• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Oklaski na koncertach. Czy spontaniczne brawa naprawdę przeszkadzają artystom?

Ewa Palińska
1 kwietnia 2022, godz. 12:00 
Opinie (60)
Wydawać by się mogło, że oklaski to dla artystów woda na młyn - gromkie owacje w trakcie występu dodają im wiatru w skrzydła, dzięki czemu występują jeszcze lepiej i chętniej. Niestety, oklaski potrafią też artystów zirytować, jeśli np. pojawią się w nieodpowiednim momencie. Wydawać by się mogło, że oklaski to dla artystów woda na młyn - gromkie owacje w trakcie występu dodają im wiatru w skrzydła, dzięki czemu występują jeszcze lepiej i chętniej. Niestety, oklaski potrafią też artystów zirytować, jeśli np. pojawią się w nieodpowiednim momencie.

Dlaczego podczas koncertów muzyki klasycznej trzeba czekać z owacjami do zakończenia nawet wieloczęściowego utworu, a podczas jazzowych wręcz należy klaskać spontanicznie, kiedy muzyka trwa w najlepsze? I czy te spontaniczne brawa naprawdę tak bardzo przeszkadzają artystom? Postanowiliśmy poszukać odpowiedzi na te pytania, z pomocą artystów występujących na trójmiejskich scenach.



Koncerty muzyki poważnej - kalendarz imprez



Czy odwiedzając filharmonię stosujesz się do wszystkich obowiązujących tam zasad?

"Wiele hałasu o nic" - powiedzą z pewnością ci, którzy nie są zbyt częstymi gośćmi filharmonii, bądź nie byli tam w ogóle. Inne zdanie z pewnością będą mieli ci, którym zdarzyło się zaklaskać w niewłaściwym momencie, przez co narazili się na gniew artystów i innych słuchaczy.

Na koncertach muzyki poważnej wstrzymaj się z oklaskami do końca utworu...



W filharmonii często prezentowane są wieloczęściowe formy muzyczne. Symfonie klasyczne, dla przykładu, mają cztery części, sonaty z reguły trzy, suity mogą mieć ich znacznie więcej. Jeśli nie znamy utworów, których będziemy słuchali i nie poznamy "ze słuchu", kiedy następuje koniec, można sprawdzić liczbę części w programie i je odliczać. Tylko komu się chce...

- Jest prostszy i przyjemniejszy sposób na to, żeby wyłapać, kiedy jest koniec - wystarczy zaczekać, aż dyrygent odwróci się do publiczności i ukłoni. Nie robi tego przecież po każdej części, tylko dopiero po zakończeniu, dlatego łatwo to rozpoznamy - radzi jeden z gdańskich filharmoników.

Dzieci z Ukrainy straciły instrumenty. Kompozytor z Gdańska zorganizował zbiórkę



- Klaskać czy nie? Wszystko zależy od sytuacji - mówi dyrygent Daniel Smith. - Jeśli nie zaburzą całości, a ktoś zagrał tak wspaniałe solo jak podczas niedawnego występu w PFB Kevin Zhu, to nie tylko takie oklaski mają sens, stanowią wspaniałą nagrodę, ale i chętnie, jako dyrygent, się do nich przyłączę. - Klaskać czy nie? Wszystko zależy od sytuacji - mówi dyrygent Daniel Smith. - Jeśli nie zaburzą całości, a ktoś zagrał tak wspaniałe solo jak podczas niedawnego występu w PFB Kevin Zhu, to nie tylko takie oklaski mają sens, stanowią wspaniałą nagrodę, ale i chętnie, jako dyrygent, się do nich przyłączę.

...albo się nie powstrzymuj, jeśli nawet dyrygent klaszcze



Wszystko zależy od sytuacji. Jeśli oklaski nie zaburzą całości, a ktoś zagrał tak wspaniałe solo, jak podczas niedawnego występu Kevin Zhu, to nie tylko takie oklaski mają sens, stanowią wspaniałą nagrodę, ale i chętnie, jako dyrygent, się do nich przyłączę.
Tutaj jednak nasz rozmówca się przeliczył, bo zdarzają się momenty, kiedy koncert jest przerywany oklaskami, a do aplauzu, pomiędzy częściami, przyłącza się sam dyrygent, jak miało to miejsce podczas niedawnego występu w Filharmonii Bałtyckiej amerykańskiego skrzypka Kevina Zhu. Jego przepełnione wirtuozerią i emocjami solo w wykonywanym koncercie skrzypcowym było tak dobre, że publiczność natychmiast nagrodziła artystę oklaskami, do których przyłączył się natychmiast prowadzący Orkiestrę PFB Daniel Smith. Dyrygent nagrodził artystę oklaskami pomiędzy częściami koncertu!

- Myślę, że na pytanie o to, czy klaskać w trakcie utworu, czy też nie, nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji koncertowej - tłumaczy Daniel Smith. - Kiedy zasiadam na widowni i słucham symfonii, lubię jej słuchać w całości. Jako jednej historii. Jakbym oglądał film, a wtedy nie lubię, kiedy coś, jak np. reklamy, przerywa mi akcję. Jeśli jednak prześledzimy historię, spontaniczne oklaski były zawsze i w wielu miejscach na świecie, np. we Włoszech, nadal są. Tu wracamy do tego, o czym wspomniałem na początku - wszystko zależy od sytuacji. Jeśli nie zaburzą całości, a ktoś zagrał tak wspaniałe solo jak podczas niedawnego występu Kevin Zhu, to nie tylko takie oklaski mają sens, stanowią wspaniałą nagrodę, ale i chętnie, jako dyrygent, się do nich przyłączę.

Joseph Calleja, światowej sławy tenor, nie miał najmniejszych problemów, żeby skraść serca gdańskiej publiczności, czego dowodem są tak gromkie owacje. Wielu słuchaczom wytrzymanie z brawami do zakończenia występu przychodziło z trudem, ale artyście to nie przeszkadzało.

Roman Perucki: "lepiej wyrazić swój podziw po zakończeniu"



Ogólnie przyjętą praktyką w Filharmonii Bałtyckiej - i w wielu innych w Polsce - jest nieprzerywanie wieloczęściowych utworów oklaskami.

- Przyznaję, że do oklasków pomiędzy częściami utworu mam stosunek ambiwalentny - mówi prof. Roman Perucki, dyrektor naczelny Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. - Uważam, że lepiej wysłuchać całe dzieło w ciszy i skupieniu, wyrażając swój podziw i entuzjazm po skończeniu całej kompozycji, niż przerywać je brawami. Z drugiej strony rozumiem, że mniej wyedukowana publiczność pragnie wyrazić swoje emocje i szacunek artystom od razu po brawurowym wykonaniu fragmentu i takie brawa zawsze są cenne. Najważniejsze, że możemy się spotkać, być razem i przeżywać niepowtarzalne emocje, co gwarantuje muzyka na najwyższym poziomie.
Dyrektor PFB podkreśla też, żebyśmy bijąc brawo pamiętali przede wszystkim o tym, aby nie robić tego w krótkiej pauzie w trakcie fragmentu kompozycji, bo takie owacje dekoncentrują artystów i utrudniają im precyzyjne wykonanie dalszej części utworu.

- Skupienie podczas występu jest bardzo ważne i nawet serdeczny aplauz w nieodpowiednim momencie może, niestety, skutecznie rozpraszać uwagę - puentuje prof. Roman Perucki.

Rydwan, bursztynowe szachy, wielki piec i inne eksponaty, które warto zobaczyć



  • Emil Miszk odnosi spektakularne sukcesy nie tylko na scenie jazzowej, ale też grając muzykę dawną na instrumentach historycznych. Na zdj. z zespołem Tubicinatores Gedanenses, którego jest członkiem (pierwszy z prawej).
  • Emil Miszk jest laureatem Fryderyka 2019 w kategorii "Debiut Roku - Jazz".
  • Emil Miszk podczas tworzenia klipu do "Thunderstruck" AC/DC w interpretacji Tubicinatores Gedanenses.
  • Emil Miszk i jego trąbka historyczna.
  • Emil Miszk (po lewej) otrzymał Pomorską Nagrodę Artystyczną za rok 2022. Na zdj. z Mieczysławem Strukiem, marszałkiem województwa pomorskiego, z rąk którego, chwilę wcześniej, odebrał statuetkę.

Dlaczego muzyki klasycznej nie powinno się przerywać oklaskami, a jazz jak najbardziej?



Nadal zdarza się, że publiczność między częściami koncertu klasycznego czy symfonii "przyklaśnie". Szczególnie gdy koncert nie odbywa się w sali koncertowej, a np. w kościele czy w innym, bardziej komercyjnym miejscu. Tak samo w muzyce jazzowej. Zdarza się, że po wspaniałej solówce, publiczność milczy.
Wielkie "halo" wokół oklasków rozgrywa się głównie wokół muzyki klasycznej. Artyści, którzy ją wykonują, często podkreślają, że brawa ich dekoncentrują i dlatego na sali powinna panować bezwzględna cisza od początku do końca całego, nawet wieloczęściowego utworu. Inaczej rzecz się ma podczas koncertów jazzowych - tutaj przyjęło się nagradzać artystów oklaskami natychmiast po "zachwycającym" fragmencie, a więc jak najbardziej w trakcie trwania utworu.

O wyjaśnienie tego, dlaczego artyście grającemu klasykę podczas wykonywania utworu oklaski przeszkadzają, a jazzmen wręcz ich wyczekuje, poprosiliśmy Emila Miszka, wybitnego trębacza, który odnosi spektakularne sukcesy na obu tych scenach. Klasycznej i jazzowej.

- Sytuacja, w której wykonawca klasycznego koncertu solowego improwizuje własną kadencję ("solówkę" - red.), pojawia się ekstremalnie rzadko. Nawet jeśli kadencja jest autorstwa samego wykonawcy, to w większości przypadków jest ona skomponowana i przygotowana wcześniej, aby na koncercie wykonać ją z największą precyzją - opowiada Emil Miszk. - W muzyce jazzowej element improwizacji pełni kluczową rolę. Nigdy nie wiemy, co wydarzy się w obrębie danego sola i oklaskiwany jest zarówno kunszt wykonawczy solisty, jak i jego umiejętność improwizacji. Dodatkowym aspektem jest interakcja solisty z zespołem, która również dzieje się ad hoc. W muzyce klasycznej akompaniament orkiestry jest z góry ustalony i niezmienny.

Materiał archiwalny, z 2015 r.

Perkusja to nie tylko bębny! Zobacz, z jakich instrumentów korzystają orkiestry.

W muzyce improwizowanej każda solówka to zamknięta całość



Emil Miszk podkreśla, że - w muzyce improwizowanej - solo każdego artysty stanowi zamkniętą całość. I właśnie dlatego nie tylko można, ale należy nagradzać je oklaskami.

- Nawet jeżeli w danym utworze mamy do czynienia z większą liczbą "solówek", każda z nich może być zgoła odmienna, przez co tworzy się nam "mała suita" w obrębie jednego utworu - tłumaczy trębacz. - W muzyce klasycznej, głównie mamy do czynienia z muzyką zapisaną i skomponowaną wcześniej, więc aby móc w pełni ocenić kompozycję, czekamy do jej zakończenia. Jest to pewnego rodzaju wypowiedź, zarówno kompozytora, jak samego wykonawcy.

Można przyrównać to do wykładu. Raczej nie oklaskujemy mówcy co pięć zdań. Czekamy do końca prezentacji. W muzyce improwizowanej odpowiedzialność rozłożona jest na wszystkich członków zespołu. Z reguły każdy z nich improwizuje i ma coś muzycznie do powiedzenia, więc ich wypowiedzi są krótsze, przez co częściej pojawiają się oklaski.

Jarosław Nadrzycki koncertuje na najbardziej prestiżowych scenach, ale nie stroni też od występów w małych, lokalnych ośrodkach kultury. - Bardzo często w tych najmniejszych ośrodkach mamy do czynienia z ogromnym szacunkiem dla sztuki i kultury oraz z wielką dozą empatii . Wtedy nawet najgłośniejsze brawa w tych niespodziewanych momentach można i trzeba wybaczać - mówi artysta. Jarosław Nadrzycki koncertuje na najbardziej prestiżowych scenach, ale nie stroni też od występów w małych, lokalnych ośrodkach kultury. - Bardzo często w tych najmniejszych ośrodkach mamy do czynienia z ogromnym szacunkiem dla sztuki i kultury oraz z wielką dozą empatii . Wtedy nawet najgłośniejsze brawa w tych niespodziewanych momentach można i trzeba wybaczać - mówi artysta.

Jarosław Nadrzycki: Publiczność poznasz po oklaskach



Już w najbliższy piątek w Filharmonii Bałtyckiej wystąpi Jarosław Nadrzycki. Artysta, z towarzyszeniem orkiestry gospodarzy, którą poprowadzi Manuel López-Gómez, wykona koncert skrzypcowy d-moll op. 47 Jeana Sibeliusa. Program całego wydarzenia wypełni muzyka przepiękna, a więc taka, jaką lubią szczególnie początkujący bywalcy filharmonii. Artysta zwraca uwagę na fakt, że owacje to nie tylko dowód wdzięczności i uznania po zakończonym występie, ale też przyjemny element powitania.

- To najbardziej czytelna forma komunikacji publiczności ze sceną i artystami - odpowiada Jarosław Nadrzycki. - Dużo można mówić o rodzajach oklasków i emocjach im towarzyszących, ale myślę, że warto wspomnieć też o tych powitalnych, które towarzyszą wejściu artystów na scenę. Zwykle są one entuzjastyczne i świeże, niezbyt długie i na ogół podobne. Jednak już po tych powitalnych brawach można rozpoznać z jakiego rodzaju słuchaczami mamy do czynienia. Czy są to zaangażowani, czasem nawet fanatyczni odbiorcy, czy może nieco zdystansowana publiczność.
Jarosław Nadrzycki opowiada, że w kolejnych minutach od rozpoczęcia koncertu można wyczuć, czy są to wyrafinowani słuchacze, dostojni melomani, stali bywalcy sal koncertowych, czy może publiczność nieco mniej wtajemniczona, lecz nie mniej entuzjastycznie nastawiona.

- Ta ostatnia grupa jest czasem może i niesłusznie niedoceniana, bo to właśnie w niej drzemie wielki potencjał. Myślę, że ci z początku niedoświadczeni odbiorcy chłoną emocje z większym natężeniem i oczywiście reagują bardziej spontanicznie - podkreśla solista.

Zaczytane Trójmiasto: wiosenne nowości książkowe z Trójmiasta



"Bardziej dotkliwe niż oklaski w niewłaściwym czasie, są bierność i zobojętnienie"



Bardzo często, szczególnie grając w najmniejszych ośrodkach, mamy do czynienia z ogromnym szacunkiem dla sztuki i kultury oraz z wielką dozą empatii. Wtedy nawet najgłośniejsze brawa w tych niespodziewanych momentach można i trzeba wybaczać.
Efektem entuzjazmu tych "początkujących" słuchaczy mogą być czasem drobne wpadki w postaci oklasków między częściami utworu. Jarosław Nadrzycki nie uważa jednak, aby były to zachowania wielce niestosowne.

- O wiele mniej pożądanym zachowaniem jest bierność i zobojętnienie na prezentowane dzieło, a także przypadkowe hałasy dochodzące z sali, nie mówiąc już o dźwiękach telefonów komórkowych - opowiada skrzypek. - Najważniejsze jest skupienie całej widowni, które koresponduje ze skupieniem artystów na scenie. Wtedy możliwy jest pełen przekaz emocjonalny i dzieje się magia. Kiedy słuchacze są do reszty pochłonięci muzyką, zapominają o swoich problemach, troskach lub po prostu o tym, że muszą wysiedzieć na swoim miejscu nawet, gdy nie jest ono wystarczająco komfortowe. Ich oddech jest też zupełnie inny, jakby mniej słyszalny.
Artysta podkreśla, że wspaniałym zjawiskiem będącym jednocześnie dowodem pełnego zaangażowania może być zupełna cisza na sali podczas przerwy pomiędzy częściami. Jego zdaniem to najlepsza gwarancja tego, że taka publiczność naprawdę słucha. Nieważne, czy jest to Musikverein w Wiedniu, czy też sala nowo oddanego domu kultury gdzieś z dala od wielkich miast.

- Bardzo często w tych najmniejszych ośrodkach mamy do czynienia z ogromnym szacunkiem dla sztuki i kultury oraz z wielką dozą empatii - mówi Jarosław Nadrzycki. - Wtedy nawet najgłośniejsze brawa w tych niespodziewanych momentach można i trzeba wybaczać. Mam tu na myśli spontaniczne oklaski, jako żywą reakcję pochłoniętej publiczności. Sam kilkakrotnie byłem świadkiem braw sporej części publiczności pomiędzy częściami koncertu, siedząc na widowni jednej z londyńskich sal koncertowych. Kiedy podczas moich solowych występów pojawiają się tego rodzaju brawa, czuję delikatne zaskoczenie, ale jest to z reguły dość miłe odczucie. Pamiętam sytuację sprzed lat, kiedy to w rundzie finałowej dużego międzynarodowego konkursu odbywającego się w Niemczech otrzymałem brawa po pierwszej części Koncertu Beethovena. Wówczas miałem w głowie jedynie bardzo ciepłe uczucia i muszę przyznać, że w tamtej chwili stres związany z występem konkursowym znacznie stopniał.

Wydarzenia

Koncert symfoniczny - Kevin Zhu

muzyka poważna

Koncert symfoniczny - Jarosław Nadrzycki

muzyka poważna

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (60)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA

wystawa

Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki

wystawa

Kolekcja w działaniu

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym roku w Gdańsku odbył się pierwszy spektakl operowy i jaki był jego tytuł?