Wiadomości

stat

Emma Popik: Fascynuje mnie Biskupia Górka

- Nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej. Tu na każdym skrawku odbiło się moje życie, chodziłam tymi ulicami, miałam sprawy, rozmawiałam, spotykałam ludzi, działo się, jestem wszędzie, odcisk palca, ślad stopy w każdym miejscu. Jestem w tym mieście i ono jest we mnie - mówi gdańska pisarka, Emma Popik, w rozmowie o jej twórczości i Biskupiej Górce, z fascynacji którą zrodziła się powieść "Królowa Salwatora". Z autorką będzie się można spotkać już 31 marca podczas Gdańskich Targów Książki.



Emma Popik ze swoją najnowszą powieścią pt. "Królowa Salwatora".
Emma Popik ze swoją najnowszą powieścią pt. "Królowa Salwatora". mat.prasowe / archiwum autorki
Magdalena Raczek: "Królowa Salwatora" to tytuł pani najnowszej książki, która wkrótce ukaże się nakładem lokalnego wydawnictwa Marpress. Akcja powieści rozgrywa się na Biskupiej Górce, co zostało zasygnalizowane już w samym tytule oraz w projekcie okładki.

Emma Popik: Mam w ręku autorskie egzemplarze. Wydawnictwo Marpress wydało ją bardzo starannie: skład przyjemny dla oka, ładna czcionka, na skrzydełkach zamieszczono użyteczne informacje. Projekt okładki oryginalny, centralnym elementem jest zegar, będący ważnym motywem działań głównych postaci. Zawieszony na szczycie wysokiej wieży, jest widoczny z ulic Biskupiej Górki, ale jego wskazówki się zatrzymały, metaforycznie czas zastygł, ludzie również. Czy uda się spowodować, by wskazówki się poruszały, by odmierzać nowy czas, co poderwie mieszkańców do działania? Moje nazwisko umieszczono na wskazówce godzinowej. Czyżbym symbolicznie została włączona w czas dzielnicy?

Recenzje książek z Trójmiasta


Tego czytelnicy dowiedzą się już wkrótce. Książka zostanie przedstawiona podczas Gdańskich Targów Książki. To chyba idealny dla pisarza moment na premierę dzieła? Jaki jest pani osobisty stosunek do tej imprezy i wydarzeń tego typu?

Targi to piękne dni dla wszystkich miłośników książek. Jestem pewna, że czytelnicy zapełnią sale Filharmonii Bałtyckiej podczas tego wielkiego święta literatury. Tysiące książek rozłożonych na stołach, czytelnicy krążą po stoiskach, mogą wziąć egzemplarz do ręki, przerzucić kilka kartek, a jeżeli obok siedzi autor, poprosić o dedykację. Takie chwile pozostają w pamięci. Panuje niezwykła atmosfera, a wokoło książki, zaczarowana kraina, chciałoby się wszystkie je mieć i przeczytać.

Mam w domu tysiące książek, nie mieszczą się na regałach, leżą stosami na stołach, nawet na podłodze, potrzebuję wielkiej siły woli, by się powstrzymywać przed kupowaniem następnych. Pobyt na targach będzie wielką próbą, chyba się nie oprę. Sięgnę chociażby po książkę pana prof. Januszajtisa, wielkiej historycznej postaci naszego miasta. Impreza o takim formacie i rozmachu to wielka promocja miasta, propagowanie czytelnictwa. Każdy czuje dumę i radość.

Nazywana jest pani "damą polskiej literatury science-fiction". Pani domeną jest literatura z kręgu s-f, fantastyki i ufologii - większość pani tytułów można zaliczyć do tego gatunku. Powieść "Królowa Salwatora" jest - po "Raporcie" i "Złotej ćmie" - trzecią pani powieścią spoza tego nurtu i jednocześnie nie jest kryminałem, jak dwie poprzednie...

Moja pierwsza książka s-f "Tylko Ziemia" została oceniona jako najlepsza tego gatunku w roku wydania. Wiele moich opowiadań drukowano wtedy w czasopismach, miałam znakomite recenzje, i to takich osób, jak redaktor naczelny "Fantastyki" Maciej Parowski, więc moje nazwisko się utrwaliło. Gatunek uznałam za najlepszy dla wyrażenia nurtujących mnie wówczas problemów, niektóre zostały po pewnym czasie rozwiązane politycznie. Nadal wysuwają się z wyobraźni sceny dla książek s-f, ale teraz nie mam czasu ich zapisywać, gdyż jestem związana umowami wydawniczymi i ustnymi zobowiązaniami, więc muszę się wywiązać.

A kryminał?

Cenię literaturę kryminalną, zaspokaja moją potrzebę porządkowania rzeczywistości i logicznego postrzegania. Użyteczna jako chwyt literacki, pobudza ciekawość czytelnika i pozwala przemycić wartościowe informacje. W "Złotej ćmie" inspektor, podążający za przestępcą, idzie ulicą Długą i odnotowuje w pamięci różne szczegóły. W taki sposób podaję czytelnikowi wygląd miasta, co na pewno zapamięta. Wyliczanie dat i nazwisk jest nudne i nie zostaje w pamięci. Zapamiętywanie poprzez emocje jest trwałe. W powieści "Raport" zawarłam tak wiele użytecznych faktów, że książkę poleca swoim studentom kryminologii wykładowca, dr Tomasz Snarski, karnista, adwokat; studenci chętnie ją czytają i na jej podstawie piszą prace. Tworzenie fabuły kryminalnej sprawia mi osobistą przyjemność, gdyż jestem robotem z wbudowanym modułem porządku.

Skąd zatem pomysł napisania "Królowej Salwatora" - powieści, która można by powiedzieć, jest zupełnie inna od poprzednich książek? Miała pani potrzebę odejścia od tych gatunków?

Od dawna fascynuje mnie Biskupia Górka. Przez lata, wracając z pracy, nadkładałam drogi, by oglądać te zaczarowane ulice. Szłam powoli, zatrzymując się przed każdą niemal kamienicą, podziwiałam architekturę i proporcje, ozdobnie rzeźbione okna i drzwi, oryginalne detale. W zniszczonych kamienicach odgadywałam zamysł i plan, nakreślony przez utalentowanych architektów, którzy widzieli sens każdej formy, rozmiaru okien, drzwi, krzywizny dachów i ścian. To bardzo piękne miejsce, ale popadające w ruinę. Obecnie domy będą remontowane, bardzo pragnę, by odzyskały dawny wygląd. To marzenie wyrażam pod koniec książki jako rzecz dokonaną, chciałabym, żeby tak się stało. Miasto będzie się szczycić gdańskim Montmartre`em i świat będzie podziwiał.

Biskupia Górka stała się nie tylko miejscem akcji, ale i bohaterką tej książki. Pisze pani o niej z wielkim znawstwem.

Czasami chodziłam tam na wystawy, w dzielnicy dużo się dzieje, są szalenie aktywne osoby, prowadzą piękne działania, to dzięki ich ogromnym wysiłkom przystąpiono do rewitalizacji dzielnicy, co jest dziełem materialnym i historycznym. Organizują również interesujące wydarzenia kulturalne, w których uczestniczyłam, spotkałam sympatycznych i życzliwych ludzi. Życie dzielnicy coraz bardziej mnie fascynowało. Patrzyłam z bólem na kamienicę podpartą drągami. Mieszkał w niej kiedyś Brunon Zwarra, nasz gdański pisarz.

Kiedyś podczas rozmowy z reprezentującą Stowarzyszenie Biskupia Górka panią Krystyną Ejsmont nagle wykrzyknęłam: "Napiszę o was książkę". Często nie mam wpływu czy intelektualnego hamulca na podpowiedź i decyzje napływające z innych rzeczywistości. Zaczęłam wymyślać fabułę, powstawały sceny i postacie. Czytałam wspomnienia mieszkańców, oglądałam zdjęcia. Towarzyszyłam panu Wojtkowi Ostrowskiemu podczas jego sesji fotograficznych, coraz lepiej poznawałam dzielnicę, coraz bardziej ją kochałam. Sformułowałam problem, "O czym jest ta książka". Znalazłam odpowiedź i wtedy zaczęłam pisać.

Wieczory literackie w Trójmieście


Powieść jednak nie przedstawia prawdziwych mieszkańców tej dzielnicy?

Pani Krystyna Ejsmont trafnie sformułowała temat książki, wydrukowany na ostatniej stronie okładki: "Autorka, inspirując się zmianami, jakie tu zachodzą, stworzyła intrygującą opowieść o fikcyjnej społeczności". Postacie z powieści nie są realnymi mieszkańcami Biskupiej Górki, choć mogą niektóre osoby przypominać, ale to fikcyjne charaktery, wymyślone na potrzeby fabuły.

Przy okazji "Złotej ćmy" zetknęłam się z niezwykłym życzeniem: "Proszę powiedzieć, że prezes to ja, prawda?". Pokręciłam przecząco głową, widziałam tę osobę po raz pierwszy w życiu, a prezes to w powieści postać negatywna, okropny łajdak. Dałam do przeczytania brudnopis "Królowej..." kilku osobom z zapytaniem, czy jakaś postać kogoś ci przypomina. Dostałam jedną odpowiedź: "To ja, bardzo się cieszę".

Książka "Królowa Salwatora" wydana przez wydawnictwo Marpress swoją premierę będzie miała na tegorocznych Gdańskich Targach Książki.
Książka "Królowa Salwatora" wydana przez wydawnictwo Marpress swoją premierę będzie miała na tegorocznych Gdańskich Targach Książki. mat.promocyjne wydawnictwa Marpress
Pewne elementy fantastyki czy transcendencji - typowe dla pani poprzednich dzieł - są również obecne w tej książce. Mam na myśli głównie tytułową Królową Salwatora, której imię odnosi się do jednej z ulic Biskupiej Górki. Kim zatem jest ta tytułowa postać?

Jest niczym duch, sama też tak o sobie mówi. Pojawia się i znika, roztapiając się w świetle. Stukając w szybę pomieszczenia, rozmawia z duchami umarłych, które chce wywołać. Królowa jest duszą i duchem dzielnicy, sama tak o sobie mówi, postać na poły realna, na poły fantastyczna, potrafi "dodać ducha", zainspirować, poderwać do działań. Wyraża również historię i pamięć, wysyła wołania w przeszłość, uruchamia ją, wydarzenia i ludzie stają przed oczami. Jest biedna, nosi podarte buty ze śmietnika, ma w sobie wielkość i dumę nędzy żądającej szacunku. Jest symbolem tej dzielnicy. W emocjonalnej scenie zbierania funduszy przychodzi, kulejąc, ze złamaną nogą i wyszukuje w kieszeni grosz, rzuca do pojemnika pełnego banknotów o wysokich nominałach jeden wdowi grosz, który przeważa. Ulica Salwatora to ulica Zbawiciela. Królowa to metafora współczesnego Zbawiciela. Ulica Salwatora, no cóż, Zbawiciel jest dla nędzarzy.

Ma pani coś z głównej bohaterki - Petry, która "nie mogłaby żyć poza tym miejscem", bo kocha w nim każdy detal?

Nie jestem Petrą, to postać fikcyjna, literacka, stworzona na potrzeby fabuły i dla zilustrowania głównego problemu. Tworzę postacie, by wyrażały mój zamysł. Petra walczy o dzielnicę i o ludzi, gromadzi detale architektoniczne, by je ocalić od zniszczenia, kocha każdą rzecz, oczywiste, że nie może żyć gdzie indziej. Mieszkańcy pewnej kamienicy, którzy zostali wysiedleni, przeżywają silny wstrząs emocjonalny. W tej dzielnicy się urodzili a mieszkanie odziedziczyli po babci. Jest taka przejmująca scena w książce, ludzie wyrzucają meble przez okno, już im nie będzie potrzebny tapczan, na którym spali przez trzydzieści lat, pozbywają się fotela, na którym zawsze siedziała babcia.

W tym obrazie dzielnicy udało się pani odtworzyć wiele faktów, w tym historycznych, czy ma pani bardziej reporterskie czy raczej historyczne zacięcie?

Pokazuję wydarzenia historyczne poprzez losy ludzi, które były przejmujące. Bolesna jest scena, w której gdańszczanie stoją na wzgórku na Łostowicach i patrzą, jak Gdańsk się pali. I tak przez wiele dni i nocy. Niektóre domy zbudowano w 1870 roku, wiele przed wojną, oczywiste, że fabuła musi podążać w przeszłość. Po drugiej wojnie przybyli ludzie z różnych stron kraju, potem ze Wschodu. Panował głód, kobiety chodziły z nożami, by wycinać kawałki mięsa z koni - to straszne sceny, ale się wydarzyły. Rodziły się dzieci, następowały nowe pokolenia. Dzielnica żyła, powstały zakłady rzemieślnicze, sklepy, kawiarnie, restauracje, życie tętniło.

Ta wciąż powracająca historia jest jednym z motywów w pani książce. Przykładem może być też niechlubny temat, jakim jest dawny cmentarz. Na jego terenie znajduje się m.in. szkoła. Czy ekshumacja nie powinna się jednak odbyć?

Nie mogę zabierać głosu w tej sprawie, choć nie wyobrażam sobie, by rozbierać wielopiętrowe budynki, by dokopać się do starych zwłok. W mojej dzielnicy były trzy cmentarze, na jednym z nich jest tablica informująca, na drugim ogrodzone miejsce, gdzie psy się załatwiają, i teren do gier. Jeszcze kilka lat temu żyjący potomkowie osób niegdyś tam pochowanych stawiali zapalone świeczki i kładli bukiecik kwiatów. Park nie jest uczęszczany, drzewa wysokie, ponuro i mroczno, ludzie odeszli, dusze zostały. Na gałęziach zawieszone duchy zmarłych patrzą z góry na ludzi. Miasto Gdańsk rozwiązało problem cmentarzy, tworząc Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy, gdzie odbywają się modlitwy za zmarłych w różnych językach i zgodnie z różnymi religiami.


W książce pada nazwisko Brunona Zwarry - jeden z bohaterów wspomina, że tu mieszkał ten "wielki pisarz". Czy to rodzaj hołdu dla tego twórcy?

Chciałam oddać hołd wielkiemu pisarzowi, który mieszkał na Biskupiej Górce. Pięknie opisał miasto w książce "Gdańszczanie", ile w niej faktów, ile ciekawych postaci. Miałam nadzieję, że będę mogła wręczyć egzemplarz książki panu Brunonowi, Niebo zadecydowało inaczej. Jest w książce wątek przygotowań uroczystości dla uczczenia pisarza, może szkoła z dzielnicy kiedyś je zrealizuje. Może moja książka przyczyni się do większego spopularyzowania tego pisarza i postawienia go obok GrassaPawła Huelle, bo on nasz, Polak i gdańszczanin.

Gdańsk jako miejsce akcji pojawia się też w innych pani książkach - czy to w wyniku sympatii do tego miejsca, czy bardziej pragmatycznie - po prostu zna pani to miasto?

Może lepiej znam Londyn, ale powtórzę jak Petra: nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej. Tu na każdym skrawku odbiło się moje życie, chodziłam tymi ulicami, miałam sprawy, rozmawiałam, spotykałam ludzi, działo się, jestem wszędzie, odcisk palca, ślad stopy w każdym miejscu. Jestem w tym mieście i ono jest we mnie.

Napisała pani kiedyś artykuł o domu z dzieciństwa na Siedlcach na Ogińskiego, ten motyw też pojawia się w powieści przy okazji postaci fotografa - to są motywy autobiograficzne?

Bolesna jest utrata domu dzieciństwa. Poszłam na to miejsce jako osoba dorosła, pozostały tylko schodki. Kiedyś ponad nimi było okno kuchni, przez które wyglądałam. Pamiętam meble, ludzi, tak wyraźnie, jakby stali przede mną, choć minęło wiele lat. Obrazy w ruchu, ludzie coś mówią, nie mogę zapomnieć, widzę siebie jako dziewczynkę z warkoczykami, siedzącą na stołeczku przy szafie, z książką na kolanach. Ból wciąż dojmujący, dlatego obarczam nim postacie literackie.

Wydaje pani ponadto e-booki - lubi pani tę formę?

Kiedy zadaję znajomym to pytanie, odpowiadają, że lubią zapach farby drukarskiej. Bywałam często w drukarni i ten zapach mnie nie urzeka, rozumiem, że to wykręt. Chętnie czytuję e-booki, a jaką radością jest mieć ich tysiąc w jednym katalogu w komputerze. Jaka szalona oszczędność miejsca i nie trzeba kurzu z nich wycierać! Same zalety.

Pani twórczość była tłumaczona na język japoński - jest to zaskakujące. Proszę nam opowiedzieć, jak do tego doszło.

Mieszkałam wówczas w Londynie, poznałam bardzo aktywnego japońskiego dziennikarza, który organizował różne przedsięwzięcia. Jednym z nich było zdobywanie eksponatów do Muzeum Kolczyka w Japonii. Oczywiście chciałam, by tam się znalazła biżuteria z gdańskiego bursztynu. Doprowadziłam do tego, bo mnie było łatwiej niż jemu. Organizował dziwne przedsięwzięcia, jak "most myślowy" pomiędzy Londynem a Tokio. Dzieci trenowane przez pewną panią kontaktowały się z osobą w Japonii, która im przekazywała myślami obrazy, a one je odgadywały. Jemu z kolei łatwiej było znaleźć dla mnie tłumacza w Japonii, książki się spodobały. Ukazało się "Wejście do baśni", książka dla dzieci, bardzo wysoko tam oceniona. Zorganizowano także wystawę o wydaniu baśni na Uniwersytecie Miyagi w
Sendai. Przetłumaczono również opowiadania sf, ukazało się wiele recenzji.

Wydawnictwo Marpress twierdzi, że zamierza współpracować z panią długoterminowo. Czy to oznacza, że w planach macie państwo już kolejne książki?

Rozmawialiśmy o wydawaniu moich książek, właśnie siedzę nad redakcją jednej z nich, to mozolne zajęcie. Współpraca z wydawnictwem zaczęła się w chwili, której nie można zapomnieć. Leżałam w szpitalu, niepewna diagnozy, zadzwoniła moja komórka: "Chcemy wydać pani książkę, bardzo nam się podoba, to znakomita powieść". Odpowiedziałam, że jestem pod kroplówką i zalałam się łzami, było to 16 stycznia, nałożyły się inne emocje, wciąż płakałam i oglądałam w komórce sprawozdania.

Wydawnictwo okazało mi wiele życzliwości i sympatii. Pani redaktor była bardzo kompetentna. Napisałam w pewnej scenie, że goście płacili niemieckimi markami, zauważyła to, kompletnie przegapiłam, że jest euro. Właśnie na tym polega zadanie dobrego redaktora. Właściwie, jak teraz liczę czas, książka została przygotowana i wydrukowana w nadzwyczaj szybkim tempie. Wszyscy się starali dotrzymać terminu: redakcja, korekta i grafik. Mieliśmy wciąż na uwadze fakt udostępnienia jej podczas Gdańskich Targów Książki. I udało się!

Opinie (28) 6 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

października

8. NeoArte. Syntezator Sztuki Gdańsk, Nowa Synagoga

25

października

22. Festiwal Jazz Jantar Gdańsk, Klub ŻAK

27

października

Artur Andrus i Dorota Miśki... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Nietypowa konstrukcja na bulwarze w Gdyni udaje torpedownię
Makieta na bulwarze udaje torpedownię
Hevelka: festiwal piw rzemieślniczych w nowej odsłonie
Hevelka w Gdańsku w nowej odsłonie

Kulinaria

Jesień w trójmiejskich restauracjach
Jesień w trójmiejskich restauracjach
Rodzice małych dzieci w kociej kawiarni. Nie wszyscy szanują regulamin
Rodzice robią problemy w kociej kawiarni

Planuj z nami tydzień

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia

Sprawdź się

Jakie dwie sztuki zrealizował w Teatrze Wybrzeże Jan Klata?