Wiadomości

stat

Całą rodziną na koncert w filharmonii? Warto!

Podczas koncertu familijnego "Tańcująca muzyka" sala Polskiej Filharmonii Bałtyckiej była wypełniona po brzegi. Dzieci chcą chodzić z rodzicami do filharmonii i sprawia im to wielką frajdę.
Podczas koncertu familijnego "Tańcująca muzyka" sala Polskiej Filharmonii Bałtyckiej była wypełniona po brzegi. Dzieci chcą chodzić z rodzicami do filharmonii i sprawia im to wielką frajdę. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Przygotowanie programu koncertu familijnego nie jest rzeczą łatwą. Inne oczekiwania mają kilkuletnie dzieci, inne nastolatki, zgoła odmienne dorośli. Podczas niedzielnego koncertu zatytułowanego "Tańcująca muzyka" Ernst van Tiel postawił na repertuar bardzo ambitny. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę - potęga brzmienia Orkiestry Filharmonii Bałtyckiej robiła wrażenie nie tylko na dzieciach.



Sukces "Tańcującej muzyki" jest w dużej mierze zasługą Ernsta van Tiela, który postawił na ambitny, a zarazem przystępny repertuar oraz znakomicie poprowadził orkiestrę Polskiej Filharmonii Bałtyckiej.
Sukces "Tańcującej muzyki" jest w dużej mierze zasługą Ernsta van Tiela, który postawił na ambitny, a zarazem przystępny repertuar oraz znakomicie poprowadził orkiestrę Polskiej Filharmonii Bałtyckiej. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Ekscytację zarówno małych, jak i nieco starszych słuchaczy można było zauważyć jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. Dzieci z zaciekawieniem przyglądały się rozstawionym pulpitom i wchodziły na miejsce dyrygenta.
Ekscytację zarówno małych, jak i nieco starszych słuchaczy można było zauważyć jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. Dzieci z zaciekawieniem przyglądały się rozstawionym pulpitom i wchodziły na miejsce dyrygenta. fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl
Ekscytację zarówno małych jak i nieco starszych słuchaczy można było zauważyć jeszcze przed rozpoczęciem koncertu. Dzieci z zaciekawieniem przyglądały się rozstawionym pulpitom, wchodziły na miejsce dyrygenta i niecierpliwie wyczekiwały rozpoczęcia koncertu.

Przewodnikiem po świecie muzyki tanecznej była aktorka Teatru Wybrzeże Marzena Nieczuja-Urbańska, która opowiadała o wykonywanych tańcach, krajach z których pochodzili kompozytorzy, przybliżała fabułę utworów, z których zaczerpnięto fragmenty muzyczne. O ile forma była faktycznie ciekawa (aktorka za każdym razem przemawiała z innego miejsca, zadawała dzieciom pytania zachęcając tym samym do czynnego udziału), to jednak zdarzały się jej wpadki merytoryczne, jak na przykład nazwanie mazurka polskim tańcem narodowym. Świetnie natomiast rozumiała się z maestro Ernstem van Tielem, dzięki czemu koncert miał spójną konstrukcję, a każdy komentarz płynnie łączył się z następującym po nim przykładem muzycznym.

Koncert rozpoczęło wykonanie "Tańca węgierskiego" Johannesa Brahmsa. Za sprawą muzyki Piotra Czajkowskiego z baletów "Dziadek do orzechów" i "Jezioro łabędzie" przenieśliśmy się do XIX-wiecznej Rosji, w której już wtedy (zdaniem Nieczui-Ubrańskiej) tańczono break dance. Podczas "Tańca z szablami" A. Chaczaturiana publiczność usłyszała, jak brzmią partie poszczególnych instrumentów (oraz grup) i co wyniknie z tego, jeżeli ich brzmienia nałożą się na siebie. Orkiestra PFB zagrała również "Habanerę" z opery Carmen G. Bizeta (bez wokalisty, za to pod dyrekcją ochotnika z publiczności) oraz dynamiczne "Mambo" z musicalu West Side Story będące jednym z pierwszych przykładów wykorzystania tego tańca w twórczości kompozytorów amerykańskich.

Malkontenci obawiali się, czy chęć dotarcia do jak najszerszej publiczności, jaką van Tiel zadeklarował obejmując stanowisko dyrektora artystycznego Filharmonii Bałtyckiej, nie wpłynie negatywnie na wizerunek tej instytucji i jakość prezentowanego repertuaru. Obawiali się niesłusznie, czego dowodem był niedzielny koncert. Zaprezentowano bardzo ambitny i trudny repertuar, a mimo tego przyjemny dla ucha. Koncert był nie lada gratką nie tylko dla dzieci, ale dla miłośników muzyki w ogóle, ze względu na ciekawą kompilację utworów tanecznych oraz możliwość delektowania się potęgą brzmienia wielkiej orkiestry symfonicznej, znakomicie prowadzonej przez van Tiela.

Publiczność była zachwycona, ale nie doczekała się bisu. Mali melomani natomiast, wykorzystując zejście muzyków ze sceny, natychmiast podeszli bliżej, żeby przyjrzeć się instrumentom. Należy również pochwalić dzieci za wzorowe zachowanie - grzecznie siedziały wsłuchane w wykonywaną muzykę lub zaciekawione cichutko podchodziły bliżej sceny.

Koncertów jak "Tańcująca muzyka" w Filharmonii Bałtyckiej powinno odbywać się więcej, ponieważ zainteresowanie publiczności jest ogromne. Póki co, warto jak najszybciej zaopatrzyć się w bilety na następny koncert familijny, który odbędzie się 1 czerwca.

Opinie (25) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

października

8. NeoArte. Syntezator Sztuki Gdańsk, Nowa Synagoga

27

października

Artur Andrus i Dorota Miśki... Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

28

października

PC Drama - Łaknąć Gdańsk, Klub ŻAK

Rozrywka

Nietypowa konstrukcja na bulwarze w Gdyni udaje torpedownię
Makieta na bulwarze udaje torpedownię
Hevelka: festiwal piw rzemieślniczych w nowej odsłonie
Hevelka w Gdańsku w nowej odsłonie

Kulinaria

Jesień w trójmiejskich restauracjach
Jesień w trójmiejskich restauracjach
Rodzice małych dzieci w kociej kawiarni. Nie wszyscy szanują regulamin
Rodzice robią problemy w kociej kawiarni

Planuj z nami tydzień

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia

Sprawdź się

Pierwszą polską nazwą Muzeum Narodowego w Gdańsku było: