Wiadomości

Gdyńska adaptacja ksiażki Salci Hałas - po premierze "Potopu"

"Potop. Pieśń o końcu świata" Teatr Stajnia Pegaza / Teatr Gdynia Główna
"Potop. Pieśń o końcu świata" Teatr Stajnia Pegaza / Teatr Gdynia Główna fot. Marzena Chojnowska / Teatr Gdynia Główna

W piątkowy wieczór, 6 grudnia, odbyła się kolejna w tym sezonie premiera Teatru Gdynia Główna, który wraz z autorskim Teatrem Stajnia Pegaza przygotował spektakl pt. "Potop. Pieśń o końcu świata" na podstawie drugiej książki Salci Hałas pt. "Potop. Poemat przewlekły o końcu świata". Reżyserii i adaptacji tekstu na deski sceniczne podjęła się Ewa Ignaczak. Co wyszło z tego spotkania literatury i teatru?



Oceny tego spotkania, w wyniku którego powstało przedstawienie, mogą być według mnie bardzo różne, ale zacznijmy od początku. A wszystko rozpoczęło się od... spacerów z psem, na które autorka tekstu, niejaka Salcia Hałas chodziła "uliczkami, przy których rosły małe domki wczepione w bok wzgórza. Pewnego dnia domki "zaczęły się rozpadać i znikać", i tak "zaczął się dziać koniec". Ta obserwacja umierającego świata i bycie świadkiem niektórych wydarzeń, zainspirowały pisarkę do stworzenia dzieła na ten temat.

Terminy grania spektaklu "Potop"


Przypomnijmy, że Salcia Hałas to mieszkająca w Gdyni pisarka, która za głośną, debiutancką powieść pt. "Pieczeń dla Amfy", opowiadającą o życiu mieszkańców gdańskiego falowca, zdobyła w 2017 roku Nagrodę Literacką Gdynia. "Potop", który został wydany w lutym bieżącego roku, to jej druga książka, ale zanim ona powstała, autorka trafiła do... Teatru Gdynia Główna.

Przeczytaj także: Pieśń o końcu świata - "Potop" Salci Hałas

Hałas została zaproszona przez ten teatr do wzięcia udziału w projekcie Gdynia ReAktywacja, który polegał na zbieraniu opowieści mieszkańców rewitalizowanych obszarów. Na kanwie tego powstawały spektakle wystawiane w przestrzeniach dzielnic. Autorka "Pieczeni..." była wtedy na Meksyku, w barakach na Dickmana i na Pekinie. Te wszystkie doświadczenia stały się punktem wyjścia do napisania poematu pt. "Potop", który jest literackim obrazem Wzgórza Orlicz-Dreszera, znajdującego się w gdyńskiej dzielnicy Leszczynki, zwanego przez tubylców Pekinem.

Przeczytaj także: Ewa Ignaczak: mam duszę odkrywcy-społecznika

Ewa Ignaczak podjęła się zadania dość karkołomnego i ryzykownego. Z jednej strony niezwykle trudnego - książka Salci Hałas nie należy do najłatwiejszych "adaptacyjnie". Jest skondensowana, napisana w formie poematu z wyrazistą kompozycją i specyficzną rytmiką (melodyjnością tekstu), bogatą metaforyką. Przede wszystkim jednak bohaterem tego utworu jest język. Postaci u Hałas są właściwie w bezruchu, opowiadają różne historie, jednak wszystko dzieje się w słowie. Reżyserka jakby wbrew temu postawiła na znak teatralny - za dużo tu teatralizacji, ruchu scenicznego, gestu, które nie wnoszą dodatkowych znaczeń, a jedynie odwracają uwagę widza od sedna, czyli od słowa właśnie.

Z drugiej jednak strony - poemat Hałas jest bardzo teatralny (swoista jedność czasu, miejsca i akcji, niczym w klasycznej koncepcji tragedii), o czym też wspominałam w swojej recenzji. Świat ukazany przez autorkę "Pieczeni dla Amfy" jest jak z teatru absurdu Becketta - postaci są w oczekiwaniu na coś, co nigdy nie przyjdzie, a może nawet nie istnieje, a trochę jak z dramatu Różewicza pt. "Stara Kobieta wysiaduje", gdzie również ukazany był świat na krawędzi zagłady. Wydawać by się mogło, że Ewie Ignaczak blisko do tych estetyk, a jednak z jakichś przyczyn nie wykorzystała tego potencjału.

Napisałam o dziele Hałas, że obraz jaki w nim maluje jest "hiperbolą i metaforą świata jednocześnie. Jest mocny, przejmujący, momentami przerysowany, lecz dosadny. Nie ma w nim ani jednego zbędnego słowa, nadmiaru. Wybrzmiewa pełnią." Niestety wszystko to zgubiło się w spektaklu. Ale nie tylko to.

Teatr Gdynia Główna - repertuar


Symboliczna przestrzeń Pekinu w żaden sposób tu nie została nakreślona - zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego reżyserka nie zaprosiła do współpracy scenografa? Przestrzeń w spektaklu powinna być znacząca, metaforyczna i "grać" tak samo mocno jak sami aktorzy, wzmacniając przekaz. Tu jest po prostu umowna, prosta i uboga. Pekin u Salci Hałas, podobnie jak falowiec w "Pieczeni...", jest symboliczną przestrzenią, to swoiste axis mundi, gdzie otacza nas pękająca ziemia, leje wodne, potok płynący przez podwórko, itp.

"Potop. Pieśń o końcu świata" Teatr Stajnia Pegaza / Teatr Gdynia Główna
"Potop. Pieśń o końcu świata" Teatr Stajnia Pegaza / Teatr Gdynia Główna fot. Marzena Chojnowska / Teatr Gdynia Główna
Autorka określa to słowami: "tu jak na wojnie wygląda, jak po bombardowaniu". I faktycznie, użyte w przedstawieniu tekturowe, kolorowe domki, ustawiane na wzgórzu wyglądają jak brazylijskie fawele, sprawdzają się w tej stylistyce. Jednak już drewniane deski na roboczych stołach i kozłach stolarskich do mnie nie przemawiają. Co mają oznaczać? Że jest to świat w budowie? Nie mam pojęcia. Woda, co prawda leje się strumieniem, ale nie robi to wrażenia, zwłaszcza, że to zabieg dość często wykorzystywany w tym teatrze.

Przeczytaj także: Czy to bajka, czy to nie bajka? Po premierze "Bajki o bajce"

Parafrazując, można by powiedzieć, że Ewa Ignaczak "teatr swój widzi ubogi" i korzysta z tej samej estetyki teatralnej od lat. Na scenie w jej spektaklach pojawiają się te same przedmioty: dzbany i miski z wodą, sznurki, lalki, dużo czerni (w tym przypadku zdecydowanie za dużo niepotrzebnej czerni, zwłaszcza w kostiumach) - te same środki teatralne, które niestety są już ograne i nie pasują do każdego tytułu.

Spektakle w Trójmieście


Największy zawód jednak spotkał mnie z powodu redukcji postaci. Bohaterkami u Hałas są trzy kobiety, niczym czarownice z "Makbeta", spotykające się przy płocie (brak płotu też mnie zawiódł, ale to jestem w stanie zrozumieć) trzy sąsiadki, "Te, Które Wiedzą": Apolonia (Lońka) Szwajcerowa, zwana "babką", która ma wizje, nocami zioła zbiera, współczesna czarownica z dyplomem ze szkoły czarownic we Wrzeszczu, specjalistka od prekognicji, Halina Pigułowa, narratorka opowieści, która niczym Sybilla przepowiada potop, i Zośka Nadzieja, która ciągle płacze, choruje na depresję i cudownie ocalała z walącego się domu.

Tymczasem w spektaklu w ogóle nie ma Babki Szwajcerowej, za to reżyserka wprowadziła na scenę ze względów dramaturgicznych postać męską (niestety rozbijając przy tym bardzo ważny zamysł "babskiego" gadania, kobiecego punktu widzenia świata) - dziennikarza (w tej roli Jakub Kornacki), z którym rozmawiają bohaterki, grane z powodzeniem przez Idę Bocian i Małgorzatę Polakowską.

Przeczytaj także: Państwo bezprawia. O spektaklu "Próby Józefa K."

Ekipa Stajni Pegaza odnajduje się w tej stylistyce teatru offowego doskonale ze względu na doświadczenie w pracy w takim nurcie od lat. Spektakl zresztą - mimo swoich mankamentów - należy do udanych, jest zagrany i zrealizowany na dobrym, profesjonalnym poziomie. Jednak myślę, że nie sprawdziła się tutaj zaproponowana estetyka. Teatr Ewy Ignaczak jest specyficzny, ambitny, dla koneserów i raczej dla fanów teatru niszowego, nie dla każdego, choć - jak sama przyznała - chce robić teatr zaangażowany społecznie.

Poza tym na pewno inaczej odbiorą i ocenią spektakl te osoby, które nie znają książki, a inaczej te, które nie tylko ją czytały, ale i się nią zachwyciły, jak niżej podpisana. Dlatego właśnie w tym spotkaniu literatury i teatru wynik nie jest najlepszy. Literatura poległa, ale teatr też wcale nie wyszedł zwycięsko.

Opinie (11)

  • Przepraszam, ale która to pani recenzja tego teatru? Wypowiada sie Pani o powtarzających rzeczach, tymczasem nie widziałem za wiele tekstów do tej pory... Mam wrażenie że bywam tam częściej i nie jestem świadkiem 'tej samej estetyki od lat'.

    • 10 8

  • Powiało nudą.

    Książka Pani Hałas jest słaba, nudna, małostkowa. Czytałem dwa razy. Pierwszy aby przeczytać na szybko, zobaczyć strukturę. Drugi raz po to aby znaleźć gdzieś głębszy sens, punkt zapalny - nie znalazłem. Odniosłem za to wrażenie, że jest to słowotok, nic wiecej. Czytając ją czułem się przytłoczony natłokiem, który jest w niej przedstawiony. Brak spójnych elementów. Opowieści rzekomych mieszkańców miejscami ciekawe, ale niekorzystnie zobrazowane i przedstawione. Również przedstawiony obraz niewiele ma wspólnego z opisywaną dzielnicą, której sprawę badam i interesuję się jej historią od lat.

    • 3 3

  • Niezalezna (3)

    Witam, jestem widzem nie zwiazanym z teatrem. W dniu wczorajszym ogladalam ta sztuke. Wspaniala gra aktorow powoduje, ze oglada sie z zaciekawieniem. Temat sztuki trudny. Idac na ta sztuke nie idzie sie na widoksko latwe i przyjemne. Przedstawiono problemy jakimi sa. Jedyna rzecza, ktora bym zmienilanto zmniejszyla ilosc przeklenstw w ustach Zosi, czyli Malgosi Polakowskiej. One sa wrecz w plecione w potoki slow mieszkancow dzielnicy, ale tu moim zdaniem Pani rezyser przesadzila. No ale Pani Ewa Ignaciak nie wystawia latwych sztuk. Uwazam, ze na tym spektaklu mozna rowniez sie zasmiac, bo sa takie momenty. Przede wszystkim polecam ze wzgledu na fantastyczna gre aktorow. Warto. Nie jest to stracony czas. Juz bylam kilka razy na przedstawieniach Teatru Gdynia Glowna. Ten spektakl uwazam za bardzo dobry.

    • 7 2

    • Piszemy "te sztuke" a nie ta.

      oraz "wplecione" a nie " w plecione".
      To tak na szybko- aby uchwycic sens

      • 1 0

    • Mniodek

      "W dniu wczorajszym" to po prostu "wczoraj".

      • 0 0

    • niezależna!

      Z tą Pani niezależnością to dziwnie jest.

      • 0 0

  • Aj, waj!

    Wielki chałas o nic!

    • 3 2

  • Polecam tam być.

    Nie czytałam książki, więc nie ocenię adaptacji. Natomiast uważam, że role kobiece są zagrane bardzo ciekawie, z ogromną ekspresją i przykuwają uwagę widza swoją opowieścią o życiu, które zaraz stracą. Wścibski fotograf-dziennikarz też jest tu na miejscu, wprowadza realizm w toczącą się na naszych oczach historię. Scenografia do mnie przemawia. A scenę z lalkami uważam za jedną z bardziej czułych opowieści o losie człowieczym. Polecam, poczułam się jakbym odwiedziła Pekin.

    • 2 2

  • Zarówno "Pieczeń dla Amfy", jak i "Potop" (1)

    to przykłady tego, iż w dzisiejszych czasach każdy może być pisarzem. Doszukiwanie się w tych pozycjach "hiperboli" czy "metafor" pominę milczeniem. Naprawdę nie każde napisanie kilku tysięcy zdań tworzy literaturę. Sensem pisaniny pani Hałas jest brak sensu w życiu swoich bohaterów, i w tym jest konsekwentna. Tak właśnie wygląda powieść kiedy autorka chciałaby być kimś innym, a konkretnie chciałaby być Dorotą Masłowską. Brak warsztatu, brak pomysłu i brak jakiejkolwiek koncepcji twórczej powoduje opłakany w skutkach efekt.

    Te książki powinny stać się kanonem "nieliteratury" ponieważ zawierają chyba wszystkie możliwe błędy jakie w literaturze można popełnić.

    Niestety przyznanie "Pieczeni dla Amfy" dużej, ogólnopolskiej nagrody sprawiło, iż potem czytamy, że tekst jest "skondensowany, napisany w formie poematu z wyrazistą kompozycją i specyficzną rytmiką (melodyjnością tekstu), bogatą metaforyką".

    Litości! Naprawdę litości! Pani Salcia Hałas zapełniła prawie 500 stron zdaniami w języku polskim. Nie ma w tym, ani kompozycji, ani specyficznej rytmiki. Nie ma w tym nic ponad kilkaset katastrofalnych dialogów i chęci bycia Masłowską. Zero warsztatu, zero literackości, zero dramaturgii. Kompletna amatorszczyzna. Absolutna grafomania.

    • 3 0

    • jak

      No trudno nie jest wybitną autorką, ale co ze spektaklem?

      • 0 0

  • Oczyw...oczywi...

    Salcia Hałas.Fajnie brzmi.

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Filmowe Trójmiasto: z wizytą u "Lokatorów"
Wspominamy: z wizytą u "Lokatorów"
Tinder w czasach pandemii. Czy się zmienił?
Tinder w czasach pandemii. Czy się zmienił?

Kulinaria

Kuchnia azjatycka w Trójmieście godna polecenia
Kuchnia azjatycka w Trójmieście
Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?
Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?

Sprawdź się

W którym roku ukończono i oddano do użytku budynek Teatru Muzycznego w Gdyni (przy Placu Teatralnym 1), któremu patronuje Danuta Baduszkowa?