• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Jak rodzi się bunt. Recenzja "Lotu nad kukułczym gniazdem"

Łukasz Rudziński
27 listopada 2016 (artykuł sprzed 5 lat) 
Opinie (14)
Pojawienie się w szpitalu psychiatrycznym odważnego i energicznego McMurphy'ego najpierw szokuje i budzi opór, a później działa na pozostałych pacjentów jak bomba z opóźnionym zapłonem. Pojawienie się w szpitalu psychiatrycznym odważnego i energicznego McMurphy'ego najpierw szokuje i budzi opór, a później działa na pozostałych pacjentów jak bomba z opóźnionym zapłonem.

Teatralna wersja "Lotu nad kukułczym gniazdem" skazana jest na porównania z doskonałym filmem Miloša Formana, co bardzo wysoko podnosi poprzeczkę twórcom i realizatorom i stawia ich w niewdzięcznej roli, by sprostać zbudowanym przez film oczekiwaniom widzów. Spektakl Teatru Miejskiego nie rozczarowuje głównie dzięki kreacjom McMurphy'ego, Wodza Bromdena i Billy'ego, choć szansa, by wielowymiarowo zmierzyć się z kwestią wolności i zniewolenia, tak dobitnie ukazaną w filmie, została niewykorzystana.



Już we foyer Teatru Miejskiego, zanim jeszcze zacznie się spektakl, widzowie dostają czytelny sygnał od scenografów spektaklu (jest to duet Marek Braun - Hanna Szymczak) - wszystkie osoby z biura obsługi widowni noszą czepki pielęgniarskie. Po wejściu na widownię okazuje się, że część foteli (zazwyczaj przeznaczonych dla publiczności) zajmuje wielki podest, po którym, obok widzów, poruszają się aktorzy. Przekaz jest jasny: wszyscy jesteśmy w szpitalu psychiatrycznym razem z McMurphym i jego towarzyszami.

Trzeba przy tym pamiętać, że spektakl nie jest bezpośrednią adaptacją książki Kena Keseya i powstał na podstawie sztuki Dale'a Wassermana, a ta od scenariusza filmu Formana nieznacznie, ale zauważalnie, się różni (m.in. inaczej prowadzony jest wątek Wodza Bromdena, nie ma też obecnej w filmie ucieczki pacjentów ze szpitala i rejsu połączonego z wędkowaniem). Reżyser Krzysztof Babicki szukał ekwiwalentu dla charakterów niektórych bohaterów, którzy, jak Cheswick czy Scanlon, mają inne zaburzenia lub cierpią na innego rodzaju natręctwa niż bohaterowie znani z filmu.

Randle Patrick McMurphy (Piotr Michalski) napotyka w szpitalu psychiatrycznym bezwzględną i bezlitosną Siostrę Ratched (Dorota Lulka). Ich konfrontacja to główna oś wszelkich napięć dramaturgicznych spektaklu. Randle Patrick McMurphy (Piotr Michalski) napotyka w szpitalu psychiatrycznym bezwzględną i bezlitosną Siostrę Ratched (Dorota Lulka). Ich konfrontacja to główna oś wszelkich napięć dramaturgicznych spektaklu.
Każdy z pacjentów został nacechowany wyraźnie zauważalnym zaburzeniem lub niedołęstwem. Cheswick stale ćwiczy, Scanlon ma tiki nerwowe, Martini cierpi na urojenia i często rozmawia z nieistniejącymi osobami, Billy się jąka, jest chorobliwie zakompleksiony, pułkownik Matterson jeździ na wózku inwalidzkim, a Ruckly obecny jest raczej ciałem niż duchem. Na tle pozostałych wyróżnia się uznawany za głuchoniemego Wódz Bromden oraz dwójka "normalnych" wariatów - Dale Harding i Randle Patrick McMurphy, którego pojawienie się w niewielkiej społeczności szpitala wywołuje prawdziwą lawinę zdarzeń. Obraz szpitala dopełniają zimna, bezwzględna siostra Ratched, zdominowany przez nią doktor Spivey, sadystyczny pielęgniarz Warren, służbistka, siostra Flinn oraz dwaj salowi.

Jednak to, co zachwyca w filmie Formana, budzi największy niedosyt w przedstawieniu Babickiego. Pytania o granice człowieczeństwa, wolności i zniewolenia jednostki nie pozostają wprawdzie bez odpowiedzi, ale wybrzmiewają zdecydowanie słabiej niż w obrazie filmowym. Kluczowy dla losów bohaterów "Lotu nad kukułczym gniazdem" jest przecież fakt, że większość pacjentów szpitala psychiatrycznego przebywa w nim na własne życzenie, znajdując tu bezpieczny azyl wobec przerastającej ich rzeczywistości. W filmie są to raczej pensjonariusze niż więźniowie, którzy pobyt w szpitalu traktują jak dom opieki społecznej ze zwiększonym rygorem.

W spektaklu Teatru Miejskiego tyrania sadystycznego, brutalnego personelu sugeruje, że bardziej od wolności, której dobrowolnie zrzekają się pacjenci szpitala, interesuje reżysera ich fizyczne i psychiczne zniewolenie i pokazanie procesu dojrzewania do buntu, w sytuacji, gdy znajdzie się lider skłonny uzmysłowić ofiarom przemocy ich położenie i przekonać je do działania. Kwestia ludzkiej wolności ukazana zostaje tu w sposób bardzo spłaszczony względem powieści i filmu, choć wiwisekcja buntu wobec zastanych reguł i psychologia postaci przeprowadzone zostają bardzo konsekwentnie.

Najlepsi w gdyńskim spektaklu są Grzegorz Wolf (Wódz Bromden, po lewej) i Piotr Michalski (McMurphy). Obaj (wraz z Szymonem Sędrowskim grającym Billy'ego) buduje najciekawsze, dopracowane w szczegółach postaci bohaterów. Najlepsi w gdyńskim spektaklu są Grzegorz Wolf (Wódz Bromden, po lewej) i Piotr Michalski (McMurphy). Obaj (wraz z Szymonem Sędrowskim grającym Billy'ego) buduje najciekawsze, dopracowane w szczegółach postaci bohaterów.
Główną osią dramaturgii jest konfrontacja McMurhpy'ego i siostry Ratched. Grający charyzmatycznego McMurphy'ego Piotr Michalski daje swojemu bohaterowi niemal chłopięcą ciekawość świata i dużą wrażliwość wobec losów i położenia ludzi, których spotyka w szpitalu. Skryty często za założonym na głowę kapturem, jest typem pogodnego autsajdera i urodzonego lidera, budzącego sympatię od początku do końca. Niestety, kreacja siostry Ratched w wykonaniu Doroty Lulki rozczarowuje. Zimna i bezwzględna pielęgniarka, manipulująca pacjentami i lekarzem, któremu powinna podlegać, zagrana jest przez Lulkę w sposób zaskakująco powierzchowny. Jej postać jest stale nieobecna, jakby autystyczna, niemal papierowa. W tej sytuacji starcie tych bohaterów ma, niestety, niekwestionowanego zwycięzcę właściwie od pierwszej sceny.

W większości udane są role charakterystyczne pacjentów szpitala. Najlepiej obok McMurphy'ego wypada Wódz Bromden Grzegorza Wolfa, zbudowany przez aktora w najdrobniejszych detalach - powłóczy nogami, patrzy nieobecnym wzrokiem, umiejętnie gra zamkniętego we własnym świecie głuchoniemego. Bardzo dobrze w roli Billy'ego wypada też Szymon Sędrowski, którego bohater znacznie wykracza poza narzuconą z góry formę jąkały i świetnie oddaje emocje targające swoim bohaterem, przez co dramat Billy'ego ma dużą siłę rażenia.

Potężny podest umieszczony pomiędzy fotelami widzów i czepki pielęgniarskie obsługi widowni nie pozostawiają wątpliwości. Wszyscy widzowie "Lotu nad kukułczym gniazdem" Teatru Miejskiego znajdują się w szpitalu psychiatrycznym. Potężny podest umieszczony pomiędzy fotelami widzów i czepki pielęgniarskie obsługi widowni nie pozostawiają wątpliwości. Wszyscy widzowie "Lotu nad kukułczym gniazdem" Teatru Miejskiego znajdują się w szpitalu psychiatrycznym.
Sympatię budzi Martini grany przez Macieja Wiznera, a współczucie konsekwentnie "nieobecny" Ruckly w wykonaniu Rafała Kowala. Ożywienie na scenie wprowadza Monika Babicka przekonująca jako "frywolna" Candy. Zaskakująco bezbarwną postać Dale'a Hardinga, który bez walki i jakiejkolwiek żyłki współzawodnictwa oddaje panowanie w szpitalu McMurphy'emu, gra bez przekonania Dariusz Szymaniak.

Losy bohaterów opowiedziane w "Locie nad kukułczym gniazdem" nie pozostawiają widzów obojętnymi. Powieść Keseya to charakterologiczny majstersztyk, co musiało znaleźć odbicie również w spektaklu. Najnowsza produkcja Teatru Miejskiego jest przy tym zgrabnie i konsekwentnie wyreżyserowana (choć momentami, jak w przypadku bójki z udziałem McMurphy'ego, Wodza Bromdena i pielęgniarza Warrena, wyraźnie brakuje reżyserowi pomysłów). Uznanie budzą ciekawe kostiumy bohaterów (autorstwa Hanny Szymczak) i nienachalna, dobrze uzupełniająca wydarzenia sceniczne muzyka Marka Kuczyńskiego. Dlatego "Lot nad kukułczym gniazdem" trafi w gusta widzów ceniących rzetelny, psychologiczny teatr z ważnym przesłaniem.

Spektakl

9.1
96 ocen

Lot nad kukułczym gniazdem

spektakl dramatyczny

Miejsca

Spektakle

Opinie (14) 1 zablokowana

  • Podzielam zdanie redaktora. (2)

    Byłam wczoraj. Bezbarwność Lulki mnie zaskoczyła.

    • 9 11

    • Taka postać

      Zapewne o to chodziło, żeby pokazać ją od strony bezuczuciowej

      • 5 3

    • ja mam inne zdanie

      również byłem na premierze i jestem zdania że Pani lulka miała najtrudniejsza rolę ze wszystkich, gdyż grała w pełni negatywną postać, wykonała swoje zadanie na tyle przekonująco że zebrała najmniej oklasków po skończeniu przedstawienia

      • 5 2

  • Zaskoczona

    ...Pani Lulki..

    • 2 1

  • wygląda interesująco

    • 3 0

  • Bardzo dobry spektakl

    Podoba mi się gra wszystkich aktorów w tym spektaklu. Pani Lulka bardzo realistycznie zagrała rolę pielęgniarki-manipulatorki.Pokazuje swoją przewagę nad pacjentami, swoim przełożonym-doktorem. Tylko ze zdrowym pacjentem jej nie do końca wyszło, a przecież o to w tym przedstawieniu chodzi. A samo to, że od początku jej nie lubimy już jest osiągnięciem zamierzonego celu. Mnie się podobało.

    • 24 4

  • Super!

    Pan Machalski i Pan Żarnecki rewelacja!!! Najlepszy spektakl w Teatrze Miejskimi na jakim byłam.

    • 14 1

  • rewelacyjne przedstawienie!!!

    Dawno nie widziałem tak cudownego spektaklu,tak wciagającego,dynamicznego,spójnego,ze wspaniałą obsadą,ale co do Lulki zgdadzam się z recenzentem w całej tzw. rozciągłości.ogólnie chcę napisasać do p. Krzysztofa Babickiego......chapeau bas i dziękuję

    • 9 1

  • Mam Pytanie - czy publiczność też dostaje pielęgniarskie czepki w ramach biletu ?

    • 0 10

  • Brawo (2)

    Brawo!! Wielki szacun dla p. Babickiego i całego zespołu. Chyba recenzent nie lubi p. Doroty Lulki. Postać może i papierowa, ale wyraźnie z wierzchu. Czasami trzeba odczytać to co pod spodem. Pozdrowienia dla całego zespołu Teatru i więcej takich realizacji. Wierny widz. A Piotr Michalski i Grzegorz Wolf wspaniali!!!!

    • 14 0

    • Polecam!!!

      Bardzo dziękuję Panu Babickiemu za piękny spektakl. Ogromne brawa dla całego zespołu a szczególnie dla Pana Piotra Michalskiego i Pana Grzegorza Wolfa.

      • 1 0

    • Polecam!!!

      Ogromne podziękowanie dla Pana Krzysztofa Babickiego, piękne przedstawienie.
      Znakomita gra całego zespołu, a szczególnie Pana Grzegorza Wolfa i Pana Piotra Michalskiego. Gratulacje!!!

      • 0 1

  • A to Polska wlasnie

    Taki spektakl moglby nabrac polskiego lokalnego charakteru gdyby go uwspolczesnic i w kierownictwie szpitala umiescic naszych milusinskich dygnitarzy. Ciekawe jak zawiazalby sie bunt pacjentow i jak wygladalby lider, czy udaloby sie wyprowadzic pacjentow chocby na podworko, czy zaryzykowaliby spoznienie na kolacje?

    • 2 2

  • Brawo

    Jeden z najciekawszych spektakli jaki w tym roku widziałam. Gorąco polecam!
    Pan Wolf i Michalski -rewelacja!!!!

    • 9 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Jakim tytułem zainaugurował swoją działalność Teatr Miejski w Gdyni?

 

Najczęściej czytane