Wiadomości

Bal w Operze - przeciętne otwarcie Nowej Sceny Teatru Muzycznego

Wielbicie groteski szytej bardzo grubymi nićmi i rubasznego humoru spod znaku księdza Baki będą z pierwszej premiery Nowej Sceny Teatru Muzycznego z pewnością zadowoleni. "Bal w Operze" pomimo bardzo pomysłowej scenografii pozostaje jednak przestylizowaną, zaskakująco statyczną aranżacją poematu Tuwima.



Cały zespół aktorski "Balu w operze" stanął na wysokości zadania, jednak trudno spektakl Muzycznego traktować inaczej niż inscenizowany program piosenek do muzyki Leszka Możdżera.
Cały zespół aktorski "Balu w operze" stanął na wysokości zadania, jednak trudno spektakl Muzycznego traktować inaczej niż inscenizowany program piosenek do muzyki Leszka Możdżera. fot. Piotr Manasterski
Kolejny raz bardzo wyraziste epizody stworzył Sasza Reznikow, śpiewając "I am Pitty" czy inaugurując scenę "przy bufecie".
Kolejny raz bardzo wyraziste epizody stworzył Sasza Reznikow, śpiewając "I am Pitty" czy inaugurując scenę "przy bufecie". fot. Piotr Manasterski
W "Balu w Operze" Juliana Tuwima pod powierzchnią satyry i pozorem beztroski kryje się wielki niepokój o losy dotychczasowego ładu i porządku, które w 1936 roku, gdy powstał utwór Tuwima, rzeczywiście były mocno zagrożone przez rosnący w siłę ruch faszystowski. Tytułowy bal, na wzór balu u Senatora z III części "Dziadów" Mickiewicza, skupia elitę warszawską na przyjęciu u Archikratora (z grec. wszechpotężny władca) na karnawałowej rozrywce, gdzie "jedzą, piją, lulki palą"... i nie tylko. Tuwim mistrzowsko oddaje słowami tempo i ruch, malując przy tym bardzo plastyczny obraz nocnej zabawy i poranka (w mieście i na wsi) z tamtych lat.

Reżyser gdyńskiej premiery, Wojciech Kościelniak, podjął oba tropy - w czarno-białej tonacji, w klimacie przedwojennych wodewili czy operetek nawiązuje do realiów twórczości Tuwima, zaś wplatając w poemat Tuwima fragmenty Apokalipsy św. Jana odwołuje się do katastrofizmu i podkreśla pesymistyczny wydźwięk poematu.

Rozdziela też w ten sposób części poematu, dając chwilę oddechu obecnej na scenie od początku do końca spektaklu jedenastce aktorów Muzycznego. Każdy z wykonawców ma epizody wizyjne (wypowiadane do widzów przez "anielską" trąbę) i fragmenty śpiewane. Chociaż wyraźnie postawiono na zespołowość (większość utworów wykonywanych jest wspólnie), na tle dobrego muzycznie i rytmicznie zespołu wyróżniają się Mateusz Deskiewicz, Sasza ReznikowKarolina Merda.

Na uwagę zasługuje bardzo urozmaicona scenografia Damiana Styrny, który w kilku walizkach i ukrytych pod sceną skrzyniach (otwieranych przez aktorów podczas fragmentów apokaliptycznych) ukrył ogromne bogactwo rekwizytów i gadżetów, którymi "koloruje" niemal pustą scenę. Podobnie jak w "Lalce" wykorzystany zostaje również tiul (oddzielający scenę od kierowanych przez Piotra Manię muzyków, wykonujących kompozycje Leszka Możdżera) jako przestrzeń dla wizualizacji i obrazów wzmacniających przekaz apokaliptycznych wizji. Także kostiumy Katarzyny Paciorek funkcjonują w tym spektaklu na zasadzie rekwizytu.

"Bal w Operze" jest jednak przypadkiem, gdy szereg udanych komponentów nie przekłada się na jakość całości. Brakuje jakiejkolwiek dramaturgii, nie ma też tańca, a ruch sceniczny zredukowany został do absolutnego minimum. Główny zarzut pozostaje jednak po stronie inscenizacji, która, choć dopracowana w szczegółach, sprawia wrażenie przygotowywanej fragmentarycznie, pod dany rozdział tekstu, przez co spektakl stał się programem wykonywanych po sobie piosenek. Co więcej, część z pomysłów reżysera wyraźnie osłabia siłę tekstu Tuwima, bowiem od reżysera tej klasy co Kościelniak można wymagać nieco więcej niż np. imitowanie wymiotów podczas sceny opisującej posiłki na balu lub śpiewania o "seksualnym kontredansiku" na sedesie.

Kościelniak, znany przecież z umiejętnego poruszania się po śliskim gruncie formalnych chwytów, tym razem dobiera je chaotycznie, niekiedy zupełnie niepotrzebnie - m.in. rozbiera aktorów do naga, jak w swoim "Hair", tyle że tam była to metafora odarcia z marzeń młodości i brutalnej konfrontacji młodych ludzi ze światem dorosłych. Dlaczego wszyscy goście balu u Archikratora też muszą być nadzy wie chyba tylko sam reżyser.

Spektakl nie może uniknąć porównań z wersją "Balu w Operze" z 2003 roku, przygotowaną przez Wojciecha Kościelniaka na Przegląd Piosenki Aktorskiej i obecnej przez kilka lat w repertuarze Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu (jej koncertową wersję pokazano w Muzycznym w 2008 roku). Tamta, niezwykle żywiołowa, efektowna inscenizacja tętniła życiem, mieniła się różnymi odcieniami i formami scenicznymi, od musicalu, przez wodewil, po kabaret.

W Gdyni powstał spektakl diametralnie inny, wyraźnie odrębny inscenizacyjnie. Statyczna, momentami patetyczna gdyńska inscenizacja dorównuje wrocławskiej aktorsko, przewyższa ją scenograficznie, ale pozostaje słabszym przedstawieniem.

Opinie (36) 5 zablokowanych

  • ha!

    w 100 procentach zgadzam się z recenzją. Niestety.

    • 16 12

  • Smuk nie było w spektaklu

    Odpowiedź redakcji:

    Dziękujemy za sugestie. Treść została poprawiona.

    • 10 1

  • Ale chociaż coś się dzieje...

    A Operę zamykają na ponad 4 miesiące ! ! !

    • 7 1

  • A ja i tak pojdę i chetnie obejrzę

    • 17 5

  • Ja to bym do opery za nic w świecie nie poszedł

    mój pradziadek był przed wojną to dwa dni w szpitalu spędził, straszne rzeczy się tam dzieją

    • 15 1

  • to chyba pierwsza trafna recenzja owego recenzenta!

    • 6 6

  • Kulturalne szprotki (2)

    Spektakl ewidentnie nieudany! To się zdarza najlepszym,zwłaszcza, że Kościelniak wiele razy udowadniał, że jest świetnym reżyserem.WIELKIE brawa dla władzy,że fundusze unijne i NASZE podatki poszły na nowa scenę Teatru Muzycznego.Brawo za inwestowanie w kulturę,to się zawsze zwraca dziesięciokrotnie.Podnosi wrażliwość i wyobraźnię tubylczej ludności i przypomina,że życie to nie tylko łykanie i wydalanie.Ale....na litość Boską o co chodziło projektantowi tej sali?! Czy zażartował???!!!chciał nam przypomnieć,że Gdynia jest miastem rybackim.Na widowni siedzi się jak szprotka w puszce.Jeżeli ktoś ma więcej niż metr czterdzieści nie ma szans!!!!Jest TAK CIASNO,że trudno wykonać jakikolwiek ruch.To jest JAKAŚ AFERA!!!!A może chodzi o to, aby upchnąć jak najwięcej widzów i co za tym idzie sprzedać więcej biletów???!!!Nie chce mi się wierzyć w taką pazerność połączoną z tępotą i brakiem wyobraźni.Jeżeli ktoś dowie się,że spektakl trwa dłużej niż godzinę po prostu nie przyjdzie.Chytry dwa razy traci!!!! Przecież to będzie trzeba poprawiać jak spartaczone autostrady! Kocham mój kraj!

    • 25 8

    • Niestety tu się zgadzam.
      Mając ponad 1,9m wzrostu uratowało mnie siedzenie w pierwszym rzędzie co nie zmienia faktu, że po 20min nie wiedziałem na którym boku siedzieć i jak się obracać żeby nie wypaść z małego fotela.
      Dodatkową farsą są podłokietniki, które są krótsze od moich zgiętych w łokciach rąk przez co wiadomo kto, co i gdzie może sobie je wsadzić ;-)

      • 2 0

    • ciasnota

      komfort na sali tragiczny. miejsca na nogi brak.Byc moze sala bedzie przeznaczona dla dzieci?

      • 3 0

  • Byłem wczoraj (3)

    Oj wielu rzeczy pan redaktor nie zrozumiał ze spektaklu ja przyznaje sie rownierz, bo sam tekst Tuwima bardzo ciężki,ale ja nie pisze recenzji:) pójdę jeszcze raz i zrozumiem bo sama inscenizacja i wysiłek aktorów są tego warte.Mało tańca,spójności?Tyle potu i jednolitej pracy aktorów nie widziałem w Muzycznym dawno.A poza tym nawet ja zrozumiałem po co bohaterowie stojący nad dołami pełnymi codziennych rzeczy a przed chwilą mówiący Apokalipse się rozbierają,co ich czeka...Stawianie tego obok wyzwolonego Hair to chyba pomyłka. Oczywistych pomyłek merytorycznych nawet nie komentuje.

    • 25 11

    • (2)

      również :)

      • 8 0

      • (1)

        Oj tam oj tam:)

        • 2 1

        • ...

          ale piszesz po polsku albo wcale

          • 0 0

  • obejrzę dopiero dzisiaj

    ale, już z wywiadów z Kościelniakiem, jakie były w trójmiejskiej prasie nie zapowiadało się to dobrze... obawiam się, więc, że faktycznie się nie udało

    • 3 8

  • Jakie dno

    dno, dno, dno...

    • 13 16

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

listopada

Rozrywka

Filmowe Trójmiasto: z wizytą u "Lokatorów"
Wspominamy: z wizytą u "Lokatorów"
Szukali sławy w telewizji. Uczestnicy "The Voice" z Trójmiasta
Uczestnicy "The Voice" z Trójmiasta

Kulinaria

"Masterchef": dwóch szefów kuchni z Trójmiasta w programie
Szefowie kuchni z Gdyni w "Masterchefie"
Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?
Jak pandemia wpłynęła na rodzinne obiady?

Sprawdź się

W którym roku odbył się pierwszy pokaz "Pierścienia Nibelunga" w Gdańsku?