Cykl życia według Tokarczuk. O spektaklu "Prawiek i inne czasy"

Wielowymiarowy obraz ludzkiej doli zamkniętej w cyklu życia i umierania na przykładzie fikcyjnej wsi Prawiek, zaskakuje precyzją i szeregiem wyrazistych aktorskich kreacji. Na czele z Piotrem Michalskim w roli dziedzica Popielskiego (po prawej).
Wielowymiarowy obraz ludzkiej doli zamkniętej w cyklu życia i umierania na przykładzie fikcyjnej wsi Prawiek, zaskakuje precyzją i szeregiem wyrazistych aktorskich kreacji. Na czele z Piotrem Michalskim w roli dziedzica Popielskiego (po prawej). fot. Roman Jocher / Teatr Miejski

Zgodnie z minitradycją Teatru Miejskiego w Gdyni koniec kolejnego lockdownu dla kultury teatr ten wieńczy premierą. Tym razem wreszcie udało się wystawić pięciokrotnie przekładany "Prawiek i inne czasy" w reżyserii Jacka Bały. Ten zgrabny, wielowymiarowy, dobrze zagrany spektakl jest interesującym spojrzeniem na ludzką dolę z perspektywy nieubłaganego czasu.



Na co iść do teatru w najbliższym czasie


"Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk trafił do czytelników ćwierć wieku temu, zapewniając jej pierwsze duże sukcesy. Ta zbierająca dziesiątki ludzkich losów opowieść skupia się na mieszkańcach fikcyjnej wsi Prawiek, usytuowanej gdzieś na Kielecczyźnie. To mały wszechświat. Mieszkańcy wsi stają się bohaterami, których losy śledzimy przeważnie przez całe ich życie, bo autorka "Prawieku" rozpisała tę powieść na kilkadziesiąt lat XX wieku, rozpoczynając ją przed I wojną światową, kończąc w latach 70. i realiach komuny.

Bohaterami tutaj są ludzie - traktowani właściwie jednakowo: mieszkający w pałacu wraz z małżonką dziedzic Popielski, jak i biedna rodzina Niebieskich, dorobkiewicz Paweł Boski zadający się z niewłaściwymi osobami czy też wioskowa wariatka Kłoska. Każdy z nich bez względu na status majątkowy i wykształcenie ma przecież historię swojego życia, każdy bywa szczęśliwy, cierpi, przeżywa zgryzoty, wreszcie umiera - niekiedy w otoczeniu najbliższych, czasem samotnie. Tokarczuk życie mieszkańców Prawieku opisała w 60 rozdziałach. Reżyser gdyńskiej inscenizacji Jacek Bała do jej opowiedzenia również potrzebuje czasu - dlatego spektakl włącznie z przerwą trwa trzy godziny.

W "Prawieku" obserwujemy dziesiątki bohaterów, którzy przeżywają swoje radości, smutki, sukcesy i rozczarowania. Nie wszystkim udaje się osiągnąć stan wolności i pogodzenia z losem.
W "Prawieku" obserwujemy dziesiątki bohaterów, którzy przeżywają swoje radości, smutki, sukcesy i rozczarowania. Nie wszystkim udaje się osiągnąć stan wolności i pogodzenia z losem. fot. Roman Jocher / Teatr Miejski
Wspólnie z autorką scenografii (i przemyślanych, ciekawych - szczególnie żeńskich - kostiumów) Hanną Szymczak Bała proponuje surową, drewnianą scenografię, której dominującym elementem jest dobrze znany z innych spektakli Miejskiego podest poprowadzony przez widownię. Tym razem podest przedłużony jest aż do głębi sceny, a w centralnej jego części znajdują się dwie zdejmowane deski, pod którymi kryje się skrzynia z ziemią - mającą szczególne znaczenie podczas scen z udziałem Kłoski. Po obu stronach sceny stoją duże drewniane stoły z wysokimi krzesłami. Bohaterowie na scenie wciąż się zmieniają, wypełniając tę symboliczną przestrzeń tylko przez chwilę. Dla podkreślenia statusu niektórych postaci (jak dziedzice Popielscy) dokładany jest pojedynczy rekwizyt, np. patefon.

Reżyser w swojej adaptacji oczywiście nie oddaje całej książki Tokarczuk jeden do jednego, jednak z dużą pieczołowitością dobiera wątki, będąc wiernym autorce i ukazując historię mieszkańców Prawieku bardzo rzetelnie, również na poziomie komunikatu. Widzowie bez trudu orientują się w kolejnych wątkach, ich zmiana jest jasna i całkowicie zrozumiała, pomimo tego, że aktorzy grają po kilka postaci, niekiedy wręcz międzypokoleniowo (niektórzy bohaterowie wchodzą w role własnych dzieci kilkadziesiąt lat później, na co Bała znalazł bardzo prosty sposób). Dzięki temu spektakl Miejskiego dobrze się ogląda i można skupić na dziesiątkach historii, które jak u Tokarczuk tworzą mozaikę ludzkich istnień, ograniczonych w czasie.

Jacek Bała tym razem oprócz roli reżysera i autora adaptacji występuje w spektaklu także w roli aktora (jako jeden z trzech archaniołów - narratorów opowieści), gra również na kalimbie i wraz z pozostałymi archaniołami śpiewa, sprawdzając się dobrze w każdej z tych ról. W osobliwych rolach przewodników po świecie Prawieku udanie towarzyszą mu Bogdan Smagacki oraz Elżbieta Mrozińska. Cała trójka wprowadza na scenę element fantastyczny, ale nie daje się sprowadzić do miana groteskowych komentatorów. Częściej towarzyszy pozostałym bohaterom, niż tłumaczy ich postępowanie.

Reżyser oddaje ducha powieści Olgi Tokarczuk, dbając o to, by losy bohaterów nie przedstawić zbyt banalnie. Na zdjęciu Kłoska grana przez Monikę Babicką.
Reżyser oddaje ducha powieści Olgi Tokarczuk, dbając o to, by losy bohaterów nie przedstawić zbyt banalnie. Na zdjęciu Kłoska grana przez Monikę Babicką. fot. Roman Jocher / Teatr Miejski
Ciekawych ról jest tu jednak dużo więcej. Wyróżnia się zapadający w pamięć Dziedzic Popielski w wykonaniu Piotra Michalskiego, usiłujący poznać tajemnicę wszechświata i przejść przez kolejne boskie światy. Pełnowymiarową, przejmującą rolę buduje Olga Barbara Długońska jako Genowefa Niebieska, szczególnie dojmująco wybrzmiewa jej mało zrozumiała mowa sparaliżowanej umierającej kobiety. Sugestywną postać odrażającego Ukleji zbudował Mariusz Żarnecki. Na wysokości zadania staje też trójka młodszych aktorów Miejskiego - Weronika Nawieśniak (Misia Boska), grający kolejnego (po Myszkinie) autsajdera Krzysztof Berendt (Izydor Niebieski) oraz tym razem najciekawsza z nich Martyna Matoliniec jako Ruta.

Dowcipne i ciekawe epizody tworzą Małgorzata Talarczyk (Florentynka) oraz Agnieszka Bała (Matka Boska Jeszkotlowska). Warto też dostrzec minimalistyczną kreację Beaty Buczek-Żarneckiej w roli Dziedziczki Popielskiej oraz Macieja Sykały jako Starego Pawła Boskiego czy Grzegorza Wolfa, wydobywającego z postaci żołnierzy Kurta i Iwana brutalność wojny, przełamując to ludzkimi odruchami. Trochę szkoda, że Kłoska Moniki Babickiej po świetnym początku nieco gaśnie zarówno w toku opowieści, jak i sile aktorskiego wrażenia.

Świetną muzykę, idealnie wpisaną w przedstawienie, inspirowaną ludowością stworzył Sambor Dudziński, a ruch sceniczny przygotowała świetna dekadę temu tancerka Opery Bałtyckiej Franciszka Kierc-Franik - dzięki niej aktorzy błyskawicznie pojawiają się scenie w scenach zbiorowych i nieźle radzą sobie z układami tanecznymi, co przy 20 osobach na niewielkiej przecież scenie Miejskiego jest wyzwaniem.

Sam reżyser z powodzeniem wystąpił w spektaklu także jako aktor (jako Archanioł Gabriel, pośrodku). Na zdjęciu w towarzystwie Macieja Wiznera (po lewej) oraz Mariusza Żarneckiego (po prawej).
Sam reżyser z powodzeniem wystąpił w spektaklu także jako aktor (jako Archanioł Gabriel, pośrodku). Na zdjęciu w towarzystwie Macieja Wiznera (po lewej) oraz Mariusza Żarneckiego (po prawej). fot. Roman Jocher / Teatr Miejski
Jacek Bała prowadzi swój spektakl konsekwentnie, przy jednostajnym napięciu dramatycznym, przez co może on być momentami odbierany jako nużący. Mamy tu przecież do czynienia z prostym teatrem opowieści, z kilkoma znakomitymi scenami (m.in. "niesiona przez Pana Boga" kula dla Kurta, paraliż Genowefy Niebieskiej czy "przyjaźń" Izydora i Iwana). Wprawdzie rola podestu jako symbolicznego punktu granicznego między życiem a śmiercią nie tłumaczy okrojenia widowni z jednej czwartej miejsc na widowni, ale takich nieprzekonujących pomysłów inscenizacyjnych w spektaklu jest niewiele.

Charakter, ludowość i muzykalność "Prawieku" momentami przypomina obsypany nagrodami spektakl Teatru Muzycznego "Kumernis, czyli o tym jak świętej panience broda rosła" Agaty Dudy-Gracz, jednak spektakl Miejskiego poprowadzony jest znacznie łagodniej, bez scenicznego pazura. W centrum uwagi pozostaje wolność człowieka jako jednostki, niezależnie od statusu, sytuacji życiowej czy intelektu. Nie każdy ją osiąga, czasem jest ona ukoronowaniem całego życia, jednak udaje się ją reżyserowi w jasny sposób zamanifestować.

Tegoroczny Weekend Muzeów bez tłumów i kolejek



"Prawiek i inne czasy" nie jest spektaklem tak brawurowym jak przed laty "Amadeusz" tego reżysera, jednak z całą pewnością można go uznać za jedno z najlepszych gdyńskich przedstawień Jacka Bały, które na pewno będzie miało liczną publiczność.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (51)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
Chopin & Friends - Koncerty Fortepianowe
muzyka poważna
maj 13-30.12
g. 19:30
Gdańsk, Kościół Św. Katarzyny

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Z którymi inicjatywami kulturalnymi jest związana ERGO Hestia?

 

Najczęściej czytane