Wiadomości

stat

Energa Sopot Classic - udana inauguracja w amerykańskim stylu

Wzorem lat ubiegłych, inauguracja miała charakter monograficzny, a więc poświęcona była twórczości jednego kompozytora. Tym razem gwiazdą wieczoru był król jazzu, wielki wizjoner, George Gershwin.
Wzorem lat ubiegłych, inauguracja miała charakter monograficzny, a więc poświęcona była twórczości jednego kompozytora. Tym razem gwiazdą wieczoru był król jazzu, wielki wizjoner, George Gershwin. fot. Anna Szczodrowska / Trojmiasto.pl

Koncertem z muzyką króla jazzu George'a Gershwina rozpoczęła się piąta edycja festiwalu Energa Sopot Classic. Kilkutysięczna publiczność miała okazję wysłuchać najpopularniejszych dzieł amerykańskiego kompozytora w mistrzowskim wykonaniu. Owacjom nie było końca, a soliści, pianista Adam Makowicz oraz śpiewacy Laquita Michell (sopran) i Kenneth Overton (baryton), występujący z towarzyszeniem Orkiestry Polskiej Filharmonii Kameralnej Sopot pod dyr. Wojciecha Rajskiego, za ciepłe przyjęcie odwdzięczyli się bisami.



Wiele mówi się na temat tego, że spada zainteresowanie muzyką klasyczną. Tego problemu zdają się nie mieć organizatorzy Energa Sopot Classic, co potwierdziła wypełniona po brzegi widownia Opery Leśnej podczas koncertu inaugurującego festiwal. Wzorem lat ubiegłych, inauguracja miała charakter monograficzny, a więc poświęcona była twórczości jednego kompozytora. Tym razem gwiazdą wieczoru był król jazzu, wybitny twórca i wielki muzyczny wizjoner, George Gershwin.

W tym roku zrezygnowano wprawdzie z wyświetlania korespondujących z muzyką animacji, ale scena, za sprawą oświetlenia, i tak prezentowała się znakomicie. Odbiór wizualny z pewnością ułatwiały rozmieszczone po obu stronach telebimy, a biorąc pod uwagę fakt, że artystów oklaskiwało kilka tysięcy słuchaczy, dla osób z dalszych sektorów miało to ogromne znaczenie. Niestety, zrezygnowano również z czytania fragmentów biografii kompozytora, jak to miało miejsce w latach ubiegłych, podczas koncertów poświęconych twórczości Piotra Czajkowskiego czy Ludwiga van Beethovena. A szkoda, ponieważ spod pióra Lucjana Kydryńskiego wyszła wspaniała biografia Gershwina, której fragmenty prezentowali zresztą organizatorzy na festiwalowym, facebookowym fanpage'u. Sytuację uratował prowadzący koncert Konrad Mielnik, który najciekawsze fragmenty z życia kompozytora starał się przypomnieć.

Jeszcze przed festiwalem osoby spacerujące sopockim Monciakiem mogły natknąć się na klarnecistę, spacerującego deptakiem i wygrywającego nastrojowe "Summertime". Mogły również otrzymać egzemplarz gazety festiwalowej od hosta czy hostessy ubranych w stylizowane stroje.
Jeszcze przed festiwalem osoby spacerujące sopockim Monciakiem mogły natknąć się na klarnecistę, spacerującego deptakiem i wygrywającego nastrojowe "Summertime". Mogły również otrzymać egzemplarz gazety festiwalowej od hosta czy hostessy ubranych w stylizowane stroje. fot. mat. prasowe
Festiwal Energa Sopot Classic to impreza dla wszystkich - przynajmniej takie jest życzenie dyrektora artystycznego, Wojciecha Rajskiego. Czy tak jest w istocie? Frekwencja podczas koncertu inauguracyjnego (ale również koncertów rozpoczynających festiwal w ubiegłych latach) jest najlepszym dowodem na to, że życzenie udało się Rajskiemu spełnić. Energa Sopot Classic to jednak przede wszystkim impreza o dużej sile rażenia, która idealnie wpasowuje się w specyfikę kurortu. Weźmy za przykład formę promocji - nie zrezygnowano wprawdzie z zamieszczania informacji w tradycyjnych mediach, ale postanowiono również wyjść z reklamą prosto do ludzi. I tak, osoby spacerujące sopockim Monciakiem, mogły natknąć się pewnego dnia na klarnecistę, grającego mimochodem nastrojowe "Summertime". Mogły również otrzymać egzemplarz gazety festiwalowej od hosta czy hostessy ubranych w stylizowane stroje.

Prawdziwa muzyczna uczta
zaczęła się jednak dopiero wtedy, kiedy zabrzmiały dźwięki hejnału Sopotu w Operze Leśnej. Na początek usłyszeliśmy kompozycję, która otworzyła Gershwinowi wrota do sławy - "Błękitną rapsodię". Za fortepianem zasiadł wybitny polski pianista Adam Makowicz, którego interpretacje muzyki Gershwina są tak znakomite i wysoce cenione, że otrzymał zgodę samego Iry Gershwina, brata George'a, na własną, improwizowaną kadencję do "Rapsodii". Mogliśmy ją oczywiście usłyszeć podczas niedzielnego koncertu. Interpretacja Makowicza tak się spodobała publiczności, że ta natychmiast po zakończeniu poderwała się z miejsc i nagrodziła wykonawcę zasłużoną owacją na stojąco, dostając w podziękowaniu dwa utwory zagrane na bis.

Choć w "Błękitnej rapsodii" partię solową wykonuje fortepian, niezwykle istotna jest również partia pierwszego klarnetu - słuchacze prędzej rozpoznają utwór po kultowym glissandzie niż po jakimkolwiek fragmencie z partii fortepianu. Niestety, podczas niedzielnego koncertu solówki klarnetu niemalże całkowicie przykryła orkiestra. Szkoda...

Podobnie było niestety w poemacie symfonicznym "Amerykanin w Paryżu", gdzie mimo znakomitego prowadzenia orkiestry przez maestro Rajskiego, przeszkadzały dysproporcje brzmieniowe będące efektem nieodpowiednio zbalansowanego nagłośnienia.

Druga część koncertu brzmieniowo wypadła znacznie lepiej. Niezwykle ciekawy był również zaprezentowany repertuar. Na początek zagrana dynamicznie i z pazurem uwertura do "Girl Crazy". Później - kompilacja najpiękniejszych numerów z opery "Porgy and Bess". Organizatorzy zaprosili do wykonania partii solowych artystów nie tylko odpowiadających operowym bohaterom narodowością, ale i kolorem skóry. Amerykańska sopranistka Laquita Michell urzekła słuchaczy potęgą głosu, ale i niezwykłą grą aktorską i wrażliwością muzyczną. Baryton Kenneth Overton brzmiał ciszej i subtelniej (być może za sprawą nagłośnienia), przez co śpiewając w duecie znakomicie się dopełniali. Najlepszym dowodem na to była wspaniała interpretacja "Bess You Is My Woman Now".

Niedzielny koncert po raz kolejny pokazał, że muzyka klasyczna, jeśli się ją odpowiednio "poda", "zasmakuje" szerokiemu odbiorcy. Czy gdyby było inaczej, kilka tysięcy osób domagałoby się od Adama Makowicza bisów w trakcie koncertu?

Sopranistka Laquita Mitchell, wcielająca się w rolę Bess, skradła serca publiczności od pierwszej chwili.
Sopranistka Laquita Mitchell, wcielająca się w rolę Bess, skradła serca publiczności od pierwszej chwili. fot. Anna Szczodrowska / Trojmiasto.pl
Ponarzekałabym jeszcze na opóźnienie, z jakim rozpoczął się koncert. Pierwszy raz jednak jechałam na koncert do Opery Leśnej samochodem i tylko dzięki temu opóźnieniu udało mi się zdążyć na czas, więc zamiast narzekać powinnam być organizatorom wdzięczna. Niemniej jednak, następnym razem, jak zazwyczaj, skorzystam z komunikacji miejskiej - szkoda nerwów na stanie w korkach i szukanie miejsca parkingowego.

Przed nami jeszcze trzy koncerty odbywające się w ramach tegorocznej, piątej edycji Energa Sopot Classic. Zobacz szczegółowy program festiwalu.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

20

września

Trochę po staremu, całkiem ... Gdańsk, Sztuka Wyboru

21

września

Wystawa malarstwa i rzeźby ... Gdańsk, Galeria Triada

23

września

42. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Teatr Muzyczny, Multikino, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Deszczowe otwarcie 42. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni
Deszczowy początek 42. FPFF w Gdyni
Prawie jak Metallica. Scream Inc. w Protokulturze
Prawie jak Metallica. Koncert Scream Inc.

Kulinaria

Nowe lokale: krewetki, kurczaki i pizza
Nowe lokale: krewetki, kurczaki i pizza
Poznaliśmy najlepsze dania z Trójmiasta
Poznaliśmy najlepsze dania z Trójmiasta

Planuj z nami tydzień

Planuj Tydzień: festiwal filmowy, Wiedźmin, Kayah i Bregović
Planuj Tydzień: FPFF, Wiedźmin i Kayah