• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Gaelforce Dance: miłość i zbrodnia na deskach Muzycznego

Ewa Palińska
7 kwietnia 2014 (artykuł sprzed 8 lat) 
Gaelforce Dance to historia nieszczęśliwej miłości opowiedziana za pomocą irlandzkiego tańca. Gaelforce Dance to historia nieszczęśliwej miłości opowiedziana za pomocą irlandzkiego tańca.

Skrywane namiętności, miłość i zbrodnia, ale przede wszystkim widowiskowy step irlandzki i muzyka stylizowana na celtycką to atrakcje, jakich dostarczył poniedziałkowy show Gaelforce Dance w Teatrze Muzycznym.



Nieszczęśliwa i niemożliwa do spełnienia miłość od stuleci inspiruje artystów reprezentujących najrozmaitsze dziedziny sztuki. Zainspirowała również twórców Gaelforce Dance do stworzenia widowiska opartego na stepie irlandzkim.

Jak poinformował głos lektora jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu, na oczach publiczności miała rozegrać się historia pełna skrywanych namiętności. Podczas ceremonii weselnej panna młoda zdaje sobie sprawę, że wyszła za niewłaściwego brata. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy kochankowie zostają przyłapani na schadzce.

Lektor uprzedził, że ta historia nie będzie miała happy endu, czym pozbawił publiczność całej frajdy związanej z oczekiwaniem na finał. Ale przecież nie o akcję dramatyczną tu chodziło, przynajmniej nie wyłącznie o nią.

Podczas Gaelforce Dance nośnikiem akcji dramatycznej i zarazem największą atrakcją jest step irlandzki. Taniec niezwykły, ponieważ mimo ograniczonych środków wyrazu (sylwetka tancerza jest wyprostowana, a ręce przylegają do tułowia), za jego pomocą można wyrazić całe bogactwo uczuć i emocji. Jednak aby tego dokonać, musi być zatańczony perfekcyjnie. Podczas poniedziałkowego show w Teatrze Muzycznym tej perfekcji niestety zabrakło.

Już podczas sceny wesela, otwierającej spektakl "set dances" zostały zatańczone niesynchronicznie. Jako że charakterystyczny odgłos stepujących butów dobiegał z głośników, co zresztą ma swoje uzasadnienie, wszelkie nierówności były jeszcze bardziej widoczne. Ta nerwowość i problem z symetrycznym rozstawieniem się na scenie dały się zauważyć w trakcie całego show.

Cała ceremonia weselna była jednak niezwykle atrakcyjna wizualnie, choć nieco przydługa - zanim akcja się rozwinęła i zgodnie z zapowiedzią lektora główna bohaterka przypomniała sobie o skrywanych namiętnościach (fantastyczna scena marzeń sennych), upłynęło blisko 45 minut.

Po niej akcja nabrała rozpędu, a publiczność była świadkiem prawdziwej walki, zarówno tej wewnętrznej, jaką toczyła ze sobą główna bohaterka, jak i walki pomiędzy bohaterami show. Byliśmy również świadkami morderstwa, powrotu głównej bohaterki z zaświatów, a na koniec przypomniane zostały fragmenty rozpoczynające show, co już nie miało żadnego uzasadnienia dramatycznego.

Aby dać tancerzom chwilę na odpoczynek i zmianę kostiumów, do programu włączono utwory instrumentalne i wokalno-instrumentalne wykonywane na żywo, aczkolwiek z towarzyszeniem półplaybacku. Głównie były to kompozycje stylizowane na celtyckie, choć znalazła się wśród nich prawdziwa perełka - quasi irlandzka wariacja na temat Kanonu D-dur Johanna Pachelbela na skrzypce i flet irlandzki.

Gaelforce Dance to gratka dla miłośników irlandzkiego stepu. Tancerze nie byli wprawdzie wystarczająco precyzyjni, ale widowisko okazało się frapujące. Duże wrażenie robiła rozbudowana obsada: dwadzieścioro tancerzy, troje instrumentalistów (skrzypce, flet irlandzki, flażolety) oraz dwoje wokalistów. Nie dziwi zatem, że po blisko dwugodzinnym spektaklu publiczność nagrodziła artystów gromkimi brawami.

Fragmenty show z 2011 roku.

Miejsca

Wydarzenia

Zobacz także

Opinie (11) 2 zablokowane

  • "Tancerze nie byli wprawdzie wystarczająco precyzyjni, ale widowisko okazało się frapujące" (2)

    Piękny cytat, od razu widać, że wypowiedziała się ekspertka ;)

    • 17 2

    • i co to są flażolety (1)

      haha

      • 3 0

      • Tobie się kojarzy z techniką wydobywania dźwięku na gitarze ale to również nazwa instrumentu - fletu.

        • 1 0

  • budżet ograniczony (1)

    Mając porównanie do wszystkich poprzednich wizyt w Polsce stwierdzam, że to był mój ostatni raz - od razu widać, że ograniczają budżet - artystów mało, wykonanie średnie , cena biletów koszmarna. Nie ma z nimi artystów dodatkowych - jak Petera Corry'ego - teraz wszystko robią tancerze - przez to traci spektakl.

    • 14 2

    • To nie kwestia budżetu a niestety i ciągle braku warsztatu i umiejętności u szanownych wykonawców.

      • 6 1

  • Byłem kiedyś na takiej potńcówie.

    Nic specjalnego.
    Ale raz w życiu można zobaczyć.

    • 8 4

  • Mocno biednie to wyglada.

    • 7 2

  • wspaniały taniec (1)

    Szczerze mówiąc nie przyglądałam się niedociągnięciom technicznym. Nie jestem specjalistą, żeby się w tej kwestii wypowiadać. Mnie przedstawienie się bardzo podobało, miałam ciarki na ciele pod wpływem muzyki i dynamicznego, energetycznego tańca. Podobnego zdania są koleżanki, z którymi byłam na przedstawieniu. Siedziałyśmy jak zahipnotyzowane. Genialne przedstawienie emocji.

    • 3 3

    • Orgazm kulturwowy ogladajac "Taniec z gwiazdami".

      • 1 0

  • Rozbudowana obsada?

    Dwadzieścioro tancerzy to niby jest rozbudowana obsada??? To jest absolutne minimum!

    • 3 0

  • na 4-

    Nie zachwycił mnie ten spektakl. Muzyka świetna, sam taniec dobry, jednak ilość tancerzy - to chyba niezbędne minimum.....Do tego zupełnie teatralne, sztuczne wręcz gesty typu łapanie się za głowę - i to nie raz. Dramaturgia winna być przekazana poprzez taniec więc różne "ozdobniki" mnie raziły. O cenie biletów już nie wspominam...
    Poleciłabym -ale bez zachwytu.

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Wystawa Truso - legenda Bałtyku

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

W piwnicy którego ze słynnych gdańskich budynków Jan Heweliusz składował produkowane przez siebie piwo?

 

Najczęściej czytane