Wiadomości

stat

Izrael w tańcu i w performance. Po Tygodniu Izraelskim

Tydzień Izraelski zainaugurowało "Mnemosyne" największej gwiazdy wydarzenia - Kamea Dance Company.

Pierwsza w tym roku odsłona cyklu "Teatry narodowe" w Teatrze Szekspirowskim była nieco skromniejsza niż zazwyczaj, ale wydarzenia, które można było obejrzeć w ciągu Tygodnia Izraelskiego, przekonują, że jego formuła wciąż się sprawdza, a impreza przyciąga publiczność. Przez tydzień pokazano tylko jeden aspekt kultury Izraela, jego nowoczesne oblicze, nastawione na technologię i zdarzenia multimedialne.



Co zapamiętamy z Tygodnia Izraelskiego?



Odpowiedź na tak postawione pytanie może być tylko jedna - Kamea Dance Company. Chociaż pewnie nie jest to pierwsza formacja taneczna, która przychodzi na myśl o współczesnym zespole tanecznym z Izraela, bo sławą Kamea Dance Company nie wytrzymuje porównania z Badsheva Dance Company, prowadzoną przez charyzmatycznego Ohada Naharina czy z Kibbutz Contemporary Dance Company. Jednak największa gwiazda Tygodnia Izraelskiego przekonała, że nie ustępuje im poziomem.

"Carmina Burana" Kamea Dance Company to spektakl wybitny, w którym doskonale przygotowani tancerze świetnie współgrają z muzyką Carla Orffa. Spektakl był największą ozdobą tygodniowego przeglądu kultury izraelskiej.
"Carmina Burana" Kamea Dance Company to spektakl wybitny, w którym doskonale przygotowani tancerze świetnie współgrają z muzyką Carla Orffa. Spektakl był największą ozdobą tygodniowego przeglądu kultury izraelskiej. fot. Dawid Linkowski / GTS
Dwa spektakle, które lider i założyciel Kamea Dance Company - Tamir Ginz - przywiózł do Gdańska, pozwalają w pełni docenić klasę tego zespołu. "Mnemosyne" - najnowsza premiera tej formacji, poświęcona jest mechanizmom pamięci i napięć między jednostką a zbiorowością oraz "Carmina Burana" ze wspaniałą muzyką Carla Orffa - najbardziej znany ze spektakli Kamea Dance Company to wizytówka tej formacji. Podstawowa różnica między jednym a drugim jest taka, że w "Mnemosyne" podziwialiśmy szereg niepowiązanych ze sobą układów, scen tańca nowoczesnego, zachwycających techniką każdego z 14 tancerzy. Choć różni ich budowa ciała i warunki fizyczne, zadziwiają świetnym zgraniem (jeden z tancerzy, wyraźnie górujący nad pozostałymi imponującym wzrostem, gdy sytuacja tego wymaga doskonale wtapia się w pozostałych).

W "Carmina Burana" elementem porządkującym spektakl (a pewna dowolność i chaotyczna momentami konstrukcja jest słabszym punktem "Mnemosyne") jest muzyka Carla Orffa. To wybitne dzieło taneczne, zachwycające od pierwszej chwili. Co ważne, choreograf nie podporządkował ruchu muzyce, stworzył z niego równoległy język komunikacji z widzem. Zarówno sekwencje zbiorowe, jak i nasycone emocjami duety czy występy solowe miały najwyższą jakość i potężny ładunek emocjonalny. Nic więc dziwnego, że publiczność zgotowała kilkuminutowe żywiołowe owacje na stojąco, przerwane dopiero zasłonięciem kurtyny. W "Mnemosyne" składniki spektaklu były podobne, ale temperatura przedstawienia i jego dynamika ustępowały tej z "Carmina Burana", która była największym wydarzeniem Tygodnia Izraelskiego. Warto też odnotować niezwykły finał "Mnemosyne", gdy tancerze w ramach "bisu" wyszli do widowni i jeden z głównych motywów muzycznych spektaklu zatańczyli razem z widzami.

Bardzo udanym zwieńczeniem imprezy okazał się koncert Esev Yam, w którym piątka muzyków na bazie tradycyjnych nigunów stworzyła udany, pełen wymiany i współpracy muzyczny spektakl.
Bardzo udanym zwieńczeniem imprezy okazał się koncert Esev Yam, w którym piątka muzyków na bazie tradycyjnych nigunów stworzyła udany, pełen wymiany i współpracy muzyczny spektakl. fot. Dawid Linkowski / GTS

Nowe media w natarciu



Bardzo silnie obecne były nowe media. Spektakl "Guliwer" oparty jest właśnie o "dialog" kamery i aktora prowadzącego opowieść o przygodach Guliwera. Wszystko działo się na pełnej wody scenie z ekranem projekcyjnym w tle, które służą za miejsce akcji i wędrówki Guliwera przemierzającego światy, trafiającego do krainy liliputów czy olbrzymów. Aktora wspomaga trójka performerów, którzy filmują za pomocą jednej kamery zarówno Guliwera, jak i m.in. statki, wzburzone morze, siedziby mieszkańców kolejnych krain lub samych siebie, gdy Guliwerowi przyglądają się (przez projektor) olbrzymi. Performerzy grają w spektaklu bohaterów epizodycznych, m.in. mądre konie Houyhnhnmy, wśród których bohater czuje się lepiej niż wśród ludzi. Ta prosta, ale pomysłowa i ciekawa wizualnie inscenizacja wyraźnie wymierzona jest przeciwko politykom, skłócającym pokojowo nastawionych obywateli, prowadząc całe społeczeństwa do okrucieństwa. Wątek ten - kontekst polityczny sytuacji Izraela - poza tym jednym nawiązaniem w spektaklu Zvi Sahar PuppetCinema niestety również na Tygodniu Izraelskim nie zaistniał.

Technologię wykorzystała też w swoim "zapisie pamięci" - "Memo" - performerka Anat Grigorio, imponująca przygotowaniem fizycznym. Jej performance przywoływał pewne skojarzenia z dzieciństwa, hasła zarówno napisane na ciele przez samą Grigorio, jak i przez widzów. Napisy ulegały stopniowemu zatarciu w toku spektaklu, w którym performerka nakładała na siebie coraz większe ilości farby. Z kolei biały początkowo papier, po którym porusza się performerka, staje z każdą chwilą nosi coraz więcej śladów "użytkowania". Ten interesujący wizualnie minispektakl był jednak o połowę za długi, by wywołać większe wrażenie. Nieco lepiej wypadł inny taneczny, dużo bardziej tradycyjny performance ruchowy "Two room apartment", w którym dwóch tancerzy odmalowało swoją zawodową i życiową relację, pełną ciekawości, przekraczania granic, fascynacji, przyciągania, odpychania, włącznie z odrzuceniem i akceptacją relacji cielesnej. Właśnie moment, gdy jeden z tancerzy zupełnie nagi wskakuje na drugiego, a ten go swoją obojętną postawą odrzuca, robił podczas zamkniętego w refrenicznie powracających ruchach performance`u największe wrażenie.

Anat Grigorio w performance "Memo" o pamięci "mówi" za pomocą swojego ciała i farby.
Anat Grigorio w performance "Memo" o pamięci "mówi" za pomocą swojego ciała i farby. fot. Dawid Linkowski / GTS

Izrael nowoczesny, bez cienia folkloru



Stronie izraelskiej i organizatorom imprezy zależało na ukazaniu nowego, dynamicznie rozwijającego się Izraela. Zrezygnowano całkowicie z prezentacji tradycyjnej kultury żydowskiej, motywów ludowych, całego barwnego folkloru (a przecież choćby musical "Skrzypek na dachu" powstał na takim fundamencie). Szkoda, że nie znalazło się miejsce nawet na warsztaty tańca izraelskiego, przybliżenie hory, bo współczesna twarz Izraela jest ciekawa, ale pozbawiono widzów Tygodnia Izraelskiego poznania jej korzeni. A choćby wspomniana Kamea Dance Company czerpie inspiracje także z tradycyjnych tańców izraelskich, o muzyce formacji Esev Yam, wywiedzionej z nigunów i pieśni tradycyjnych, nie wspominając. Jedynym akcentem dostrzegającym przeszłość był wykład "Kim jest współczesny Izraelczyk i jaki jest jego związek z judaizmem?". Myślę, że z korzyścią dla przeglądu kultury Izraela byłoby bardziej równomierne rozłożenie akcentów miedzy tym, co nowoczesne a tradycyjne. Wspomniany polsko-izraelski projekt muzyczny "Esev Yam" był dobrym podsumowaniem festiwalu. Piątka muzyków (Ayelet Ori Benita, Kasia Kadłubowska, Ido Bukelman, Mikołaj Trzaska i Adam Żuchowski) pomimo różnych nurtów muzycznych, z jakich się wywodzą, stworzyli wspólnie na scenie jeden świetnie współgrający organizm, w którym podziwiać można było pięć indywidualności doskonale funkcjonujących w zespole.

Dużym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie "Talerzem po mapie" - czyli prelekcja o kuchni żydowskiej połączona z przyrządzaniem dań i degustacją.
Dużym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie "Talerzem po mapie" - czyli prelekcja o kuchni żydowskiej połączona z przyrządzaniem dań i degustacją. fot. Dawid Linkowski / GTS

Frekwencja, czyli jak zadbać o komplet



Bolączką tygodni narodowych w Teatrze Szekspirowskim jest to, że nie zawsze udaje się przyciągnąć na wydarzenia komplet widzów. Tym razem udało się to tylko podczas dwóch przedstawień Kamea Dance Company oraz spotkania kulinarnego "Talerzem po mapie", w trakcie którego posłuchać można było krótkiej prelekcji na temat kuchni żydowskiej i skosztować przyrządzonych "na żywo" szakszuki oraz śledzia po królewsku. W przypadku spotkania kulinarnego ograniczono widownię, umieszczając ją na scenie Teatru Szekspirowskiego (podobną perspektywę - na widownię GTS - miały "Two room apartment" oraz "Memo"). Z uwagi na brak "gwiazd", ceny na wydarzenia Tygodnia Izraelskiego (z wyjątkiem niewspółmiernie drogiego pokazu kulinarnego) nie były wygórowane. Warto korzystać z takich okazji, bo za relatywnie niewielką cenę zobaczyć można naprawdę atrakcyjne, wartościowe wydarzenia. Kolejna taka okazja w październiku podczas Festiwalu Chińskiego oraz w grudniu w trakcie Tygodnia Estońskiego.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (35)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

03

lutego

Tango Show Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Światełko dla Pawła na Targu Węglowym
Światełko dla Pawła na Targu Węglowym
Droga donikąd. Recenzja filmu "Diablo. Wyścig o wszystko"
Recenzja filmu "Diablo. Wyścig o wszystko"

Kulinaria

Jemy na mieście: Ram Ram Ji to smaczne klasyki z Indii
Jemy na mieście: indyjski bar Ram Ram Ji

Planuj z nami tydzień

Planuj Tydzień: czas smutku i zadumy
Planuj Tydzień: czas smutku i zadumy