Barbara Piórkowska: Ciągle gloryfikujemy tylko samo ciało

"Czas epidemii to dla wielu z nas zderzenie z lękiem, bólem, bezradnością - które zwykle potrafimy rozładować właśnie w kontakcie z naturą. W kontakcie z lasem, morzem, rzeką wyciszamy się i często udaje się przywrócić racjonalny ogląd spraw."
"Czas epidemii to dla wielu z nas zderzenie z lękiem, bólem, bezradnością - które zwykle potrafimy rozładować właśnie w kontakcie z naturą. W kontakcie z lasem, morzem, rzeką wyciszamy się i często udaje się przywrócić racjonalny ogląd spraw." fot. Lena Pelowska

- Bolączką ludzkości jest bezrefleksyjność i przedmiotowe traktowanie swojego organizmu i emocji. Ciągle gloryfikujemy tylko samo ciało - albo potrzeby ciała bagatelizujemy na korzyść umysłu. Choroba, tak samo jak kwarantanna, stopuje nas, daje możliwość zatrzymania się i przyjrzenia swojemu życiu, wprowadzenia zmian - mówi Barbara Piórkowska, trójmiejska pisarka, poetka i performerka. Rozmawiamy o najnowszej książce "Kraboszki", uważnym życiu, wyjściu z choroby, mitologii słowiańskiej i więzi człowieka z naturą.



Recenzja książek z Trójmiasta



Aleksandra Wrona: Rozmawiając o "Kraboszkach" nie da się uciec od tematu choroby, dlatego przekornie chciałabym zacząć od czegoś zupełnie innego. Jest druga połowa kwietnia, wiosna w rozkwicie, a w twojej powieści mimo szpitalnych okoliczności, mnóstwo jest nawiązań do natury. Czym była dla ciebie w chorobie?

Barbara Piórkowska: Muszę się przyznać, że przed chorobą mój stosunek do natury był "pozytywny" ale nie: "entuzjastyczny". Owszem, lubiłam przejść się na spacer, ale tzw. miejskie życie bardziej mi odpowiadało. Dopiero proces wychodzenia z choroby uświadomił mi, że natura to siła, która realnie może człowieka uratować, zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

Najnowszą książkę Barbary Piórkowskiej wydało wydawnictwo Marpress.
Najnowszą książkę Barbary Piórkowskiej wydało wydawnictwo Marpress. mat. prasowe
Okazało się, że w trudnych chwilach, kiedy mój organizm był wyczerpany chemią, realne ukojenie przynosiły dwie rzeczy - ludzka bliskość, delikatny, czuły dotyk oraz przebywanie w miejscach, gdzie czuć rozkwit życia. Kiedy tylko zaczęła się wiosna, zaczęłam od zgiełku miasta uciekać w naturę, potrafiłam godzinami leżeć na ziemi albo wędrować, patrząc na piękno roślinnego świata, kontaktując się z tym, co pierwotne, naturalne, pełne witalności. Wydaje mi się, że do prawidłowego funkcjonowania psychicznego potrzebny jest ludziom chociaż kawałek trawnika, kwiat na balkonie czy krzew przed blokiem. W naturze regenerujemy organizm. Dlatego nie można niszczyć miejskich kwietnych łąk czy wycinać drzew.

Czas epidemii to dla wielu z nas zderzenie z lękiem, bólem, bezradnością - które zwykle potrafimy rozładować właśnie w kontakcie z naturą. W kontakcie z lasem, morzem, rzeką wyciszamy się i często udaje się przywrócić racjonalny ogląd spraw. Bardzo żałuję, że w obecnych czasach ludzie tak przedmiotowo i rabunkowo podchodzą do świata roślin i zwierząt - niepotrzebnie likwidują drzewa, zabijają zwierzęta. To jest ucinanie gałęzi, na której siedzimy, bez dobrej relacji z przyrodą zabije nas stres. Trzeba jej się nisko i z szacunkiem kłaniać, a nie trzebić i palić.

Zobacz jak Trójmiasto rozkwitło na wiosnę - dużo zdjęć



W "Kraboszkach" próbuję literacko, nie ingerując w wiedzę medyczną - bo nie jestem lekarką - wytłumaczyć, skąd biorą się nasze choroby. Dla mnie to metafora odcięcia się od własnej natury, intuicji i zdolności odczuwania. Jako ludzkość zapodaliśmy sobie szaleńcze tempo pracy. Po co pić siódmą kawę, by z czymś zdążyć? To nie jest nam potrzebne. Naprawdę wystarczy nam jedna, za to aromatyczna, celebrowana, zaparzona w ulubionym kubku. W stanie relaksu wszystko tworzy się samo. Odcinamy się od tego, co naprawdę czujemy, nie chcemy przeżywać emocji. Wolimy coś zjeść albo kupić. To ma swoje ogromne konsekwencje - dla naszych organizmów i dla planety, która nas gości, a która tonie w śmieciach.

Pamiętam, że kiedyś na zajęciach medytacji miałam za zadanie przez kwadrans siedzieć w ciszy i skupieniu na swoich odczuciach. Poczułam wtedy, jak bardzo boli mnie kręgosłup. Zdałam sobie sprawę, że ten ból towarzyszy mi od dawna, ale nie miałam czasu się nim zająć.

Joga i medytacja w Trójmieście - zajęcia online


Naturalnym stanem jest, że jeśli odczuwamy ból, to się nim zajmujemy, sprawdzamy przyczynę, zatrzymujemy. Jeśli zmęczyliśmy się, to pozwalamy sobie na odpoczynek. Robią tak wszystkie zwierzęta oprócz człowieka, który na ból bierze tabletki, a na spadek sił pije "energetyka". Mam nadzieję, że czas społecznej kwarantanny pozwoli nam się trochę zatrzymać i otrzeźwić - zauważyć, że to bez sensu.

Oprócz natury w "Kraboszkach" pojawia się też dużo nawiązań do mitologii słowiańskiej. Chciałabym cię poprosić o wyjaśnienie tytułu, ale też o kilka zdań o tym, co w twojej powieści robią kikimora czy rodzanice.

Kraboszki to maski wykonane z drewna lub skóry, które znajdowano w wykopaliskach archeologicznych na terenie Polski czy Rosji. Według historyków, były prawdopodobnie używane do rytuałów podczas obrzędu dziadów. Służyły do kontaktu ze zmarłymi. Pomyślałam, że obraz kontaktu z przodkami i duchami przeszłości będzie dobrą metaforą tego, co dzieje się z człowiekiem podczas choroby. W tym czasie niejednokrotnie musimy skonfrontować się z naszymi ciemnymi myślami, nieprzyjemnymi wspomnieniami czy pogmatwanymi historiami rodzinnymi. Z bólem fizycznym i psychicznym - bo żegnamy jakąś część siebie. Kraboszki, czyli maski, chronią przed wniknięciem w nas tej czarnej mocy,
pozwalają przetransformować się nam z powrotem do życia.

Warto znać: słynne pisarki z Trójmiasta



Co do mitologii słowiańskiej, to nie ukrywam, że pociąga i inspiruje mnie romantyzm, w znaczeniu epoki literackiej. W mojej książce pojawia się nawiązanie do książki Marii Janion "Niesamowita Słowiańszczyzna". Liczę na to, że może znów uda nam się - jako ludzkości - dojść do stanu, gdy "czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko". Powrót do rozumienia świata opartego na empatii, na współczuciu i duchowości, która niekoniecznie jest sprawą religii, a raczej leży w gestii indywidualnego kontaktu z tym, co intuicyjne, jest nam teraz bardzo potrzebny. Kikimora - duch zmarłego dziecka albo rodzanice - nasze lokalne prządki losu - towarzyszą więc czytelnikom i czytelniczkom symbolicznie - jako przedstawicielki wewnętrznego wymiaru człowieka.

Wydaje mi się, że mitologia słowiańska może być dla nas bardzo cenną lekturą w tym czasie.

Zadziwia mnie to, że w szkole uczymy się tak dużo o greckiej i rzymskiej mitologii, natomiast nie mamy pojęcia o rodzimej. Warto się z nią zapoznać, ponieważ jest w niej pewien rodzaj pierwotnej narodowej prawdy o nas. Mamy tam wątki bliskie sercu, dostosowane do naszej strefy klimatycznej, w której mieszkamy, pojawiają się tam duchy leśne i bagienne, w skwarne lato przychodzą do zagonów zboża południce, zimą po chatach kryją się duchy domowe. A jednocześnie są to też opowieści bardzo uniwersalne, które objaśniają to, jak działa świat, czy w zasadzie te historie są rodzajem mitu.

Wykorzystanie rodzimej mitologii było też pewnym pretekstem do opowiedzenia mojej historii. Temat choroby jest ekstremalnie trudny do opisania. Oczywiście, można go zawrzeć w formie dziennika, ale ja nie chciałam reportażu z przebiegu nowotworu, tylko głębszej historii. Myślę, że ciężko jest czytać wprost o umieraniu, gdy nie jest ono ubrane w żadną metaforę. System wierzeń słowiańskich był dla mnie pewnego rodzaju wentylem bezpieczeństwa, dzięki niemu czytelnik jest w stanie przejść przez tę książkę czując nie tylko smutek, ale też ciesząc się z przemiany bohaterki i śmiejąc z żartów sytuacyjnych.

Czy "Kraboszki" powstawały w trakcie twojej choroby?

Mam taką metodę pracy, że zazwyczaj przed pisaniem nie robię zbyt wielu notatek. Kiedy coś mnie spotyka, staram się skupić na przeżywaniu, a dopiero później wygrzebuję to z "twardego dysku" w głowie i przetwarzam. Nie byłam w stanie dokumentować przebiegu choroby. Myślałam też, że książkę o tym, co przeżyłam, stworzę dużo, dużo później, a jak tylko dojdę do siebie, to zajmę się tekstem, który miałam gotowy już wcześniej. Jednak zdarzyło się inaczej, ponieważ kiedy do niego sięgnęłam, poczułam że jestem już zupełnie inną osobą i nie identyfikuję się z tym, co napisałam przed chorobą.

Pojechałam też na warsztaty prozatorskie zorganizowane przez Wydawnictwo Czarne. Na nich niespodziewanie powstał zalążek "Kraboszek" i poczułam się gotowa zmierzyć z tematem. Napisanie tej książki wiele mnie kosztowało - musiałam wrócić do trudnych wydarzeń, mój organizm reagował na przywołane obrazy dość ostro, czułam się wyczerpana. Cóż, widocznie koncepcja, że umysł jest połączony z ciałem i to, co myślimy, ma wpływ na nasze zdrowie, jest najzupełniej prawdziwa.

Czy widzisz gdzieś w tej historii analogię do sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się przez koronawirusa?

Jest bardzo wiele wspólnych płaszczyzn. Dla mnie rodzajem kwarantanny już było pisanie książki - musiałam zamknąć się w domu i skupić na tym, co chcę przekazać, po czym swoje przy pisaniu wysiedzieć. A kiedy okazało się, że skończyłam, zrobiłam redakcję i korektę i mogę wyjść do ludzi, to zaczęła się kwarantanna oficjalna.

Większość osób ma jakieś doświadczenie pobytu w szpitalu. Z reguły nie jest ono przyjemne, ale moim zdaniem każda choroba ma większy sens. Oczywiście, możemy spojrzeć na nią czysto technicznie - podupadamy na zdrowiu, dostajemy leki i wracamy do formy lub nie. To bardzo powszechne patrzenie na sprawę, chociaż moim zdaniem także dość płytkie. Równolegle z procesem farmakologicznym dzieje się coś w naszym duchu. Badamy swoje ograniczenia, kontaktujemy się z potrzebami ciała, przeżywamy, jak dziecko, bezradność. Możemy wykorzystać ten czas, żeby odkryć, co zaniedbaliśmy w życiu - co osłabia naszą odporność, sprawia, że żyjemy w ciągłym stresie, co jest nie tak z naszymi nawykami, przekonaniami, relacjami z ludźmi. Choroba to okazja, żeby zmierzyć się z tym, co na co dzień spychamy na samo dno.

Bolączką ludzkości jest bezrefleksyjność i przedmiotowe traktowanie swojego organizmu i emocji. Ciągle gloryfikujemy tylko samo ciało - albo potrzeby ciała bagatelizujemy na korzyść umysłu. Choroba, tak samo jak kwarantanna, stopuje nas, daje możliwość zatrzymania się i przyjrzenia swojemu życiu, wprowadzenia zmian. Spokojny, szczęśliwy człowiek ma więcej zasobów, żeby dobrze i zdrowo funkcjonować w świecie, dlatego praca z własnymi emocjami to po prostu wyraz instynktu samozachowawczego. Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na wiele spraw na zewnątrz, trudno - ale każdy i każda z nas może przyjrzeć się sobie i zadbać o samopoczucie i wewnętrzną harmonię.

Czytaj także: Jestem za panią siostrę, nie za pan brat - rozmowa z Barbarą Piórkowską

Barbara Piórkowska - pisarka, poetka, krytyczka literacka, performerka. Autorka powieści "Szklanka na pająki" (2010/2018) i prozy "Utkanki" (2014), czterech tomów poetyckich, w tym ostatniego pt. "Syberia" (2016), audiobooka poetyckiego, tekstów do piosenek (płyta "Piórko" Natalii Grzebały); współtwórczyni spektakli poetyckich, spacerów literackich i spacerów z twórczym pisaniem. Prowadziła pracownię kreacji literackich i blogów w Pałacu Młodzieży w Gdańsku oraz warsztaty twórczego pisania m.in. na ogólnopolskim festiwalu rozwojowym dla kobiet Progressteron. Ukończyła warsztaty pisania prozą, organizowane przez Wydawnictwo Czarne. Tłumaczona na język angielski, niemiecki, rosyjski i litewski. Nominowana do Nagrody Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury "Splendor Gedanensis" za rok 2010. Laureatka Nagrody Gdańskich Bibliotekarzy "Pro Libro Legendo" za rok 2010. Wielokrotna stypendystka Miasta Gdańska i Marszałka Województwa Pomorskiego. W marcu 2020 roku ukaże się jej kolejna powieść "Kraboszki" - o pacjentach/pacjentkach i lekarkach/lekarzach w polskim szpitalnictwie.

Opinie (31) 6 zablokowanych

  • Gloryfikujemy same ciało i tu się absolutnie zgadzam. Na przykład w prawosławiu wierni spozywają zarówno ciało jak i krew (3)

    czyli chleb i wino, u nas wino pije tylko ksiądz, co nie było pierwotną tradycją, powstało później.

    • 5 17

    • (1)

      Wszystko to ściema

      • 5 3

      • racja. ciało sie rozkłada i nic z niego nie zostaje.

        • 4 0

    • Bo do komuni swietej nie przystępujesz

      A wiedze od dziadka z kgb masz nt. Kosciola

      • 2 2

  • Czekam właśnie na przesyłkę z Pani książką:)

    • 10 9

  • zgadzam sie z Panio

    czuway!

    • 9 9

  • Każda skrajność jest zła. (3)

    Nie można popadać z pochwały Photoshopa w gloryfikację otyłości, lenistwa, złych nawyków żywieniowych. A szkoda, że to tak elascie wygląda. Żal mi tych tych coraz większej ilości otyłych młodych ludzi, głównie dziewczyn.

    • 16 7

    • Żal mi ludzi, (2)

      którzy komentują a nie potrafią posługiwać się poprawnie językiem polskim

      • 7 9

      • Ach nie ma do czego się przyczepić to czepiamy się nie co, tylko jak zostało napisane :)

        • 4 0

      • Przestań jeść snikersy.

        Z tłuszczem może zniknie trochę jadu. :)

        • 1 0

  • porostu słuchajmy wewnętrznego głosu. On wie i już. Zawsze. (1)

    • 9 4

    • Tak, tak. Brejvik też go słuchał.

      • 1 1

  • Takie tam gadanie.... (6)

    Jak ktoś ma tyle pieniędzy że nie ma co z nimi robić to mówi że pieniądze nie są ważne.

    Jak ktoś jest leniem, woli jak świniak się obżerać śmieciowym żarciem i wygląda jak banka wstanka to będzie mówił że ciało nie jest ważne a umysł. .

    Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

    • 25 6

    • Nojo

      • 2 2

    • (2)

      Jak ktoś ma tyle pieniędzy że nie ma co z nimi robić to... spać po nocach nie może ze strachu że go okradną albo że akcje jego firmy spadną, nie wyjdzie z domu bez ochrony bo go porwą itp. itd.

      • 4 7

      • Sie nie znasz bos biedny (1)

        Nie mamy tak.

        • 8 0

        • Gołopupiec haha

          • 2 1

    • Wańka - wstańka. A nie "bańka".

      • 3 0

    • jem śmieciowe żarcie a jestem chudy, Trzeba wiedzieć czym to żarcie zapijać. Dobra mocna wódka w dużych ilościach i kilogramy spalone.

      • 1 0

  • Do refleksji trzeba dojrzec...

    ,,Bolaczka ludzkosci jest bezrefleksyjnosc...'' . Uwaga trafna ale uogolniona, bo dotyczy glownie Swiata Zachodu. Religie Indian uznaja znaczenie spraw tajemnych za wazniejsze niz rzeczy codziennych. Stad waznosc funkcji szamana (dlatego tez wg ich wierzen Ksiezyc ma wieksze znaczenie niz Slonce!). Generalnie to kwestia wartosci - uznania znaczenia Dojrzalosci Emocjonalnej ogolnie i Milosci - w szczegolnosci jako Doskonalosci.
    Ale jak sie przyjrzec uwaznie to i medycyna zachodnia zauwaza problem bezradnosci, bolu, niepokoju. W Pain Clinic w USA najczesciej zatrudniana osoba jest ...psycholog. Jest tez wytyczna Miedzynarodowego Towarzytwa Badania Bolu. I co z tego? Ilu psychologow pracuje w Trojmiejskich Szpitalach? Nawet w Poradni Przeciwbolowej (Szpital Wojewodzki) psycholog zostal zwolniony. Pisma w tej sprawie do pp. Borusewicza (odpowiedzialnego za Pomorska Sluzbe Zdrowia), czy Tuska pozostaly bez odpowiedzi... Ludzie bezrefleksyjni?

    • 10 2

  • (4)

    A co jeśli idę do lasu , a tam...same brzydkie drzewa...wtedy ogarnia mnie smutek, a nie euforia życia

    • 4 10

    • Brzydkie drzewa czyli jakie? (3)

      Drzewo to nie samochód i nie musi się podobać. Drzewa to życie, bez drzew ludzkość wyginie...

      • 6 0

      • Kornik mówi ci to coś?

        • 1 1

      • (1)

        Stare, spróchniałe, z jakimiś chorobami drzewostanu...

        • 1 1

        • te też są potrzebne

          są kolebką dla następnych pokoleń życia.

          • 4 0

  • (1)

    Trzeba zmienić optykę z JA na innego człowieka. Dziesiejsze czasy, styl życia, media, to wylęgarnia narcyzów, Piotrusiów Panów i innych księżniczek na ziarnku grochu.

    • 20 4

    • Czyli lepiej być realistą z mieszkaniem na kredyt na Szadółkach?

      • 2 2

  • Choroba budzi refleksje, ale często za późno

    Poza tym tekst ciekawy i zgodzę się że mamy w szkole i i nie tylko spory kontakt z mitologia grecka i rzymska ale o naszej rodzimej nie wiele. Problem niestety w tym że obecnie obserwuję rozkwit szurii Lechickiej i proponowane tego wraz z elementami kabały i innego okultyzmu. Proces bardzo niebezpieczny z uwagi na chaos jaki wprowadzają entuzjaści tego ruchu, propagandę panslawiatyczna, wpływy Rosyjskie, antypaństwowe ciągotki, antychrzescijanstwo i ludzi zwiazanych z komunistycznymi służbami którzy są polokowani w tych w środowiskch na pozycjach frontmentów, teoretyków, historyków, przekaziorów w mediach internetowych...

    • 4 4

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Do DNA
Do DNA
wystawa
lut 13-31.12
g. 10:00 - 16:00
Gdańsk, Narodowe Muzeum Morskie
John Faltin - fotograf Sopotu
John Faltin - fotograf Sopotu
wystawa
maj 10-17.10
g. 10:00 - 16:00
Sopot, Muzeum Sopotu
Design Oskara Zięty w zabytkowych wnętrzach Dworu Artusa i Domu Uphagena
Design Oskara Zięty w zabytkowych...
wystawa
maj 12-28.11
Gdańsk, Muzeum Gdańska

Rozrywka

Kulinaria

Sprawdź się

Sprawdź się

Siedziba Muzeum Narodowego w Gdańsku przy ul. Toruńskiej 1 funkcjonuje jako muzeum od...?

 

Najczęściej czytane