Dziwne przypadki budowniczego Solnessa. Po premierze spektaklu "Solness" Teatru Wybrzeże

W "Solness" sceny erotyczne pojawiają się nagle i rozwijają dynamicznie w najmniej spodziewanych momentach. Reżysera nie interesują typowe dla Ibsena niuanse i niedopowiedzenia.
W "Solness" sceny erotyczne pojawiają się nagle i rozwijają dynamicznie w najmniej spodziewanych momentach. Reżysera nie interesują typowe dla Ibsena niuanse i niedopowiedzenia. fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl

Dramat psychologiczny w najlepszym gatunku? Nie tym razem. "Budowniczemu Solness" Henrika Ibsena to mimo wszystko nie "Dzika kaczka", "Nora" czy "Peer Gynt". Zaś w przekrzyczanym, dość chaotycznym spektaklu "Solness" warta odnotowania jest jedna kreacja aktorska.



Kaja (Justyna Bartoszewicz) ulega magnetycznemu wpływowi Solnessa, który wie jak skorzystać z posłusznej mu poddańczo narzeczonej Rangara.
Kaja (Justyna Bartoszewicz) ulega magnetycznemu wpływowi Solnessa, który wie jak skorzystać z posłusznej mu poddańczo narzeczonej Rangara. fot. Łukasz Unterschuetz
Małżeństwo Solnessów (Grzegorzy Gzyl i Magdalena Boć) żyje od lat w niepisanym porozumieniu - on robi co wszystko na co ma ochote, ona toleruje zachowanie męża, bo ma wobec niego "obowiązek".
Małżeństwo Solnessów (Grzegorzy Gzyl i Magdalena Boć) żyje od lat w niepisanym porozumieniu - on robi co wszystko na co ma ochote, ona toleruje zachowanie męża, bo ma wobec niego "obowiązek". fot. Łukasz Unterschuetz
Ustalony porządek burzy Hilda (Dorota Androsz), domagająca się od Solnessa obiecanego przed laty królestwa. Budowniczy musi zapłacić za swoje postępowanie.
Ustalony porządek burzy Hilda (Dorota Androsz), domagająca się od Solnessa obiecanego przed laty królestwa. Budowniczy musi zapłacić za swoje postępowanie. fot. Łukasz Unterschuetz
Po wybiórczo potraktowanym "Panu Tadeuszu" przez Jarosława Tumidajskiego, unowocześnionej klasyki w Teatrze Wybrzeże ciąg dalszy. Iwo Vedral, reżyser najnowszej premiery Wybrzeża - "Solness", czyta dramat Ibsena wiernie, ale wyjątkowo dosadnie, odzierając tekst norweskiego dramatopisarza z niuansów i niedopowiedzeń. W zamian oferuje przede wszystkim wulgarną dosłowność.

Solness buduje domy. Jego świat składa się z dominującej na lokalnym rynku firmy budowlanej oraz zdziwaczałej żony Aliny, tolerującej jego romans z młodą sekretarką Kają. Budowniczy ma też pomocnika, zakochanego w Kai Rangara. W tę oswojoną przestrzeń niespodziewanie wkracza młodziutka Hilda, dziewczyna znikąd, domagająca się dotrzymania obietnicy, jaką Solness złożył jej ponoć dziesięć lat wcześniej. Niepostrzeżenie Hilda wywraca ułożony świat Solnessa do góry nogami.

Słusznie w programie do spektaklu reżyser zauważa, że czas i przestrzeń sztuki Ibsena mają rozmyte kontury. Dlatego udana scenografia Karoliny Sulih też jest niedookreślona - na niemal pustej sali widzimy kilkanaście drewnianym ław pozbawionych krzeseł - symbol nieukończonej budowy, ale też widmo szkolnej sali lekcyjnej. Scenę zamyka z dwóch stron dwumetrowa ściana (nadająca wnętrzu pozór basenu bez wody), z trzeciej zaś połyskujące, wysokie do sufitu drzwi z pleksi. Czwartą ścianę stanowi podłoga, odbijająca, niczym lustro, każdy gest i ruch aktorów.

Aby atmosfera była gęsta od emocji, reżyser każe aktorom krzyczeć, uprawiać seks (nawet z ławą) lub po prostu się rozebrać. Podąża za najprostszymi skojarzeniami. Niekiedy wręcz przeszkadza aktorom, jak podczas rozmowy Solnessa (Grzegorz Gzyl) ze zredukowaną do jednej kwestii postacią doktora Herdala (Piotr Łukawski), których zagłusza ciężkim jazzem. Muzyka, przygotowana zresztą przez Vedrala, wygląda na przypadkową play listę z ulubionych kawałków - znalazło się miejsce na śpiew operowy, mocny jazz, pop, muzykę instrumentalną, słowiańskie pieśni ludowe, a nawet dźwięki ulicy. Spektakl ma rwane tempo, zmienny rytm i kompletnie chybioną warstwę muzyczną.

Ratują go aktorzy. Szczególnie Dorota Androsz - świetna w roli Hildy - kobiety-lolitki, z każdą chwilą coraz silniej ingerująca w życie Solnessa. Pojawia się w stroju narciarskim, jakby wpadła do górskiego schroniska na chwilę, wprost ze stoku. Wygląda na słodkiego, niewinnego podlotka. Do końca potrafi utrzymać dwuznaczność bohaterki - dziewczęcą delikatność i zwiewność oraz jej demoniczną naturę, pozwalającą Hildzie wysłać budowniczego na pewną śmierć. Jest jednocześnie zmaterializowanym wyrzutem sumienia Solnessa i przyczyną grzechu.

Dobre epizody ma Justyna Bartoszewicz (pełna erotyzmu Kaja) i Maciej Konopiński (zakompleksiony, bezsilny Rangar). Sam Solness Grzegorza Gzyla jest postacią celowo zagubioną, nijaką, szarą. Tyle, że Gzyl za często przerysowuje bohatera - gdy Solness przez pięć minut usiłuje wydobyć z siebie traumatyczne wyznanie o śmierci dzieci, nie jest choć w części tak autentyczny jak Kasandra (Małgorzata Gałkowska) w "Orestei" Jana Klaty, która przez kwadrans nieludzkim wręcz głosem rzuca klątwę na ród Atrydów.

Reżyser nie punktuje żadnego z tropów podjętych przez Ibsena - lęk "starego" przed "młodymi", tak jak kwestia winy i kary, czy obłęd towarzyszący wszystkim postaciom zdają się mieć równy mianownik. Vedral stara się jednak uwspółcześnić i zuniwersalizować tekst, wplatając w sztukę Ibsena fragment "Cząstek elementarnych" Michela Houellebecqa. Powołuje się na "epokę kruchej konstrukcji, którą należy chronić, bo pustka po niej będzie nie do zniesienia". Czemu akurat Houellebecq a nie inni, równie modni i popularni - Lacan, Derrida czy nawet Milan Kundera ze swoją, równie dobrze nadającą się na cytat "Nieznośną lekkością bytu"? Pożenienie Ibsena z Houellebecqiem w kontekście efektu scenicznego nic nie wnosi.

Cieszy fakt, że na deski Wybrzeża trafił Ibsen. Zwłaszcza, że na sztukę tego Norwega w Wybrzeżu czekaliśmy aż dekadę. Tym większa szkoda, że Iwo Vedral stworzył spektakl, o którym zapomina się od razu po wyjściu z teatru.

Opinie (16) 1 zablokowana

  • Bzdura

    Czytam tą recenzję i myślę sobie, że był pan na kompletnie innym spektaklu... Wyznanie Gzyla pod ścianą było czymś niesamowitym.. Ehhh no właśnie niestety mamy takich recenzentów...

    • 23 12

  • straszna szmira! sam dramat nie jest niczym specjalnym, ale płaska gra aktorów spłyca jeszcze psychologiczne motywacje.

    • 7 18

  • patologiczny spektakl

    • 8 10

  • ibsen

    kochal tylko snieg

    • 3 9

  • hmmm (1)

    Widziałam jego spektakle w Krakowie i obawiałam się właśnie czegoś takiego jak czytam w recenzji. Idę dzisiaj na spektakl. Zobaczymy.

    • 2 7

    • obiecałam napisać

      co myślę o spektaklu. Poza golizną, krzykiem, hałasem i bałaganem natknęłam się jeszcze na do bólu serialowego Grzegorza Gzyla i napuszoną, wydumaną pseudoklasykę, czyli Ibsena bez scenografii.

      Ludzie, wy w ogóle widzieliście jakiś dobry klasyczny spektakl, skoro tak piejecie nad tą bździną? Cokolwiek Jarockiego w Narodowym w ostatnich latach? "Król umiera, czyli ceremonie" Cieplaka w Starym w Krakowie? Może wtedy zrozumielibyście, że Vedral wciska zwykłą ściemę. Wolę już Tumidajskiego jeśli w Wybrzeżu mają reżyserować drugoligowcy...

      • 4 0

  • Mam nadzieję, że w Wybrzeżu zaczną pracować twórcy, którzy zaczną wreszcie wiernie odtwarzać to, co miał do powiedzenia autor sztuki. Unowocześnieniem nie podkreśli się ponadczasowości tekstu, ale sprowadzi go do bezwartościowego "tu i teraz".

    • 2 10

  • główne zdjęcie

    Czy to rzeczywiście Steven Seagal?

    • 7 0

  • REDAKTOR

    Pytanie: Czy Pan redaktor ma pojęcie o teatrze, że zabiera się za recenzję spektaklu? Jeżeli tak, czy to pojęcie nie jest na poziomie lekcji polskiego z liceum lub technikum? Mam wrażenie że z założenia ocena jest negatywna. W końcu to jest Teatr Wybrzeże, tam przecież nie może powstać w miarę dobry spektakl!

    • 16 5

  • Naprawdę udana, przejmujaca sztuka!

    Tylko...wymaga skupienia i pewnego przygotowania..PATRZENIA a nie OGLĄDANIA, że powtórzę za Grotowskim (Jerzym-warto się z nim zapoznać, Panie Krytyku)! Bardzo polecam - WIELKI TEATR!! Świetna gra aktorów i reżyserska robota! Sami zobaczcie.

    • 10 7

  • Niebywała ignorancja piszącego...wręcz szokująca! Dlaczego? (1)

    Czytam.."ze zredukowaną do jednej kwestii postacią doktora Herdala (Piotr Łukawski), których zagłusza ciężkim jazzem" (!!!) juz po takim czymś można zaniechać czytania tego pokracznego tekstu. Piotr łukawski..ma nie kwestię..ale SCENĘ i to dość dużą..oczywiście ignorancji w tym tekściku (daleko jej od recenzji) Jest tak wiele,że w zasadzie musiałbym napisać podobnej długości tekst..a nie ma to sensu. Co do "Rangara".. (!)..nie ma tam takiej postaci!! Jest oczywiście Ragnar..ale trzeba uważnie słuchać lub po prostu znać Ibsena...Muzyka jest świetnie dobrana do tego co się dzieje na scenie i nie ma znamion przypadkowości..odnoszę wrażenie..że autor tej "recenzji" w ogóle nie był na tej sztuce..

    • 15 3

    • Dlaczego od razu ignorancja?

      Facet napisał swoją opinię na temat sztuki, a każdy może mieć inne zdanie. Co za różnica "kwestia", czy "scena" Piotra Łukawskiego (to nie jest powód do "czepiania się") - dość powiedzieć, że krótko był na scenie, a właściwie w większości swego pobytu na niej miotał się, dla mnie bezsensownie. Popieram też recenzenta co do muzyki - beznadziejnie zagłuszała aktorów w niektórych momentach, a i oni nie starali się specjalnie, aby ich kwestie dotarły do widzów.
      Mnie, w każdym razie, zszokowało przedstawienie Ibsena w ten sposób, innych szokuje recenzja. Pozdrawiam

      • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaką inicjatywę łączącą kulturę z przestrzenią miasta wymyślił i koordynuje związany z Klubem Plama Szymon Wróblewski?