Wiadomości

stat

Czytelnik jest najważniejszy - rozmowa z Anitą Scharmach

Najnowszy artukuł na ten temat

"Bez rozgrzeszenia" - powieściowy debiut historyka

- Kocham moje miasto, kocham Trójmiasto, kocham Kaszuby. Potrafię zachwycić się polem kwitnącego rzepaku, zatrzymuję wówczas auto, wysiadam i cieszę się chwilą. Może dlatego, że jestem lokalną patriotką - mówi Anita Scharmach, pisarka z Gdyni, autorka powieści obyczajowych, z którą rozmawiamy m.in. o jej ostatniej książce pt. "Miłość na gigancie".



Anita Scharmach - pisarka z Gdyni. Zakochana w swoim mieście i w Kaszubach.
Anita Scharmach - pisarka z Gdyni. Zakochana w swoim mieście i w Kaszubach. mat. archiwalne autorki
Magdalena Raczek: Mówi pani o sobie, że jest "autorką powieści obyczajowych spełniającą swoje marzenia" i "optymistką, kochającą życie" - wyłania się z tego obraz bardzo szczęśliwej osoby. Czy może nam pani zdradzić swoją receptę na szczęście?

Anita Scharmach: Jestem zdrowa, mam zdrowe dzieci, męża, rodzinę - czy wiele więcej potrzeba do szczęścia? Ponadto robię to, co lubię. Recepty na szczęście nie posiadam, ale znam pewien przepis: szczypta uśmiechu. To najpiękniejszy gest, który powoduje, że dzień może stać się lepszy, również dla osoby tym uśmiechem obdarowanej. Staram się wypełniać swoje życie najpełniej jak potrafię, czerpię z niego i doceniam każdy dzień, każdą chwilę, nawet jeśli w danej chwili jest to tylko, albo aż - kanapa.

Kiedyś marzyła pani o pisaniu i udało się to zrealizować. A o czym marzy pani obecnie?

Marzy mi się dom nad morzem. Chciałabym, podobnie jak moja bohaterka Tatiana z "Mogę wszystko", codziennie wstawać z łóżka i zachwycać się widokiem na morze. Zapewne miałabym ogródek, w którym spędzałabym szmat czasu, bowiem uwielbiam ten rodzaj pracy. Byłby też hamak, w którym zaczytywałabym się, uspokojona szumem fal morza. Byłoby cudownie.

Recenzje książek z Trójmiasta


Po lekturze "Miłości na gigancie" można się domyślić, że jest pani "kociarą". Zresztą w posłowiu mówi pani o tym, że sama jest posiadaczką dwóch kotów. Jak to się stało, że akurat te zwierzęta stały się bohaterami tak w pani życiu, jak i w książce?

Otóż, bardzo panią zdziwię. Przez większość swojego życia w domu z dzieciństwa, jak i później w moim domu, zamieszkiwały psy. Psy zawsze towarzyszyły mi oraz moim bliskim. Jednak kiedy pożegnaliśmy się z ostatnim przyjacielem, powiedziałam dosyć. Rany były tak głębokie, że bałam się kolejnej czworonożnej miłości. Dostrzegłam wtedy, że dzieci zupełnie inaczej się wychowuje. Brak im empatii, poczucia obowiązku i zwyczajnej, jakże ważnej radości. Wtedy moja najstarsza córka wspomniała o kocie.

Pojechaliśmy do naszego gdyńskiego schroniska dla zwierząt Ciapkowo z zamiarem obejrzenia kotów, a wróciliśmy już z kotem. Był to mały rudzielec, który rozkochał w nas miłość do tych zwierząt z takim impetem, że dziwiliśmy się, jak to możliwe, iż wcześniej nie wpadliśmy na pomysł przyjęcia pod swój dach kocich przyjaciół. I tak od sześciu lat w naszym domu królują właśnie te zwierzęta. One też są wspaniałą inspiracją do książki, można też przemycić wątek adopcji kota. Wiele czytelniczek po przeczytaniu mojej dylogii "Zaraz wracam" i "Smaki życia", przysłało mi fotki ze swoimi adoptowanymi czy przygarniętymi kociakami, właśnie dlatego, że przełożyłam tę miłość na kartach powieści, tym samym w ich serca. To najpiękniejsze recenzje.


Z wykształcenia jest pani ekonomistką - łączy pani pracę ekonomistki z pracą pisarki. Jak to się stało, że ekonomistkę naszła myśl, by napisać książkę i ją wydać?

W listopadzie 2015 roku przeszłam operację lewej ręki. Zwolnienie lekarskie i późniejsza rehabilitacja trwała na tyle długo, że zdążyłam się wynudzić. A że nie należę do ludzi leżących do góry brzuchem, postanowiłam w punktach wypisać fabułę powieści. Zaczęłam fantazjować na tyle, że powstała cała książka. Cieszyłam się z rezultatu, ale nie wiedziałam, co dalej, co z tym zrobić? Wyjęłam pierwszą lepszą książkę ze swojej biblioteczki, spojrzałam na wydawcę i wysłałam zapytanie, czy byliby zainteresowani. Byli. Rok później powieść "Mogę wszystko" gościła na półkach księgarni i była bardzo ciepło przyjęta przez czytelników.

A propos domowej biblioteczki - w "Miłości na gigancie" jedna z bohaterek (Magda) bardzo lubi czytać i otacza się książkami. Zabawna jest scena z jej przeprowadzką, gdy niemal wszystkie kartony wypełniają ciężkie jak kamienie - woluminy. Każdy, kto choć raz przeprowadzał się z tomiszczami książek wie, jakie to niełatwe i dosłownie "ciężkie" zadanie. Czy to scena z życia wzięta?

Nie da się ukryć, że mam bardzo bogatą wyobraźnię. Sama czasem zachodzę w głowę, skąd narodził się taki a nie inny pomysł w mojej głowie, ale tak właśnie mam. Nie inaczej było w tym przypadku. Po prostu wyobraziłam sobie sytuację, o której pani wspomina i... poszło! Sama podśmiewałam się pod nosem, kiedy pisałam ten czy inny wątek w tej powieści. Mam tak też podobnie z innymi emocjami, kiedy opisuję scenę śmierci, płaczę z moimi bohaterami, kiedy ich wzruszam, wzruszam się i ja. Zdarza się, że wkradają się wątki zaczerpnięte z życia. Jednak często moi bohaterowie żyją własnym życiem i często płatają mi figla, zupełnie mnie nie słuchając. Może właśnie dlatego zaskakuję samą siebie?

"Miłość na gigancie" to piąta powieść Anity Scharmach, wydana w kwietniu tego roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.
"Miłość na gigancie" to piąta powieść Anity Scharmach, wydana w kwietniu tego roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. mat.promocyjne wydawnictwa
W pani książce pada takie określenie: "Dom bez książek jest jak dom bez kuchni - życie w nim umiera". Czy w pani domu też jest dużo książek?

Sekwencja, którą pani cytuje, została dokończona przez czytelników. Podczas procesu pisania powieści, zapytałam czytelników na specjalnie stworzonej przez blogerów literackich grupie "Miejsce spotkań z Anitą Scharmach", jak zakończyliby to zdanie. Padło porównanie do kuchni, spodobało mi się i postanowiłam to wykorzystać.

Z kolei pojęcie "dużo", to pojęcie względne. Dla jednego dużo to pięć, dla innego pięć tysięcy, więc nie wiem, czy posiadam dużo książek, ale fakt, posiadam spory regał, który zajmuje całą ścianę i jest już za mały. Myślę, że książek będzie kilka tysięcy. Zaszczepiłam też miłość do książek w dzieciach i tak najmłodsza córka posiada już sporą kolekcję bajek, a syn mógłby pochwalić się dobrze wyposażoną biblioteczką o tematyce II wojny światowej.

A co z kuchnią? Czy ona też zajmuje w domu sporo miejsca? Lubi pani spędzać w niej czas?

Kuchnię średnich wymiarów posiadam, owszem, ale czy lubię w niej spędzać czas? Niekoniecznie. Ugotować, ugotuję, ale nie jest to ulubione zadanie z typu tych domowych. Znacznie chętniej sprzątam niż gotuję.

Pani bohaterka, Magda - podobnie jak pani, lubi czytać - zwłaszcza książki Mroza - a pani?

Owszem lubię czytać, to też szlifowanie mojego warsztatu. Remigiusza Mroza lubię i bardzo szanuję jego twórczość, choć kryminał nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim.

Wracając do pani twórczości - Gdynia jest miejscem akcji "Miłości na gigancie", podobnie jak innych pani powieści. Czy topografia miejsca jest dla pani ważna? Woli pani opisywać czy stwarzać miejsca? Np. prawdziwy jest gdyński Bulwar, ale Osiedle Filmowe to fikcja literacka...

"Miłość na gigancie" to moja piąta powieść, jednak wszystkich bohaterów zameldowałam właśnie tu, w mieście szczęśliwych ludzi, w Gdyni. Tatiana z "Mogę wszystko" mieszka przy Osadzie Rybackiej w Gdyni Oksywie (stamtąd rozprzestrzenia się ten cudowny widok na morze). Marta ze wspomnianej wcześniej dylogii początkowo zamieszkuje Obłuże, potem zaś osadza się w Orłowie, Julka z powieści "Sukces rysowany szminką" zamieszkuje ścisłe centrum, a Magdalena początkowo mieszka w kamienicy i do tego miejsca wszystkie opisy ulic, budynków są prawdziwe.

Osiedle Filmowe wymyśliłam na potrzeby książki. Jestem wielbicielem polskich seriali i postanowiłam stworzyć takie miejsce. Stąd Osiedle Filmowe. To bardzo przyjemne zadanie, tworzyć miejsca, które istnieją tylko w wyobraźni. Móc je przełożyć na karty powieści i dać im wieczne życie. To tak, jak z nadaniem cech charakteru bohaterom. Nie ukrywam, że nie muszę robić researchu topograficznego, skoro jako rodowita gdynianka mam go w głowie. To znacznie ułatwia mi pracę. Uczę się właśnie tę pracę sobie utrudniać, dlatego zaczynam miejsca wymyślać.

Wieczory literackie w Trójmieście


Gdynia, Trójmiasto, Kaszuby - wszędzie podkreśla pani pozytywny stosunek do tych miejsc. Czy jest pani lokalną patriotką, czy po prostu uważa je pani za wyjątkowe i godne literackiego zobrazowania? Jakie miejsca w Trójmieście i na Kaszubach lubi pani najbardziej?

Województwo pomorskie ogólnie godne jest polecenia. Mamy to szczęście, że bliskie są nam morze, jeziora i lasy. Wbrew pozorom to nie w województwie warmińsko-mazurskim, a właśnie w pomorskim występuje największe skupienie jezior w Polsce. Ogromną przyjemność sprawia mi opis tego, co widzę. Przeszczęśliwa jestem, kiedy otrzymuję od czytelnika wiadomość, który nigdy nie był nad polskim morzem, że razem ze mną stał na tym wzgórzu i widział taflę morza czy razem ze mną miał przed oczami widok cumujących żaglowców, kiedy właśnie opisywałam ich zlot. Coś pięknego.

Może dzięki opisowi temu czy innemu, komuś lżej zrobi się na duszy. Może ktoś zostanie na tyle zachęcony, że sam będzie chciał zobaczyć to na własne oczy? Kiedyś nawet pewną czytelniczkę oprowadziłam śladami moich bohaterów. Dzięki uprzejmości znajomych, miałyśmy też możliwość, aby zobaczyć panoramę Gdyni z tarasu Sea Towers, gdzie przez chwilę mieszkała Julka, moja bohaterka. Cieszyłyśmy się widokiem, mimo iż był to listopad i widoczność raczej wątpliwa, ale zachwyt był... Kocham moje miasto, kocham Trójmiasto, kocham Kaszuby. Potrafię zachwycić się polem kwitnącego rzepaku, zatrzymuję wówczas auto, wysiadam i cieszę się chwilą. Może dlatego, że jestem lokalną patriotką, nie potrafię wskazać jednego miejsca.

Na co dzień mama trójki dzieci i żona - czy łatwo godzić obowiązki codzienne z pisaniem? Trójka dzieci to nie lada wyzwanie...

Kiedy ukazała się moja pierwsza powieść, moja najmłodsza latorośl miała wówczas pięć lat. Starsze dzieci miały i mają swoje obowiązki w domu, więc nie jest to trudne do pogodzenia. Zresztą, jeśli się coś kocha, czy można na to nie mieć czasu? Raczej nie. Jeśli opieka nad dziećmi wymaga więcej czasu, po prostu tego dnia nie piszę nic i cieszę się chwilami spędzonymi z rodziną. Najczęściej zasiadam do pracy wieczorami. Wtedy każdy zajęty jest swoimi sprawami, swoimi pasjami, również ja. Wystarczy dobra organizacja i logistyka, aby każdego podwieźć na swoje zajęcia, a potem, żeby je odebrać. Oczywiście nie będę ukrywała, że pomagają mi również moi rodzice. Są niezastąpieni. Mają niesamowitą więź z moimi dziećmi. Z tego miejsca bardzo im dziękuję za pomoc i trud włożony w opiekę nad moimi dziećmi.

Powieść obyczajowa to pojemny gatunek literacki, ale może swoją przyszłość pisarską wiąże pani z jakimś innym gatunkiem? Wspominała pani kiedyś o wierszach, czy zostaną wydane?

Póki co, dobrze czuję się "na swoim podwórku", czyli właśnie w rodzaju powieści obyczajowych. Jestem dopiero początkującym autorem piszącym powieści, cały czas szkolę warsztat, zdobywam doświadczenie, dlatego nie potrafię powiedzieć, czy za pięć, dziesięć lat nie napiszę kryminału? Jestem z tych osób, które mawiają "nigdy nie mów nigdy", więc kto wie? Z moją wyobraźnią to może nawet uda mi się napisać powieść fantasy? Póki co, napisałam coś dla najmłodszych czytelników, rymowaną bajkę. Wydawnictwo z którym pracuję, niestety bajek nie wydaje, dlatego będę musiała poszukać kogoś, kto się z tym zmierzy. Wiersze, o które pani pyta, w niewielkim stopniu przemycone są w moim debiucie. Niestety poezja nie ma szerokiej poczytności w naszym kraju, dlatego tak mało wydawców bierze się za ich wydanie. Szkoda. Dla mnie jednak szklanka w połowie pełna, więc jestem dobrej myśli.

Przeczytaj także: Książki: jakie i gdzie najchętniej kupujemy?

A na koniec tradycyjne pytanie o plany. Czy pisze pani już kolejną książkę?

Oczywiście, że piszę, a właściwie już napisałam. Czeka teraz na szlif, redakcję i posyłam w świat. W listopadzie ubiegłego roku podjęłam współpracę z Wydawnictwem Prószyński i S-ka, w kwietniu tego roku została wydana moja powieść "Miłość na gigancie" i jesteśmy umówieni na wydanie dwóch powieści w przyszłym roku.

Zdradzi nam pani co nieco z fabuły?

Pierwsza powieść opowiada historię Ani, dziennikarki, która jest w związku małżeńskim z sędzią sądu rejonowego. Z początku mogłoby się wydawać "życie jak każdej innej kobiety", jednak za zamkniętymi drzwiami ich mieszkania dzieje się tragedia. Anna stopień tej tragedii uświadamia sobie, kiedy w ramach obowiązków pracy dziennikarza, wyjeżdża do ośrodka uzależnień. Tu przeniosę czytelników do Chmielna. Historia szarpana emocjami, targana życiowym bagażem nie tylko jednej bohaterki. Napisanie tej powieści wiele mnie kosztowało emocji, ale cieszę się, że ją napisałam. Troszeczkę bowiem uciekam od gatunku obyczajowego i przedstawiam człowieka, za którym stoi dramat.

Nie będzie zatem happy endu?

Kiedy Biblioteka Gdynia wyemitowała nagranie ze spotkania autorskiego, podczas którego wspomniałam o złym zakończeniu, otrzymałam szereg próśb o szczęśliwe zakończenie. I tak się teraz głęboko zastanawiam, czy ulec? Raz już uległam prośbom czytelników i dobrze się stało, bo tak powstała dylogia, a ta otrzymała tytuł "Książki roku 2017" w plebiscycie granice.pl. Stąd moje wahanie, wszak wiadomo, że czytelnik jest najważniejszy...

Druga powieść zaś, będzie opowiadała historię trzech kobiet, tych po przejściach i tych przed przejściami. Bardziej na wesoło niż na smutno. Choć - jak to o mnie mawiają - "żongluję emocjami", więc nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić państwa do zapoznania się z moją twórczością. Dziękuję za miłą rozmowę i zapraszam na swojego fp Anita Scharmach strona autorska, gdzie znajdą Państwo więcej informacji.

Opinie (17) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

20

listopada

The World Of Hans Zimmer Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

27

listopada

Kaszana zdalnie sterowana. ... Gdańsk, Scena Teatralna NOT

01

grudnia

Magda Umer - koncert jubile... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Rozrywka

Rekordowo długi Jarmark Bożonarodzeniowy i sześć koncertów sylwestrowych
Rekordowy Jarmark Bożonarodzeniowy
Nigdy nie jest za późno. Rzuciła wszystko i wyjechała do Meksyku
Rzuciła wszystko i wyjechała do Meksyku

Kulinaria

Arco by Paco Pérez: hiszpańska kuchnia z widokiem na Gdańsk
Arco by Paco Pérez: kuchnia z widokiem
Serce do garów. Szefowie kuchni gotowali w szczytnym celu
Kolacja charytatywna "Serce do garów"

Planuj z nami tydzień

Narracje, półmaraton i muzyka Hansa Zimmera. Planuj tydzień
Narracje i muzyka Hansa Zimmera

Sprawdź się

Który z trójmiejskich poetów otrzymał w 2009 roku prestiżową Nagrodę Kościelskich?