Wiadomości

Hanna Cygler: Gdańsk to źródło mojej inspiracji

- Kiedy zbieram materiały do kolejnych książek, podróżuję też po innych zakątkach Polski i świata, ale do Gdańska zawsze wracam. Bo tu tkwi źródło mojej inspiracji - opowiada pisarka Hanna Cygler. O Gdańsku i jego dzielnicach, najnowszej książce, starych i nowych bohaterach, przepisie na udaną powieść i stalkingu rozmawiamy z gdańską pisarką tuż przed premierą jej książki pt. "Gra na cztery".



Magdalena Raczek: Już 12 marca ukaże się pani nowa książka "Gra na cztery". Będzie to już 20 powieść pani autorstwa - czy w związku z tym, jest ona wyjątkowa w jakiś sposób "rocznicowa"?

Hanna Cygler
Hanna Cygler fot. Lidia Drawert
Hanna Cygler: To, że jest to moja dwudziesta książka, zorientowałam się całkiem niedawno. Jakoś wypieram ten fakt, że czas pędzi jak ferrari. Prawdę mówiąc, każda z pisanych przeze mnie powieści jest dla mnie wyjątkowa. Do ostatniej chwili nie wierzę, czy uda mi się połączyć wszystkie wątki i zamknąć całość. To swoisty cud, a także część mojego życia, moich przemyśleń i doświadczeń. Przypominam sobie, jaka byłam, pisząc te książki. To taki nietypowy pamiętnik.

Ma pani bardzo duże tempo pisania, zważywszy na to, że publikuje pani raz w roku nową książkę. Jak to jest godzić obowiązki, pracę zawodową (jest pani tłumaczem) z pisarstwem? Czy może już pisanie stało się pani zawodową pasją?

Myśli pani? Na rynku jest teraz zatrzęsienie autorów wydających po trzy, cztery książki do roku. Nie wspomnę o rekordzistach, którzy potrafią i więcej. Staram się godzić pisanie z pracą zawodową, gdyż już dawno zorientowałam się, że polski rynek wydawniczy boryka się ze zbyt wieloma problemami, by mu zupełnie zaufać i żyć wyłącznie z pisania. Dziwię się, kiedy młodzi autorzy po napisaniu kilku książek rzucają pracę i stawiają wszystko na jedną kartę. Dla mnie podstawą jest dywersyfikacja działalności. Poza korzyściami finansowymi uzyskuje się dodatkowe doświadczenia, które można wykorzystać w pracy pisarskiej, a poza tym znacznie więcej wolności.

Recenzje książek z Trójmiasta


Pani książki - wnosząc po rankingach bibliotecznych - są czytane i uwielbiane przez gdańskich czytelników. W 2016 roku - na pierwszym miejscu rankingu beletrystyki Pomorza - "Złodziejki czasu", w 2018 roku na czwartej pozycji - "Tylko kochanka" i kilka innych tytułów w pierwszej trzydziestce. Jak to jest być w pierwszej dziesiątce najpoczytniejszych pisarek, tuż obok nazwisk, tj. Witkiewicz czy Bonda?

Bardzo się cieszę, że podobam się Pomorzanom, bo przecież "najtrudniej być prorokiem we własnym kraju". Kiedy piszę książki, idę za własnymi pomysłami, podążam za fabułą. Oczywiście w tyle głowy mam myśl, czy to się spodoba czytelnikowi, ale przy samym pisaniu nie on jest dla mnie najważniejszy. Taki staje się dopiero, kiedy książka jest gotowa i czas ją skonfrontować ze światem rzeczywistym. I to jest naprawdę wspaniałe uczucie, kiedy dowiaduję się, że moi bohaterowie, moje opowieści potrafią uwieść czytelników. To znaczy, że dzielimy tę samą pasję. A jeśli dowiaduję się, że te książki podobają się moim koleżankom z podwórka, ze szkoły czy sąsiadom, to jestem jeszcze bardziej szczęśliwa.

Co czytali gdańszczanie w 2018 roku?


12 marca br. nakładem wydawnictwa Rebis ukaże się nowa książka Hanny Cygler pt. "Gra na cztery".
12 marca br. nakładem wydawnictwa Rebis ukaże się nowa książka Hanny Cygler pt. "Gra na cztery". mat.prasowe/wydawnictwo Rebis
A propos koleżanek z podwórka. Na okładce pani książek powtarza się notka, że jest pani "z urodzenia i zamiłowania gdańszczanką" - co dokładnie oznacza to drugie? To zamiłowanie do miasta wyraża się także tym, że często lokuje pani akcje swoich powieści w Gdańsku - również w najnowszej "Grze na cztery". Co w nim jest takiego niepowtarzalnego dla pisarza?

Dla mnie jest to miasto, w którym się urodziłam i które jest punktem odniesienia do całego stwarzanego przeze mnie literackiego uniwersum. Zresztą taki zamiar miałam od samego początku, od pierwszej napisanej przeze mnie powieści. Gdańsk imponuje swoją historią, tą dawną i współczesną, urzeka starą architekturą. Stanowi też doskonałą oprawę wszelkich romantycznych historii. Zamieszkują tu niezwykli ludzie, o których pragnę opowiadać. A do tego morze, które zmieniając codziennie swój wygląd, porusza wyobraźnię każdego obserwatora. Jeśli do tego dorzucić lasy i kaszubskie góry, Żuławy, Kociewie i szereg różnych atrakcji, to łatwo pojąć, że wystarczy tu tematów na wiele światów literackich. Oczywiście kiedy zbieram materiały do kolejnych książek, podróżuję też po innych zakątkach Polski i świata, ale do Gdańska zawsze wracam. Bo tu tkwi źródło mojej inspiracji.

Orunia, Brzeźno, Nowy Port - różne dzielnice przewijają się przez pani książki. Dlaczego akurat te? Brzeźno autobiograficznie - tu się pani wychowała i tu nadal pani mieszka, a reszta miejsc? Nazwałabym je starymi dzielnicami, ale też raczej biednymi, "trudnymi", rewitalizowanymi itd.

Tak. Na początku było Brzeźno, bo je znam najlepiej, a potem poświęciłam się innym. Tych dzielnic jest więcej, na przykład Dolne Miasto z "Bratnich dusz", czy Wrzeszcz z "Dobrych genów". To właśnie te stare zakątki tworzą klimat miasta i kryją jego historyczną duszę. To właśnie tam dokonuję najciekawszych odkryć i słucham niesamowitych opowieści. Poznaję moje miasto w detalach. Pamiętam, jak dzięki mojej przyjaciółce Ewie "odkryłam" Orunię. Naprawdę, czasem nie trzeba ruszać się z miasta, żeby przeżyć niesamowite przygody. Ale młodsze dzielnice też się pojawiają. Żabianka opisana jest w "Greckiej mozaice", Przymorze w "Bratnich duszach". Sama jestem ciekawa, gdzie będą mieszkali bohaterowie mojej następnej współczesnej powieści.

Tymczasem w "Grze na cztery" odmalowuje pani Ołowiankę jako taką klimatyczną przestrzeń ze względu na umiejscowioną tam filharmonię, gdzie rozgrywa się akcja, oraz bohaterki, które są skrzypaczkami - trzyma się pani wiernie takich detali, jak np. to, że nie ma tam jeszcze słynnej już teraz kładki (rzecz dzieje się w 2010 roku). Czy nie kusiło pani, by trochę pozmyślać i opisać te miejsca inaczej? Bardziej fikcyjnie, mniej realistycznie?

A jak nie? Pewnie, że zmyślam. Nie ma takiej orkiestry symfonicznej, którą opisałam! Wcale. Miejsca też są czasami wymyślone. Na przykład restauracja w Brzeźnie, którą założyłam w "Trybie warunkowym", a do której moi bohaterowie chadzają do dzisiaj. To jest świetna zabawa. Nie mogę jednak stawiać ahistorycznej kładki, żeby ułatwić życie. Muszą na nią poczekać jeszcze parę lat.

Wieczory literackie w Trójmieście


Hanna Cygler
Hanna Cygler fot. Lidia Drawert
W "Złodziejkach czasu" są ukazane losy czterech pisarek, w "Bratnich duszach" bohaterkami były dwie malarki i dziennikarka z działu kultury "gdańskiej gazety". Ta ostatnia, Miśka, pojawia się też w nowej książce. Odmalowuje pani portrety środowiska kulturalnego i artystycznego Trójmiasta po to, by je demaskować, oceniać czy z jakiegoś innego powodu?

Kiedy tak dokładniej przyjrzeć się temu pytaniu, to odpowiedź sama ciśnie się na ustach. Pisarki, malarki, dziennikarka - ja piszę głównie o kobietach. Moje bohaterki najczęściej wykonują wolne zawody, bo po prostu znam się na tym najlepiej. Zazdrość czy nienawiść występują w środowiskach artystycznych dość często. Pewnie przez to, że wykonujące je osoby są często osobami neurotycznymi i skupionymi na sobie. Zdarza się też zjawisko niezdrowej konkurencji czy próba osiągnięcia sukcesu za każdą cenę, tak zwanego "po trupach". To są zawsze pociągające tematy dla pisarzy.

Pozostańmy jeszcze przy bohaterach. Powiedziała pani kiedyś, że pani "konikiem jest przerzucanie bohaterów pomiędzy powieściami" oraz że "przywiązuje się pani do bohaterów własnych książek." Pasjonuje panią "kreowanie ich dalszych losów, zgłębianie ich osobowości oraz dorabianie im krewnych i przodków", jak w książce "W cudzym domu". Skąd takie zamiłowanie?

Wymyślanie przodków jest tak samo trudne jak tworzenie nowych postaci, więc chyba to nie jest pójście na łatwiznę. Chcę stworzyć czytelnikom szerszą płaszczyznę poznawania bohaterów, bo człowiek jest postacią wielowymiarową. Kształtują go różne plany czasowe, jak również środowisko, z którego się wywodzi. Interesuje mnie historia, ale nie ta polityczna - od wojen, tylko związana z dniem codziennym, również ta lokalna.

Pani zamiłowanie do historii jest widoczne. Lubi pani "skoki" w przeszłość, tej dalekiej, jak XIX wiek w "W cudzym domu", ale i tej bliższej, jak w "Czasie zamkniętym" i "Pokonanych" (druga wojna). W "Grze na cztery" - rozpięła pani fabułę na dwa plany czasowe: Prolog rozgrywa się w 1982, a reszta w Gdańsku w 2010 r. Dlaczego akurat te okresy stały się ważne w tej powieści?

Rok 1982 to stan wojenny, rok 2010 to z kolei lata, w którym społeczeństwo polskie powoli staje się coraz zamożniejsze i zmiany zaczynają być dostrzegalne gołym okiem. Miasta pięknieją, zmienia się również zapyziała wieś, z której pochodzi jedna z bohaterek. Lata 1982 i 2010, jak się mówi popularnie, to niebo i ziemia. Ogromny kontrast. I tego doświadczyło w trakcie swego życia zaledwie jedno pokolenie.

Jednym z motywów w "Grze..." jest problem stalkingu. Skąd taki pomysł i czy miała pani kiedyś podobne przeżycia?

Oj nie, uchowaj Boże. Bardzo współczuję osobom, które tego doświadczyły. Często zwłaszcza na początku, kiedy ten problem się zaczyna, jego ofiary nie są zbyt poważnie traktowane, również przez własne środowisko. Imputuje im się, że coś sobie uroiły, przesadzają. Dlatego milczą. Często do czasu, kiedy jest już za późno i ich prześladowca się rozzuchwalił na dobre. Rok 2010 był ostatnim rokiem, kiedy to stalking nie był jeszcze wpisany do polskiego kodeksu karnego jako przestępstwo.

A jaka jest pani recepta na udaną powieść? W pani książkach - również tej najnowszej - jest miejsce na romans, odrobinę sensacji i wątek kryminalny. Jednak wymaga to zastosowania odpowiednich proporcji.

Myślę, że proporcje są bardzo istotne, bo inaczej ten koktajl byłby niestrawny. Przede wszystkim trzeba się zawsze zdecydować na jakąś konkretną formę. Moim gatunkiem jest powieść obyczajowa i według mnie jest to bardzo pojemna formuła, mieszcząca romans, kryminał, historię czy elementy psychologii. Uważam też, że napisanie powieści wymaga odpowiedniego przygotowania dotyczącego tematyki książki. Z szacunku dla czytelnika. I dla siebie.


Zdradzi nam pani zatem, jak to "odpowiednie przygotowanie" przebiega? Jak pani pracuje nad swoimi książkami?

Najpierw pojawia się pomysł na książkę i żyje w mojej głowie - w zależności od powieści - od dziesięciu lat do paru miesięcy. Kiedy jest wystarczająco dojrzały i przerodzi się w szerszą fabułę, zapisuję go jako konspekt. A potem to już powinno być proste, choć czasem nie jest. Wystarczy całość spisać. Fajnie, jak wena potrafi być przy tym obecna, ale nie zawsze musi. To nie poezja.

Czy teraz - gdy książka lada chwila ukaże się w księgarniach - przyszła dla pani pora na zasłużoną chwilę odpoczynku czy może pisze już pani kolejną powieść?

Och, już zdążyłam trochę odpocząć. Przeważnie kiedy odbywa się premiera nowej książki, prowadzę zaawansowane prace przy następnej. Trudno się więc od nich oderwać i opowiadać o starej powieści, kiedy się myśli intensywnie o nowej. Tym razem będzie to zamknięcie cyklu, "Po cudze pieniądze", którego akcja rozgrywać się będzie na początku XX wieku. Znajdzie się tam sensacja, przygody, ale nie zabraknie również miłości.

Opinie (9) 2 zablokowane

  • Ta sama adrenalina (1)

    Z pewnością przeczytam tę i kolejne już napisane przez panią Hanię książki. Szczególnie jeśli ich akcja umieszczona jest w Brzeźnie. Od 1951 roku jestem brzeźnianką i czuję po temperamencie, że to mama pisarki nauczyła mnie pokochać historię nie w datach lecz ludzkich losachuk w Sp20.
    Dziękuję za wywiad

    • 7 2

    • Cygler

      Czy mama P.Hanny była nauczycielką.. ?

      • 0 0

  • Hanna-Anna (2)

    Odkryłam jej książki i ...połknęłam .
    Naprawdę dobrze się czyta coś co dzieje się tuż za oknem.Poza tym lubię ten sposób opowiadania, ten język , wartkość i... przemyślenia,ciekawie zbudowane postaci .Tęsknię za nimi i często myślę co tam u nich słychać ?
    Z niecierpliwością czekam na nst.powieść. Gdzie można kupić te książki?-ostatnią, kupiłam przypadkiem, na poczcie!!!

    • 3 2

    • anna-hanna (1)

      Przeczytałam tej autorki jedną książkę i natychmiast szukałam następnych- wciągają.
      Wartko napisane , ciekawie zbudowane postaci , ciekawe ich przeżycia.
      Wszystko dzieje się właściwie za moim oknem-czasami w Kanadzie (jak ostatnia) ale bohaterka taka jakaś ...znajoma ,jakby moja Przyjaciółka.
      Wszędzie szukałam tych książek i ...przypadkiem kupiłam na poczcie!
      Najlepiej i najpewniej kupi się je przez internet.

      • 1 1

      • Sporo w bibliotece Kokoszki

        • 0 0

  • Uwielbiam książki Hanny Cygler

    Odkryłam książki Hanny Cygler dość niedawno i już po przeczytaniu kilku pokochałam ten styl i fakt, że Autorka pisze o Gdańsku i kobietach. Powieści te niby proste i zwykłe, a jednocześnie bawią, wzruszają i skłaniają do przemyśleń.

    • 2 2

  • nigdy o niej nie słyszałem - czas to zmienić!

    • 6 1

  • Mnie gdansk tez zmotywowal (1)

    Do przeprowadzki z tego miasta.

    • 1 3

    • Dziękujemy

      • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Kontrowersje wokół działalności miejskiego artysty
Kontrowersyjna działalność artysty z Gdyni
Śmiechem w marne czasy. Felietoniści wykpili miniony rok
Felietoniści wykpili miniony rok

Kulinaria

Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Karnawałowe wypieki. Nie tylko pączki
Kubki na kaucję. Ekorewolucja w gdańskiej kawiarni
Ekorewolucja w gdańskiej kawiarni

Sprawdź się

Który z teatralnych budynków w Trójmieście w "Blaszanym Bębenku" Güntera Grassa nazwany został "młynkiem do kawy"?

 

Najczęściej czytane