• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Jądro ciemności na Darze Pomorza

Łukasz Rudziński
30 kwietnia 2023 (artykuł sprzed 1 roku) 
Opinie (13)
Nowa premiera Teatru Miejskiego sięga po kanon literatury światowej, którą twórcy gdyńskiego spektaklu ociosali z wieloznaczności. Nowa premiera Teatru Miejskiego sięga po kanon literatury światowej, którą twórcy gdyńskiego spektaklu ociosali z wieloznaczności.

Raz na kilka lat Teatr Miejski w Gdyni realizuje spektakl poświęcony tematyce marynistycznej. Po pandemicznej przerwie udało się wrócić na Dar Pomorza, który jest naturalną przestrzenią dla tego typu spektakli. Inscenizacja "Jądra ciemności", najnowszej premiery Miejskiego na Darze Pomorza, to zgrabna, chociaż pełna uproszczeń i zaskakująco jednowymiarowa interpretacja tego metaforycznego, jednego z najsłynniejszych opowiadań Josepha Conrada.



Co grają w Teatrze Miejskim
"Jądro ciemności" Josepha Conrada (właściwie Józefa Konrada Korzeniowskiego) to jedno z najważniejszych dzieł tego pisarza polskiego pochodzenia. Conrad piętnował w nim żarłoczny kapitalizm, bezwzględny kolonializm i wyzysk ubierane w ładnie brzmiące slogany jak rozwój, postęp czy cywilizacja.

Przy okazji bardzo mocno atakował rozdęte struktury biurokratyczne i urzędników, którzy zahibernowali się na swoich stanowiskach i kurczowo ich trzymają, nawet jeśli z ich pracy nie ma żadnego pożytku. Tysiące kilometrów od ojczyzny kwitnie korupcja, a o los lokalnej ludności nikt się nie troszczy. Dorzecze rzeki Kongo służy tu za metaforyczny koniec świata, przynajmniej tego znanego przeszło 120 lat temu, gdy powstawało "Jądro ciemności".

Marlowe (Mariusz Żarnecki, w środku) wrzucony zostaje w samo centrum intrygi, w której usiłuje się połapać. Marlowe (Mariusz Żarnecki, w środku) wrzucony zostaje w samo centrum intrygi, w której usiłuje się połapać.
Narratorem opowiadania jest Marlowe - alter ego pisarza, którzy przecież sam pływał po morzach i oceanach i odbył także rejs rzeką Kongo (Joseph Conrad poznał ją jako marynarz parowca jednej z belgijskich kampanii handlowych). Jego bohater ma dotrzeć do najdalej położonej stacji handlowej i przetransportować stamtąd kość słoniową, ale Prezes (Bogdan Smagacki) powierza mu jeszcze jedną, tajną misję.

W tym momencie tekst Conrada i adaptacja sceniczna przygotowana przez Pawła Huelle zaczynają się nieco rozmijać. Odnalezienie tajemniczego, otoczonego legendą Kurtza w spektaklu Teatru Miejskiego przypomina tanie kino szpiegowskie. To co bohaterom prozy Conrada pozwala kluczyć, przedzierać się przez fikcję, żeby odkryć przerażającą prawdę, tutaj zostało ujednoznacznione, sprowadzone do prostego zlecenia.

Z drugiej strony, intencje autora adaptacji i reżysera spektaklu Krzysztofa Babickiego są uzasadnione - przez lata bestialstwo opisane przez Josepha Conrada w Kongu na ciemnoskórych (torturowanych, okaleczanych i mordowanych przez belgijskich kolonizatorów pod byle pretekstem) było traktowane głównie jako metafora okrucieństwa. Jednak uproszczenia zastosowane w spektaklu Miejskiego całkowicie prozę Conrada odzierają z metafory i wieloznaczności, która jest największą wartością twórczości Conrada. Twórcy w ten sposób sprowadzają ją do kina akcji i w mniejszym wymiarze do publicystyki.

Kluczową postać Kurtza z wyczuciem gra Piotr Michalski, partnerująca mu Martyna Matoliniec w roli Kobiety Kurtza stanowi wręcz dopełnienie jego kreacji. Kluczową postać Kurtza z wyczuciem gra Piotr Michalski, partnerująca mu Martyna Matoliniec w roli Kobiety Kurtza stanowi wręcz dopełnienie jego kreacji.
Sam spektakl jednak opiera się na bardzo dobrym pomyśle, by z niewielkiego epizodu z gabinetów urzędniczych zaczerpnąć kluczowe bohaterki przedstawienia - Parki, rzymskie boginie losu. Cały, nakreślony u Conrada kilkoma zdaniami wątek rzymskiej kolonizacji Wielkiej Brytanii urasta tutaj do odrębnego epizodu, by lepiej uzmysłowić widzom z czym wiążę się bezwzględna kolonizacja w imię "wyższych celów", które bardzo często okazują się grabieżą, terrorem i podziałem łupów.

Parki w spektaklu Miejskiego są dwie - obie we wspaniałych sukniach i z bardzo mocnym makijażem (kostiumy Jolanty Łagowskiej-Braun) przędą na drutach nici życia bohaterów, co jakiś czas śpiewając piosenki nawiązujące do mitologii antycznej. Gdy uznają za stosowne, przecinają nici wybranej postaci. Ta kreacja podwójna zachowujących się tak samo Margo (bardziej wyrazistej Weroniki Nawieśniak) i Ethel (Agnieszki Bały) od pierwszych chwil robi dobre wrażenie i buduje nastrój tajemniczości.

Kreacje Parek - Margo (Weronika Nawieśniak, po lewej) i Ethel (Agnieszka Bała) - to najciekawszy pomysł inscenizacyjny spektaklu Krzysztofa Babickiego. Kreacje Parek - Margo (Weronika Nawieśniak, po lewej) i Ethel (Agnieszka Bała) - to najciekawszy pomysł inscenizacyjny spektaklu Krzysztofa Babickiego.
O klimat spektaklu pełną niespokojnych, mrocznych dźwięków dba również Marek Kuczyński odpowiedzialny za muzykę przedstawienia, która nie jest tym razem ilustracyjna, co zdarzało się przy wcześniejszej pracy tego kompozytora z Krzysztofem Babickim. Prosta scenografia Marka Brauna tym razem zbudowana jest właściwie z umieszczonego w centralnej części stolika z krzesłami i niewielkiego podestu z półprzezroczystą pleksi, stanowiącą niekiedy lustro ukazujące w odbiciu bohaterów, szczególnie Parki obserwujące z tego miejsca pozostałych.

Kluczowa rozgrywka odbywa się pomiędzy Marlowe'm i Kurtzem. Ich konfrontacja następuje bardzo szybko, bo w scenariuszu Pawła Huellego cała podróż wgłąb rzeki Kongo - bardzo istotna w "Jądrze ciemności" Conrada - przywołana zostaje właściwie tylko kontekstowo. Grający Marlowe'a Mariusz Żarnecki nie jest jednak narratorem opowieści, dzięki czemu jego bohater nie jest przegadany - aktor wypełnia tę postać poszukiwaniami sensu działań, które podejmuje, zwłaszcza jeśli wydają mu się niewłaściwe. Szkoda, że Żarnecki nie ma dostatecznie dużo czasu, by dylematy Marlowe'a wybrzmiały z pełną siłą.

Znakomicie z rolą Kurtza radzi sobie Piotr Michalski, który gra postać kontrowersyjną, wieloznaczną, a przy tym intrygującą. Jego choroba również rozumiana może być dwojako - jako choroba, która niszczy go fizycznie oraz psychicznie, jako obsesja, od której postradał zmysły. Bardzo dobrze partneruje mu Martyna Matoliniec w fizycznej roli Kobiety Kurtza.

O fatalizmie losu w spektaklu Teatru Miejskiego przypomina o czaszka - rekwizyt towarzyszący boginiom losu w wielu momentach. O fatalizmie losu w spektaklu Teatru Miejskiego przypomina o czaszka - rekwizyt towarzyszący boginiom losu w wielu momentach.
Pozostali aktorzy stanowią tło tej opowieści, z którego najwyraźniej wybija się postać Narzeczonej Kurtza, granej przez Monikę Babicką. Wątek ten nawiązuje do "Kurska", innej inscenizacji twórców "Jądra ciemności", i kobiet oczekujących na powrót mężczyzn. Z kolei niepotrzebnie rozbudowany motyw czasów dziecięcych Marlowe'a jest ukłonem Babickiego i Huellego w stronę ich wieloletniej fascynacji twórczością Gombrowicza.

"Jądro ciemności" w całości jest spektaklem spójnym, prowadzonym konsekwentnie i w dobrym tempie. Tym bardziej szkoda, że prozę Josepha Conrada wypłukano z wieloznaczności. Nawet tytuł opowiadania wyjaśniony zostaje tak dobitnie, aby nie trzeba było się nad nim namyślać. Konkret, na jakim skupili się twórcy gdyńskiego przedstawienia, jest zarazem jego gotową interpretacją, niewymagającą głębszego zastanowienia.

Spektakl

8.3
6 ocen

Jądro ciemności

spektakl dramatyczny

Miejsca

Spektakle

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (13)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki (2 opinie)

(2 opinie)
20 zł
spotkanie, wystawa, warsztaty

Kultura ludowa Pomorza Gdańskiego

wystawa

Wystawa "Kajko, Kokosz i inni"

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Jedynym trójmiejskim artystą, który pracę zawodową w teatrze łączy z karierą poety i frontmana trójmiejskiego zespołu rockowego jest...?

 

Najczęściej czytane