Wiadomości

stat

Szymon Wróblewski: Mogą powstać małe FETY w innych dzielnicach Gdańska

FETA przyciąga już 30 tys. ludzi. "W którymś momencie Stare Przedmieście, Dolne Miasto i może nawet Olszynka mogą okazać się zbyt ciasne dla tego festiwalu" - mówi Szymon Wróblewski, sugerując, że warto stworzyć mniejsze edycje festiwalu w innych dzielnicach Gdańska.
FETA przyciąga już 30 tys. ludzi. "W którymś momencie Stare Przedmieście, Dolne Miasto i może nawet Olszynka mogą okazać się zbyt ciasne dla tego festiwalu" - mówi Szymon Wróblewski, sugerując, że warto stworzyć mniejsze edycje festiwalu w innych dzielnicach Gdańska. fot. Lucyna Pęsik / trojmiasto.pl

- Oprócz imprezy właściwej możemy robić drugą taką imprezę. Byłaby więc FETA odbywająca się na terenie Starego Przedmieścia i Dolnego Miasta w połowie lipca i trwająca cztery dni oraz nowa, mała FETA, która byłaby festiwalem dwudniowym - mówi Szymon Wróblewski, szef klubu Plama w rozmowie podsumowującej 20 lat festiwalu.



Co myślisz o zorganizowaniu dodatkowych edycji Festiwalu FETA w różnych dzielnicach Gdańska?

to świetny pomysł, im więcej teatru ulicznego tym lepiej!

64%

nie jestem przekonany, bo wolę jedną efektowną FETĘ niż dwie mniej spektakularne w różnych miejscach

21%

to zły pomysł, warto ściągać wielkie produkcje w lipcu, a gdy budżet dzielony będzie na kilka imprez, nie ma co marzyć o dużych widowiskach

15%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 137
Łukasz Rudziński: Co cię zaskoczyło w Festiwalu FETA, gdy pojawiłeś się w klubie "Plama" Gdańskiego Archipelagu Kultury?

Szymon Wróblewski: W FECIE, jak i w całej działalności "Plamy", zaskoczyła mnie od samego początku wewnętrzna potrzeba zespołu placówki do kontaktu z odbiorcami w plenerze, do organizowania wydarzeń poza naszą siedzibą. Zespół miał i ma do dziś dużą łatwość w realizacji takich imprez. FETA jest oczywiście największym wydarzeniem tego typu. Dziś, tak jak i w 2004 r., kiedy zaczynałem tu pracę, tę potrzebę staramy się pielęgnować. A każda FETA jest dla nas sprawdzianem, czy idziemy w dobrym kierunku, czy nie popadliśmy w rutynę. Jak dotąd liczba widzów FETY zdaje się tylko wzrastać, co stawia nas przed nowymi wyzwaniami, np. szukaniem nowych lokalizacji dla festiwalu.
do
Ilu widzów przyciąga festiwal?

Szacujemy, że jest ich około 30 tysięcy przy każdej edycji. Ten rachunek wychodzi nam z przeliczenia liczby osób, które mogą zmieścić się na danym spektaklu, a biorąc pod uwagę fakt, że każdy z nich odbywa się przy komplecie widowni, ta suma właśnie tak wygląda. Staramy się tak dobierać spektakle i miejsca, gdzie się odbywają, by jak największa liczba widzów mogła go zobaczyć. Ale z miejscami bywa różnie. Kiedy w jednym roku znajdujemy nową lokalizację, to w drugim roku bywa, że nie ma możliwości skorzystania z niej. Organizacja takiego festiwalu to odpowiedzialność, by zbudować taki program, który pozwoli uczestniczyć w FECIE wszystkim, którzy tego chcą. Ze Starego Przedmieścia "uciekliśmy" m.in. dlatego, że baliśmy się, że zostaniemy "zatupani" przez widownię, a wiedzieliśmy, że nie mamy ani miejsca, ani środków na duże widowiska dla dużej widowni. Musieliśmy przemyśleć festiwal na nowo, zrobić go inaczej.

Czasem średniej wielkości spektakle mogą spełniać rolę dużego, czy wręcz finałowego widowiska. To się udało m.in. z show zwariowanych Szwedów z Burnt Out Punks i ich "Syndromem sztokholmskim", pokazywanym na Fecie w 2012 i 2016 roku.

Wasza ówczesna lokalizacja FETY - fort Góry Gradowej i tereny Centrum Hewelianum wraz z Placem Zebrań Ludowych - została przyjęta z mieszanymi odczuciami, ale dominowały głosy rozczarowania.

Można na to patrzeć z różnych perspektyw. Z jednej strony zmiana miejsca wydawała się nieunikniona, z drugiej mieliśmy potrzebę zrealizowania spektakli, które potrzebowały terenów parkowych, ale także dużego utwardzonego placu. W przestrzeń parkową Centrum Hewelianum doskonale wpisał się "Sonnambulo" Teatru Titanick z Niemiec, a padający wówczas deszcz tylko podkręcił mroczną aurę widowiska.

Trzeba też pamiętać, że przy każdej kolejnej edycji powinniśmy naszym widzom proponować coś nowego. Gdańska publiczność, po 20 latach FETY, jest już naprawdę dobrze zaznajomiona z teatrem ulicznym i plenerowym. Każdego roku do Gdańska przyjeżdża przynajmniej 20 teatrów ze świata. Ci, którzy lubią tę formę teatru, nie muszą jeździć po Europie, wystarczy, że przyjadą do Gdańska na FETĘ. Jesteśmy winni naszej wiernej widowni nowe, odważne i ciekawe spektakle.

Najwięcej zarzutów podczas dwóch lat w waszej poprzedniej lokalizacji dotyczyło spektakli granych na Placu Zebrań Ludowych, pozbawionych klimatu festiwalowego święta.

To prawda. Nie doceniliśmy ogromu Placu Zebrań Ludowych. Pierwsza edycja nie do końca nam wyszła właśnie ze względu na to, że nie mieliśmy czym wypełnić tego terenu. Warto jednak było zostać, by zrealizować największy jak dotąd spektakl na FECIE - monumentalny "Waterlitz" Générik Vapeur.

"Sonnambulo" niemieckiego Teatru Titanick był jednym z najbardziej udanych spektakli, prezentowanych w 2015 roku, podczas ostatniej FETY na Forcie Góry Gradowej.
"Sonnambulo" niemieckiego Teatru Titanick był jednym z najbardziej udanych spektakli, prezentowanych w 2015 roku, podczas ostatniej FETY na Forcie Góry Gradowej. mat. prasowe
FETA ma wędrowny charakter. Najpierw Zaspa, potem Główne Miasto, następnie bastiony wraz z terenami Starego Przedmieścia i Dolnego Miasta, wreszcie fort Góry Gradowej, teraz ponownie bastiony. Z czego wynikają te przeprowadzki?

Wynika to po części z potrzeby sprawdzenia się w innym terenie. Przygotowując kolejne edycje, otrzymujemy oferty różnych teatrów, które chcielibyśmy zaprosić na festiwal. Jednak w miejscach, gdzie aktualnie odbywa się FETA, one się albo nie mieszczą, albo tam nie pasują. Musimy więc szukać innej lokalizacji. Pamiętam decyzję, by festiwal przestał odbywać się na Głównym Mieście. Ponieważ każda kolejna edycja przynosiła nam nowych widzów, w pewnym momencie przestaliśmy się tam mieścić. Główne Miasto ma swoje naturalne atrakcje. Przez pewien czas teatr rzeczywiście tam pasował i mogliśmy skorzystać z zabytkowej architektury i klimatu miasta. Jednak zaczęło nam być tam ciasno, dlatego zaczęliśmy szukać nowego miejsca, gdzie moglibyśmy się ponownie poczuć swobodnie i móc rozwinąć skrzydła. Wybór padł na Stare Przedmieście z terenem bastionów.

Wielu osobom ten wybór wydawał się bardzo ryzykownym posunięciem.

Gdy ogłosiliśmy fakt, że tam zorganizujemy festiwal, docierało do nas wiele obaw, czy to na pewno bezpieczne miejsce na taką imprezę. Pojawiliśmy się tam z inną, kolorową rzeczywistością, ciągnąc za sobą spore rzesze ludzi. Oczywiście widzowie musieli się tego miejsca nauczyć. Wszyscy jednak szybko zrozumieli, że to dobra lokalizacja. Gdańsk też zaczął się w tamtą stronę rozwijać.

Już dwa, trzy lata przed przeprowadzką na teren Fortu Góry Gradowej sygnalizowaliście, że tracicie duże, ważne lokalizacje.

To jest naturalne, że miasto musi się rozwijać. My jesteśmy dodatkiem do miasta, musimy się dopasować. Stare Przedmieście wykorzystaliśmy tuż przed zmianami, Dolne Miasto właśnie przechodziło rewitalizację. Gdy ta się skończyła, pojawiły się nowe perspektywy, więc wróciliśmy. I to już na dużo większy teren, niż wcześniej zajmowaliśmy.

Parady na FECIE przyciągają prawdziwe tłumy. Tak było m.in. podczas zwariowanej czarnej komedii "Pogrzeb mamy" grupy Cie Cacahuète, pokazywanej w 2016 roku na Starym Przedmieściu i na Dolnym Mieście.
Parady na FECIE przyciągają prawdziwe tłumy. Tak było m.in. podczas zwariowanej czarnej komedii "Pogrzeb mamy" grupy Cie Cacahuète, pokazywanej w 2016 roku na Starym Przedmieściu i na Dolnym Mieście. fot. Krzysztof Stempiński / galeria trojmiasto.pl
Niektórzy narzekają, że niektórych spektakli, na przykład parad, praktycznie nie da się zobaczyć, bo artystom towarzyszą ogromne tłumy. Jest na to jakiś sposób?

Brak komfortu jest naturalny dla teatru plenerowego czy ulicznego. Trzeba się w pewnym stopniu poddać temu, co się dzieje. Nie decydujemy o wszystkim, może przed nami otworzyć się parasol, zasłaniając widoczność, lub stanąć ktoś o głowę wyższy, kto wcześniej zajął miejsce. Dlatego zapraszamy teatry z kilkoma spektaklami, często granymi kilka razy. Teraz, gdy mamy Stare Przedmieście i Dolne Miasto, możemy w zasadzie w ramach jednej edycji realizować dwa równoległe programy, wymieniające się spektaklami czy teatrami. W jednej godzinie mogą odbywać się dwa lub trzy spektakle. Na przykład "Pogrzeb mamy" Cie Cacahuète w minionym roku graliśmy dwukrotnie, na Starym Przedmieściu i na Dolnym Mieście, i w obu przypadkach były na nim tłumy ludzi. Staramy się tak postępować z większością spektakli, poza nocnymi, które pomieszczą wszystkich. Dlatego umieszczamy je w przestrzeniach, które w zasadzie są nieograniczone - np. Bastion Żubr, Reduta Wyskok.

Na finał festiwalu wszyscy oczekują spektakularnych widowisk. Te największe "pożerają" jednak sporą część budżetu całej imprezy, niejako skazując pozostałe wieczory na skromniejsze propozycje. Będziecie szukać wielkich produkcji, czy raczej budować wyrównany program na cztery kolejne wieczory?

Na największe nasze produkcje - "Waterlitz" Générik Vapeur i wcześniej "Water fools" Ilotopie na opływie Motławy - wydaliśmy między 40 a 50 tys. euro. Warto dbać o tę wierną widownię i serwować jej duże, bardzo widowiskowe spektakle, nad którymi teatr pracuje przez 2-3 dni, by w ciągu godziny dać prawdziwy show. O tym zawsze pamiętamy i chcemy, by taka rzecz się odbyła. Nie zawsze się to jednak udaje, bo finanse grają dużą rolę, ale nasze wybory determinuje także teren. Czasami uda się ze średniej wielkości spektaklu zrobić widowiskową i dużą rzecz, która przyjmie tysiące widzów. Tak udało się na przykład ze Szwedami z Burnt Out Punks.

"Water fools" francuskiego Ilotopie, zagrane na FECIE w 2011 roku, to jedno z najbardziej spektakularnych i najdroższych wydarzeń w historii festiwalu (w materiale od 2.32 min.).

Jak widzisz tę imprezę po 20 latach. Jakie są jej kierunki rozwoju?

Takie pytania stawiam sobie od kilku lat. Zacząłem myśleć o tym festiwalu nie jako o samodzielnym wydarzeniu, które jest wartościową i potrzebną imprezą, ale w kontekście polityki miejskiej. Pracujemy w Gdańsku, realizujemy wydarzenia w tym mieście za środki miasta i bezpośredni wpływ ma na nas to, co się w mieście dzieje, jak rewitalizacja Dolnego Miasta. Nie mamy konkurencji. Patrzymy przede wszystkim na to, by nie zderzyć się z festiwalem Opener i Jarmarkiem św. Dominika, co decyduje o terminie naszej imprezy. Obserwując ostatnie ruchy w miejskiej polityce kulturalnej widzę, że pojawiają się wydarzenia realizujące dodatkową edycję, jak Actus Humanus.

Idąc tym tropem myślę, że oprócz FETY właściwej możemy robić drugą taką imprezę. Byłaby więc FETA odbywająca się na terenie Starego Przedmieścia i Dolnego Miasta w połowie lipca i trwająca cztery dni oraz nowa, mała FETA, która byłaby festiwalem dwudniowym i mogłaby odbywać się parę tygodni wcześniej, w czerwcu, w innych lokalizacjach miasta. Te mniejsze edycje pozwoliłyby sprawdzić nowe tereny, szukać nowych widzów i wspierać inne dzielnice.

Gdzie taką "małą" FETĘ moglibyście zorganizować?

Myśląc o małych FETACH, szukam miejsc, gdzie rozlokowane są placówki Gdańskiego Archipelagu Kultury, bo tam mielibyśmy zaplecze organizacyjne i kadrowe. Jeśli na Wyspie Sobieszewskiej odbędzie się za kilka lat światowy zlot skautów, mała FETA mogłaby odbyć się właśnie tam, gdzie działa "Wyspa Skarbów" GAK. To byłoby dobre miejsce, ale możliwości jest dużo więcej - Nowy Port, Orunia. Chciałbym, żeby FETA rozwijała się właśnie w ten sposób, żeby miała swoją reprezentację w innych częściach miasta.

Staremu Przedmieściu i Dolnemu Miastu FETA, w mojej ocenie, pomogła. Nasza impreza jest magnesem, przyciąga ludzi, jest czymś w rodzaju święta dzielnicy. To festiwal teatralny, ale też pretekst do spotkania z przyjaciółmi w plenerze. Pomaga odkryć miasto na nowo. Ponadto, w którymś momencie Stare Przedmieście, Dolne Miasto i może nawet Olszynka, mogą okazać się zbyt ciasne dla tego festiwalu. Ważne, by nie stracić potencjału FETY, a dobrze go wykorzystać.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (27)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

20

września

Trochę po staremu, całkiem ... Gdańsk, Sztuka Wyboru

21

września

Wystawa malarstwa i rzeźby ... Gdańsk, Galeria Triada

23

września

42. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Teatr Muzyczny, Multikino, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Deszczowe otwarcie 42. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni
Deszczowy początek 42. FPFF w Gdyni
Prawie jak Metallica. Scream Inc. w Protokulturze
Prawie jak Metallica. Koncert Scream Inc.

Kulinaria

Nowe lokale: krewetki, kurczaki i pizza
Nowe lokale: krewetki, kurczaki i pizza
Poznaliśmy najlepsze dania z Trójmiasta
Poznaliśmy najlepsze dania z Trójmiasta

Planuj z nami tydzień

Planuj Tydzień: festiwal filmowy, Wiedźmin, Kayah i Bregović
Planuj Tydzień: FPFF, Wiedźmin i Kayah