Wiadomości

Inny, a więc zły. "Noc Helvera" ku przestrodze

Niepokój i groza w przedstawieniu rosną z każdą minutą. Niepokojący klimat przedstawienia podkreślają muzyka Piotra Łabonarskiego oraz światło Piotra Pawlika.
Niepokój i groza w przedstawieniu rosną z każdą minutą. Niepokojący klimat przedstawienia podkreślają muzyka Piotra Łabonarskiego oraz światło Piotra Pawlika. Sebastian Mul/mat.promocyjne GCK

Premiera bez kwiatów i bez udziału twórców w ukłonach po spektaklu, za to ze słowem wstępu reżysera przed występem aktorów, a na koniec długa cisza widzów w ciemności zanim ostatecznie rozległy się mocne brawa - tak nietypowo rozegrała się czwartkowa premiera spektaklu "Noc Helvera" w gdyńskim Konsulacie Kultury.



Pierwsza premiera spektaklu Gdyńskiego Centrum Kultury pt. "Noc Helvera" Ingmara Villqista w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza odbyła się w czwartek, 24 stycznia, zaś w piątek wieczorem odbędzie się... druga premiera. Powodem tego jest realizacja przedstawiania w innej obsadzie - postać Helvera kreuje bowiem dwóch aktorów - Adam Mortas z Teatru Nowego w Łodzi, którego zobaczyć mogliśmy wczoraj oraz Nikodem Księżak - student warszawskiej Akademii Teatralnej, którego obejrzy dzisiejsza widownia.

Gdyńskie Centrum Kultury - sprawdź repertuar


"Noc Helvera" to napisany przez Ingmara Villqista (właściwie Jarosława Świerszcza) dramat, który swą prapremierę miał już 20 lat temu w Teatrze Kriket w Chorzowie. Rok później tekst ukazał się w "Dialogu". Aż ciężko uwierzyć, że minęło od tamtej pory tyle czasu, jednak nietrudno zauważyć, że z jednej strony pewne tematy w ogóle się nie starzeją (a wręcz dziś ulegają wyostrzeniu), z drugiej zaś niektóre chwyty i konwencje teatralne ulegają presji czasu i stają się anachroniczne i przestarzałe. Ale o tym za chwilę.

Przeczytaj także: Konsternacja sposobem na "Konsternację". Recenzja spektaklu

Wypada bowiem powiedzieć słowo o autorze, znanym skądinąd trójmiejskiej widowni zarówno z roli etatowego reżysera w Teatrze Wybrzeże i ze spektakli realizowanych tam wówczas na podstawie własnych tekstów (a były to: "Preparaty" (2001), "Sprawa miasta Ellmit" (2003), "Helmucik" (2004)), jak i z funkcji dyrektora Teatru Miejskiego w Gdyni, w którym Villqist wystawił swoje "Beztlenowce" (2010), "Kostkę smalcu z bakaliami" (2010), oraz "Kompozycję w słońcu" (2007). Niektórzy widzowie na pewno pamiętają te sztuki.

Przeczytaj także: Marzy mi się zmiana sposobu myślenia - wywiad z Ingmarem Villqistem

Mówię o tym nie bez kozery, dlatego że pisarstwo Villqista jest specyficzne, problematyka jego dramatów (a napisał ich dwadzieścia kilka) jest podobna, pojawią się wspólne motywy: wykluczenia, inności, totalitaryzmów, itp. I tak samo jest w przypadku tego kameralnego dramatu psychologicznego, jakim jest "Noc Helvera", po który onegdaj chętnie sięgały polskie teatry (w tym Teatr TV), podobnie jak zresztą po niemal wszystkie utwory tego autora. Jedną z wybitniejszych "Nocy Helvera" była realizacja Teatru Powszechnego w Warszawie (reż. Z. Brzoza) z Krystyną Jandą w roli Karli, ale wielu widzów pamięta zapewne telewizyjną wersję tej sztuki w reżyserii Barbary Sass.

Recenzje trójmiejskich spektakli


Co tu dużo mówić, Villqist był autorem pożądanym, modnym i bardzo chętnie wystawianym. Początek lat dwutysięcznych to był czas, gdy polska dramaturgia odradzała się z popiołów i wielu autorów w tamtym czasie wypłynęło na tej fali - publiczność była złakniona nowych, młodych, świeżych tekstów, sceny głodne ich wystawiania, a dramatopisarze chętni do pisania. Powstało wtedy mnóstwo dramatów, które dziś już należą do historii, bo szybko się zestarzały, a to za sprawą doraźnej, bardzo współczesnej tematyki, która się zdezaktualizowała, słabej dramaturgii i schematycznej konstrukcji utworu.

Z Villqistem jest trochę inaczej, bo zwykle akcję swoich dramatów umieszczał w umownym "wszędzie i nigdzie" i nie dookreślał dokładnie czasu wydarzeń - podobny zabieg zastosował w "Nocy Helvera", gdzie czas akcji to XX wiek, a miejsce akcji to "kuchnia w małym jednopokojowym mieszkaniu w robotniczej dzielnicy dużego przemysłowego miasta w Europie". Daje to duże pole do popisu dla realizatorów i jednocześnie czyni dramat uniwersalnym.

Terminy grania spektaklu "Noc Helvera"


Gdyńscy twórcy, na czele z reżyserem - Grzegorzem Chrapkiewiczem, scenografem - Wojciechem Stefaniakiem oraz autorką kostiumów - Aleksandrą Harasimowicz, skorzystali z tej uniwersalności i stworzyli spektakl wygrany właśnie na tej nucie, w barwach szarości, czerni i bieli. Nic nie jest tu dopowiedziane, wszystko umowne i wieloznaczne. Nawet w projekcjach (autorem wideo jest Mikołaj Śliwa) - mimo rozpoznawalności pewnych scen czy zdarzeń - nie możemy się doszukać dosłowności, bo tłumy zostały rozmazane, tła rozmyte, a transparenty niesione przez pikietujących nieczytelne.


Od razu to przywodzi na myśl inny dramat, który rozgrywał się "w Polsce, czyli nigdzie", czyli "Ubu króla", podobnie podejmującego tematykę władzy (absolutnej) i rządów totalitarnych. U Villqista widzimy jedynie echa (a właściwie słyszymy - hałas zza okien i relację Helvera) tego, co dzieje się na ulicy. Jednak łatwo można się domyślać, jakimi metodami władza jest zdobywana i jak rozprzestrzenia się nienawiść oraz przekonać się, jak zło dociera przez "niedomknięte drzwi i uchylone okna". To właśnie o tym jest ten spektakl - o eskalacji agresji, nienawiści i braku tolerancji dla innego, który zawsze pozostanie "ścierwuchem" dla tych, którzy czują się silniejsi, lepsi i ważniejsi.

Innego (dosłownie i w przenośni) w spektaklu symbolizuje Helver (zagrany przez Adama Mortasa) - upośledzony umysłowo dorosły człowiek, ale równie dobrze może nim być każdy: Żyd, Ukrainiec, Polak stojący nie po tej stronie barykady, co trzeba, głosujący nie na tych, co trzeba, jakiś obcy - bo nie swój, a nawet Karla (Jolanta Jackowska) - bo nie przystaje do "normalnych" zasad (w stylu: jak się ma męża, to się z nim mieszka).

Spektakle dramatyczne w Trójmieście

Niepokój i groza w przedstawieniu rosną z każdą minutą - nie wiadomo, czy za chwilę ktoś nie wyważy drzwi, nie rzuci kamieniem w okno, nie przyjdzie po bohaterów. Niepokojący klimat przedstawienia podkreślają muzyka Piotra Łabonarskiego oraz światło Piotra Pawlika.

Scenografia zbudowana jest bardzo oszczędnymi środkami: białe, proste krzesła i stół kuchenny, okno z parapetem, na którym siada Helver, białe drzwi w futrynie, metalowe czarne ramy i stojąca z tyłu konstrukcja, która zastępuje wszelkie meble, wiszące pionowo flagi. To wszystko, co posłużyło do zbudowania domu Helvera i Karli. Brak ścian i ażurowość tych konstrukcji - ich umowność - zdaje się bardzo wymowna. Ten dom, ten budynek, te ściany, których nie ma - one nas nie ochronią, nie znajdziemy tu azylu, nie możemy tu czuć się bezpiecznie. I tak faktycznie jest. Bohaterowie od początku dają się zarazić strachowi, czują lęk i czekają właściwie na to, co przyjdzie.

Przeczytaj także: Kochanka dla szpanu. O spektaklu "Zdrada Pablo Amadora"

Dramat Villqista jest bardzo tradycyjnie napisany, jeśli chodzi o formę: jedność miejsca, akcji i czasu, dwójka bohaterów, fabuła rozgrywa się w słowie (nie widzimy tych zdarzeń, które dzieją się na ulicy, słyszymy jedynie relację Helvera i ich odgłosy). To powoduje, że po pierwsze cały ciężar spektaklu spoczywa na aktorach - bo wszystko rozgrywa się między nimi, w kameralnej przestrzeni, a po drugie - mamy poczucie, że ten typ teatru (gdzie najważniejsze jest słowo i aktor) dziś jest nieco archaiczny i nużący. Oczywiście teatr to przede wszystkim aktor, jednak w dzisiejszej dobie od teatru jako widowiska oczekiwać możemy czegoś więcej. Na pewno jednak fani tradycyjnego teatru, opartego na słowie, zagranego wyraziście, z psychologizmem postaci i dramaturgią zdarzeń poczują się zadowoleni.

Podsumowując, gdyńskiej "Nocy Helvera" daleko do spektaklu wybitnego i oryginalnego, jednak na pewno znajdzie on swoich odbiorców, zwłaszcza że podejmuje trudne tematy i jest również sporym wyzwaniem aktorskim, niełatwym do zagrania. Całość dramaturgii opiera się na aktorach, którzy są właściwie niemal bez przerwy na scenie, co wymaga jednak odpowiedniego skupienia i umiejętności. Dwójka odtwórców poradziła sobie z tym zadaniem przyzwoicie, choć w moim odczuciu brakło między nimi jakiejś iskry. Widać jednak duży wysiłek i nakład pracy, jaki włożony został w kreacje postaci, zwłaszcza w przypadku Jolanty Jackowskiej, która musiała wykonać podwójną "robotę", przygotowując rolę z dwójką różnych partnerów. Zapewne wielu widzów chętnie obejrzy drugą wersję spektaklu, aby sprawdzić efekt pracy aktorów.

Przed premierą reżyser, Grzegorz Chrapkiewicz, w kilku słowach odniósł się do ostatnich tragicznych wydarzeń i zadedykował sztukę prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi. W obliczu tej tragedii, jaka zdarzyła się niedawno w Gdańsku, "Noc Helvera" nabiera kolejnych, dodatkowych sensów i jeszcze donośniej wybrzmiewa jej przesłanie. Ku przestrodze.

Opinie (22) 6 zablokowanych

  • Dobry spektakl, dobry przekaz. Sebixy i Janusze nie "zrozumiejo" Zaraz zacznie się ich cebulowy skowyt;) (2)

    • 14 20

    • Kocham Cię, bracie.

      • 7 0

    • ot i typowy dla opętanych rasistowską nienawiścią przekaz "miłości"

      • 4 1

  • A gdzie ocena aktorów? (1)

    Zabrakło w recenzji najważniejszej rzeczy. Moim zdaniem oboje zagrali bardzo poprawnie, a na tle pozostałych aktorów występujących w tym miejscu wypadają wręcz znakomicie.

    • 8 1

    • poprawnie nie znaczy dobrze;)

      • 1 1

  • Spektakl szok..

    Do tej pory czuję się jak po obejrzeniu filmu Davida Lyncha bądź w stanie podobnym do grypowej gorączki 39.9 plus przeglądanie pomysłu na obiad na urodziny teściowej.

    • 10 4

  • Miejsce akcji to "kuchnia w małym jednopokojowym mieszkaniu" (2)

    Już to czyni dramat archaicznym: kto ma w dzisiejszych czasach kuchnię w mieszkaniu?

    • 8 7

    • (1)

      Większość ma, tylko hipsterzy nie gotują w domu.

      • 3 2

      • Ale osobną kuchnię? Tego współczesna architektura nie przewiduje...
        No chyba, że aneks.

        • 3 2

  • Symbolika... (3)

    ...nawiązująca do symboli ONR. Szkoda, że reżyserzy i rozmaici "twórcy" nie są na tyle płodni by wymyślić coś swojego. Własny symbol, który byłby rozumiany przez widownię jako totalitarny i ten "zły", ale nie przypominał niczego co znamy. A tak, za każdym razem kiedy mowa o "nienawiści", "nietolerancji" itd. ubierane jest w "prawicowe wdzianko". Nigdy skrajności czy totalitaryzm nie nosi "sierpa i młota"... Nie jestem z żadnej opcji politycznej za wyjątkiem własnego rozumu i sumienia. Jednak taka tendencja jest zauważalna i ciężko mówić o bezstronności. A nawet jeśli reżyser ma własne poglądy, to powinien dać nam szansę na interpretację.

    • 26 12

    • TAK

      • 2 0

    • onr to symbol przedwojennej hitlerofilli i jarania się adolfem, są wiec dobrym przykładem odniesienia (1)

      • 7 10

      • nie jestem sympatykiem ale ONR z pewnością nie "jarała się adolfem" a żadna hitlerofilia w Polskim społeczeństwie przed wojną nie zaistniała - zresztą nie ma co dyskutować z hejterami jak ty bo tylko obrażać potraficie

        • 11 3

  • (3)

    To jest nawiązanie do falangi. Nie jest to znak zalazany, przeciwnie, zarejestrowany zgodnie z prawem i za jego naruszenie ONR może pozwać (co.powinien zrobić). Przed wojną zakazany był mieczyk chrobrego, natomiast falanga nie. A już pisanie ze polscy narodowcy z tamtego okresu którzy w licznej liczbie walczyli z Niemcami, mają cos wspólnego z nazizmem czy hitlerem, to czyste pomówienie.

    • 12 6

    • jak nie mieli nic wspólnego to czemu wychwalali w prasie wąsatego dyktatora (2)

      A potem zdziwienie ze ich idol nas zaatakował matoły

      • 5 4

      • Proszę o źródło "wychwalania".

        • 3 3

      • no akurat ruch narodowy

        był od zawsze rdzennie antyniemiecki widząc zagrożenie z tamtej strony

        • 3 2

  • patrzę na ten symbol i widzę że
    w ramach walki z "hejtem" (cokolwiek ten nieuregulowany prawnie termin znaczy) mamy po raz kolejny dzielenie społeczeństwa
    zamiast dialogu - wojnę
    ktoś słusznie zauważył że symbolika i przekaz jest dziś ukierunkowany na bicie po głowie tzw jednej strony - a co z tym co po drugiej stronie?
    Kali nienawidzić dobrze, Kalego nienawidzić źle...
    swoją drogą czy to nie ciekawe jak "sztuka" rozmija się z problemami zwykłych ludzi? przymusową imigracją, rozbiciem rodzin, niskimi płacami, mediami siejącymi podziały...
    zamiast tego jakiś wirtualny opresyjny świat - a za oknami piękna pogoda sąsiedzi na sąsiadów nie napadają, nawet ekspedientka w sklepie jest miła jak i ty się uśmiechniesz...

    • 9 6

  • O, kolejny twór p.t: "Wy źli, My dobrzy".

    Oczywiście najlepiej pokazywać rzeczywistość w czarno-białych barwach, przypinając jednym i drugim łatki "lewaka" bądź "faszysty".

    • 6 3

  • Dlatego wlasnie przestalem chodzic do teatru..

    • 6 2

  • Polecam

    Ciekawy spektakl wart zobaczenia i przemyśleń oraz bardzo dobrze zagrany

    • 8 5

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

07

lutego

Marek Dyjak Gdańsk, Stary Maneż

Rozrywka

Inspirujące trójmiejskie konta na Instagramie
Inspirujące konta na Instagramie
Nieudane randki. Komu się przydarzyły?
O randkach, które się nie udały

Kulinaria

Catering dietetyczny. Prosty sposób na zdrowe odżywianie
Dieta z pudełka: zdrowa, smaczna i kolorowa
Wojewódzki wycofuje się ze współpracy. W Gdyni otworzy autorski lokal
Wojewódzki otworzy w Gdyni autorski lokal

Sprawdź się

Jakie zwierzę widnieje w logo Lamborghini?

 

Najczęściej czytane