Wiadomości

Chemiczne laboratorium na scenie Miniatury. O premierze "Fahrenheita"

Podpatrzyliśmy niezwykły świat Daniela Gabriela Fahrenheita - ostatniej w tym sezonie premiery Teatru Miniatura, którą pod tytułem "Fahrenheit" przygotował Michał Derlatka.


W spektaklu "Fahrenheit" lalką może być wszystko - kotły parowe, przemyślnie skonstruowany dźwig czy pojemnik wypełniany ciekłym azotem. Widowiskowe efekty specjalne to największy, choć nie jedyny atut nowej premiery gdańskiej Miniatury.



Młody Fahrenheit (pod postacią drewnianej lalki i w planie żywym w wykonaniu Wojciecha Stachury) wcale nie chce słuchać swoich opiekunów i zamiast kształcić się na kupca, garnie się do nauki.
Młody Fahrenheit (pod postacią drewnianej lalki i w planie żywym w wykonaniu Wojciecha Stachury) wcale nie chce słuchać swoich opiekunów i zamiast kształcić się na kupca, garnie się do nauki. fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl
W spektaklu podziwiać można wiele ciekawych lalek przygotowanych przez scenografa Michała Dracza - jedną z nich jest dźwig-liczydło, czyli Kupiec Beumingen, animowany przez kilku aktorów.
W spektaklu podziwiać można wiele ciekawych lalek przygotowanych przez scenografa Michała Dracza - jedną z nich jest dźwig-liczydło, czyli Kupiec Beumingen, animowany przez kilku aktorów. fot. Łukasz Unterschuetz

Czy kiedykolwiek przeprowadzałe(a)ś jakieś doświadczenia chemiczne?

tak, w dzieciństwie wykonywałem proste eksperymenty 43%
nie, nigdy mnie to nie fascynowało 30%
nie, ale chętnie bym spróbował(a) 27%
zakończona Łącznie głosów: 53
Przedstawienie "Fahrenheit" przybliża losy słynnego gdańskiego naukowca. Zgodnie z fabułą książki "Ciepło - zimno. Zagadka Fahrenheita" Anny Czerwińskiej-Rydel, Daniel Gabriel Fahrenheit przedstawia w gdańskim spektaklu historię swojego życia notariuszowi Willemowi Ruijbroeckowi.

Ten spisuje ją, a kiedy trzeba, podejmie samodzielne śledztwo wokół intrygi, której ofiarą paść miał Fahrenheit. Ta prościutka nić fabularna umożliwia potraktowanie sceny jako wielkiego laboratorium, pełnego kreatywnych i efektownych rozwiązań.

A trzeba przyznać, że główną atrakcją przedstawienia są niezwykłe lalki, często powstające w wyniku reakcji chemicznych (większość z nich oparta jest na różnicach temperatur, dochodzących do 300 stopni Celsjusza - od temperatury wrzenia ciekłego azotu do temperatury wrzenia wody). Przygotowane przez scenografa Michała Dracza i przy udziale obecnego podczas każdego pokazu chemika, czuwającego nad kształtem eksperymentów naukowych (Przemysław Mietlarek z grupy Smart_lab) lalki ujmują swoim wyglądem. Sympatię budzi dosłownie "toczący pianę" z ust Burmistrz, zadziwia "lodowy" Blömmeln, wuj głównego bohatera, czy animowany przez trzech aktorów dźwig-liczydło - Kupiec Beumingen, u którego młody Daniel Fahrenheit terminował.

Sam Fahrenheit grany jest przez dwóch aktorów (w roli starego naukowca występuje Andrzej Żak, zaś jego młodym wcieleniem jest debiutujący w Miniaturze Wojciech Stachura), ale prezentowany bywa też w formie klasycznej drewnianej lalki (podczas reminiscencji z dzieciństwa, animowany przez Stachurę) i figurki oglądanej przez "kolorowe przeźrocza" (sceny z domu rodzinnego Fahrenheita).

Bogactwo środków, za pomocą których reżyser spektaklu Michał Derlatka przedstawia historię wybitnego gdańskiego naukowca (wynalazcy m.in. termometru rtęciowego i pomysłodawcy Skali Fahrenheita), zaskakuje nie tylko małych widzów. Największy szmer zachwytu na widowni wzbudza prezentacja listu napisanego atramentem sympatycznym. Gorzej jest z dramaturgią spektaklu.

Wprawdzie dwoi się i troi przezabawny, przerysowany notariusz Ruijbroeck (ujmujący Piotr Kłudka), mnóstwo pracy mają też Laboranci, animujący niezwykłe lalki, (Jadwiga Sankowska, Agnieszka Grzegorzewska oraz wspierający je Wojciech Stachura) jednak cały pierwszy akt mimo to jest zbyt długi i - dla młodszego widza - trudny w odbiorze.

Wiele w nim wspomnień z dzieciństwa Fahrenheita, które dzieciom może być niekiedy trudno poukładać w ciąg fabularny. Zaskakuje obecne od początku do końca pierwszej części widmo nieuchronnej śmierci, podkreślonej nie tylko upiorną postacią starego naukowca, ale też minorową muzyką Pawła Nowickiego i jego zespołu Kwartludium. Druga, dużo krótsza część przedstawienia, okazuje się bardziej pogodna i nastawiona na prezentację doświadczeń chemicznych.

Przedstawienie wyraźnie kierowane jest raczej do dzieci w wieku szkolnym (jak zaznaczają organizatorzy - od 7 lat, chociaż na premierze spektakl oglądało wiele młodszych dzieci). Jego mocną stroną jest wymiar edukacyjny i humor, z jakim przedstawiona jest opowieść o Danielu Gabrielu Fahrenheicie.

Choć niepozbawiony wad, "Fahrenheit" to dobry sposób by przybliżyć sylwetkę związanego z Gdańskiem przed kilkuset laty, a wciąż mało znanego tutaj naukowca. Połączenie nauki i teatru na deskach Miniatury wypada więc ocenić pozytywnie.

Opinie (12)

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

12

lipca

Kino Letnie w Orłowie - 10.... Gdynia, Scena Letnia w Orłowie

12

lipca

Kino po zachodzie słońca Gdańsk, Teatr Leśny

25

lipca

Jarmark św. Dominika 2020 Gdańsk, Targ Węglowy

Rozrywka

Z widokiem na morze i miasto. Trójmiejskie lokale z tarasami
Lokale z tarasami w Trójmieście
Do Hollywood po marzenia. Historia muzyka z Gdyni
Przeprowadził się z Gdyni do Hollywood

Kulinaria

Nie dostała kawy do prywatnego kubka przez "ryzyko zatrucia"
Nie dostała kawy do prywatnego kubka

Sprawdź się

Który z trójmiejskich poetów otrzymał w 2009 roku prestiżową Nagrodę Kościelskich?