne czy świadomych). Jeśli ktoś się na przykład boi wilków w lesie to myśli, że inni też tak mają (i boją się wilków w lesie). Pisanie więc, że projekcja to " agresywna reakcja na postawę, którą się samemu prezentuje i której jest się nieświadomym" stanowi totalne spłycenie pojęcia (a ten wtręt na końcu o nieświdomości aż nadto brzydko pachnię zgniłym Freudem). Tylko co to ma w ogóle wspólnego z tą dyskują?

        Wydaje się, że autorka tych postów żyje zbyt głęboko uwięziona w swoim świecie społecznych oczywistości tak, że nie może uwierzyć, że to o czym mówi spektakl w ogóle może być prawdą (dlatego pisze: " w to przedstawienie w ogóle się nie wierzy"). Wszak inaczej świat wygląda w podręcznikowych teoriach, w nagłówkach gazet brukowych tudzież w artykułach z pism kobiecych (o filmach hollywoodzkich nie wspominając). To świat swojski, w który się łatwo wierzy bo jest oczywisty, tak oczywisty, że lgnie się ku wszystkiemu co te oczywistości tkwiące w głowach potwierdza. Życiowe doświadczenia jednak boleśnie weryfikują te ideowe wyobrażenia społeczne. Jak autorka napisała wyżej: "owe "bebechy" o których mówią autorzy mają w prawdziwym życiu zupełnie inne przyczyny, inne źródło powstania oraz inaczej oddziałują na ludzi." a jeszcze wyżej pisze np. "I tak epizod psychoterapii staje się (...), przedstawieniem dosłownie tego, jak zwykły kowalski ową psychoterapię sobie wyobraża, ponieważ osoba, która była choć na jednej sesji wie że "tak nie jest". " Czy aby na pewno? A skąd autorka tego tekstu wie że "tak nie jest"? Tak bowiem "nie jest" bo w społecznym świecie, w którym się ona obraca, oficjalny dyskurs, jej środowisko twierdzi, że tak nie jest. I to jest własnie największa zaleta tego spektaklu, że twórcy przekraczają tą społeczną barierę "niedomówień" i mówią wprost jak jest. Teksty z uwagami jak powyższe moim zdaniem świadczą tylko o tym, że to co mają do powiedzenia nie jest więc banalne. Problem jest tylko w tym by nie zamykać się na przekaz spektaklu tak jak autorka powyższych post'ów. A może faktycznie sama autorka tych postów jest jedną z osób oferującą jakieś "rewelacyjne terapie psychologiczne" - stąd też i niewygoda psychiczna i zaprzeczanie na siłę, że "tak jednak nie jest!!".

        Bo nie chodzi o to czy faktycznie aktorzy seplenią i jąkają się wypowiadając swoje kwestie, i nie o to jak dalece przedstawiane postacie są przejaskrawione lub karykaturalne. Chodzi o to czy wypowiadający się w ten czy inny sposób mają jednak coś istotnego do powiedzenia, coś co ma znaczącą moc objaśniania świata, w którym żyjemy. A moim zdaniem ma. Dlatego zamierzam pozostać obrońcą tego luzackiego widowiska.

        • 0 0

  • (opinia sprzed 6 lat)

    Popieram poprzedników. Spektakl b śmieszny ale poziom literacki godny szkolnego przedstawienia.

    • 1 1

  • byłam dziś (1) (opinia sprzed 6 lat)

    Nieprawdopodobny gniot. Może niedawne improwizacje na festiwalu Podaj Wiosło podniosły moje oczekiwania. Śmiałam się i biłam brawo z litości.Udana była może satyra na kursy uwodzenia. Nikt z obsady się nie wybijał, postaci jednowymiarowe jak już inni pisali, tekst słaby.
    Miałam wrażenie, że oglądam szkolne ćwiczenia poszczególnych scenek. Scenek nijak ze sobą nie połączonych. Gasną światła, "aktorzy" chowają się, potem pojawiają ponownie.
    Oczywiście nie spodziewałam się szekspirowskiego przedstawienia, jednak oczekiwałam teatru. Cena biletu była jak za przedstawienie teatralne, a nie szkolny teatrzyk, na który przyjdą dumni z pociech rodzice.
    Zdecydowanie odradzam. Słaby początek, brak rozwinięcia, słaba puenta.

    • 6 3

    • popieram byłą dziś (opinia sprzed 6 lat)

      Jak się idzie do Teatru to się oczekuje teatru, nawet jeżeli to farsa.
      Kilka dni temu byłam na programie muzyczno-kabaretowym "Tuwim or not Tuwim" w klubie Plama na Gdańskiej Zaspie i za 15 zł obejrzałam wspaniały program. Tu za 35 zł obejrzałam jakieś szkolne przedstawienie a w zasadzie zbiór etiud aktorskich wpasowanych w jakąś historię. Nie odbieram nikomu prawa do prezentowania, grania i bawienia innych, ale to powiedzmy, ktoś chyba czuwa artystycznie nad jakością zapraszanych lub produkowanych spektakli w CK. Nie oczekiwałam sztuki wysokiej, trudnej i mocnej w swojej wymowie, poszłam na zabawną komedię i oczekiwałam pewnej jakości. I jak to powiedział jeden z bohaterów "Mistrza i Małgorzaty" - "Otrzymaliśmy jesiotra drugiej świeżości" tak ja otrzymałam spektakl "drugiej świeżości" - chociaż "świeżość" w tym przypadku jest eufemizmem

      • 1 2

  • Komentarz do powyższego postu oraz prywatna mikrorecenzja (3) (opinia sprzed 6 lat)

    Odnoszę wrażenie, że powyższy post pisał jakiś zawistny reżyser jakiś, bo osoby, które spektakl widziały po prostu nie mogą się zgodzić. Co więcej i co gorsza tak zwane anonimowe hejty mając odrobinę wiedzy przypadować do odpowiedniej osoby, tym bardziej, że na małej widowni, na czołowym miejscu siedział pewien pan reżyser, powszechnie znany z egocentryzmu, frustracji i ze zjadliwej nienawiści do każdej konkurencji. Reżyseria jest świetna, tak samo jak gra aktorów. Dwa duże plusy, dzięki którym można na przedstawieniu umrzeć ze śmiechu. Problemem natomiast jest tekst (scenariusz?) który nie dość że jest bardzo mało sceniczny, poszatkowany, przez co akcja się rwie, z przedstawienia robi się około 20 kilkuminutowych kabaretowych skeczy, co jako formuła staje się męczące - nawet skecze kabaretowe bywają dłuższe i mają swoją dramaturgię. Druga sprawa to nagięty i przeintelektualizowany humor, (prawdopodobnie traktowany przez autorów sztuki jako "przewrotna gra słów") który po prostu brzmi źle i banalnie. Teksty typu: "kryjesz w sobie tajemnicę, niczym obrazy malewicza" , "Kim ja jestem? dlaczego mam w ustach posmak ryby?" , wulgarne kobiety, które potrafią używać jedynie inwektywy na ch i p,strzelające focha bez większego powodu. Szablonowe jednowymiarowe postaci, bardziej przerysowane niż na amerykańskich kreskówkach, w których to przerysowanie jednak skądś wynika, stają się sklejonymi potworkami, dziwadłami nie przypominająymi ludzi nawet przedstawionych w krzywym zwierciadle. Odnoszę wrażenie , ze autorzy nie mają pojęcia o poniekąd niezwykle ważnych i dających morze możliwości do omówienia zagadnieniach o których piszą. I tak epizod psychoterapii staje się zwykłą farsą, przedstawieniem dosłownie tego, jak zwykły kowalski ową psychoterapię sobie wyobraża, ponieważ osoba, która była choć na jednej sesji wie że "tak nie jest". Co więcej autorzy nie dają żadnego uzasadnienia do tego żeby pokazać zafałszowany obraz zobiorowej terapii poza argumentem, że każde miejsce zostało stworzone po to by głównego bohatera upokorzyć i poniżyć. W zasadzie nie wiadomo, czemu świat uwziął się na Ludwika. Nie wiadomo czemu podczas lekcji tańca jego partnerki od razu od niego uciekają, reagują na niego agresywnie i wyzywają od najgorszych, Jest to o tyle nie zrozumiałe, że scenę później rzucają się na niego, tak jakby był jedynym mężczyzną na świecie, tak jakby miał w sobie tę iskrę męskości, która jest w stanie rozżarzyć kobietę do czerwoności. Co prawda autorzy sugerują, iż te kobiety prawdopodobnie zostały specjalnie wyselekcjonowane przez zaradnych rodziców Ludwika i może jeszcze podpłacone, niemniej to wszystko nie trzyma się kupy, jest złe, skrajnie nieprawdopodobne. Można by się bronić, że przecież to absurd, niemniej nie, Autorzy ewidentnie nie chcą robić sztuki absurdalnej, tylko psychologiczny komedio-dramat wykładając się na nieznajomości podstawowych mechanizmów jakie rządzą ludźmi. Ludwik jest pokraką choć nie wiadomo czemu, bo autorom przypadkowo wyszło coś odwrotnego. To świat jest zły i pokraczny, a Ludwik chyba jedyną postacią, która trzyma się resztek zdrowego rozsądku. I tu jest ciekawostka, mimo bardzo słabego tekstu, reżyser wraz z aktorami wybrnęli z sytuacji po mistrzowsku. Bawią się kiczem, robiąc żarty zarówno z niego jak i z samych siebie, sprawiają wrażenie jakby powiedzieli sobie "dostaliśmy najgorszą robotę świata, to przynajmniej dobrze się pobawmy". Tak więc aktorzy się świetnie bawią a ich zabawa udziela się publiczności. Fenomenalna scena sfingowanego pogrzebu Ludwika, wspaniała postać pijaczki, scena oświadczyn po prostu rozrywa serce i widz momentalnie z rozbawienia, zaczyna współczuć nieszczęsnemu Ludwikowi. Nie wiem jak ocenić to co widziałam, ponieważ z przedstawienia wyszłam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony do łez rozbawiona, z drugiej strony skrajnie wkurzona na marny , dosłownie dyletancki tekst. Jednego natomiast jestem pewna. To przedstawienie, w przeciwieństwie do przedsięwzięć zawistnego reżysera z posta wyżej, zostanie ze mną na dłużej i będę o nim pamiętać. Pozdrawiam serdecznie,

    • 5 3

    • poprawić tekst! (opinia sprzed 6 lat)

      Zgadzam się, że największym problemem jest tutaj sam tekst.
      Żeby przedstawić postać jako bardziej dynamiczną od pozostałych nie wystarczy, aby aktor krzyczał i biegał po scenie. Żeby np "menelkę" przedstawić wiarygodnie nie wystarczą starania samej aktorki (strój, rozmazany makijaż, niechlujna mowa)...należałoby podłapać nieco środowiskowego slangu i tak napisać jej kwestie, aby został uwzględniony. Scenarzysta moim zdaniem się nie wysilił...każda postać mówiła takim samym językiem, przez co wszystkie były płaskie i bezbarwne, w dodatku używały momentami dość karkołomnych sformułowań.

      Natomiast reżyseria i aktorzy - to wypadło bardzo zgrabnie, choć sztuka jako całość nie wniosła absolutnie nic nowego.

      • 1 0

    • Cały ten Twój elaborat jest żenujący (opinia sprzed 6 lat)

      Tak samo jak przedstawienie, o którym piszesz.
      Tyle w kwestii...

      • 0 3

    • (opinia sprzed 6 lat)

      aha, jeśli chodzi o muzykę, to akurat utwory ilustracyjne wybrane są doskonale

      • 3 0

  • Okropność (opinia sprzed 6 lat)

    Tragiczne przedstawienie. Strata czasu. Reżyser nie potrafił poprowadzić aktorów a Girl Beatlesów chyba znienawidzę po tym spektaklu.

    • 2 8

  • Jest różnica (opinia sprzed 6 lat)

    między premierą a prapremierą...

    • 3 0

  • O co chodzi? (2) (opinia sprzed 6 lat)

    Może mi ktoś wytłumaczyć, jak to jest, że premiera tego spektaklu będzie 25 kwietnia, a spektakl ten(którego jeszcze nie ma) znajduje się w rankingu najlepszych spektakli na trzecim miejscu!!!!!! Bo ja chyba nie rozumiem!

    • 1 4

    • na trzecim miejscu (opinia sprzed 6 lat)

      bo aktorzy sami go sobie lajkują. Byłam. Widziałam. Odradzam. Słaby, niesmaczny kabaret.

      • 3 8

    • (opinia sprzed 6 lat)

      pierwszy pokaz - otwarta próba odbyła się na uniwersytecie, potem odbył się jeszcze jeden pokaz przedpremierowy w marcu w CK

      • 2 0

  • komedia na czasie (opinia sprzed 6 lat)

    Poszlismy z mezem z ciekawosci, nie wiedzielismy czego sie spodziewac, bo to nie zawodowy teatr. Zaskoczyla mnie swietna gra aktorska, dobra rezyseria i lekkie podejscie do bardzo powaznego tematu samotnosci, poszukiwania milosci, miejsca w zyciu. Krotkie sceny ukladaly sie w zgrabna calosc. Smiechu bylo tyle ile trzeba, nie przyslanial przeslania. Troche wulgarne miejscami. Jednak najwieksza dla mnie zaleta przedstawienia byl wspolczesny temat. Obserwujac kolegow i kolezanki syna, to rzeczywiscie jest jakas plaga samotnosci. Oni maja po 30 lat i nie moga sobie nikogo znalezc. Na spektaklu zobaczylam ich w krzywym zwierciadle. To bylo uwalniajace.

    • 4 1

  • Wczoraj byłem z dziewczyną. Dobrze się bawiliśmy. (opinia sprzed 6 lat)

    Polecam, bo dobra zabawa. Nareszcie współczesny humor!!!! Mimo, że to lekka komedia gadaliśmy pół wieczoru o tym spektaklu. Podczas spektaklu przypomniał nam się cały okres bycia singlem i wymienialiśmy się potem śmiesznymi sytuacjami, które nas spotkały :) Może nie były tak hardcorowe jak w sztuce, ale też by się zebrało na scenariusz.

    • 5 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Pod patronatem

Nadchodzące premiery