Wiadomości

stat

Adam Orzechowski: muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem

Adam Orzechowski dyrektorem Teatru Wybrzeże został w 2006 roku. Będzie nim przez kolejne pięć lat. W rozmowie z Łukaszem Rudzińskim opowiada m.in. o tym co działo się na gdańskiej scenie oraz jak w najbliższej przyszłości wyglądać ma największy w Trójmieście teatr dramatyczny.



Dyrektor Teatru Wybrzeże od początku lipca pracuje w gdańskim teatrze już drugą kadencję.
Dyrektor Teatru Wybrzeże od początku lipca pracuje w gdańskim teatrze już drugą kadencję. mat. prasowe
Łukasz Rudziński: W jakim stanie zastał Pan teatr w 2006 roku?

Adam Orzechowski: Nie wiem czy warto o tym mówić. Wiele osób już nie chce tego pamiętać, inni mają swoje wersje i pewnie nie są skłonni do ich weryfikowania. A ja już nie chcę wpisywać się w kolejną medialną awanturkę. Liczne problemy spokojnie, racjonalnie likwidowaliśmy, na miarę naszych możliwości finansowych. To był trudny okres, ale zakończyliśmy go sukcesem. Pewnie nie wszystko było idealne, jednak efekt oceniam bardzo pozytywne.

Pojawiły się nowe sceny, teatr przeszedł liczne remonty.

Zmiany zawsze wynikały z konieczności, choćby dostosowania przestarzałych obiektów do przepisów BHP. W miejscu dawnej sali prób mamy Czarną Salę. Od zera powstał Teatr Kameralny w Sopocie. Otworzyliśmy Scenę Letnią w Pruszczu Gdańskim. W niedalekiej przyszłości zajmiemy się Malarnią. Potrzeby Dużej Sceny były i są nadal poważne (w tym roku remont przejdzie scena obrotowa). Wyremontowaliśmy garderoby i zaplecze, bo od 1967 roku nie wykonano w tym zakresie żadnych poważniejszych prac. Najtrudniej było zdecydować od czego zacząć. Mam poczucie, że w pewnym momencie udało nam się złapać byka za rogi.

Jak oceniasz poziom Teatru Wybrzeże przez ostatnie lata?

świetnie, wszyscy możemy być z niego dumni! 7%
pozytywnie, chociaż zawsze mogłoby być lepiej 26%
przeciętnie, spektakle Wybrzeże nie robią na mnie wrażenia 24%
źle, wolę oglądać spektakle gościnne, bo produkcje Wybrzeża są słabe 13%
fatalnie, Wybrzeże oferuje tylko tanie mieszczańskie komedie i nieudolnie uwspółcześnioną klasykę 19%
nie interesuje mnie to, do teatru nie chodzę 11%
zakończona Łącznie głosów: 110
Wprowadził Pan inny repertuar od swojego poprzednika, Macieja Nowaka.

To chyba nie była i nie jest kwestia repertuaru, ja przynajmniej aż takich różnić nie dostrzegam. Są pewnie miejsca, gdzie teatr dokonuje gwałtu na ludziach, którzy idą do teatru i na tych, którzy go tworzą. Ale ja nie wierzę w taką rewolucję - nie da się wyczyścić do zera ani myślenia, ani struktur, w których dorastamy i funkcjonujemy, nie chciałbym odwracać się od tego, co jest wokół nas. Poziomu agresji, jaki mnie tu dopadł, tak ogromnego, absolutnie się nie spodziewałem. Nie zdawałem sobie sprawy ze skali tej niechęci. Agresji i niechęci jednostkowej, ale bardzo krzykliwej. Teatr ma funkcjonować w regionie, w którym się znajduje. W Gdańsku, w Trójmieście, na Pomorzu. Tu ludzie są dość zachowawczy - mamy na wybrzeżu przekonanie o pewnych stałych wartościach, jest i oczekiwanie nowości, ewolucyjnego rozwoju i sukcesu, ale też nie za wszelką cenę. Istnieje lęk przed różnorodnością - z jednej strony jest akceptowana, z drugiej budzi obawę. Sądzę, że trójmiejska publiczność chętnie ogląda to, co jest obowiązujące i trendy, ale i do swoich starych gustów też jest przywiązana.
Z tego głównego, obowiązującego nurtu chciałem się troszkę wyrwać, ale wciąż musiałem udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

Zdecydował się Pan na prowadzenie teatru środka, z pewnym marginesem na teatr trudny, ambitny, ale też z dużą przestrzenią dla komedii czy farsy.

Przez ileś lat wcześniej byłem dyrektorem teatru i można sprawdzić, co i jak się działo za mojej kadencji w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Nie mam nabożnego stosunku do tego, co się nazywa repertuarem lżejszym, ale taki repertuar pojawia się wszędzie. Przecież za dyrekcji Macieja Nowaka farsy pojawiały się regularnie. Staram się jednak, by ten lżejszy repertuar nie był kompletnie bezmyślny. Nie boję się kontrowersyjnych tematów, czego dowodem było choćby "Spalenie matki" w reżyserii Michała Kotańskiego według tekstu Pawła Sali. Ale czy to było odważne? Co to jest odwaga w teatrze? Pokazanie gołego narządu płciowego nie ma dla mnie z odwagą nic wspólnego. Teatr jest funkcją myślenia. My nie myślimy odważnie - jak mówimy o wykluczonych, to oni są tak schematyczni, że to przestaje być wiarygodne - obracamy się w obszarze bardzo bezpiecznych mód i nawet, gdy poruszamy bolesne tematy, czynimy to w sposób bardzo obłaskawiony.

Przykładem twórczości odważnej jest z pewnością działalność Mai Kleczewskiej. W Wybrzeżu teatr trudny, niepokorny proponuje właściwie tylko Adam Nalepa.

Jeśli tak Pan to widzi, cóż, nie będę polemizował z Pańską opinią. Cieszę się, że Adam z sukcesem zrealizował oba zaproponowane przez nas tytuły. Teraz przyjął naszą kolejną ofertę, niebawem Nie-Boska komedia. Jest też jakiś cień nadziei na wybrzeżowy spektakl Mai Kleczewskiej. Zresztą już kilkakrotnie proponowałem jej zrobienie u nas przedstawienia. Niektórzy pamiętają, że miała realizować tu Medeę, do której ostatecznie nie doszło. Pojawiły się pogłoski, że to za moją sprawą, co jest absolutną nieprawdą. Po jej pobycie na Wybrzeżu Sztuki wznowiliśmy rozmowy na temat jej pracy w Teatrze Wybrzeże.

Jednak teatr określony, charakterystyczny, wyrazisty prezentują m.in. Jan Klata, Michał Zadara, duet Paweł Demirski - Monika Strzępka, Barbara Wysocka. Dlaczego takich artystów w Trójmieście nie oglądamy?

Można też zapytać: dlaczego nie pracowali tu (kiedyś i dzisiaj) Krystian Lupa, Krzysztof Warlikowski czy Grzegorz Jarzyna? Ja się nie boję Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego. Strzępka debiutowała u mnie w Bydgoszczy. Z Janem Klatą i Barbarą Wysocką też rozmawiałem o ewentualnej współpracy. Ja jestem otwarty, nie można mi zarzucić, że obawiam się takiego czy innego teatru. Z różnych powodów tych twórców w Gdańsku nie ma, i na pewno nie dlatego, że ja ich nie zapraszam. Jednak nie jest powiedziane, że za jakiś czas to się nie zmieni.

Przez ostatnie 5 lat poznawaliśmy początkujących reżyserów na dorobku. Wciąż tacy stanowić będą główną siłę na afiszu Teatru Wybrzeże?

Jan Klata, Monika Strzępka i Michał Zadara, gdy tu pracowali przed kilku laty też byli na dorobku. Uważam, że bez młodych ludzi teatr nie może funkcjonować. Teatr musi być miejscem otwartym. Szukamy, zapraszamy, dajemy szanse. Dbam o to, aby młody reżyser nie myślał, że po jednej premierze w Gdańsku będzie tu reżyserował co roku. Jednak ci, którzy zostawili po pracy z zespołem pozytywny ślad są zapraszani nadal. Na przykład Jarek Tumidajski czy Kuba Kowalski - zrobili tu już kilka przedstawień i stają przed kolejną szansą. Młodzi ludzie różnie myślą, mają różne oczekiwania, jesteśmy ich ciekawi. A nasz zespół artystyczny jest szalenie pomocny i ofiarny - nie ma między nimi ściany pokoleniowej.

Dalej będzie Pan godził obowiązki dyrektora i reżysera w swoim teatrze?

Aktorów poznaje się nie w bufecie tylko na scenie - w pracy, w procesie twórczym. Ja w zasadzie realizuję te pozycje, które w moim odczuciu z różnych powodów powinny być w Teatrze Wybrzeże zrobione, a którymi nie do końca udało nam się skusić innych reżyserów. To częsta dyrektorska powinność i nie jestem dla siebie litościwy. Ale nie mam poczucia, że zabieram innym miejsce. Decyduję się na to z różnych względów, także frekwencyjnych, najczęściej z marszu. Cały teatr bardzo ciężko pracuje. W roku gramy w sumie od 450 do 500 spektakli. A nie jesteśmy zbyt rozbudowanym zespołem, więc to naprawdę dużo.

Powołał Pan zmieniający swoją formułę Festiwal Wybrzeże Sztuki. Jak ten festiwal ma się dalej rozwijać?

Wybrzeże Sztuki jest w dość specyficznym terminie - przełom czerwca i lipca to okres urlopowy. Większość polskich teatrów w tym czasie jest zamkniętych na cztery spusty. Gdy zapraszamy małe przedstawienia na kilka osób to jeszcze pół biedy, ale sprowadzanie dużych wielkoobsadowych produkcji jest bardzo trudne. Na głośne, ważne przedstawienia z narodowych teatrów nie mamy w tym terminie szans. Niby umawiamy się na pokazy z rocznym wyprzedzeniem, ale też nie wszystko można przewidzieć. Czasami ktoś przebija naszą ofertę i umówiony zespół wyjeżdża w świat, nad bardziej nęcące zatoki. Ale w przyszłym roku, z powodu Euro 2012 chcielibyśmy Wybrzeże Sztuki przenieść na maj. Byłaby większa szansa na zaproszenie tych spektakli, których w wakacje na pewno nie uda nam się sprowadzić.
Trzeba pamiętać też o aspekcie finansowym - mamy kilkaset tysięcy złotych, podczas gdy największe polskie festiwale teatralne kilka milionów. Chciałbym, aby festiwal znowu był multidyscyplinarny, ale na to potrzeba dodatkowych nakładów. W tym roku zaprosiłem kontrowersyjne tytuły, żeby przybliżyć widzom spektakle, o których się mówi i czyta. Czy nasza publiczność zapewniłaby im dłuższy sceniczny żywot, gdybyśmy je mieli w stałym repertuarze? Tego nie wiem. Wiem jednak, że po tej drugiej stronie rampy musi się znaleźć ktoś, kto zechce nasze spektakle oglądać i będę się nadal starać by tzw. trudniejszy repertuar był stale obecny na naszym afiszu.

Plany artystyczne Teatru Wybrzeże na sezon 2011/2012

27 sierpnia - "Sprawa operacyjnego rozpoznania" na podstawie "Płomieni" Stanisława Brzozowskiego i historii ruchu Wolność i Pokój, w reż. Zbigniewa Brzozy w ramach Solidarity of Arts - koniec sezonu artystycznego 2010/2011 (Malarnia Teatru Wybrzeże)
28 października - premiera tekstu Doris Lessing pod roboczym tytułem "Pustynia dla każdego" w reż. Anny Augustynowicz (Scena Kameralna Teatru Wybrzeże w Sopocie)
5 listopada - "Nie-Boska komedia" Zygmunta Krasińskiego w reżyserii Adama Nalepy
styczeń 2012 - "Baby są jakieś inne" Marka Kotarskiego w reżyserii Krystyny Jandy - koprodukcja z Teatrem Polonia w Warszawie, w obsadzie Dorota Kolak, Mirosław Baka i dwoje aktorów warszawskich (Scena Kameralna Teatru Wybrzeże w Sopocie)
koniec stycznia / początek lutego 2012 - "Życie snem" Calderon de la Barca w reż. Kuby Kowalskiego
wiosna 2012 - premiera Rudolfa Zioło
sierpień 2012 - premiera Mai Kleczewskiej w ramach Festiwalu Solidarity of Arts (trwają rozmowy z reżyserką)

Ponadto reżyserować będą Wiktor Rubin, Jarosław Tumidajski, Grzegorz Wiśniewski, absolwentka PWST w Krakowie Ewelina Marciniak (nagrodzona za reżyserię "Nowego Wyzwolenia" Teatru Polskiego w Bielsko-Białej na Koszalińskich Konfrontacjach Młodych "m-teatr"), student IV roku PWST w Krakowie Paweł Świątek oraz dramaturg Teatru Wybrzeże Jakub Roszkowski.

Opinie (43) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

15

listopada

JarmaRock Fest Gdańsk, B90

19

listopada

Mumio: Taki Miks Gdańsk, Stary Maneż

25

listopada

Rozrywka

Roboty z odzysku. Recenzja filmu "Terminator: Mroczne przeznaczenie"
Recenzja filmu "Terminator: Mroczne ..."
Świetny koncert Lao Che w Starym Maneżu
Koncert Lao Che w Starym Maneżu

Kulinaria

Jemy na mieście. W Skrzydlarni jest tanio, smacznie i szybko
W Skrzydlarni jest tanio, smacznie i szybko
Restauracja Cyrano et Roxane kończy działalność
Cyrano et Roxane kończy działalność

Planuj z nami tydzień

Nie tylko Święto Niepodległości. Planuj tydzień
Nie tylko Święto Niepodległości

Sprawdź się

Relikty Zamku Krzyżackiego w Gdańsku można oglądać w...?