Wiadomości

stat

Artur Sychowski: To będzie coś niezwykłego!

- Nie ja będę gwiazdą tego wieczoru, lecz ludzie i ich osobiste przeżycia. Wiem, że będzie to coś niezwykłego - mówi o koncercie inaugurującym "Stoczniuj, leżakuj, dokuj" pianista Artur Sychowski. Czy tak będzie w istocie przekonają się ci, którzy wybiorą się do klubu B90 w niedzielę 15 listopada o godz. 18.


- Klub jest ogrzewany, ubierzcie się wygodnie. Ja także będę ubrany swobodnie. Światła będą genialnym uzupełnieniem całości. Czasem zgasną. Czasem się pojawią. Będzie to niesamowite doświadczenie, inne od wszystkich - mówi Artur Sychowski, gwiazda koncertu inaugurującego cykl "Stoczniuj, leżakuj, dokuj", który odbędzie się 15 listopada o godz. 18 w klubie B90 zobacz na mapie Gdańska. Artysta opowiada również o tym, dlaczego nie warto studiować kompozycji i jaką przewagę nad melomanami mają słuchacze niewykształceni muzycznie.

Ewa Palińska: Często słuchasz "cudzej" muzyki?

Artur Sychowski: W sumie nie powinniśmy mówić, że ta muzyka jest czyjąś własnością, tamta kogo innego. To wszystko jedno. Muzyka, taniec, malarstwo, teatr, głos... Wszystko to jedna energia, przez pryzmat każdego twórcy przetwarzana w indywidualny sposób. Ostatnio bywałem na koncertach heavy metalu jak i rocka. Jestem zachwyconym poszukiwaczem piękna wszędzie, gdzie jest to możliwe.

Jaką rolę w twojej działalności artystycznej odgrywa muzyka przeszłości? Wzorujesz się na niej, czerpiesz z niej inspirację?

Patrzę na to, co przetrwało wieki. Kopiuję system i wzorzec. Ale tak naprawdę chodzi o piękno. Ludzie znają muzykę przeszłości, dlatego są świadomi tych melodii w czasie czyichś występów czy podczas słuchania płyt. Czerpię z tej klasyki inspirację, dodając swoje improwizacje. Pokazuję, że znane motywy potrafią "pływać" jak muzyczne fale, niekoniecznie w starej, dobrze znanej i powtarzalnej wersji. To czyni muzykę przeszłości ponadczasową i unikatowo przedstawioną.

Jesteś jednym z niewielu znanych mi artystów, którzy otwarcie przyznają, że Penderecki jest passe. W ogóle jesteś dość śmiały w osądach i wyrażaniu własnych, często bardzo kontrowersyjnych opinii. Nie boisz się, że sobie tym zaszkodzisz?

Nie jestem najlepszy i taki nie będę. Wyróżnia mnie inność. W momencie robienia rzeczy - tak jak większość - stałbym się człowiekiem w "normie". Nikogo nie oceniam, nie kieruje mną ego, wręcz przeciwnie - jestem na etapie akceptacji i zrozumienia przez pryzmat uczuć.
W moim odczuciu współczesny świat poszedł w dziwną stronę, ludzie po prostu się gubią. Zapominają, co jest najważniejsze, kim są i po co żyją. Polacy są przeintelektualizowani.
Polacy są przeintelektualizowani. Dlatego właśnie lubię grać dla ludzi prostych, ponieważ nie potrzebują analizować tego, co robię, ale właśnie odczuwają najpiękniejsze rzeczy bez użycia umysłu, przez co często wzruszają mnie do łez. Tacy ludzi piękno odbierają nie na poziomie intelektu, ale kierując się sercem. Odbierają muzykę całym ciałem. Generalnie nie umiem nawet się poprawnie wypowiadać, a czy to jest aż takie ważne? Przecież liczy się to, co wnoszę w czyjeś życie, nawet pojedyncza inspiracja, pomysł, rozwiązanie problemu, a nawet oderwanie od problemu jest największym posłannictwem i prawdziwą misją. Czy zaszkodzę sobie wnosząc w świat odrobinę miłości ?

Rzuciłeś studia na wydziale kompozycji, bo zamiast rozwijać, hamowały twoją twórczą inwencję. A co z możliwością szlifowania warsztatu zarówno kompozytorskiego jak i pianistycznego? Uważasz, że gdańscy pedagodzy nie byliby w stanie cię niczego wartościowego nauczyć?


Cała sprawa ze studiami to wielka parodia i ta kwestia nadaje się na ogólnopolski skandal. Jeśli chodzi kwestie edukacji, w Szkole Muzycznej II stopnia prowadził mnie kierownik wydziału fortepianu, profesor Waldemar Wojtal. Szkołę skończyłem rok szybciej, ze względu na duże uzdolnienia i przyspieszony tok pracy. Chciałem dalej rozwinąć swój warsztat, lecz kompozytorski. Brak mi słów żeby opisać, co się działo na pierwszym roku studiów kompozytorskich. Musiałem z nich zrezygnować, rzucano mi kłody pod nogi.

Możesz to rozwinąć?

Jak najbardziej - nie waham się tego mówić! Kompozycja jest wydziałem teoretycznym, a powinna być praktycznym. Chciałem popracować nad pięknem kompozycji i przelewaniem pomysłów z umysłu na papier, ale okazało się, że coś takiego uważa się za herezję. Obecnie, po małej przerwie, studia kontynuuję jako pianista. Co do studiowania jazzu to prawda jest taka, że nie zostałem przyjęty na fortepian jazzowy, bo nie umiem grać jazzu. W takim razie jakim cudem wygrałem międzynarodowe konkursy właśnie muzyki jazzowej? Śmiechu warte.

Arturowi Sychowskiemu zdarza się grywać koncerty "na poważnie", aczkolwiek zdecydowanie bardziej woli puścić wodze fantazji i uderzyć do tych obszarów podświadomości słuchaczy, do których nie ma dostępu podczas koncertów np. w filharmonii.
Arturowi Sychowskiemu zdarza się grywać koncerty "na poważnie", aczkolwiek zdecydowanie bardziej woli puścić wodze fantazji i uderzyć do tych obszarów podświadomości słuchaczy, do których nie ma dostępu podczas koncertów np. w filharmonii. fot. Artur Sychowski
Zdarza ci się chodzić na "tradycyjne" koncerty muzyki klasycznej, np. do filharmonii?

W tym momencie rzadko, z powodu absolutnego braku czasu i konkretyzacji swojej energii na innych aktywnościach. Chodziłem oczywiście w przeszłości i nawet sam wygrywałem konkursy muzyki klasycznej w "tradycyjnym" wydaniu.

Co ci się w nich zatem nie podoba? Zakładam, że tak jest, skoro proponujesz swoim słuchaczom zupełnie inny sposób odbierania muzyki.

Boli mnie fakt, że przeważnie muzyka klasyczna wykonywania jest odtwórczo. Wykonawcy nie mają własnego pomysłu i inwencji, a jeśli mają, jest ona dokładnie zaplanowana.
Nie ma miejsca na spontaniczność i prawdziwą muzyczną wolność, przez co ludzie odbierają wszystko w ten sam sposób i z góry są przygotowani na kolejne przewidywalne momenty. Nie ma w tym nuty radości i głębokiej spójności z samym sobą. W efekcie słuchacze są znudzeni lub stwierdzają, że im się to podobało. Owszem, podobało, ale czy to było coś głębszego ? Muzyka jest energią i może wpływać na więcej niż uszy, ona potrafi zmieniać strukturę wody! A my jesteśmy w 77proc. żelem, więc potrafi też nas zmieniać. Chodząc na zastałą formę koncertów, nie zmieniamy się wewnętrznie. Stajemy w miejscu. Nie jest to złe, ale...

Uważasz, że gdybyś wystąpił na scenie filharmonii, a słuchacze stosowaliby się do zasad filharmonicznego savoir - vivre'u, percepcja byłaby bardziej "uboga"?

Występuję w filharmoniach i miejscach bardzo restrykcyjnie klasycznych. Zostałem zaproszony na międzynarodowy festiwal w Toskanii, gdzie nie miałem miejsca na swoje improwizacje. W takich programach przygotowuję się na inną grupę odbiorców. W inny sposób prowadzę ludzi i świadomie prowadzę poziom budowania różnych przeżyć. Jest to inne doświadczenie, bardziej wyrafinowane i delikatniejsze, nie tak głębokie jak na koncercie Chillout Impression. Dzięki innowacyjnej formie, mogę dotrzeć do każdego słuchacza bezpośrednio i on sam może przeżyć go w swój indywidualny sposób.

Do kogo zatem adresujesz swoje koncerty? Przygotowujesz ofertę pod konkretny target, czy wychodzisz z założenia, że dobra muzyka jest dla wszystkich?

Wszystkie z moich czterech autorskich projektów, które stworzyłem do tego momentu, są adresowane do innego odbiorcy, ale tak na prawdę to każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Dobra muzyka jest dla wszystkich. Muzyka, którą wykonuję, nie jest zatem adresowana tylko do ludzi poszukujących wielkich artystycznych doznań. Robię coś, co łączy wielu ludzi i wychodzę z założenia, w szczególności w koncercie Chillout Impresison, że moje widowiska kierowane są absolutnie dla każdego człowieka.

"Stoczniuj, leżakuj, dokuj" - możesz powiedzieć coś więcej na temat tego wydarzenia?

Zostałem zaproszony do współpracy z klubem B90, by rozpocząć cykliczne koncerty muzyki klasycznej w nowym wydaniu. Stoczniuj jako regeneracja, leżakowanie jako odpoczynek, a dokuj jako przygotowanie do nowej formy. Po przemyśleniu tej koncepcji, miejsca i wykonywanej w niej poprzednio muzyki, postanowiłem przygotować zupełnie nowy projekt. Nazwałem go "Chillout Impression", gdyż kojarzony ma być ze zwolnieniem tempa, ustanowieniem przerwy, odpoczynku.

 - Myślę, że nie powtórzymy go w Polsce, a jeśli już, to w dużych klubach. Generalnie B90 przebudowuje całą scenę i sam dopożyczam światła. Będą dwa wielkie słupy oświetleniowe przed budynkiem, świecące na 15 km. Cały Gdańsk zobaczy że coś się dzieje w B90 - zapowiada Artur Sychowski. Czy tak będzie naprawdę, przekonamy się już w niedzielę 15 listopada w klubie B90.
- Myślę, że nie powtórzymy go w Polsce, a jeśli już, to w dużych klubach. Generalnie B90 przebudowuje całą scenę i sam dopożyczam światła. Będą dwa wielkie słupy oświetleniowe przed budynkiem, świecące na 15 km. Cały Gdańsk zobaczy że coś się dzieje w B90 - zapowiada Artur Sychowski. Czy tak będzie naprawdę, przekonamy się już w niedzielę 15 listopada w klubie B90. fot. Artur Sychowski
Brzmi zachęcająco. Czego możemy się zatem spodziewać? Uchylisz rąbka tajemnicy?

Zależy mi na tym, aby uzyskać efekt odwrotny od statycznego siedzenia w miejscu koncertowym. Inspiracją były moje własne doświadczenia. W szczególności te chwile, kiedy grałem dla przyjaciół - kładli się na podłogę i przeżywali niezwykłą podróż do swojej wyobraźni. Nieważne jak i co grałem - ważna była intencja tej muzyki, miała harmonizować i uspokajać każdego ze słuchaczy. W najnowszym wydaniu, wzmacniam ten efekt dodając dobro znane od tysięcy lat - od elementów orientalnych (mis, dzwonków, gongów) po szamańskie i afrykańskie rytmy i muzykę wiktoriańską. Nie wiem, skąd to wszystko przyszło, nie wiem też jak wyjdzie w połączeniu z współczesnymi elektronicznymi elementami. Wierze natomiast, że nie ja będę gwiazdą tego wieczoru, lecz ludzie i ich osobiste przeżycia. Wiem, że będzie to coś niezwykłego!

Nie uważasz, że dla konserwatywnych melomanów będzie to propozycja nie do przełknięcia? Dodatkowe bodźce, np. wizualne, z jednej strony urozmaicają odczucia, ale z drugiej odwracają uwagę od meritum, jakim jest muzyka.

Niech spróbują zrobić coś inaczej. Jeśli są odważni - zapraszam. Klub jest ogrzewany, ubierzcie się wygodnie. Ja także będę ubrany swobodnie. Światła będą genialnym uzupełnieniem całości. Czasem zgasną. Czasem się pojawią. Będzie to niesamowite doświadczenie, inne od wszystkich.

Co dalej? Jakie są twoje plany na przyszłość?

Na razie wielka premiera, później wielka promocja, a na końcu wielkie szczęście, czego życzę wszystkim ludziom, a w szczególności moim słuchaczom.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

kwietnia

Urszula Sakowska - Malarstw... Sopot, S.F.I.N.K.S 700

28

kwietnia

Sztuka Mody - Szkoła Wiosenna Gdańsk, Wielka Zbrojownia

29

kwietnia

13. Teatrzyk Młodego Artysty Gdynia, Centrum Kultury

Rozrywka

Mniej niż 40 zł za bilet do oceanarium w Gdańsku
Bilet do nowego oceanarium tańszy niż 40 zł
Przeboje z dawnych lat od Gdańska dla mieszkańców
Przeboje z dawnych lat dla gdańszczan

Kulinaria

Okiem dietetyka: wszystko, co musisz wiedzieć o witaminie D
Okiem dietetyka: wszystko o witaminie D
Czy warto zjeść na zlocie food trucków "Jemy na Stadionie"?
Zlot food trucków na stadionie

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Taconafide, foodtrucki i imprezy plenerowe
Planuj tydzień: Taconafide i foodtrucki