Wiadomości

stat

A gdyby tak poszerzyć muzyczne horyzonty?

felieton w trojmiasto.pl

Czasem warto wyjść poza strefę komfortu i posłuchać czegoś zupełnie nowego i różnego od naszych muzycznych upodobań.
Czasem warto wyjść poza strefę komfortu i posłuchać czegoś zupełnie nowego i różnego od naszych muzycznych upodobań. fot. deklofenak/123rf.com

Dziś, chcąc posłuchać muzyki, nie musimy ograniczać się wyłącznie do tego, co prezentują stacje radiowe czy co posiadamy w naszej płytotece. Internet daje nam dostęp do niemal nieograniczonych zasobów! Dlaczego zatem w kwestii wyboru pozostajemy tak mało elastyczni i słuchamy głównie tego, co dobrze znamy? Przecież przez to na własne życzenie pozbawiamy się możliwości poszerzania muzycznych horyzontów!



Czy często słuchasz muzyki, której wcześniej nie znałe(a)ś?

tak, lubię słuchać rzeczy, których nigdy wcześniej nie słyszałe(a)m 55%
zdarza mi się, ale wolę obracać się dobrze znanych "rejonach" 38%
nie - lubię muzykę, którą dobrze znam, dlatego nie gustuję w nowościach 5%
nie słucham muzyki 2%
zakończona Łącznie głosów: 245
Często (zdaniem mojej córki zbyt często) zdarza mi się przywoływać wspomnienia z dzieciństwa - z "tamtych" czasów. Niby nie są to czasy tak odległe, ale przeskok technologiczny był przecież ogromny.

Znakomitą okazją do wspomnień był niedawny koncert "Zadzwońcie po milicję", podczas którego gwiazdy polskiego rocka zagrały swoje przeboje, w większości z lat 80. Nagrywając wideorelację, wspominaliśmy z uczestnikami imprezy te niezwykłe czasy, kiedy o muzykę trzeba było stoczyć prawdziwą walkę, a po zwycięskiej batalii można było z dumą napawać się zwycięstwem.

Ta konieczność walki o dźwięki sprawiała, że muzykę darzyliśmy większym szacunkiem. Traktowaliśmy ją podmiotowo, a nie przedmiotowo, jak dziś. Odtwarzanie zdobytej "pod stołem" płyty było rodzinno-towarzyskim świętem. Każdy dźwięk był wyczekiwany, teksty niosły przesłanie, dodawały otuchy czy pomagały zwalczyć frustrację.

Wydawane na płytach słuchowiska dla dzieci były prawdziwymi dziełami sztuki - wiele z nich mam w domu do dziś. Podobnie zresztą jak fonograficzne skarby, które w ten czy inny sposób udało mi się upolować - radzieckie wydanie koncertowej płyty Black Sabbath, kasetę MC Hammera czy opery Pagliacci oraz Cavaleria Rusticana z boską Marią Callas z Teatro alla Scala, wydane na analogach.

Tak się grało w PRL-u! Gwiazdy rocka wystąpiły w Gdynia Arenie


Zobacz, co o muzyce sprzed lat opowiadają uczestnicy koncertu "Zadzwońcie po milicję"

Dziś z dostępem do muzyki nie ma najmniejszego problemu - nawet fani K-popu znajdą w sieci coś dla siebie, a jeśli najdzie ich ochota na kupno krążka ulubionego zespołu, najwyżej będą musieli na przesyłkę trochę zaczekać. Niestety ta ogólnodostępność sprawiła, że muzyka nam spowszedniała. Dla wielu osób jest to po prostu bariera, którą odgradzają się od otaczającego świata - zakładają słuchawki i nic ich nie interesuje. Ze słuchaną muzyką włącznie, bo gdyby ich zapytać, czego właśnie słuchają, większość zapewne nie będzie w stanie powiedzieć.

Nie przykładamy też dużej wagi do tego, czego słuchamy, zdając się na to, co podsuwają nam portale streamingowe. A te nasze upodobania znają tak dobrze, że niemal zawsze zaserwują coś mało absorbującego, co przypadnie nam do gustu, bo nie będzie wymagało od nas wysiłku intelektualnego czy zaangażowania. Wygodne to i bezpieczne, czyż nie?

A gdyby tak wyjść poza swoją strefę komfortu i nieco poszerzyć muzyczne horyzonty? Poświęcić kilkanaście minut dziennie na wysłuchanie, a nie jedynie słuchanie muzyki? Skoro mamy dostęp do niemal nieograniczonych zasobów dźwiękowych, dlaczego mielibyśmy z tego nie korzystać? Może uda nam się znaleźć coś, co pokochamy od pierwszego słyszenia. Nie mam na myśli zaniżania lotów i namawiania melomana do słuchania "twórczości" pewnych znanych sióstr - na początek dobry rock czy metal symfoniczny w zupełności wystarczy. Zawsze można też podpytać znajomych, czego słuchają i spróbować sprawdzonego "towaru" - mnie w ten sposób koledzy z pracy przekonali do hip hopu.

Niemal nieograniczony dostęp do muzyki sprawił, że zaczęliśmy traktować ją przedmiotowo - wybierać tylko "bezpieczne" utwory i odgradzać się za jej pomocą od świata. Warto to jednak zmienić i zacząć poszerzać muzyczne horyzonty.
Niemal nieograniczony dostęp do muzyki sprawił, że zaczęliśmy traktować ją przedmiotowo - wybierać tylko "bezpieczne" utwory i odgradzać się za jej pomocą od świata. Warto to jednak zmienić i zacząć poszerzać muzyczne horyzonty. fot. Jozef Polc/123rf.com
Nie odsuwajmy też od siebie muzyki klasycznej, która - wbrew pozorom - nie jest ani tak niedostępna, ani anachroniczna, jak mogłoby się wydawać. Co więcej, reklamy są nią tak naszpikowane, że choć niejednokrotnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, jesteśmy z nią osłuchani nie gorzej niż niejeden bywalec filharmonii. Weźmy za przykład taki Walc nr 2 z Suity jazzowej nr 2 Dymitra Szostakowicza, "O fortuna" z kantaty "Carmina Burana", finał IX Symfonii Ludwiga van Beethovena z "Odą do radości" czy "Cztery pory roku" Antonia Vivaldiego - no przecież znamy to i lubimy, a to jedynie skromny zarys tego, co na przestrzeni wieków stworzyli kompozytorzy. Dlaczego nie dać szansy pozostałym ich dziełom?


Dla tych, którzy mają ochotę odpowiedzieć na mój apel i poszerzyć muzyczne horyzonty, przygotowaliśmy niespodzianki płytowe. Część z nich - jak krążek "Time to time" Macieja Zakrzewskiego - to wydania premierowe, a więc zawierające muzykę "najświeższą". W naszych zestawach znajdą się również nagrania dokonane m.in. przez Orkiestrę Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, a także krążki trójmiejskich artystów tworzących muzykę o bardzo szerokim zakresie stylistycznym - od interpretacji piosenek Grzegorza Turnaua, po ciężkie brzmienia. Prawdziwy muzyczny tygiel. Ktoś podejmie wyzwanie?

Opinie (25) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

29

maja

Kino Plenerowe i Samochodow... Sopot, Opera Leśna

Rozrywka

Dobry po imprezie oraz na duży głód. Kebab - gdzie najlepszy?
Kebab - gdzie najlepszy w Trójmieście?

Kulinaria

Dobry po imprezie oraz na duży głód. Kebab - gdzie najlepszy?
Kebab - gdzie najlepszy w Trójmieście?

Sprawdź się

Akcja powieści "Hanemann" Stefana Chwina dzieje się w: