Burza za oknem - o "Burzy" Bałtyckiego Teatru Tańca

"Burza" Izadory Weiss była okazją do obejrzenia nowych tancerzy Bałtyckiego Teatru Tańca. Zdecydowanie największe wrażenie spośród nich zrobił Joel Mesa Gutierrez jako Kaliban (na zdjęciu, na czworaka), wraz z Turą Gómez Coll w roli Ariela (pierwsza z prawej), jeden z najjaśniejszych punktów spektaklu.
"Burza" Izadory Weiss była okazją do obejrzenia nowych tancerzy Bałtyckiego Teatru Tańca. Zdecydowanie największe wrażenie spośród nich zrobił Joel Mesa Gutierrez jako Kaliban (na zdjęciu, na czworaka), wraz z Turą Gómez Coll w roli Ariela (pierwsza z prawej), jeden z najjaśniejszych punktów spektaklu. fot. Krzysztof Mystkowski

Trzecie artystyczne spotkanie Izadory Weiss z twórczością Williama Szekspira w Operze Bałtyckiej, czyli "Burza", to wizja zdecydowanie najbardziej hermetyczna, a zarazem najbardziej ambitna w swoich założeniach. Wspaniała, ale długimi momentami jednostajna I Symfonia Mahlera i powtarzalna choreografia Izadory Weiss, nieco krępują tancerzy, którzy nie mają za wiele okazji, by pokazać pełnię swoich umiejętności.



"Burza" Izadory Weiss zaskakuje nie tyle śmiałą inscenizacją (odważniejszą, choć bardzo plakatową interpretacją tragedii "Romeo i Julia" sprzed kilku lat był z pewnością zamysł, by Capulettich i Montecchich rozdzielić rasowo i uczynić z nich Irakijkę i hiszpańskiego żołnierza sił NATO), co konsekwencją. Szefowa Bałtyckiego Teatru Tańca wielokrotnie udowodniała, że ma słuch do muzyki stanowiącej podbudowę działań tancerzy na scenie. Przynosiło to bardzo dobre rezultaty m.in. w "Light" czy "Śnie nocy letniej". Szczególnie ten drugi spektakl, w którym Weiss wykorzystała nadspodziewanie dobrze funkcjonującą w przedstawieniu muzykę Gorana Bregovicia, przyczynił się pewnie do dalszych poszukiwań. Tym razem zadanie było znacznie trudniejsze, bowiem muzykę większości przedstawienia wypełnia nie szereg piosenek, a cała I Symfonia Gustawa Mahlera. I wybór ten, przy całym bogactwie muzyki Mahlera, okazuje się bardzo wymagający dla tancerzy i autorki choreografii, bo momentów dramatycznych napięć jest tu niewiele, a za to długich, jednostajnych dźwięków całe mnóstwo. Zupełnym jej przeciwieństwem jest kończące przedstawienie, perfekcyjnie skomponowane z wydarzeniami scenicznymi i wypełnione emocjami Adagio V Symfonii, podczas którego każda scena tworzy ciekawą tanecznie i wizualnie kompozycję.

Naya Monzon Alvarez jako Miranda długo wypadała nieprzekonująco, aż do pełnego emocji momentu poznania przez córkę Prospera Ferdynanda i duetu z Oscarem Pérezem Romero.
Naya Monzon Alvarez jako Miranda długo wypadała nieprzekonująco, aż do pełnego emocji momentu poznania przez córkę Prospera Ferdynanda i duetu z Oscarem Pérezem Romero. fot. Krzysztof Mystkowski
Izadora Weiss bardzo dobrze poradziła sobie z tą trudną, niedostosowaną (z pozoru) do potrzeb Szekspirowskiej "Burzy" muzyką, czyniąc z niej zgrabną i spójną opowieść o losach Prospera i Mirandy. O ile jednak dopasowano ruch tancerzy do muzyki, o tyle nie zawsze działa to w drugą stronę. Rzadko kiedy kompozycja Mahlera uzupełnia i dopowiada zdarzenia sceniczne (jak np. podczas pełnej dramatycznego napięcia sceny wyrwania się Mirandy spod rodzicielskiej opieki Prospera), częściej stanowi przejmujące muzyczne tło lub wymusza na tancerzach określone tempo i dynamikę, nie zawsze przez nich utrzymywane. I Symfonia Mahlera ogranicza też ekspresję tancerzy, wsłuchujących się w moment, w którym należy postawić wyraźny akcent (niezbyt efektownie wypadają te momenty, gdy tancerze nie nadążają za nimi, jak podczas majestatycznego przybycia na wyspę Króla Neapolu, Alonza Radosława Palutkiewicza, któremu najwyraźniej przeszkadza efektowny kostium i peruka "z epoki").

Szefowa BTT sprytnie obchodzi niedostatki muzycznego napięcia w I Symfonii, rezygnując z nich m.in. w prologu, gdy Prospero (Filip Michalak, po raz kolejny, podobnie jak w "Body Master", w statycznej roli) na rękach wnosi małą Mirandę na scenę. Za nimi zamyka się przestrzeń ograniczona ruchomymi elementami scenografii, zestawianymi ze sobą na wzór wysokiego płotu odgradzającego wyspę Prospera i Mirandy od świata zewnętrznego (scenografia Hanny Szymczak). Za chwilę, już przy dźwiękach muzyki Mahlera, obserwujemy Mirandę jako młodą, ale dojrzałą kobietę (Naya Monzon Alvarez), otoczoną dworem Prospera, składającym się z samych kobiet. Zakładają one pokraczne "anielskie" skrzydła na plecy i wraz z podporządkowanym i traktowanym jak zwierzątko Kalibanem (świetny, cielesny, bardzo plastycznie tańczący Joel Mesa Gutierrez) oraz najbliższym sługą Prospera Arielem (w tej roli najciekawsza obok Kalibana Gutierreza, tańcząca lekko i precyzyjnie Tura Gómez Coll) spędzają wspólnie czas, który jednak Mirandzie nie przynosi tyle radości, co powinien. Podczas gdy jej ojca nachodzą ciemne wspomnienia z przeszłości (dramatyczne, pełne szumu wiatru "zawieszenie akcji" podczas złowieszczej sceny spotkania z bratem Antoniem tańczonym przez Nikitę Vasylenkę). Dopiero pojawienie się w życiu Mirandy Ferdynanda (Oscar Pérez Romero) oznacza zmianę, której nie da się już cofnąć.

Bardzo ładne, poetyckie solo zaprezentowała Beata Giza jako Anioł Śmierci w finale spektaklu.
Bardzo ładne, poetyckie solo zaprezentowała Beata Giza jako Anioł Śmierci w finale spektaklu. fot. Krzysztof Mystkowski
Izadora Weiss w wypowiedziach na temat spektaklu informowała, że postrzega Prospera jako samotnego artystę. Jednak Prospero Filipa Michalaka, faktycznie będący demiurgiem wyspy, to przede wszystkim kochający, zazdrosny o córkę ojciec, który wykreował dla niej szczelnie zamknięty przed obcymi świat - ułudę szczęśliwości, krainę spokoju i beztroski, pseudoraj. Prospero nie rozumie ukochanego dziecka i nie chce zaakceptować jego potrzeb. Konflikt podziwiany na scenie Opery Bałtyckiej to przede wszystkim dramat rodzinny, w którym ojciec staje przed koniecznością akceptacji dojrzałości i niezależności swojej córki. Choć Izadora Weiss jest bardzo konsekwentna w realizacji nici fabularnej, to właśnie ten wątek wypada najokazalej na tle wielokrotnie powtarzanych układów choreograficznych. Tanecznie zresztą, nie jest to spektakl brawurowy. Dopiero w duecie z Oscarem Pérezem Romero rozkręca się niezbyt przekonująca wcześniej Naya Monzon Alvarez (wiele figur i podnoszeń w tańcu z Romero przypomina te, jakie w duetach z Michałem Łabusiem wykonywała Franciszka Kierc). Poza świetnie dysponowaną Turą Gómez Coll (precyzyjnie, wspólnie z Filipem Michalakiem bardzo poetycko rozegrane wyzwalanie z pęt i reakcja na uwolnienie), Joelem Mesą Gutierrezem i błyszczącą nawet w mało eksponowanej roli Ceres Sayaką Haruną, w pamięć zapada jedynie taniec Beaty Gizy (Anioła Śmierci), do której należy piękne, poetyckie, finałowe solo. Pozostali wypadają nieźle, ale nie mają epizodów równie efektownych i zatańczonych na tym poziomie.

Spektakl jest ciekawy plastycznie, jednak przez niemal całą I Symfonię Mahlera (zdecydowaną większość spektaklu), nie budzi emocji. Podziwiać go można jak za szybą. Dopiero wspaniałe, pełnej dramaturgii zakończenie (Adagio V Symfonii z ciekawą grą aktorską i subtelnym tańcem) uzmysławia, jak dobrym spektaklem byłaby "Burza", gdyby miała taką temperaturę od początku przedstawienia.

Opinie (10)

  • Burza

    Ostatnie zdanie mówi wszystko o tym spektaklu :)
    Spektakl jest ciekawy plastycznie, jednak przez niemal całą I Symfonię Mahlera (zdecydowaną większość spektaklu), nie budzi emocji. Podziwiać go można jak za szybą. Dopiero wspaniałe, pełnej dramaturgii zakończenie (Adagio V Symfonii z ciekawą grą aktorską i subtelnym tańcem) uzmysławia, jak dobrym spektaklem byłaby "Burza", gdyby miała taką temperaturę od początku przedstawienia.

    • 32 1

  • Autoterapia? (1)

    Stary demiurg wyspy, który nie chce zaakceptować potrzeb dojrzewającej córki... Freudowskie to nieco, droga Izadoro!

    Poza tym nie mogę uwierzyć w sposób, w jaki Izadora Weiss wypowiada się o Frani Kierc i Michale Łabusiu. W jednym przypadku - zajechać, porzucić; w drugim - śmiertelnie obrazić się za to, że drugi człowiek posiada wolną wolę.

    • 37 3

    • och, foch :-/

      To prawda, sposób wypowiadania się i dobór słów gdy p. Izadora wypowiada się o byłych swoich tancerzach - są niesmaczne.....Nadają się do jej prywatnej wypowiedzi, ale w żaden sposób do mediów...

      • 25 2

  • Burza w sercu (1)

    Nikt tak jak ta choreografka nie potrafi połączyć muzyki i ruchu w jedno
    Z obrazów stworzonych przez Szekspira stworzyła swoją własną opowieść, o tym ile jesteśmy wstanie znieść dla dziecka.
    Do tego całość nie pozbawiona dowcipu, popisów akrobatycznych i wyrafinowanego ruchu.

    • 11 33

    • Uchuchuchu ale było ruchu.

      • 13 3

  • Symfonia na full wypas.

    Paradoksalnie bardziej zainteresowała mnie muzyka niż taniec.

    • 25 2

  • "(...)wiele figur i podnoszeń w tańcu z Romero przypomina te, jakie w duetach z Michałem Łabusiem wykonywała Franciszka Kierc"

    Ależ Panie Redaktorze - miej Pan odwagę nazywać rzeczy po imieniu. To jest zwyczajnie kolejny spektakl p. Weiss, który jest dokładnie taki sam jak poprzednie. Wszystko na jedno kopyto cały czas. Jeszcze gdyby była to próba budowania swojego własnego, rozpoznawalnego stylu - ok, rozumiem. W mojej jednak opinii jest to brak choreograficznej wyobraźni, brak szerszego wachlarza pomysłów. Brak talentu wreszcie!!! Żałośnie niski poziom choreograficzny, rekompensuje na szczęście wysoki poziom wykonawców. Tylko to podnosi (i podnosiło) te spektakle. Brawa dla artystów!!!

    • 32 6

  • Opera Bałtycka sięgnęła dna!!!

    Edukacja artystyczna spektakli baletowych-tanecznych legła w gruzach wraz z objęciem Opery przez obecnego dyrektora. Tak niskiego poziomu artystycznego Opera Bałtycka nie prezentowała wcześniej. Odnosi się wrażenie, że osoba odpowiedzialna za balet czy taniec, nie ma pojęcia o choreografii i kulturze baletu w ogóle. Nie sposób kształcić młodsze pokolenie, na tak dziwacznym guście jednej osoby. Czas zmienić dyrekcję Opery Bałtyckiej. Trójmiasto jest zniesmaczone wieloletnim, przedmiotowym traktowaniem placówki państwowej, której poziom sięgnął dna.

    • 73 9

  • Bardzo dobry spektakl!

    "Burza" BTT jest bardzo dobrym spektaklem. Nie zgadzam się z recenzentem, że "nie budzi emocji". Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. Wychodziłem ze spektaklu silnie wzruszony. Warto zweryfikować to osobiście. Bardzo polecam. Cieszę się, że istnieje w Gdańsku Bałtycki Teatr Tańca, jak również podoba mi się polityka repertuarowa Opery Bałtyckiej. Mimo niskiego budżetu spektakle są zawsze na wysokim poziomie artystycznym jak np. ostatnio dobry "Otello" czy wcześniej świetny "Ubu Rex". Dziękuję za to co było i proszę o więcej.
    Zbigniew.

    • 2 13

  • Bez emocji, a tańczyć potrafią tylko Filip Michalak i Beata Giza

    Jak w tytule. Poza wspomnianą dwójką, zbłąkanym Radziem Palutkiewiczem i Bartkiem "Drewno" Kondrackim w zespole nie ma chyba nikogo ze składu, który przyszedł za Weissami i ich "innowacyjną wizją" z Wrocławia do Gdańska.



    Zespół bardzo stracił przez odejście/usunięcie kilku wyrazistych tancerzy. Poziom techniczny BTT jest w tej chwili na poziomie eliminacji do telewizyjnego talent show - widać to zwłaszcza w scenie, w której Filip-Prospero tańczy z uskrzydlonymi opiekunkami Mirandy. On czaruje (zupełnie nie rozumiem statyczności jego ostatnich ról - ten facet nadal tańczy i skacze tak, jak dziesięć lat temu w "...z nieba"), one wyglądają jak uczennice, do tego źle uczone. Niechlujne, niewykończone ręce, nieładne szyje, ogólny brak wyrazu.



    Zupełnie nie rozumiem też zachwytów nad Turą Gomez Coll. Piruety kończyła metr dalej, niż zaczynała, do tego ma fatalne proporcje ciała, jak na tancerkę.



    Nie ma na kogo patrzeć, bo został tłumek niezapamiętywalnych, pozbawionych dojrzałości scenicznej i pewności w r******h tancerzy chyba zbyt młodych na wizję choreografki.

    • 12 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Trend Book 2021 w Muzeum Bursztynu
Trend Book 2021 w Muzeum Bursztynu
wystawa
gru 7-27.03
Gdańsk, Muzeum Bursztynu
Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
Pobożni i cnotliwi. Dawni gdańszczanie w zwierciadle sztuki
Pobożni i cnotliwi. Dawni...
wystawa
maj 15-31.12
Gdańsk, Muzeum Narodowe

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaki nietypowy jubileusz obchodził w październiku 2010 roku maestro José Maria Florencio?