Wiadomości

stat

Chodź, pokrzyczę ci do ucha - o spektaklu "Gaz"

Łukasz Unterschuetz

Gdy w 2002 roku czeczeńscy terroryści zajęli moskiewski teatr na Dubrovce, stało się jasne, że realny terror w teatrze jest możliwy. Jednak próba wystraszenia widzów przez aktorów uczestniczących w "Gazie" pozostała na poziomie zabawy w terror.



Terror to temat, który po 2001 roku wraca jak bumerang. Nie ominął też teatru. Tekst Szymona Wróblewskiego złożony jest z dwóch wymiarów - antycznego (atak Spartan na Rzym) i współczesnego (atak czeczeńskich separatystów na moskiewski teatr podczas trwania musicalu "Nord Ost") - i w obu przypadkach ma na celu zuniwersalizowanie samobójczego ataku w imię idei.

Historia ludzi, którzy decydują się na śmierć, by dostrzeżono ich problem, wzrusza. Wymaga jednak od teatralnych wykonawców dużego wyczucia sceny i umiejętnego połączenia dwóch odległych o ponad dwa tysiąclecia światów. Reżyserom Ewie Ignaczak i Danielowi Jacewiczowi to się nie udało.

Obserwujemy ciąg szkolnych etiud aktorskich, poprzedzonych bardzo długą, groteskową sceną duszenia się gazem aktorów siedzących między nami. Niektóre z etiud poruszają (jak scena śmierci dziecka na rękach matki), inne pozostawiają nas zupełnie obojętnymi, ponieważ rażą scenicznym fałszem - gdy kolega kolegę, pardon, jeden z teatralnych widzów swojego oprawcę, prosi drżącym głosem, by go zabił.

Widzowie są uczestnikami wydarzeń, więc umieszczenie ich na ciasnej scenie jest zupełnie zrozumiałe. Tak samo oczywiste jest to, że wykonawcy będą siedzieć pomiędzy nami. Wyróżnia ich jedynie czerń ich ubrań. Żadnych rekwizytów poza kilkoma krzesłami, które w trakcie spektaklu pojawią się na scenie. Gdy aktorzy wygłaszają kwestię, wychodzą na środek, są w centrum uwagi. W innych wypadkach siedzą koło nas, albo siedzą i dodatkowo szepczą "gaz, gaz, gaz".

Tytułowy gaz pojawia się tylko jako slogan powtarzany w funkcji łącznika między kolejnymi etiudami. Ten pretensjonalny chwyt budzi wątpliwości już na początku, potem jest ignorowany. Znacznie lepiej wypadają, nieliczne niestety, momenty kontaktu z widownią, gdy przez krótką chwilą można się faktycznie poczuć niekomfortowo. Tak jest, gdy jedna z terrorystek wybiera spośród widowni uczestnika swojego quizu, ale za moment okazuje się, że i tak byliśmy bezpieczni. Po chwili gaśnie światło... i znowu nic.

A pomysł realizatorów opiera się właśnie na próbie wystraszenia widzów. W różny sposób publiczność ma zostać sterroryzowana - służą temu wspomniana na początku próba wywołania klaustrofobicznej atmosfery, okrzyki tuż przed twarzą widzów, atmosfera terroru i rozporządzania zakładnikami przez "terrorystów", ciemność, zaskakująca zamiana ról kata i oprawcy... Wszystko to jednak funkcjonuje tylko w oparciu o dobry warsztat wykonawców, z których wybija się Ida Bocian. Brakuje spójnej koncepcji inscenizacyjnej.

Tekst sprawia aktorom najwięcej trudności. Gdyby nie używali nazw Sparta, czy Rzym nie odczulibyśmy najmniejszej różnicy. Uniwersalizm tej historii istnieje tylko w wypowiadanym słowie. W oba plany zdarzeń wkrada się chaos. Najlepsze są te momenty, gdy aktorzy rezygnują z pretensjonalnych gestów, nie straszą na niby, tylko poddają się opowieści o ludziach "stamtąd". Gdy próbują oddać sytuacje ojca szukającego swojego dziecka, gdy mówią o powodach skazanego na porażkę ataku.

Nie uwierzyłem goleniowskim aktorom Teatru Brama, wspartym Idą Bocian z Teatru Off de BICZ. Szkoda wysiłku, jaki włożyli w przedstawienie, które nic nie wnosi do dyskusji o terrorze w teatrze. Zabrakło prawdziwego przekroczenia granicy między aktorami a publicznością, która pozostała nietykalna. Czemu improwizacje, czy dialog z widzami pojawiają się tylko w śladowych ilościach? Wbrew zapowiedziom realizatorów czwarta ściana wcale nie została zburzona.

Znacznie lepiej ledwie muśniętą tutaj kwestię wyraża instytucjonalny spektakl "Nord-Ost" w reż. Grażyny Kani w Teatrze Polskim w Bydgoszczy oraz spektakle offowego Teatru Krzyk z Maszewa (w kwietniu maszewski teatr przyjedzie do Trójmiasta ze spektaklem "Wydech"). Myślę jednak, że warto utalentowanemu aktorsko goleniowsko-sopockiemu zespołowi kibicować, bo drzemie w nim spory potencjał. Z pewnością też stać go na lepsze (ko)produkcje.

Opinie (2)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Rozrywka

Miłość w czasach koronawirusa. Co z randkami w internecie?
Randkowanie w czasach koronawirusa

Kulinaria

Jedzenie na telefon: testujemy pizze, zupy i burgera
Jedzenie na telefon: testujemy dania
Zaglądamy do kuchni Olivia Star Top
Zaglądamy do kuchni Olivia Star Top

Sprawdź się

Jaką nazwę nosił festiwal, który później został przekształcony w odbywający się do dziś Festiwal Polskich Filmów Fabularnych?