Historie miłosne: Wiesława i Jan Łukaszewscy

Wiesława i Jan Łukaszewscy od 37 lat pracują wspólnie w Polskim Chórze Kameralnym Schola Cantorum Gedanensis, a od 27 lat są małżeństwem. Wspólnie prowadzą również chór chłopięcy Pueri Cantores Olivenses.
Wiesława i Jan Łukaszewscy od 37 lat pracują wspólnie w Polskim Chórze Kameralnym Schola Cantorum Gedanensis, a od 27 lat są małżeństwem. Wspólnie prowadzą również chór chłopięcy Pueri Cantores Olivenses. Łukasz Głowala/Trojmiasto.pl

- Czytałem niedawno, że tylko kilkanaście procent osób w skali świata lubi swoją pracę. My z żoną mamy to szczęście, że oboje nie tylko ją lubimy, ale wręcz uwielbiamy i możemy ją wykonywać przez całe nasze życie, na dodatek wspólnie - mówi Jan Łukaszewski, dyrektor artystyczny Polskiego Chóru Kameralnego, którego żona, Wiesława, śpiewa w prowadzonym przez niego chórze od chwili założenia, a więc od 37 lat. Artystyczną parę zapytaliśmy o specyfikę tej wieloletniej i intensywnej współpracy.



Ewa Palińska: Podobno muzyczne randki są lepsze od internetowych i nierzadko zdarza się, że swój finał znajdują przed ołtarzem. Państwo również poznali się w chórze.

Wiesława Łukaszewska: Tak i od 27 lat jesteśmy małżeństwem (śmiech). Podczas studiów na wydziale IV Akademii Muzycznej śpiewałam w chórze prowadzonym przez Ireneusza, brata mojego męża. Byłam nim zafascynowana, ponieważ był to wspaniały chórmistrz. To właśnie z tym chórem odbyłam swoją pierwszą podróż zagraniczną, do Irlandii - pamiętam, że zdobyliśmy wtedy pierwszą nagrodę. Po tym wydarzeniu, w 1978 roku, powstał chór Schola Cantorum Gedanensis, do którego zostałam zaproszona i jest to moja pierwsza i jedyna praca przez całe życie (śmiech).

Koleżanki nie były trochę zazdrosne? W końcu dyrygent jest jeden, a potencjalnie zainteresowanych chórzystek zapewne sporo. (śmiech)

Jan Łukaszewski: Co koleżanki myślały, tego nie wiem, ale spokojnie - poznaliśmy się, kiedy jeszcze nie byłem szefem, a jedynie kolegą z pracy. Kierownictwo artystyczne przejąłem później, po wyjeździe mojego brata do Stanów Zjednoczonych, zresztą na prośbę samych chórzystów.

Coś się zmieniło w państwa zawodowych relacjach w chwili, kiedy mąż zaczął być pani szefem?

: Spory na gruncie artystycznym zdarzały się zawsze i tak jest do dziś, więc specjalnej zmiany nie zauważyłam. My nie rozdzielamy spraw prywatnych od zawodowych, ponieważ na okrągło jesteśmy razem.

I na okrągło w pracy?

: Ależ absolutnie! Wypoczywamy wspólnie, wyjeżdżamy również sami, bez chóru, na wakacje, co jednak nie zmienia faktu, że zarówno w pracy, jak i poza pracą cały czas jesteśmy razem. Nawet jeśli mąż jest gdziekolwiek zapraszany, to wszędzie tam, gdzie może mnie zabrać, jadę razem z nim.

Oprócz Polskiego Chóru Kameralnego prowadzi pan również chór chłopięcy Pueri Cantores Olivenses.


: Tak, od 43 lat, ale to nigdy nie była praca. Początkowo było to po prostu hobby, teraz bardziej zajęcie honorowe i czysta przyjemność. Uwielbiamy pracować z dziećmi.

: Ja zaczęłam wspierać męża w prowadzeniu chóru chłopięcego w połowie lat 80-tych i do dziś sprawia nam to ogromną przyjemność. Własnych dzieci nie mamy, więc wszystkie chóralne dzieci traktujemy jak własne.
 - Wypoczywamy wspólnie, wyjeżdżamy również sami, bez chóru, na wakacje, co jednak nie zmienia faktu, że zarówno w pracy, jak i poza pracą cały czas jesteśmy razem. Nawet jeśli mąż jest gdziekolwiek zapraszany, to wszędzie tam, gdzie może mnie zabrać, jadę razem z nim - mówi Wiesława 
Łukaszewska.
- Wypoczywamy wspólnie, wyjeżdżamy również sami, bez chóru, na wakacje, co jednak nie zmienia faktu, że zarówno w pracy, jak i poza pracą cały czas jesteśmy razem. Nawet jeśli mąż jest gdziekolwiek zapraszany, to wszędzie tam, gdzie może mnie zabrać, jadę razem z nim - mówi Wiesława Łukaszewska. fot. Anna Szczodrowska/Trojmiasto.pl

Skoro chór istnieje od kilku dekad, zakładam, że dorobili się państwo i chóralnych wnuków (śmiech). Utrzymują państwo kontakt z byłymi chórzystami?

: To jest dla nas największa nagroda, kiedy wpadają do nas w odwiedziny czy pozdrawiają na ulicy.

: Spotyka nas w związku z tym wiele zabawnych sytuacji. W chórze śpiewają dzieci, ale te dzieci podrastają i zmieniają się. Nie raz zdarzyło się, że kiedy spacerowaliśmy nad morzem czy po parku, podbiegł do nas były chórzysta. Tyle że my z żoną mieliśmy go w pamięci jako rozbrykanego chłopca z blond loczkami, a zaczepił nas łysiejący starszy pan z dużym brzuchem. Czasem naprawdę ciężko rozpoznać, kto jest kim i długo nam się muszą przypominać (śmiech).

Wróćmy jednak na chwilę do pracy w Polskim Chórze Kameralnym. Miłości chóralne zdarzają się bardzo często, ale czy sprawa się nie komplikuje, kiedy na świat przychodzą dzieci, będące efektem tych miłości? Ktoś się przecież musi nimi zająć, a w sytuacji, kiedy oboje rodzice pracują w chórze, pan traci jeden z głosów. To nie dezorganizuje pracy?

: Przyznaję, że jest to pewna trudność, ponieważ chórzystów jest 24, a każdy głos jest ważny, ale wykazujemy się dużą wyrozumiałością i staramy się jakoś sobie radzić. Mieliśmy niedawno w chórze sytuację, kiedy dziecko jednego z naszych chóralnych małżeństw złamało rękę i jeden z rodziców musiał iść z nim do szkoły, bo samo z ręką w gipsie by sobie nie poradziło. Musiałem wtedy dokonać wyboru, który z głosów będzie mi bardziej potrzebny. Wolne dostała sopranistka, ponieważ pan miał do zaśpiewania ważną partię.

Mówimy cały czas o zaletach, o korzyściach, jakie daje wspólna praca. Naprawdę nie ma żadnych minusów?

WŁ: Oczywiście, że zdarzają się gorsze momenty, szczególnie kiedy pracuje się z artystami. Trzeba jednak umieć przetrwać te trudne chwile i tutaj ważną rolę odgrywa postawa dyrygenta. Już samo to, że mąż prowadzi ten zespół przez tyle lat i przez cały ten czas radzi sobie z tymi nastrojami, żeby nie powiedzieć humorami, dowodzi, że radzi sobie dobrze.

Metodą twardej ręki?

: Poczuciem humoru (śmiech).

Jest pani bardziej chórzystką czy bardziej żoną dyrektora? Zdarza się pani negocjować z mężem w imieniu kolegów?

: Staram się bilans zachować (śmiech).

: Nie ma potrzeby, żeby żona się za kimkolwiek wstawiała czy cokolwiek negocjowała. Mam grono asystentów, bliskich współpracowników, z którymi konieczne sprawy załatwiam. Jeśli chodzi natomiast o sprawy natury osobistej, można się do mnie zwrócić osobiście, bez konieczności angażowania w to żony.
Kiedy się poznali, oboje byli chórzystami. Dziś Jan Łukaszewski pełni funkcję dyrektora artystycznego Polskiego Chóru Kameralnego, a jego żona Wiesława nieprzerwanie od 37 lat śpiewa sopranem.
Kiedy się poznali, oboje byli chórzystami. Dziś Jan Łukaszewski pełni funkcję dyrektora artystycznego Polskiego Chóru Kameralnego, a jego żona Wiesława nieprzerwanie od 37 lat śpiewa sopranem. fot. Monika Goldszmidt-Czarniak/Trojmiasto.pl

Mają państwo zainteresowania pozamuzyczne czy ta muzyka już tak państwem zawładnęła, że nie ma potrzeby szukać sobie innych rozrywek?

JŁ: Jeśli chodzi o mnie, kiedy wyjeżdżamy na wakacje, to zabieram nuty i partytury i tam ćwiczę. Zdarza się, że żona idzie rano na plażę, zajmuje miejsce, wypoczywa, a ja dołączam do niej, jak skończę swoją pracę. Dużo spacerujemy i jeszcze więcej rozmawiamy. Z tych naszych rozmów zrodziło się wiele pomysłów, zarówno moich, jak i żony. W rozmowach na przykład urodził się festiwal Mozartiana.

Rozmowy o pracy po godzinach?

: No przecież to oczywiste, że nie w czasie prób (śmiech).

: Jako że świadomie nie jesteśmy zmotoryzowani i nie posiadamy samochodu, a do tego mieszkamy we wspaniałym miejscu, gdzie tras spacerowych nie brakuje, chodzimy i dyskutujemy. O naszych chłopcach, o chórze - tematy podsuwa życie. Do kina nie chodzimy, bo dla mnie jest tam zbyt głośno i po ostatniej wizycie dostałam ciężkiej migreny.

A nie jest trochę tak, że przyzwyczajeni do brzmienia chóru kameralnego, są państwo po prostu przyzwyczajeni do dźwięków o zdecydowanie niższym natężeniu?

: Na pewno tak. Zresztą razi nas wszelka muzyka, która jest tapetą, a jej zadaniem jest zagłuszanie własnych myśli. Dlatego właśnie tak uwielbiamy wsłuchiwać się w odgłosy przyrody.

Żona ma więcej pracy w związku z tym, że jedzie na tournee razem z mężem?

: Ja się od razu przyznam, że w ogóle nie wiem, co jest w walizce.

: Zdarzyło mi się zapomnieć mój własny kostium koncertowy, ale mąż był spakowany kompletnie i skrupulatnie (śmiech).

: Do tego żona musi dbać o moje rzeczy na wyjeździe, bo ja, z jednej strony jestem leniwy, a z drugiej rozpieszczony (śmiech).

Rozumiem, że mąż jest pani wizytówką?

WŁ: Mam nadzieję, że dobrą.

Inne żony chóralne też mają ze swoimi mężami tyle pracy podczas wyjazdów?

: Tego nie wiemy, bo ani do walizek, ani do pokojów hotelowych im nie zaglądamy (śmiech). Myślę jednak, że każda z naszych par wypracowała kompromis, bo wszystko funkcjonuje, jak powinno.

Jakie jeszcze obowiązki ma nie tyle chórzystka, co żona dyrektora?

: Myślę, że najważniejsze jest wspieranie na duchu w momentach trudnych, których w naszej pracy nie brakuje. Zdarzają się sprawy zbyt subtelne, żeby omawiać je na forum czy nawet w gronie najbliższych współpracowników. Wtedy żona jest niezastąpiona.

Nie każdy ma możliwość wykonywania pracy, która jest zarazem jego pasją. Są państwo niebywałymi szczęściarzami.

: Czytałem niedawno, że tylko kilkanaście procent osób w skali świata lubi swoją pracę. My z żoną mamy to szczęście, że oboje nie tylko ją lubimy, ale wręcz uwielbiamy i możemy ją wykonywać przez całe nasze życie, na dodatek wspólnie.

Opinie (6)

  • Życzę powodzenia Państwu

    • 18 0

  • Jacy jesteśmy ?

    Pani Wiesława to chyba taka MUZA dla partnera.Za mało wokół nas takich !

    • 13 0

  • to prawda, ze najwazniejsze jest wsparcie w trudnych momemtach (2)

    gdy maż traci pracę, czuje się nic niewarty- wesprzeć, pocieszyć, że razem damy radę, a nie zarzucać pretensjami

    • 6 0

    • To chyba tylko jedna taka jestes na swiecie. (1)

      • 0 0

      • źle szukasz

        Są kobiety, które chcą być prawdziwym wsparciem i wstrętne babska, które tylko wymagają i marudzą zawsze i wszędzie. Też kiedyś trafiłem na tę drugą grupę.

        Najgorsze co możesz zrobić to marnować sobie życie przy kimś, kto tylko wysysa z Ciebie energię. Powodzenia!

        • 0 1

  • Pozdrawiam

    Mąż i ja mieliśmy zaszczyt gościć Państwa Lukaszewskich podczas ich pobytu w Pordenone i okolicy. Prawie 30 lat temu. Nadal wspominam te koncerty i tą wizytę .

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
muzyka poważna
maj 13-30.12
g. 19:30
Gdańsk, Kościół Św. Katarzyny

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

W piwnicy którego ze słynnych gdańskich budynków Jan Heweliusz składował produkowane przez siebie piwo?

 

Najczęściej czytane