Wiadomości

A nad Brechtem zaległo milczenie

fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Destrukcja, brutalność, agresja - długa jest lista oskarżeń, jaką stawiał Brecht współczesności. Szkoda, że tak niewiele z trawiącego go ognia zaprezentowali w swojej realizacji twórcy "Świętej Joanny Schlachtuzów".





Po serii spektakli, które traktowały Bertolta Brechta jako dowcipnego autora tekstów do muzyki Kurta Weilla, doczekaliśmy chwili, że na deski polskich teatrów powrócił Brecht rewolucjonista. Zorganizowana dwa lata temu w Poznaniu konferencja poświęcona aktualnym odczytaniom jego twórczości okazała się symptomatyczna. Na fali popularności teatru niemieckiego powrót do źródeł nowej estetyki był tylko kwestią czasu. Po najnowszej premierze Teatru Miejskiego pozostaje ponownie zadać pytanie, ile z postulatów artystycznych Brechta pozostało aktualnych we współczesnych teatralnych realizacjach.



"Święta Joanna Schlachtuzów" to tekst zbudowany w niemal modelowym brechtowskim stylu. Oto w jednym dramacie znajdziemy i dialektyczną wizję świata, i ironię, i zderzenie sprzecznych światopoglądów i wreszcie ewoluujących wraz z rozwojem akcji bohaterów. Ale nie tylko. Sporo w tekście niemal apokaliptycznych wizji świata, kolejnych piekielnych kręgów ludzkiej nędzy, zepsucia i pazerności. Na zderzeniu tego świata z postawą reprezentowaną przez świętą Joannę oparty został pierwszy konflikt dramatyczny utworu. Drugi rozpisany został na samych bohaterów sztuki, tytułową bohaterkę i Pierponta Maulera, króla bydlęcej giełdy.

Uwypuklenie targających nimi wewnętrznych sprzeczności byłoby rzeczą arcyciekawą przede wszystkim z dramaturgicznego punktu widzenia. Realizatorzy gdyńskiej realizacji zrobili niestety wszystko, by taką perspektywę skutecznie unicestwić. Skrzętnie powyrzucali ze spektaklu wszystkie momenty newralgiczne. Co pozostało? Niekończące się zabiegi formalne. Pusta skorupa, absolutne przecząca teatrowi zaangażowanemu społecznie, oparta na pochopnie wykorzystanym efekcie obcości, przy pomocy którego próbuje się wyjaśnić widzom problemy tzw. współczesności.



Podobnie jak w "Baalu" Marka Fiedora przestrzeń gry oraz widownia umieszczone zostały na scenie, w otoczeniu teatralnej maszynerii. Wchodzący i wychodzący aktorzy nieustannie odsłaniają kulisy teatralnego zaplecza. Scenicznej demistyfikacji służyć ma również sama gra aktorska. I tu zaczyna się prawdziwy dramat spektaklu. Grający Maulera Jakub Kamieński, wystrojony niczym współczesna gwiazda rodem z MTV, jest tak samo bezradny w ogrywaniu kolejnych scenicznych wcieleń, jak w momentach anty iluzyjnej refleksji. Jego partnerka, Julia Balsewicz, nie próbuje nawet tego, prowadząc rolę Joanny w tym samym rzewno-sentymentalnym stylu.

Inne zabiegi, takie jak miętoszenie w ręku surowego mięsa, projekcje wideo, plamy krwi na nogach Joanny, okazują się równie nieskutecznie w przełamaniu scenicznej iluzji, jak z założenia przerysowana gra aktorska. Jedne i drugie wydają się niczym innym jak nieudolnie wykorzystaną sceniczną konwencją.

Być może reżyser spektaklu, Jarosław Tumidajski, zbyt mocno wziął sobie do serca zalecenia autora, by pozbawić dzieło sceniczne wszelkiego rodzaju emocjonalności. Skoncentrował się na konstruowaniu zabiegów formalnych zapominając, że spektakle Brechta szokowały współczesnych mu widzów równie mocno, jak robił to swojego czasu teatr brutalistów. Zapomniał jednak o najważniejszym, autentycznym ideologicznym zaangażowaniu autora, który napisał "Świętą Joannę" mniej więcej w tym samym czasie, co "W gęstwinie miast", "Baal", czy "Werble w nocy". Zamiast politycznej i światopoglądowej pasji została forma, która, podobnie jak w przypadku muzyczno-operetkowych wykonań "Opery za trzy grosze" z Brechtem ma niestety niewiele wspólnego.

Opinie (10) 4 zablokowane

  • pani Justynko, twarzyczkę to pani ma nawet ładniusią, ale widać, że trawi panią jakaś taka zazdrość... że innym się powiodlo a pani pozostało tylko zostac krytyczką na marnym miejskim portalu? No przykro przykro... ae po co pisać glupoty i narażać sie na śmiech?;)

    • 0 0

  • skoro jest taki marny, to co ty tutaj robisz :>?

    • 0 0

  • recenzja... (1)

    A może po prostu pani metodą jest krytykowanie wszystkiego? Boi się Pani powiedzieć/napisać, że coś jest dobre, bo może się okazać, że krytycy (ci z prawdziwego zdarzenia) nie podzielają Pani opinii, łatwiej później powiedzieć, że chciało się zwrócić uwagę na braki, ale ogólnie było okej...A może po prostu nie zrozumiała Pani treści przekazu? Chyba czas przyznać się przed samą sobą do kompletnej niedojrzałości i posiedzieć trochę w teatrze & nad książkami przed napisaniem kolejnej, mocno nietrafionej recenzji.

    • 0 0

    • odpowiedż Widz/ce/

      Nie masz racji , pisząc , że recenzentka tylko krytykuje.Poprzedni spektakl w Teatrze Miejskim "Szewcy " Witkacego został oceniony przez nią bardzo wysoko, nawet entuzjastycznie, a więc proszę o obiektywizm. Ja sama dopiero wybieram się na spektakl w piątek, mimo że znajomi nie polecają mi go.Ale sprawdzę sama.

      • 0 0

  • Niestety nieprawda

    Smutne to i żałosne, że zajmuje się pani czymś czego nie rozumie. Spektakl oglądaliśmy z największym zainteresowaniem i satysfakcją, że na scenie teatru Miejskiego pojawiło się wreszcie przedstawienie wpisujące sie w kanon najświeższych inscenizacji. Ale na tym się trzeba znać inaczej krzywdzi się inscenizatorów, a przede wszystkim doskonałych w tym spektaklu aktorów porażającą głupotą i impotencja intelektualną. WSTYD!!!

    • 0 0

  • krytyka krytyka?

    buhaha, no proszę! w dzisiejszych czasach można już krytykować krytyków... może to i dobrze, w końcu to publiczność ma ostatnie zdanie i ona decyduje o faktycznym sukcesie/ porażce spektaklu. Ale wydaje mi się, że jeżeli taką opinię Pani Krytyk wyraziła, to miała ku temu powody, które to argumenty przecież jasno wysuwa. Nie jest anonimowa i pewnie się zna na teatrze skoro o tym pisze. A wy anonimowi krytycy krytyków? To nieco żałosne, nie zgadzać się z kimś, tylko dlatego, że się go nie rozumie...

    • 0 0

  • recenzentka

    spektaklu nie widzialem, ale recenzja wg mnie dobra - widac, ze autorka zna sie na rzeczy, wie o jakies konferencji sprzed dwoch lat i co n aniej sie odbywalo, zna jakies teksty brechta, o ktorych swiat zapomnial (chyba, ze wyczytala to w teatrlanym programie), posluguje sie poprawna polszyczyzna, daleko jej od pobieznosci innych naszych recezentow. czytajac glosy krytykujace ją mam wrazenie, ze to pracownicy teatru miejskiego. czy nikt Panstwa w szkolach aktorskich nie nauczyl, ze czescia Waszej pracy jest takze krytyka? Nie oczekujcie samych pochwal, tylko wyciagajcie wnioski z nagan. recenzja pomimo, ze negatywna, zachecila mnie do wybrania sie do miejskiego. niech to Was pocieszy

    • 0 0

  • to może warto poczytać inne recenzje tej pani? ze wszystkich wycieka hmm...jad i chec dopieprzenia aktorom na sile, wytkniecia bledow i potyczek, ktore nie mialy miejsca. i nie jestem pracownikiem teatru, tylko teatrolożką, wiec troche na ten temat wiem...

    • 0 0

  • Choroba filipińska

    Tam najlepszy jest filmik,gdzie pan dyrektor przemawia od serca,ale widać ,że stres premierowy leczył na Filipinach.Ale ma to swój urok.

    • 0 0

  • Ciekawa recenzja

    Ciekawa recenzja jest w gazecie Świętojańskiej. polecam!

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Gdańsk w świątecznej komedii. "Miłość jest wszystkim" w telewizji
Świąteczny film o Gdańsku w telewizji
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku

Sprawdź się

Pierwsza nazwa Muzeum Miasta Gdyni to: