Wiadomości

Finezja, humor i fenomenalna Giza. Czyli po premierze "Chopinart" w Operze Bałtyckiej

Ona (Beata Giza) i On (Michał Łabuś) w świetnej technicznie i warsztatowo miniaturze baletowej Emila Wesołowskiego.
Ona (Beata Giza) i On (Michał Łabuś) w świetnej technicznie i warsztatowo miniaturze baletowej Emila Wesołowskiego. mat. prasowe

Z okazji trwającego Roku Chopinowskiego Polska Opera Bałtycka przygotowała premierę "Chopinart", składającą się z dwóch krańcowo różnych miniatur baletowych do muzyki Fryderyka Chopina. Tego typu spektakle często sprowadzają się do grzecznościowego "ukłonu" względem wybitnego artysty. Nowy balet Opery z takim podejściem nie ma nic wspólnego.



"Chopinart" przypomina nieco ubiegłoroczną premierę tego teatru - "Men's Dance". Tam trzej polscy choreografowie w odmienny sposób prezentowali teatr tańca. Teraz pracę nad baletem, opartym na muzyce Fryderyka Chopina, powierzono pochodzącemu z Chin choreografowi z kilkudziesięcioletnim stażem na europejskich scenach baletowych, Ho Sin Hangowi oraz dyrektorowi baletu Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, Emilowi Wesołowskiemu. Oczywisty kontrast pomiędzy sposobami patrzenia na muzykę Chopina Polaka i Chińczyka, miał wzbogacić nasze postrzeganie Chopina.

Ho Sin Hang postanowił za pomocą muzyki opowiedzieć historię życia Fryderyka Chopina. Wybrał do tego kilka utworów, z "Sonatą b-moll" (w jej skład wchodzi słynny Marsz Żałobny) jako klamrą przedstawienia. O "fabule" jego przedsięwzięcia wszystko mówią nazwy kolejnych scen z programu "Chopinartu": Wspomnienie o Polsce, Spotkanie z ojcem, Miłość do Marii, Rozstanie z Marią, Spotkanie z George Sand, Duet miłosny Chopina i George, Samotność Chopina, Zerwanie z George Sand, Koszmary senne, Śmierć Chopina. Między nie wplecione są jeszcze dwie sceny zbiorowe, licznego na cały niemal zespół baletowy Opery, towarzystwa paryskiego.

Drażni nachalna ilustracyjność muzyki Chopina - oto we "Wspomnieniu o Polsce" pojawia się tancerka w stroju ludowym. Co więcej, Ho Sin Hang do zobrazowania życia Chopina nieraz wykorzystuje muzykę z danym wydarzeniem w jakiś sposób związaną. Chopin (Łukasz Przytarski) spotyka się z Marią Wodzińską (Franciszka Kierc) przy dźwiękach Walca As-dur (który w rzeczywistości muzyk jej podarował), a podczas "Samotności Chopina" słyszymy Preludium Des-dur, które naprawdę nie podobało się George Sand (choć akurat nie to zdecydowało o samotności polskiego kompozytora).

Niepotrzebne są obie sceny paryskie, podczas których zespół baletowy Opery po raz kolejny ma duże problemy z synchronizacją ruchu. Przeszkadza również rwane (przez przerwy w muzyce i oczekiwanie na nowy utwór) tempo tej części "Chopinartu". Udaje się natomiast Chińczykowi uruchomić tancerzy, z Łukaszem Przytarskim na czele. Jego Chopin, obok świetnego przygotowania tanecznego, prezentuje także miękkie, kocie ruchy i imponujące przygotowanie gimnastyczne.

Całkowicie inna jest część druga, przygotowywana przez Emila Wesołowskiego. To historia rozpisana na trzy postacie - kobietę, mężczyznę oraz marzenie (spersonalizowane w postaci Ireneusza Stencla oraz zespołu baletowego Opery). Ona (Beata Giza) to nie tyle określona kobieta, co pewna suma kobiecości - zwiewność, kokieteria, ciekawość, delikatność, czułość i uległość. On (Michał Łabuś) jest tutaj czarnym charakterem - jego mężczyzna reprezentuje brutalną siłę, dominację, wzbudza w kobiecie strach, ale też ją intryguje. Aby nie było wątpliwości, że mamy do czynienia z przenośnią, a wizerunek mężczyzny dotyczy całej męskiej populacji, na scenie pojawia się gromada mężczyzn wyglądających niemal identycznie jak On Michała Łabusia. Nic dziwnego, że kobieta ucieka w świat marzeń...

Odwieczny konflikt płci obserwujemy przy dźwiękach rewelacyjnej interpretacji Koncertu fortepianowego f-moll w wykonaniu Rafała Blechacza i amsterdamskiej Royal Concertgebouw Orchestry (nazwaną przez pismo "Grammophon" najlepszą orkiestrą świata), kierowanej przez maestro Jerzego Semkowa. Podobnie jak koncert Chopina, dzieło Wesołowskiego jest kompozycyjnie wyraziste, z wieloma bardzo trudnymi elementami technicznymi (taniec wokół stołu i krzeseł), z którymi Beata Giza świetnie daje sobie radę. Zamiast dosłowności obecnej części Ho Sin Hanga, Emil Wesołowski oferuje finezję i wyrafinowany humor (zamknięty inscenizacyjną klamrą), które rzadko ostatnio zaglądały do Opery Bałtyckiej. Całość dopełnia ciekawa wizualnie scenografia Izabeli Stronias. Największą siłą miniatury Wesołowskiego jest jednak skoordynowanie tańca i obrazu z pokładami emocji, umieszczonymi przez Chopina w koncercie f-moll.

Spotkanie przedstawiciela Europy i Azji przy muzyce Chopina wypadłoby zdecydowanie na plus polskiego choreografa, gdyby nie fakt, że obie części są ze sobą nieporównywalne. To raczej awers i rewers tego samego dzieła. Obie miniatury idealnie wpisują się w myśl przewodnią spektaklu, wyrażoną w jego tytule. Z pewnością "Chopinart" jest dzięki temu propozycją kompletną, ciekawie prezentującą twórczość (i życie) Fryderyka Chopina. Czego chcieć więcej?

Opinie (10) 3 zablokowane

  • Beata, Beata

    Fenomenalna, zachwycająca, charyzmatyczna - Beata Giza , jako tancerka osiągnęła tym spektaklem taki punkt w karierze, w którym z dumą może mienić się Gwiazdą. Tak dobrego i morderczego występu tej artystki jeszcze nie widzieliśmy. Wielki szacun, ponad pół godziny na scenie non stop i na pełnym tempie. Brawo!

    • 24 0

  • brawo p. Giza

    wielkie brawa dla Beaty Gizy i Emila Wesołowskiego. Genialni! Naprawde warto zobaczyć!

    • 17 0

  • 1

    Wrocławski Teatr Tańca przypadkiem w Gdańsku

    • 3 1

  • "Emil Wesołowski oferuje finezję i wyrafinowany humor, które rzadko ostatnio zaglądały do Opery Bałtyckiej."

    Tu Pan Rudziński trafia w sedno.
    Wesołowski potrafi nadać swoim spektaklom błysk cechujący prawdziwego artystę, w odróżnieniu od solidnego, ale siermiężnego rzemiosła w wykonaniu Marka Weissa. Pani Izadoro - proszę oglądać ten spektakl i uczyć się od Emila Wesołowskiego, bo wieeeele, wieeeeeele nauki jeszcze przed Panią, jeśli chce Pani robić kiedyś w przyszłości udane spektakle baletowe.

    Brawa dla Beaty Gizy.

    • 17 1

  • fenomenalna to gruba przesada

    Giza-poprawna

    • 5 15

  • Gwiazda Beata!!!!

    Ten spektakl należał do Beaty Gizy! To ona była jego siłą napędową, najjaśniejszym i najmocniejszym akcentem. Tancerka ma znakomitą technikę, ale i też jest fantastyczna aktorsko - jej postać była subtelna, delikatna, ale i wyrazista!
    Duet z Ireneuszem Stenclem - Marzeniem był dla mnie wzruszający!
    Wielkie brawa dla Beaty i Irka!!!

    • 18 0

  • piękny spektakl

    Dwie części Chopinart to dla mnie dwie zupełnie inne jakości.
    Pierwsza część była w mojej ocenie poprawna - nie przypadła mi do gustu i trochę nudziła, niemniej jednak doceniam wkład całęgo zespołu w przygotowanie tej części.
    Druga częśc to prawdziwe objawienie, którego niekwestionowaną gwiazdą jest pani Beata Giza. Delikatna, zagubiona, krucha kobieta znakomicie kontrastowała z postacią prostego i grubiańskiego mężczyzny granego przez pana Michała Łabusia. Całość uzupełniał delikatny i romantyczny marzyciel - pan Irek Stencel - jakby skrojony na potrzeby Kobiety.
    Spektakl zmusza do refleksji, ujmuje za serce i polecam go każdemu!

    • 16 0

  • chopin(art)?

    • 0 0

  • chopin(art)?

    Może nie do końca...pierwsza część absolutnie nudna. Brak zebrania tego w kupe tylko pare scen przelatujących w któreych nie do końca można się dowiedziec o co chodzi. Układy bardzo przeciętne, ale może to i dobrze bo zespół opery moglby nie podolac wymyslom choreograficznym na wyzszym poziomie. Brawo dla solisty za wyraz, ale tanecznie widac wiele brakow. Wydaje mi sie ze sa zetelniejsi solisci w zespole. Wrazenie zrobila scena śmierci.
    Druga częsc to cos wielkiego, brawo dla Pani Gizy i Emila Wesołwoskiego, zespół był tlem ale calośc kompozycji bardzo ładna (mimo ze troszke bylo nie rowno).

    Spektakl zobaczyc na pewno warto, ale przy pierwszej czesci lepiej posluzyc sie programem aby zrozumiec o co tam chodzi.

    • 17 4

  • moje refleksje

    Byłem na balecie,jednak nie dla samego tańca, a raczej Chopina. Wywijasy jako tło. Ale byłem naprawdę pod dużym wrażeniem drugiej części - ba!, kupiłem nawet program żeby sprawdzić, kto tańczy, kto stworzył choreografię... I chylę czoła panie Wesołowski, jeśli Pan to czyta, zarówno za choreografię jak i dobór tancerzy - Giza, Stencel,Łabuś - tańczyli świetnie. Podziwiam tancerkę za ogromny wysiłek,jaki włożyła w kreację swojej bohaterki.

    Jedyny minus dla mnie to solistka na końcu pierwszego aktu. Jakoś nietrafiony pomysł .

    • 11 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

01

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Gdańsk w świątecznej komedii. "Miłość jest wszystkim" w telewizji
Świąteczny film o Gdańsku w telewizji

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?
Jedzenie na telefon - komu się to opłaca?

Sprawdź się

Który z dyrektorów Teatru Muzycznego w Gdyni wprowadził do jego repertuaru musicale broadwayowskie?