Wiadomości

stat

Aranżer - bohater drugiego planu

Zespoły współpracujące z dobrymi aranżerami mogą grać każdy rodzaj muzyki - choćby klasyczne arcydzieła w wersji klubowej na carillonie. Aranżacja Artur Jurek.

Dobry aranżer czy orkiestrator jest skarbem na miarę złota - nawet z kiepskiej melodyjki uczyni hit. Choć w środowisku muzycznym specjaliści od aranżacji cieszą się wielkim uznaniem i poważaniem, a o współpracę z tymi najbardziej utalentowanymi zabiegają największe gwiazdy, szerokiej publiczności wciąż pozostają nieznani. W pełni niesłusznie, ponieważ prawo do odcinania kuponów od popularności, jaką zdobywają aranżowane przez nich utwory, mają takie samo, jak wykonawca czy kompozytor.



Słuchacz dostrzega gotowy produkt - piękną piosenkę, fantastyczną ścieżkę dźwiękową, zachwyca się kompozycjami Bacha granymi na akordeonie, choć za życia lipskiego kantora instrument ten jeszcze nie istniał, podziwia symfoniczną wersję popularnych czy rockowych kawałków, rozczulając się np. nad brzmieniem smyczków czy gromko oklaskuje klasyczne evergreeny wykonywane przez kwartet smyczkowy. Zanim jednak posłuchamy muzycznych arcydzieł w ich "nieoryginalnej" wersji, należy je przearanżować, co nie jest rzeczą prostą.

- Niezbędna jest wiedza z zakresu harmonii oraz instrumentacji, a więc możliwości, jakimi dysponują dane instrumenty - wyjaśnia Artur Jurek, pianista, aranżer i kompozytor. - Wiedza, jaką trzeba posiąść, aby umiejętnie zaaranżować muzykę, jest tak obszerna, że wiele osób woli od razu zwrócić się do profesjonalisty, niż próbować aranżować utwory na własną rękę.
Sama wiedza jednak nie wystarczy - gdyby tak było, biegłym aranżerem byłby każdy absolwent akademii muzycznej.

- Niezbędne są również warsztat, otwarty umysł, doświadczenie oraz osłuchanie z muzyką wykonywaną na żywo - wyjaśnia prof. Krzysztof Olczak, akordeonista, kierownik Katedry kompozycji gdańskiej Akademii Muzycznej. - Wiele osób próbuje to przeskoczyć, tworząc aranżacje za pomocą komputera, który jest jednak narzędziem złudnym i niebezpiecznym. Na komputerze można osiągnąć każdy efekt, uzyskać każde brzmienie. Jeśli zaufa się maszynie, konfrontacja z rzeczywistością może okazać się bolesna. Nawet najlepszy komputer w rękach osoby, która nie jest osłuchana z oryginalnym brzmieniem instrumentów będzie narzędziem bezużytecznym.
Krzysztof Herdzin, jako aranżer, orkiestrator i producent, jest współautorem licznych sukcesów wielu artystów. Niedawno, po raz kolejny, otrzymał tytuł aranżera roku w plebiscycie magazynu Jazz Forum.
Krzysztof Herdzin, jako aranżer, orkiestrator i producent, jest współautorem licznych sukcesów wielu artystów. Niedawno, po raz kolejny, otrzymał tytuł aranżera roku w plebiscycie magazynu Jazz Forum. fot. Impresariat Andante
Bez udziału aranżera wiele muzycznych karier nie miałoby szansy się rozwinąć, a wiele interesujących i spektakularnych projektów nigdy by nie powstało. Choć główny zamysł z reguły pochodzi od zleceniodawcy, to aranżer ogarnia całą dźwiękową materię i nadaje jej ostateczny kształt.

- W muzyce popularnej nad jednym utworem potrafi pracować bardzo wiele osób (nie mówię o wykonawcach). Zauważmy, że gdy słuchacz kupuje płytę, to jest przekonany, że w całości została stworzona przez gwiazdę tej produkcji. W sumie nie ma w tym nic złego, bo czy wiedza na temat procesu produkcji jest słuchaczom w ogóle potrzebna? Z drugiej strony aranżerom ta drugoplanowość chyba nie przeszkadza, skoro wiele utalentowanych osób pozostaje w cieniu na własne życzenie - mówi Michał Mierzejewski, aranżer i kompozytor.
Jaki jest udział aranżera w procesie twórczym? Z tym bywa różnie.
Czasem jego rola ogranicza się "jedynie" do zrobienia transkrypcji, a więc rozpisania utworu na inne instrumenty, niż założył to kompozytor. Wbrew pozorom nie jest to zadanie łatwe.

- Muzykę transkrybujemy na co dzień, bo akordeon jest instrumentem nowym i po prostu brakuje nam literatury. Jeśli chcemy sobie coś zagrać, musimy to najpierw przełożyć na nasz instrument, uważając jednak, żeby tego nie zepsuć. Bach grany na akordeonie nadal musi pozostać Bachem, więc o jakiejkolwiek indywidualności i wtłaczaniu w transkrypcję własnych pomysłów nie może być mowy - wyjaśnia prof. Olczak. - Nie oznacza to jednak, że nasza praca jest całkowicie odtwórcza. Wykonawca też jest w pewnym sensie twórcą, prawda?
W muzyce rozrywkowej aranżer dostaje najczęściej gotową melodię, czasem sugestie dotyczące harmonii oraz informacje, na jaki skład instrumentalny należy utwór rozpisać.

- Zdarza się, że dostaję zamówienie od osoby, która ma konkretną wizję, ale niekoniecznie potrafi to ubrać w słowa. Taka bariera w komunikacji przekłada się niestety na wydłużony czas pracy - zdradza Artur Jurek. - Nie przypominam sobie jednak, żeby ktoś zgłaszał zastrzeżenia do efektu, a więc gotowego aranżu.

Scena z filmu "Niebieski" Krzysztofa Kieślowskiego znakomicie obrazuje, jak duży wpływ na ostateczne brzmienie utworu ma orkiestracja. Wielu z pewnością pamięta, że autorem ścieżki dźwiękowej jest Zbigniew Preisner. Czy jednak ktoś zadał sobie trud, żeby sprawdzić, kto odpowiada za orkiestrację i jest współautorem sukcesu?


Bez ogromu pracy i kunsztu aranżerów nie powstałoby wiele genialnych filmowych soundtracków. Oczywiście zdarzają się kompozytorzy, którzy samodzielnie piszą całe partytury, jak chociażby John Williams, jednak w zdecydowanej większości na sukces muzyki filmowej składa się wytężona praca sztabu wybitnych specjalistów. Jednym z nich jest Krzysztof Herdzin, któremu Jan A. P. Kaczmarek powierzył stworzenie orkiestracji do nagrodzonej Oscarem ścieżki dźwiękowej do filmu "Marzyciel".

- Jan przysyłał mi e-mailem swoje szkice i utwory, zazwyczaj wieczorem, a ja siadałem do komputera i pracowałem do rana, po czym wysyłałem mu partytury. Nocna zmiana. Pisałem około dwa tygodnie. Czasem dostawałem samą melodię nagraną na fortepianie, innym razem zarys instrumentacji z wykorzystaniem sztucznych smyczków czy fletów. Ważne były opisy scen, kiedy i z jakim uzasadnieniem użyć patosu, kiedy liryki, kiedy tajemniczości i bajkowości. Dużo proponowałem od siebie, dopisując sporo kontrapunktów, modyfikując harmonię itp. - opowiadał Herdzin w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi.
Choć orkiestratorzy i aranżerzy pozostają często anonimowi, a z  ogromu ich zasług niewielu zdaje sobie sprawę, prawda jest taka, że bez nich przemysł muzyczny w ogóle by nie istniał. Na zdj. Michał Mierzejewski podczas pracy nad metalową wersją "Czterech pór roku" Antonia Vivaldiego.
Choć orkiestratorzy i aranżerzy pozostają często anonimowi, a z ogromu ich zasług niewielu zdaje sobie sprawę, prawda jest taka, że bez nich przemysł muzyczny w ogóle by nie istniał. Na zdj. Michał Mierzejewski podczas pracy nad metalową wersją "Czterech pór roku" Antonia Vivaldiego. fot. Bartosz Kołaczkowski
Na pytanie, jakie korzyści przyniosła jemu osobiście statuetka Oscara, do której zdobycia bez wątpienia się przyczynił, odpowiedział:

- Orkiestrator i aranżer jest zazwyczaj bohaterem trzeciego planu. Tak to już wygląda w przemyśle muzycznym od początku. Tak jak tylko nieliczni doceniają i rozumieją istotę pracy operatora czy montażysty w filmie, tak samo ci, którzy interesują się muzyką dosadnie, czytają listę płac w książeczce dołączonej do płyty czy zostają do końca w sali kinowej, czytając, kto zorkiestrował i nagrał muzykę. Oscar niewątpliwie bardzo mi pomógł i otworzył wiele drzwi, z których do dzisiaj skwapliwie korzystam. Każda nagroda wymieniona w CV artysty działa jak wabik na media i organizatorów koncertów. Lepiej mieć Oscara czy Fryderyka niż być choćby nie wiem jak bardzo genialnym muzykiem bez nagród.
Choć orkiestratorzy i aranżerzy pozostają często anonimowi, a z ogromu ich zasług niewielu zdaje sobie sprawę, prawda jest taka, że bez nich przemysł muzyczny w ogóle by nie istniał. Miejmy również świadomość, że to ich praca tak naprawdę decyduje o sukcesie utworu - kiepski numer z dobrym aranżem się sprzeda, ale nawet najlepszy temat muzyczny w kiepskiej aranżacji może przejść bez echa.

- Aranżer bez wątpienia powinien być uważany za pełnoprawnego twórcę, a jego dzieło powinno podlegać ochronie - mówi Artur Jurek. - Przypomina mi się sytuacja, jaka wynikła podczas realizacji projektu Perfect Symfonicznie, kiedy to autor instrumentacji na orkiestrę domagał się ochrony swoich spraw autorskich. Sprawa trafiła do sądu, który przyznał aranżerowi rację, uznając go za pełnoprawnego twórcę. Dobrze, że póki co środowisko muzyczne nas docenia, bo w przeciwnym razie nasza praca naprawdę nie miałaby sensu. Mam nadzieję, że z czasem docenią nas również słuchacze.

Opinie (7)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

23

października

8. NeoArte. Syntezator Sztuki Gdańsk, Nowa Synagoga

26

października

Gdynia meets Broadway - Edy... Gdynia, Sala Koncertowa Portu Gdynia

31

października

Mazolewski/Porter Gdańsk, Stary Maneż

Rozrywka

Nietypowa konstrukcja na bulwarze w Gdyni udaje torpedownię
Makieta na bulwarze udaje torpedownię
Hevelka: festiwal piw rzemieślniczych w nowej odsłonie
Hevelka w Gdańsku w nowej odsłonie

Kulinaria

Jesień w trójmiejskich restauracjach
Jesień w trójmiejskich restauracjach
Rodzice małych dzieci w kociej kawiarni. Nie wszyscy szanują regulamin
Rodzice robią problemy w kociej kawiarni

Planuj z nami tydzień

Hevelka, Michał Szpak i pokazy ognia. Planuj tydzień
Planuj tydzień: najciekawsze wydarzenia

Sprawdź się

Jaką inicjatywę łączącą kulturę z przestrzenią miasta wymyślił i koordynuje związany z Klubem Plama Szymon Wróblewski?