Wiadomości

Gra we dwoje na dwie pary - o "Akcie równoległym" Teatru Wybrzeże

Najnowszy artukuł na ten temat

Dzieci, czyli kłopoty. O trójmiejskim spektaklu "Mayday 2"

"Akt równoległy" Teatru Wybrzeże obfituje w szereg póz i kombinacji co najmniej dwuznacznych, na które z wielką precyzją trafia portier Ferris (w tej roli najlepszy w spektaklu Marek Tynda, z tyłu)
"Akt równoległy" Teatru Wybrzeże obfituje w szereg póz i kombinacji co najmniej dwuznacznych, na które z wielką precyzją trafia portier Ferris (w tej roli najlepszy w spektaklu Marek Tynda, z tyłu) fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

To miał być gorący weekend, podczas którego świeżo upieczone pary kochanków skonsumują swoje nowe związki - cichy, przytulny hotelik na uboczu miał zagwarantować spokój i intymność. Oczywiście ten scenariusz nie miał prawa się spełnić, bo z farsy "Akt równoległy" Teatru Wybrzeże nic by nie zostało. Premiera najnowszego spektaklu Teatru Wybrzeże odbyła się 16 sierpnia na Scenie Letniej Wybrzeża w Pruszczu Gdańskim.



Sztuka Dereka Benfielda przenosi nas w realia niewielkiego, opustoszałego hoteliku, reklamowanego w gazetce parafialnej jako "spokój i cisza - z dala od wszystkiego". Okazuje się jednak, że wśród hotelowych gości jest dwóch panów Smith i każdy oczekuje w swoim pokoju na młodą kobietę. Oczywiście szybko wychodzi na jaw, że obie pary łączą znacznie silniejsze więzy niż mimowolny wybór tego samego hotelu na spędzenie pełnego namiętności weekendu. Zapanować nad rozerotyzowanym towarzystwem, które zjawiło się w hotelu w jednym tylko celu, nie jest łatwo, o czym przekona się wszędobylski portier.

Jak w każdej dobrej farsie (tytuł oryginału "Bedside manners" przetłumaczyć można jako "Nocne obyczaje" czy "Łóżkowe praktyki") pełno tu sytuacyjnych i słownych lapsusów, zabawnych nieporozumień, bieganiny z miejsca w miejsce i absurdalnych zdarzeń, które "nie mają prawa się wydarzyć". Ktoś komuś ściąga spodnie, a panowie i panie "przyłapywani są" przez portiera Ferrisa we wszelkich możliwych pozach i konfiguracjach. On sam zaś pogrąża się w kolejnych intrygach usiłując ratować image gości oraz hoteliku, w którym zastępuje siostrę (tą okazuje się Katarzyna Figura, dumnie prezentująca się w stroju portierki na tekturowych podobiznach).

Akcja spektaklu toczy się w czterech umownych przestrzeniach - przede wszystkim w pokojach niebieskim (wynajętym przez Geoffa dla niego i Helen) oraz zielonym (zarezerwowanym przez Rogera na wspólny pobyt z Sally). Pomiędzy nimi widzimy niewielką budkę portiera z dzwonkiem, którym przywoływany jest natrętny, kiedy nie trzeba i nieobecny, gdy się go potrzebuje portier. Przed nimi zaś, po lewej stronie mieści się barek z alkoholami (a raczej lodówka na której wyłożono rozmaite butelki). Dzięki prostej, praktycznej scenografii Mirka Kaczmarka, składającej się z kilkunastu par drzwi, dwóch wielkich łóżek ze stolikami nocnymi i stanowiskiem portiera, nie oddzielonych od siebie niczym poza umownymi granicami gry aktorskiej, wszystkich bohaterów sztuki niemal cały czas mamy na widoku.

Reżyser Jarosław Tumidajski umiejętnie daje wybrzmieć tekstowi, dodając jedynie drobne smaczki (np. Helen nosi przy sobie portrecik swojego guru, na którym widnieje podobizna zastępcy dyrektora i kierownika literackiego Teatru Wybrzeże - Cezarego Niedziółki, zjawią się też wymyśleni naprędce jako wymówka panowie w białych kombinezonach). Podczas premiery spektaklu na Scenie Letniej w realia miejsca na uboczu (gdzie znajduje się hotelik) świetnie wpisał się właśnie Pruszcz Gdański. Kwestie typu: "Myślałem, że pan wyjeżdża? / Nie mogę odpalić. Gdzie tu jest warsztat? / O tej porze w Pruszczu nie znajdzie pan czynnego warsztatu. Będzie pan musiał zostać na noc." czy też "Na taksówkę do Gdańska" wywoływały salwy śmiechu na widowni.

Co ważne, pomysły reżyserskie (np. naginanie zaproponowanej konwencji poruszania się po przestrzeni spektaklu) nie przysłaniają tekstu. Ten jednak, choć naprawdę śmieszny, momentami bywa niejasny - w trakcie trwania spektaklu zorientowanie się kto i co o kim wie, właściwie aż do finałowej sceny może okazać się trudne. Zwłaszcza, że aktorzy dbają o odpowiednie tempo przedstawienia. I choć jest ono prowadzone w nieco wolniejszym niż klasyczne farsy rytmie, to dynamika farsowego grania długimi momentami bywa zachowana.

Z piątki aktorów pierwsze skrzypce gra Marek Tynda w roli ciekawskiego portiera Ferrisa. Chociaż w Pruszczu Gdańskim aktor występował ze skręconym kolanem i o lasce, jego Ferris świetnie lawirował między pokojami, z wdziękiem sprowadzając grę pozorów i omyłek do kompletnego absurdu. Lowelasa i słodkiego drania udanie zgrywa Michał Jaros jako Roger. Bardziej bawi jednak zmanierowany i zakompleksiony Geoff Piotra Chysa. O specjalny akcent, problemy z dykcją i image słodkiej, próżnej ślicznotki postarała się Katarzyna Dałek. Od tej czwórki nieco słabiej prezentuje się Katarzyna Z. Michalska, grająca swoją postać trochę za bardzo na poważnie, sięgając momentami po swoją Mary Warren z "Czarownic z Salem" (świetną w tamtym przedstawieniu, zbyt dramatyczną w tym).

"Akt równoległy" w reżyserii Jarosława Tumidajskiego nie jest spektaklem o ambicjach zaprezentowania czegoś więcej niż zabawnej farsy. Nie odczujemy tu kryzysu wartości, jaką jest instytucja małżeństwa, ani pomsty na rozwiązłość. Przedstawienie ma - jak na dobrą farsę przystało - śmieszyć i bawić. I z tym zadaniem cały zespół poradził sobie bardzo dobrze.

Opinie (29) 4 zablokowane

  • (...)

    (...)
    Gra słów w tytule toczy się na znacznie głębszym poziomie, bowiem pierwotnie zwrot ten odnosi się do zachowania lekarza przy łóżku chorego.

    PS Kadry ze sztuki bardzo na plus. Zdecydowanie zachęcają do obejrzenia :)

    • 5 5

  • Geoffrey najlepszy!

    Jak dla mnie Geoff po prostu genialny, to chyba najbardziej nietypowe wcielenie tego aktora. W ogóle fajna sztuka, polecam jako sposób na miłe spędzenie wieczoru.

    • 13 3

  • akt równoległy

    byłam wczoraj i mogę powtórzyć za recenzentem.bawi i śmieszy choć na pewno nic nie wnosi do naszej wiedzy o świecie.wg mnie najlepsza dałek. tyndzie też należą się duże brawa!pozostali-dobrze wypadli w farsie i całość naprawdę się udała.jak powiedział szef pruszczańskiego domu kultury-to taka wisienka na torcie.brawo.fajnie,ze powtarzają za tydzień!

    • 17 5

  • "To miał być gorący weekend, podczas którego świeżo upieczone pary kochanków skonsumują swoje nowe związki" (6)

    ...czy propagowanie takich wartości nie jest negatywne z punktu widzenia naszej katolickiej, polskiej moralności? Wydaje mi się, że dyrektor Teatru Wybrzeże powinien popracować nad repertuarem aby nie był kontrowersyjny z naszego, tj. widzów, punktu widzenia. Nie powinno się promować dwuznacznych i niemoralnych tzw. "stylów życia" w placówkach dotowanych przez nasze państwo i tak naprawdę, ogół społeczeństwa...społeczeństwa, które powinno być "karmione" wzorcami o charakterze pozytywnym, ponadczasowym i słusznym...

    • 9 79

    • rotfl

      omglollmao
      na stos z dyrektorem

      • 5 1

    • ten sam (2)

      ten wpis to dla jaj czy na serio?

      • 8 1

      • Trollowanie dla jaj (1)

        W 2014 roku kto mógłby takie bzdury na serio pisac?

        • 4 0

        • Zdziwiłbyś się,

          jak wielu nawet dziś religia pasztet z mózgu robi. Przerażające.

          • 6 6

    • myślę że problem ze sztuką mogliby miec tylko ludzie, którzy sami podzielili los bohaterów

      na zasadzie, że w oczy kole to, co sami nosimy...

      • 0 1

    • Ależ owszem

      Farsa propaguje jedynie słuszne z naszego katolickiego punktu widzenia zachowania moralne. Gdyż na końcu wszyscy ponoszą sromotna klęskę. DOBRO ZWYCIĘŻĄ!!!!! Z błogosławieństwem na cały dzień dla wszystkich na forum.

      • 0 0

  • Uwielbiam teatr i pojde........

    • 8 1

  • Akt równoległy

    Naprawdę zabawny, lekki spektakl. Brawa dla aktorów i reżysera. Tym większy podziw dla Marka Tyndy - myślałam, że utykanie i laska to element postaci, a nie wynik skręconego kolana - świetnie ograne. Polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli, ja bawiłam się naprawdę dobrze :)

    • 12 0

  • (6)

    Siedzący w pierwszym rzędzie Wojciech Misiuro nieźle się uśmiał, jak usłyszał ze sceny, że nazwisko Smith, które przybrali ukrywający się kochankowie jest słabe, a lepsze byłoby właśnie "Misiuro" :)

    • 3 1

    • to chyba nie było Misiuro tylko jakies inne, ale nie pamiętam jakie... (2)

      jw

      • 0 1

      • Misiuro, Misiuro ;) (1)

        To dość znana postać, trudno go pomylić z kimś innym ;)

        • 0 0

        • a 20.08

          a dziś usłyszeliśmy, że lepsze jest nazwisko "Timberlake" ;)

          • 1 0

    • Nie było Misiuro tylko "Wróbel" (2)

      Nie było Misiuro tylko "Wróbel"

      • 0 1

      • W niedzielę był Misiuro - na 100 proc.

        ;)

        • 1 0

      • Było miło

        Wczoraj było DUDA! Przyjemny spektakl, polecam.

        • 0 0

  • gagi

    bardzo lekki spektakl, słaby tekst (po co to właściwie jest ten spektakl? tylko po to żeby się pośmiać z najbardziej stereotypowych gagów)? aktorzy i reżyser robią wszystko, żeby uratować cokolwiek, to cokolwiek to gagi, nic więcej tam nie ma; Tynda z laską - świetny, myślałam, że problem z nogą jest zagrany :)

    • 3 13

  • umierałam z zażenowania (5)

    Dawno już takiego gniota nie widziałam. "Humor" na poziomie zabaw weselnych. Prawdopodobnie trzeba było się upić przed wejściem na widownię. Innej przyczyny salw śmiechu nie widzę. W zasadzie to można by się zdrzemnąć (na ciasnej widowni, na którą sprzedano dziś zbyt wiele wejściówek z pazerności i braku poszanowania dla przepisów pożarowych i tak brakowało tlenu), ale ciągłe trzaskanie drzwiami przeszkadza i budzi. Ogrywane są te same gagi i po dziesięciu minutach zastyganie w erotycznych pozach, czy wkładanie butelki miedzy nogi już nie bawią. Miałam wrażenie, że to aktorzy w kuluarach wygłupiają się i czekałam kiedy zacznie się spektakl właściwy. Nie doczekałam się.
    Tynda faktycznie gra dobrze, ale nie zgodzę się z negatywną recenzją dotyczącą Katarzyny Z. Michalskiej. To właśnie ona jest gwiazdą spektaklu i gra wyjątkowo dobrze.
    Dwoje dobrych aktorów nie uratuje słabego tekstu i scenariusza. Zdecydowanie nie polecam.

    Wiele do życzenia pozostawiała też widownia. Przypominam, że do teatru nie przychodzi się z siatką pomidorów (choć wychodząc z teatru żartuję, że nie miałam ich pod ręką), należy się odpowiednio ubrać. Łzy rozpaczy budzą też konwersacje: "to o czym będzie ta sztuka, gdzie ty mnie właściwie zabrałaś?". Nie odpowiadają mi też śmierdzący papierosami faceci, którzy siedzą obok. Jestem zniesmaczona. Jeszcze tylko automatu z napojami przy tym jarmarku brakowało.

    • 16 26

    • Poluzuj czasem gumkę od gaci Yenefer

      PS. Brakowało tlenu więc zagrożenia pożarowego nie było

      • 9 2

    • ---

      Bosze, jaką jestem intelektualistką...

      • 3 2

    • "żartuję" to nie to samo co "żałuję" - a pomidory mogę dosłać.

      • 0 0

    • bez przesady z egzaltacją

      ale wrażenia mam podobne. Naprawdę nie wiadomo było chwilami, co ze sobą zrobić z żenady. Do bólu płytkie, płaskie i banalne. Nawet zespół dobrych aktorów tego nie wyratował jak dla mnie. Miażdżącej większości jednak się podobało, była owacja na stojąco od większości widzów, więc chyba w taką płaskość iść należy, aby rozradować tłum. Choć i na ciężkich przedstawieniach jest komplet widzów, więc może jednak nie trzeba się zniżać do czegoś takiego...

      • 1 1

    • Przygnębienie

      Rechot gimbazy przygnębiał.
      Teatr to powinność. Dyrektor powinien o tym pamiętać.
      Aktorsko doskonale, ale od miernoty tekstu i poziomu żartów uwagi nie odwróciło. Zęby bolały:(

      • 0 0

  • Fantazja, absurd, chaos

    Akt równoległy to mocno zakręcona sztuka. Na scenie dzieje się bardzo dużo mimo tylko pięciu aktorów. Jest absurdalnie, śmiesznie i lekko. Scenariusz jest do przewidzenia ale to dynamika, różnorodność i celowo przerysowana gra aktorska są tu głownymi siłami. Numery, które najbardziej mnie zaskoczyły to dwa tańce panów i rap+beatbox+panie Smith jako tancerki. Podobało mi się, że nie uciekano się do wulgaryzmów czy przesadnej nagości. Możnaby tylko zrezygnować z kartonów z Figurą - wyglądało to jakby audycja zawierała lokowanie produktu.
    Polecam wybrać się we dwoje, na relaks po pracowitym dniu, racząc się wcześniej lampką wina :)

    • 3 5

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

września

23. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

02

października

10 Tenorów Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Piosenki "zajechane" przez radio. Których utworów mamy dość?
Piosenki "zajechane" przez radio
Największy salon Sinsay otwarto w Gdańsku
Największy salon Sinsay w Polsce

Kulinaria

Kocham polską wódkę. Degustacja owocowych specjałów
Kocham polską wódkę. Degustacja w Ducha 66

Sprawdź się

Statek S/S Sołdek był: