Wiadomości

stat

Dziewczyna z morza i z gór - o nowej powieści Małgorzaty Wardy

Małgorzata Warda to postać znana w trójmiejskim środowisku. To pisarka urodzona i nadal mieszkająca w Gdyni, rzeźbiarka i malarka.
Małgorzata Warda to postać znana w trójmiejskim środowisku. To pisarka urodzona i nadal mieszkająca w Gdyni, rzeźbiarka i malarka. Aleksandra Bober

Tajemnica z przeszłości, ucieczka, samotność, a także miłość - to tematy, których nie brakuje w najnowszej powieści Małgorzaty Wardy pt. "Dziewczyna z gór". W cyklu "Recenzje książek z Trójmiasta" przedstawiamy kolejną wartą uwagi publikację.



Małgorzaty Wardy wielu osobom przedstawiać nie trzeba. Jest to bowiem postać znana w trójmiejskim środowisku. To pisarka urodzona i nadal mieszkająca w Gdyni (rocznik 1978), rzeźbiarka i malarka, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Debiutowała w 2004 roku bajką pt. "Bajka o laleczce". Od tamtej pory jej kolejne powieści oraz otrzymywane nagrody ugruntowały jej pozycję w świecie polskiej literatury obyczajowej i młodzieżowej.


"Dziewczyna z gór" Małgorzata Warda, wyd. Prószyński i S-ka / okładka książki.
"Dziewczyna z gór" Małgorzata Warda, wyd. Prószyński i S-ka / okładka książki. mat.promocyjne wydawnictwa
Książka "Dziewczyna z gór" ukazała się w serii "Kobiety to czytają" - dyskusyjnego klubu książki dla kobiet, w którym publikowane są pozycje, które inspirują, wzruszają i zmuszają do myślenia, książki, które podejmują ciekawe, niebanalne, niekiedy też kontrowersyjne tematy, książki o sprawach ważnych, a przede wszystkim takie, o których warto i chce się rozmawiać. Zabrzmi to może banalnie, ale taką powieścią jest właśnie "Dziewczyna z gór".

Sama autorka mówi o sobie "pisarka nurtu literatury obyczajowej", jednak "Dziewczyna z gór" to powieść wymykająca się jednemu gatunkowi. Znajdziemy w niej zarówno elementy powieści obyczajowej, jak i psychologicznej czy sensacyjnej, a także elementy kryminału i thrillera. Wszystko to sprawia, że książkę Wardy czyta się szybko i z przyjemnością.

Przeczytaj także: Moje książki żyją własnym życiem

Autorka w swojej najnowszej powieści kontynuuje tematykę związaną z problematyką porwań i zaginięć dzieci, którą podejmowała wcześniej w swoich książkach, tj. "Środek lata", "Jak oddech" (tu znika dorosła osoba) czy "Nikt nie widział, nikt nie słyszał...". Już na okładce książki wydawca umieszcza zapowiedź tego, o czym będzie traktowała ta pozycja: Rocznie w Polsce znika dwadzieścia tysięcy osób. Wśród nich była też Nadia...

Przeczytaj także: Emo nastolatki cierpią w samotności

Porwanie jedenastoletniej Nadii Okołotowicz i jej późniejsze losy są osią fabularną powieści, wokół której pisarka buduje wielowątkową historię i opowiada koleje życia kilku osób. Jednak zdradzenie tutaj fabuły i tego, o czym jest dzieło Wardy, oznaczałoby odebranie potencjalnym czytelnikom przyjemności obcowania z lekturą i odkrywania kolejnych kart tajemnic, jakie postawiła autorka przed nami. Trzeba przyznać, że być może niektóre wątki są grubymi nićmi szyte, a inne łatwe do przewidzenia, jednak ogólnie całość czyta się naprawdę dobrze.

Bowiem "Dziewczyna z gór" to przede wszystkim historia skomplikowanych, pogmatwanych relacji - lektura jest odkrywaniem motywacji bohaterów w świecie, w którym nic nie jest po prostu czarne albo białe, może jedynie poza bielą gór zakopanych w śniegu, który swoją białością i jasnością aż razi w oczy. Ta sugestywnie odmalowana zimowa aura bieszczadzkiego krajobrazu staje się swoistym, malowniczym tłem, w którym Warda umieściła swoich bohaterów - niczym w więzieniu. Góry są z jednej strony sferą wolności (dla Jakuba), a z drugiej zniewolenia - początkowo dla Nadii, która nie umie żyć w spartańskich warunkach, blisko natury, obok wilków i innych dzikich zwierząt, bez cywilizacji i innych ludzi - góry dla niej są właśnie niewolą.

Tak miejsce, jak i czas akcji powieści pisarka rozpięła na antypodach - z jednej strony mamy "nieduże miasto na północy Polski", morze, plaże, opisy wskazują na okolice Trójmiasta i samo Trójmiasto, obwodnicę, itd. oraz rok 2003, gdy dziewczynka została porwana, a z drugiej - Bieszczady, małe miasteczka, chatę na odludziu, gdzie bohaterowie żyją do "obecnie", czyli czasów nam współczesnych.

Fabuła powieści oparta jest jednak na retrospekcjach - wydarzenia opowiada nie 11-letnia dziewczynka, tylko 25-letnia kobieta, którą się stała przez te kilkanaście lat życia z Jakubem, swoim porywaczem. Wraca do wydarzeń sprzed lat, ale akcja powieści sięga też dalej - aż do roku 1991, gdy Nadii jeszcze nie było na świecie, wtedy narracja z 1-osobowej staje się 3-osobowa. Bohaterka-narratorka przytacza też zdarzenia, które działy się poza nią, np. z jej rodzicami, gdy jej nie było z nimi, czy pracę policji, która poszukuje zaginionej.

Przeczytaj także: Święto książki dziecięcej w Trójmieście

Jednym z ważniejszych wątków (poza tematem porwania), jakie podejmuje autorka na kartach tej książki, jest problematyka rodzin zastępczych i nadużyć z nimi związanych, o których co jakiś czas informują nas media. Oba te tematy są niezwykle medialne i "gorące", jednak Wardzie udało się nie epatować sensacjami czy aferami i nie uczynić z nich tanich chwytów, lecz stały się one dla niej punktem wyjścia do opowiedzenia o czymś ważniejszym.

Spotkania i wieczory literackie w Trójmieście


W książce razi jedynie jej konstrukcja, w której brakuje równowagi - większą część poświęca autorka na opisanie samego porwania (co zrozumiałe) i pierwszego roku życia Nadii z Jakubem, nieco mniej na powrót do przeszłości, by wyjaśnić motywacje bohaterów, a zupełnie mało - współczesności, oraz nic lub prawie nic tym wszystkim latom przeżytym razem przez bohaterów - są one zamknięte w kilku zdaniach w stylu "lata mijały". Trochę to irytujące i niepoważne, choć oczywiście czytelnik ma świadomość, że nie można było opisać każdego roku tak dokładnie i precyzyjnie, jak ten pierwszy, to jednak można to było inaczej rozwiązać.

I druga rzecz, obok której nie mogę przejść obojętnie, aczkolwiek to już prztyczek w kierunku redaktora - to stwierdzenie, że Michael Jackson był "gwiazdą rocka" (pada takie określenie na stronie 316). No cóż, myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że Michael był królem popu a nie rocka, choć zdarzało mu się współpracować ze znanymi rockmanami - np. ze Slashem czy Eddiem Van Halenem.

Cokolwiek by jednak nie mówić - "Dziewczyna z gór" to lektura godna uwagi i na pewno zimowa aura za oknami, chociaż nie tak śnieżna i plastyczna jak ta bieszczadzka, sprzyjać będzie sugestywnemu odbiorowi.

Opinie (26) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

kwietnia

Gdańsk Lotos Siesta Festiva... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

27

kwietnia

Oliwskie Święto Książki Gdańsk, Oliwski Ratusz Kultury

01

maja

Rozrywka

Skończyła 50 lat i ruszyła w podróż dookoła świata. Wywiad z Katarzyną Kozłowską
Skończyła 50 lat i ruszyła w podróż
Jesteś mieszkańcem? Zjesz taniej w niektórych restauracjach
Zjesz taniej w niektórych restauracjach

Kulinaria

Nowy wygląd plażowych barów w Gdańsku
Nowy wygląd plażowych barów w Gdańsku
Jesteś mieszkańcem? Zjesz taniej w niektórych restauracjach
Zjesz taniej w niektórych restauracjach

Planuj z nami tydzień

Sprawdź się

W jakich latach dyrektorem Teatru Wybrzeże był Maciej Nowak?