Wiadomości

"Czerń" Małgorzaty Oliwii Sobczak. Kolejny świetny kryminał

Małgorzata Oliwia Sobczak, rocznik 1982. Urodzona w Gdańsku pisarka, z wykształcenia kulturoznawczyni i dziennikarka. W Trójmieście spędziła niemal całe życie, obecnie wyemigrowała na kaszubską wieś. W 2019 roku wydała powieść kryminalną pt. "Czerwień", pierwszą część cyklu "Kolory zła". "Czerń" to drugi tytuł tej serii.
Małgorzata Oliwia Sobczak, rocznik 1982. Urodzona w Gdańsku pisarka, z wykształcenia kulturoznawczyni i dziennikarka. W Trójmieście spędziła niemal całe życie, obecnie wyemigrowała na kaszubską wieś. W 2019 roku wydała powieść kryminalną pt. "Czerwień", pierwszą część cyklu "Kolory zła". "Czerń" to drugi tytuł tej serii. fot. Facebook autorki

To nazwisko pojawiło się na naszych łamach już co najmniej dwukrotnie. Po raz pierwszy dwa lata temu za sprawą debiutanckiej powieści tej pisarki pt. "Ona i dom, który tańczy". Rok później przy okazji jej kryminału pt. "Czerwień", otwierającego cykl "Kolory zła". Teraz nadeszła pora na "Czerń", która jest drugą częścią serii i miała premierę 6 maja. O ich autorce robi się coraz głośniej i pewne jest to, że nie powiedziała ona jeszcze ostatniego słowa. Mowa o gdańszczance - Małgorzacie Oliwii Sobczak.



Księgarnie w Trójmieście


Każde spotkanie z tą autorką jest inne i za każdym razem odnoszę wrażenie, że Małgorzata Oliwia Sobczak nie marnuje czasu. Prze do przodu i nie ogląda się za siebie. Widać to na przykładzie jej książek, które są po prostu coraz lepsze. Pisarka rozwija się, odrzuca niesprawdzone chwyty, wprowadza nowe rozwiązania, nie rezygnując przy tym z tych zabiegów, które okazały się wcześniej celne oraz atrakcyjne dla prowadzonej fabuły i tym samym dla czytelnika. Do takich sprawdzonych metod, które Sobczak wykorzystuje w każdej ze swych dotychczasowych książek, zaliczyć można według mnie trzy najważniejsze elementy świata przedstawionego.

Przeczytaj także: Magiczne Żuławy i tajemniczy dom. Książka Małgorzaty Oliwii Sobczak

"Czerń" to druga część z serii "Kolory zła" Małgorzaty Oliwii Sobczak (wyd. W.A.B/Foksal).
"Czerń" to druga część z serii "Kolory zła" Małgorzaty Oliwii Sobczak (wyd. W.A.B/Foksal). mat.promocyjne wydawnictwa / WAB
Pierwszym z nich jest użycie znaczącej i intrygującej, a czasem i symbolicznej przestrzeni - w debiutanckiej powieści były to Żuławy, w "Czerwieni" - Trójmiasto, głównie Sopot, a w "Czerni" przede wszystkim są to Kartuzy. Drugi filar świata przedstawionego u Sobczak stanowi czasoprzestrzeń, a dokładnie zastosowanie kilku planów czasowych (zwłaszcza chętne sięganie do przeszłości, w której kryją się motywacje bohaterów i podpowiedzi do rozwiązania zagadek). Trzecim fundamentem jest z kolei stworzenie całej palety ciekawych postaci pierwszo- i drugoplanowych włącznie z bohaterem zbiorowym - w "Czerwieni" była to mafia, w "Czerni" jest to lokalna społeczność. Te trzy ww. filary, na których autorka opiera swoje powieści, są najbardziej interesujące, dlatego warto o nich tu pokrótce opowiedzieć.

Przeczytaj także: Dobry kryminał na jesienny wieczór - "Czerwień" Małgorzaty Oliwii Sobczak

Zacznę od przestrzeni, która dla mnie jako czytelnika zawsze bardzo dużo znaczy i jest istotna dla budowania całego świata fabularnego. W przypadku Małgorzaty Sobczak ciekawostką może być to, że jesteśmy poniekąd świadkami jej życiowych lokalizacji. Autorka bowiem zawsze opisuje miejsca dla siebie ważne. W książce "Ona i dom, który tańczy" twórczyni osadziła fabułę na Żuławach, z których pochodzi część jej rodziny. W "Czerwieni" pisarka portretuje w głównej mierze Sopot, w którym do niedawna mieszkała. Natomiast w ostatnim swoim dziele autorka przenosi nas na Kaszuby, gdzie ona sama osiedliła się jakiś czas temu.

Recenzje książek z Trójmiasta



Wspominałam niedawno, że Kartuzy stały się ostatnio częstym miejscem literackich odniesień - było tak w "Kocie niebieskim" Martyny Bundy oraz u Mariusza Kliszewskiego w książce pt. "Bez rozgrzeszenia", a teraz dzieje się tak w przypadku "Czerni". Jednak mimo że akcja "Czerni" rozgrywa się co prawda w głównej mierze w Kartuzach (choć także częściowo w Trójmieście), to nie jest to dokładne, realistyczne odwzorowanie tego miasteczka. W przypadku Kartuz u Sobczak doszło do swego rodzaju synkretyzmu, albowiem z jednej strony miasto nazwane jest i zlokalizowane tak jak faktycznie istniejący jego odpowiednik, z drugiej jednak autorka jakby za pomocą soczewki skupia na nim swoisty zbiór różnych doświadczeń, potrzebnych do przeprowadzenia całej intrygi. Powstał tym samym konglomerat kaszubskości i małomiasteczkowości, w którym zanurzona jest rzeczywistość tej powieści.

Innymi słowy - miasto z tej książki nie istnieje naprawdę. Równie dobrze mogłoby to być inne miejsce, inaczej nazwane i gdzie indziej zlokalizowane. Aczkolwiek zabieg, by były to Kartuzy, ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze dlatego, że główny bohater serii - Leopold Bilski - zostaje zesłany z Sopotu do prokuratury w Kartuzach, co ma stanowić swoistą degradację. Zatem lokalizacja musiała być blisko Trójmiasta i posiadać prokuraturę. Jednocześnie dla uatrakcyjnienia samej historii potrzebne było to "coś", czyli charakter, urok i własny klimat w jednym, a także mroczne krajobrazy (ciemne lasy, tajemnicze jeziora), czego Kartuzom odmówić nie można. Po wtóre również z racji zabiegów fabularnych, o których powiem za chwilę, musiała to być miejscowość kaszubska.

Sobczak wybrała zatem Kartuzy, które niejednokrotnie i przez wielu uznawane były i są nadal za stolicę Kaszub, a to właśnie elementy kaszubskich wierzeń i zwyczajów odegrały w "Czerni" bardzo istotną rolę. Podobnie jak w "Czerwieni" mordy będą miały charakter rytualny, a ich źródło okaże się związane z kulturą kaszubską. Nie chciałabym zdradzać więcej, by nie psuć zabawy czytelnikom, którzy jeszcze są przed lekturą książki. Powiem tylko tyle, że zabieg ten sprawdził się znakomicie - wątek ten jest bardzo ciekawy.

To, co bezpośrednio łączy się jeszcze z Kartuzami, to oczywiście nie tylko wspomniane krajobrazy, ale również lokalna, bardzo specyficzna społeczność. Tutaj też na miejscu kartuzian nie obrażałabym się za portret zbiorowy, jaki stworzyła autorka (a niestety przeważają w nim nomen omen czarne charaktery). Postaci są bowiem po prostu typowe dla takiego małego miasteczka, w którym zazwyczaj rządzą po staropolsku "wójt z plebanem", a w tym przypadku dokładnie lokalny biznesmen-filantrop, pani burmistrz i miejscowy proboszcz. Poznajemy także środowisko prokuratorsko-policyjne, które, jak łatwo się domyślić, jest totalnie skorumpowane.

Na zdjęciu: Małgorzata Oliwia Sobczak.
Na zdjęciu: Małgorzata Oliwia Sobczak. Fot. Kuba Lewandowski, edit. Sara Stima Fotografia
Kwestia czasoprzestrzeni w "Czerni" została również bardzo dokładnie przemyślana. Do Kartuz przyjeżdża bowiem ze swym siedmioletnim synkiem Piotrusiem jedna z bohaterek - Julia Sarman - która po latach wraca do swojego miasta z czasów dzieciństwa, co daje możliwość zanurzenia się w przeszłości. Mamy więc retrospekcje do roku 1982 i 1986, kiedy Julia była nastolatką, oraz do 1976 roku, gdy miała kilka lat. Daje to szeroki i pogłębiony obraz nie tylko tej konkretnej bohaterki, ale i całej społeczności, która ukazywana jest właśnie na przestrzeni tych lat.

Jeśli chodzi o bohaterów, to w "Czerni" poza Bilskim powracają też postaci znane z "Czerwieni": na czele z Anną Górską (już samodzielną panią prokurator) oraz duetem zabawnych i charakterystycznych sopockich policjantów - Pająkiem i Kitą. Notabene ten sympatyczny tandem według mnie ma szansę na dłużej zostać w literackim świecie kryminalnym. Żałuję jedynie, że nie pojawiła się ponownie Helena Bogucka, bo to akurat była moja ulubiona bohaterka pierwszej części "Kolorów...". Zdaję sobie jednak sprawę, że trudno byłoby ją ulokować w tej historii.

Fabularnie bowiem akcja toczy się wokół zaginięć dzieci: trzynastoletniej dziewczynki i wspomnianego Piotrusia. Trop prowadzi jednak głębiej, bo do 2004 i 2008 roku, gdy zaginęło jeszcze jedno dziecko. Co się z nim stało? To z kolei odsłania kolejną tajemnicę, jaką jest molestowanie dzieci. Problem ten jednak nie został ukazany przez autorkę wprost, nie jest opisany drastycznie ani dosłownie. W "Czerni" sceny dotyczące tego tematu pojawiają się jako rozmyte przez czas wspomnienia z przeszłości - nie do końca zatem wiadomo, co się tak naprawdę wydarzyło. Powiem jedynie, że nic nie jest takie oczywiste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.

Oczywiście, podobnie jak w przypadku "Czerwieni", symbolika tytułowego koloru również ma znaczenie, czarny jest tu leitmotivem. To chyba idealny kolor na pokazanie zła, wszak czerń jest symbolem tajemnicy i mroku, a w kulturze europejskiej ma negatywne i trudne konotacje, takie jak zło właśnie, smutek, śmierć i żałoba. Czarny utożsamiany jest też z magią, wiedzą tajemną i okultyzmem, co znajduje niejakie potwierdzenie w wierzeniach, jakie pojawiają się w powieści. Jest kolorem nocy, zniszczenia, a w znaczeniu duchowym symbolem wiecznej ciemności, grzechu i szatana, co z kolei prowadzi do związków z kościołem. Jakich dokładnie - przekonajcie się sami, czytając książkę Sobczak. Bardzo polecam.

Vincent V. Severski stwierdził, że "Czerń" udowadnia, że mamy do czynienia z "potężnym talentem, prawdopodobnie największym, jaki pojawił się w ostatnich latach w polskim kryminale". Czy tak faktycznie jest? Jeśli jeszcze nie jesteście dostatecznie przekonani, to warto chyba poczekać na dalsze części cyklu. Trzeci tom "Kolorów zła" już w planach. Podobno w "Białym" powrócimy do Trójmiasta - tym razem do Gdyni, a jednym z bohaterów ma być jej modernistyczna architektura.

Małgorzata Oliwia Sobczak - rocznik 1982. Urodzona w Gdańsku pisarka, z wykształcenia kulturoznawczyni i dziennikarka. W Trójmieście spędziła niemal całe życie, obecnie wyemigrowała na kaszubską wieś. Autorka baśni "Mali, Boli i Królowa Mrozu" i powieści obyczajowej "Ona i dom, który tańczy". W 2019 roku wydała powieść kryminalną pt. "Czerwień", pierwszą część cyklu "Kolory zła". "Czerń" to drugi tytuł tej serii.

Opinie (44) ponad 10 zablokowanych

Wszystkie opinie

  • MAGDA (1)

    Czy taki świetny to zweryfikuje czytelnik mnie osobiście nie porwało ale za reklame brawo

    • 12 9

    • yh.

      Chyba, Magdo, nie ogarnęłaś, że jeśli ktoś coś recenzuje, to trudno, by uniknął podobnych podsumowań. Można się z tym zgadzać bądź nie, ale nie ma to zbyt dużo wspólnego z reklamą.

      • 4 1

  • Nic nie zaskakuje w tej książce, przewidywalna i nudna. Trudno poczuć napięcie, zagadkę, niepewność.Kolejna prefabrykacja tematów kryminalnych, bo taka teraz moda.

    • 18 13

  • (7)

    Czy szkoły wyższe na kierunku "dziennikarstwo" czy "kulturoznawstwo" różnicują (niezgodnie z prawem) program nauczania ze względu na płeć studenta?
    Jeśli nie, to osoba po takich studiach jest dziennikarzem i/lub kulturoznawcą. Darujcie sobie te feminatywy, bo jedynie ośmieszają określony zawód, podświadomie sugerując, że "kulturoznawczyni" to nie jest to samo, co "kulturoznawca". Podobnie, jak zupełnie inne podprogowe skojarzenia mamy z "kucharzem" i "kucharką" ;)
    Tym samym lewacka nowomowa stoi w zupełnej sprzeczności z oficjalnie głoszonym hasłem, że płeć jest bez znaczenia. Bo akurat w przypadku fachowości czy wiedzy, rzeczywiście tak jest.

    • 60 15

    • (4)

      Daruj sobie te próby ośmieszania feminatywów, bo celujesz obok. Kulturoznawczyni to oczywiście nie to samo, co kulturoznawca, bo różni ich płeć, a więc wypowiadając się w języku polskim o sobie stosują różne rodzaje. Jeśli kobieta używa końcówek żeńskich do opisu siebie, dlaczego miałaby z tego opisu w rodzaju żeńskim wykluczyć swoje wykształcenie lub wykonywany zawód? Sugerowanie niższości kobiet wobec mężczyzn wykonujących ten sam zawód to spadek po PRL-u. Młodzież nie powie, że youtuberka to ktoś gorszy od youtubera tylko dlatego, że jest kobietą i jako taka używa feminatywu na określenie swojej działalności... I tu masz przykład tego, że płeć jest bez znaczenia. Bo czy konkretna osoba wybierająca jako medium YouTube jest kobietą czy mężczyzną - dla odbiorcy nie ma znaczenia. Ważne, co ma do zaproponowania.

      • 4 8

      • (1)

        Tyle że yotuberka czy youtuber to nowy "zawód" i powstaje od razu w dwu formach, a kulturoznawca jest obecny od lat i od lat miał formę męską wyłącznie. Dlatego tworzenie nowych form żeńskich tak dużo osób razi. Jak jest się przyzwyczajonym od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat do np. psychologa czy profesora, to psycholożka lub profesorka brzmi co najmniej dziwnie, śmiesznie czy wręcz pejoratywnie - dla mnie profesorka brzmi co najmniej nieszacownie.

        • 2 0

        • Dlatego podałam przykład nowego "zawodu" - bo w jego przypadku nie mamy wieloletnich przyzwyczajeń językowych. Chodziło mi o pokazanie, że stosowanie feminatywów jest tylko i wyłącznie kwestią naszego nastawienia. Ciebie drażni "profesorka", innych "psycholożka", ale naszych dzieci już razić nie będzie. Nad "posłanką" też wielu się natrząsało, a po 30 latach większość odbiera to słowo neutralnie. Dlaczego mamy zgadzać się na status quo, bo jakiś wyraz określający profesję "od lat miał formę męską wyłącznie", skoro jest coraz więcej wybitnych kobiet tę profesję uprawiających? Dlaczego o kobiecie mówi się "wybitna przedstawicielka nauki" - a nie można powiedzieć "wybitna kulturoznawczyni"? Dlaczego kobiety mają mieć swoistą schizofrenię, bo używają rodzaju żeńskiego, ale w wybranych przypadkach pozwala im się mówić o sobie tylko w rodzaju męskim? No to jest dopiero szacowne podejście...

          • 1 1

      • (1)

        Społeczeńśtwo się przyzwacziło, że sędzia, adwokat chirurg czy psycholog może być kobietą. Określenie zawodu nie determinuje płci.
        Stosowanie feminatywów "na siłę" sugeruje, że kobiety w rolach "męskozawodowych" czują się niepewnie i za wszelką cenę próbują dookreślić się językowo. Działa więc zupełnie na odwrót od zamierzeń.
        Samookreślanie się feminatywami jest negacją równego traktowania kobiet i mężczyzn. Zawód to zawód i tyle.
        Analogicznie, o ile jestem w stanie zrozumieć (z trudem ;) faceta, pracującego jako przedszkolanka, to jego samookreślenie jako przedszkolanek (bo przecież nie przedszkolanin czy przedszkolak) od razu ustawia mi jego wizerunek na minus.
        Na zasadzie: "Moze to i fachowiec, ale ma lewackie kiełbie we łbie". I dziecka bym takiej osobie nie powierzył.

        • 3 3

        • Dlaczego w takim razie używamy słów: dziennikarka, aktorka, pisarka, nauczycielka, dentystka, okulistka, piłkarka, łyżwiarka itd.? Zawód to zawód. Najwyraźniej tym lewakom (i lewaczkom) sprzed lat odbiło, że takie wyrazy do polszczyzny wprowadzili...

          • 2 1

    • Masz 100% racji! Bo przecież ten artykuł o pisarzu Sobczak napisała dziennikarz Raczek. Oh, wait...

      • 3 0

    • a zastanów się może, jak lepiej można było spędzić ten czas zmarnowany na narzekanie na to, że ktoś użył innych sformułowań niż oczekiwałeś

      • 0 1

  • Kryminał z Kaszubami w tle? (1)

    Hmm pierwsze skojarzenie? W fabule Łotry jeżdżą Passatem B5 w tedeiku, a jeśli chodzi o uprowadzenie to tylko T4. :)
    Heheszki.

    • 38 2

    • To chyba

      Z Gdańskiem CI się pomyliło

      • 3 4

  • Ani "Czerwień " , ani "Czerń".

    Poczekam na "Biel".

    • 4 0

  • Bardzo dobre ksiazki

    Czekam na wiecej. Gratulacje

    • 5 4

  • "... z kaszubami

    w tle" - a nie z Kaszubami aby?

    • 12 1

  • kompletnie nic nie wiem o książce , (1)

    ale autorka ładna

    • 12 7

    • "zanurzyć się tam"

      • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Rysownicy z Trójmiasta komentują protest
Naukowiec z Gdyni w nowej edycji "Top Model"
Gdynianin walczy o sławę w "Top Model"

Kulinaria

Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii z Trójmiasta
Jedzenie na telefon: test trzech pizzerii
Bary i puby komentują obecną sytuację
Bary i puby komentują obecną sytuację

Sprawdź się

Który z ważnych polityków epoki PRL wstrzymał w latach 50. odbudowę Teatru Wybrzeże w Gdańsku?