• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Actus Humanus pełen niespodzianek

Ewa Palińska
16 grudnia 2013 (artykuł sprzed 9 lat) 
Najbardziej niesamowity, wręcz mistyczny, okazał się występ Ensemble Organum pod dyr. Marcela Pérèsa. Najbardziej niesamowity, wręcz mistyczny, okazał się występ Ensemble Organum pod dyr. Marcela Pérèsa.

Siedem koncertów, występy największych gwiazd muzyki dawnej, ciekawy i różnorodny repertuar oraz znakomita organizacja to niewątpliwe atuty zakończonego w niedzielę festiwalu Actus Humanus. Mimo wysokiego poziomu artystycznego zdarzyły się i słabsze momenty.



Najmniej zaskakujący, aczkolwiek pod względem wykonawczym wybitny, okazał się występ niesamowitego trio wirtuozów w składzie: Jordi Savall - viola da gamba, Pierre Hantai - klawesyn i Xavier Diaz-Latorre - teorba. Choć każdy z artystów słynie z brawurowych popisów solistycznych, tym razem urzekli publiczność prostotą i melodyjnością. W programie zatytułowanym "Muzyka Króla Słońce Ludwika XIV" znalazły się najbardziej nostalgiczne kompozycje autorstwa m. in. Marin Marais oraz Monsieur de Sainte-Colombe (ojca i syna). Niestety, ten przejmujący liryzm i nostalgia, które jednych słuchaczy wprawiały w zachwyt, innym mogły wydawać się zbyt monotonne - mnie po prostu znudziły. Tym bardziej, że z podobnym programem Savall wystąpił solo podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu.

Największą niespodziankę zgotował publiczności Fabio Biondi, który zresztą słynie z nietuzinkowych pomysłów. Tym razem połączył wykonanie suity "La foresta incantata" Francesca Geminianiego z projekcją filmu. Pierwotnie utwór ten faktycznie był powiązany z obrazem, ponieważ został skomponowany jako muzyczna ilustracja do pantomimy Servandoniego. Współczesna animacja autorstwa Davida Livermora jednak w żaden sposób do tej pantomimy nie nawiązywała. Przeciwnie - dotyczyła walki, jaką natura prowadzi ze wszelkim złem współczesnego świata. Publiczność była nie tylko rozczarowana filmem, ale wręcz wzburzona, ponieważ w wyświetlanych na ekranie obrazach nijak nie mogła doszukać się analogii do wykonywanej muzyki.

Równie zaskakująca i pod wieloma względami oryginalna okazała się transkrypcja Wariacji Goldbergowskich J.S. Bacha na pięć viol da gamba, którą zaprezentowała grupa Fretwork. Artyści dokonali w niej tak wielu przekształceń, że sama przypominała jedną wielką wariację na temat Bachowskiego arcydzieła. Choć sama interpretacja przypadła mi do gustu, nie znalazłam wśród publiczności ani jednej osoby, która podzielałaby moje zdanie. Wiele do życzenia pozostawiało natomiast samo wykonanie - instrumenty nie stroiły.

Finał festiwalu był prawdziwie gwiazdorski. Divy barokowych scen, Sonia Prina oraz Robera Invernizi, zachwyciły publiczność fenomenalną interpretacją arii A. Vivaldiego. Prina to wulkan energii, Invernizzi znacznie bardziej subtelna, obie natomiast perfekcyjne do granic możliwości. Podobnie zresztą jak towarzyszący im Il Complesso Barocco pod dyr. Alana Curtisa.

Podczas III Actus Humanus nie zabrakło również prezentacji korespondujących z okresem Bożego Narodzenia, co jest zgodne z założeniami festiwalu. Jako pierwszy kolędy z różnych stron świata pogrupowane w cztery bloki tematyczne wykonał Huelgas Ensemble pod dyr. Paula von Nevela. Bożonarodzeniowe arcydzieła hiszpańskich, włoskich i niemieckich kompozytorów baroku usłyszeliśmy również w interpretacji wybitnej sopranistki Marii Cristiny Kiehr oraz francuskiej grupy Concerto Soave.

Najbardziej niesamowity, wręcz mistyczny okazał się występ Ensemble Organum pod dyrekcją Marcela Pérèsa. Artyści wykonali cztery msze związane z okresem Bożego Narodzenia, pochodzące z najstarszego znanego współcześnie manuskryptu, datowanego na rok 1071. Jakby nie zważając na obecność publiczności, śpiewali kolejne chorały przechadzając się po spowitym półmrokiem kościele św. Jakuba, którego akustyka okazała się wręcz idealna do wykonywania chorału rzymskiego.

Z organizacją dwóch poprzednich edycji Actus Humanus bywało różnie. Publiczności dawał się we znaki brak ogrzewania w zimnych kościołach, narzekano na brak biletów, podczas gdy miejsca zarezerwowane dla zaproszonych gości świeciły pustkami. Organizatorzy najwyraźniej wyciągnęli wnioski z dawnych niepowodzeń i podczas tegorocznej, trzeciej edycji, naprawili dawne błędy.

Tym razem z pewnością nikt nie narzekał na niską temperaturę ani w kościele św. Jakuba, ani tym bardziej w Centrum św. Jana. Istniała również możliwość zakupu biletów bezpośrednio przed koncertami. Ci, którzy w festiwalu uczestniczyć nie mogli, mieli okazję posłuchać czterech koncertów podczas bezpośredniej transmisji przez internet oraz na antenie Programu II Polskiego Radia.

Rozczarowała natomiast książka programowa, w której zabrakło tekstów i tłumaczeń wykonywanych utworów. I jak publiczność miała docenić bogactwo retoryki muzycznej?

Wydarzenia

Zobacz także

Opinie (14)

  • Po wykonaniu przez Europa Galante "La foresta incantata " orkiestra bisowała

    tak więc publiczność nie była "aż tak bardzo wzburzona filmem" . Gdyby Gdańsk był miastem kulturalnym, utwór Geminianiego posłużyłby dla opracowania oryginalnej choreografii baletowej . A tak baletu nie ma i także interakcji ze sztuką europejską brak . Pozostaje nam konsumpcja "funduszy unijnych".

    • 9 5

  • Siano nie kawior nam serwują

    Publiczność była bardzo wzburzona tym wątpliwej jakości teledyskiem, tylko w większości była na tyle kulturalna, że krakowskim trufelkom, które to zorganizowały nie komunikowała gremialnie w trakcie koncertu. Ale ogólny niesmak pozostał. Niesmak po tym też, że zespół ewidentnie przyjechał na rozgrzewkę do Gdańska, aby potem grać premierowe wydarzenie w Krakowie. Ot taka prestig'owa próba generalna. Po prostu ciemny gdański lud tego nie kupił.;-)

    • 10 3

  • dla mnie skandalem była dramatyczna akustyka (3)

    zwłaszcza w kościele św. jana w tylnych rzędach nie było słychać absolutnie nic. całkowita rezygnacja z nagłośnienia w nieidealnym akustycznie miejscu to wyraz braku szacunku zarówno dla słuchaczy, jak i dla muzyków.

    • 17 1

    • (2)

      Zgadzam się. w zeszłym roku na finałowym koncercie po przerwie przesiadłam się do przodu. Pierwsza część koncertu to była dla mnie męczarnia. Druga - wspaniała, bo w końcu słyszałam wszystko czysto i wyraźnie, a nie misz masz jakiś... Coś jest w tym św Janie nie tak.

      • 4 1

      • Na tym festiwalu chyba nie chodzi o słuchaczy (1)

        • 4 3

        • nie przesadzajmy. Chociaż niewątpliwie pewne kwestie, nazwijmy to marketingowo/pi.ar.'owskie, rażą.Tak, zdecydowanie tu by przydało się więcej tzw. klasy. No poza tym ta akustyka w Św Janie to jest coś okropnego. Rozumiem, że są miejsca droższe i tańsze, ale słuchanie koncertu siedząc za transeptem to strata czasu, bo słychac fatalnie. Ale festiwal jest młody, wierzę że z czasem będzie absolutnie doskonały. Trzymam kciuki. Wrażeń pozytywnych cała masa!

          • 4 1

  • Słuchając transmisji z iventu Biondiego szczerze ucieszyłam się, że nie poszłam na koncert. Byłyby dwa głosy wykrzykujące "skandal". Co za banał!
    Wybrałam się na koncert w piątek - doskonały! Żałuję że nie poszłam w niedzielę! Organizatorów wszelkich festiwali gdańskich zaś błagam: już dość tych Wariacji Goldbergowskich. Są kapitalne, ale już niedługo staną się dla wielu melomanów w Gdańsku niestrawne. Ile można?

    • 6 5

  • (1)

    No cóż, podczas koncertu Europa Galante nie było tak źle - ja po prostu odwróciłam głowę i nie spoglądałam w stronę jaskrawych obrazków. Ale w tym przypadku muzyka była rozkoszą, wynagradzającą wszystko.

    Natomiast gdy chodzi o Wariacje Goldbergowskie (które nadają się tylko do tego, do czego zostały stworzone - usypiania hrabiego Keyserlinga), na pewno aranżacja na viole jest sto razy bardziej pociągająca niż na klawesyn, jednakże słychać było tyle niedociągnięć wykonawczych, że aż się przykro robiło.

    • 5 1

    • mmm no nie wiem, mi się jeszcze nigdy nie udało usnąć przy Wariacjach. może nietęga interpretacja psuje odbiór?

      • 1 1

  • (1)

    Mnie zastanawia po co wcisnięto wariacje, czyzby chęć odebrania pierwszenstwo festiwalowi Goldberga? Oj nie ładnie, nie ładnie. Festiwal G ma wielkie już zasługi edukacyjne w tym, że bilety na FG nie są drogie, włączają sie inne ważne instytucje kulturalne Gdańska (nie zwiążane z Solidarnoscia, uff). Prestiż prezentuje ten organizator niż AH.

    • 6 3

    • czego by nie wymyślili to na pewno nie przebije Wariacji Goldb w interpretacji Andreasa Staiera na Festiwalu Goldbergowskim. Swoją drogą nie byłoby dobrze gdyby te dwa festiwale miały zacząć ze sobą rywalizować. Mają tak zupełnie inny charakter... Festiwal Goldbergowski jest taki... gdański :)

      • 7 1

  • bogowie truchleja

    bog ma sluch i wie ze w janie akustyki nie ma

    • 4 1

  • Koncert Savalla nudny?

    Pierwsza część faktycznie bardzo stonowana i mocno refleksyjna. W drugiej stopniowo podkręcali tempo, a w finale dali czadu. Savall potraktował violę jak instrument perkusyjny, uderzając smyczkiem struny. Piękne.
    Wspaniały występ.

    • 3 5

  • snobizmu ciąg dalszy ..... połechtali nowobogackich i artystokrację polską ? brawo !!

    • 3 5

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Wystawa Truso - legenda Bałtyku

wystawa

Trend Book 2022

wystawa

Moda i reklama w PRL-u

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Gdzie grą na saksofonie debiutował trójmiejski jazzman Przemek Dyakowski?

 

Najczęściej czytane