Haendel według Mozarta na finał Mozartiany

Przez 4 dni raczono nas Mozartem w stu smakach, a na finał zaserwowano Haendla, z Mozartem gdzieś w dalekim tle.
Przez 4 dni raczono nas Mozartem w stu smakach, a na finał zaserwowano Haendla, z Mozartem gdzieś w dalekim tle. fot. Anna Szczodrowska/ trojmiasto.pl

Tegoroczna Mozartiana upłynęła pod znakiem eksperymentów - był więc Mozart na jazzowo, Mozart po góralsku, Mozart po japońsku, na deser zaś zaserwowano Haendla po Mozartowsku. To był wyśmienity pomysł.



W wypełnionej po brzegi Archikatedrze Oliwskiej zabrzmiał w sobotni wieczór Haendlowski "Mesjasz" - arcydzieło barokowej muzyki oratoryjnej, które tym razem wykonano w wersji chyba najmniej znanej - "poprawione" przez Mozarta. Praktyka "uwspółcześniania" dzieł epok minionych była w jego czasach popularna i nie widziano w tym nic zdrożnego.

Dziś takie przeróbki traktujemy jako ciekawostki historyczne, zachowując do nich zdrowy dystans. No bo jak tu nie zachować dystansu, gdy dźwiękowy traktat teologiczny zmienia się w torcik bezowy? Majestatyczna sinfonia stała się gawotem, wstrząsające "Alleluja" okazało się leciutkie jak puch, zaś przeinstrumentowana grupa dęta nadała niektórym fragmentom koloryt rodem z "Czarodziejskiego fletu".

Tropienie tych aranżacyjnych smaczków (bo to instrumentacji głównie dotyczyła ingerencja Mozarta w barokową partyturę) było zabawą samą w sobie, pozostaje jednak pytanie czy przedstawiciel tzw. "szerokiej publiczności" (której przyciągnięcie było wszak jednym z celów Mozartiany, dodajmy: zrealizowanym chyba w 200 procentach, za co wielkie brawa!) nie mógł się jednak poczuć trochę zdezorientowany.

Oto przez 4 dni raczono nas Mozartem w stu smakach, gdy jednak przychodzi do wielkiego finału w wielkim kościele - słychać Haendla, z Mozartem gdzieś w dalekim tle. A skoro tak, to może ten Mozart dobry był tylko w muzyce ogródkowej (tak pięknie brzmiał wśród klombów), a nic poważnego napisać nie umiał? Rok Haendlowski oczywiście ma swoje prawa (przy okazji kolejne wielkie brawa dla organizatorów za pozyskanie cennych sponsorów), nie jestem jednak pewna czy ta decyzja repertuarowa była całkowicie trafna.

Co nie znaczy, że koncert był nieudany - bardzo dobrze zaprezentowała się grająca na instrumentach dawnych portugalska orkiestra Divino Sospiro. Soliści mieli swoje lepsze i gorsze chwile - stosunkowo najlepiej zaśpiewał swą partię tenor - Lothar Odinius, sopranistka Cornelia Horak prawdziwie przekonująca stała się dopiero w drugiej części oratorium, Bogna Bartosz (alt) śpiewała precyzyjnie, acz barwą głosu nie porywała, natomiast Roland Wood, obdarzony głębokim, pięknym basem, miał pewne problemy z koloraturami.

Jak zwykle znakomicie wypadł gospodarz imprezy - Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis i dyrygujący całością jego szef - Jan Łukaszewski.

Z Mozartem w Parku Oliwskim, zapewne podanym wyśmienicie, spotkamy się znów za rok.

Opinie (3)

  • Byłoby fanie!

    Gdyby nie brak piwa!

    • 1 6

  • temat kultury jak zwykle nie robi
    a szkoda ...

    • 1 1

  • Mozartiana 2009

    Koncert "Mozart w kraju kwitnącej wiśni" był wspaniały, a gra mistrzyń na koto oraz ich urok długo zapamiętam. Fontanna tańcząca do muzyki zachwycała widokiem i nastrojem wywołanym muzyką Mozarta. Szkoda, że nie mogłam uczestniczyć we wszystkich koncertach. Czekam na następną.

    • 6 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Trendbook 2021 w Muzeum Bursztynu
Trendbook 2021 w Muzeum Bursztynu
wystawa
gru 7-27.03
Gdańsk, Muzeum Bursztynu
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut'21 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
Pobożni i cnotliwi. Dawni...
wystawa
maj'21 15-31.12
g. 11:00 - 18:00
Gdańsk, Muzeum Narodowe

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywa się gra komputerowa stworzona przez Mateusza Skutnika, której akcja rozgrywa się w Gdańsku?