Wiadomości

4&4: cóż to mógłby być za balet!

Balet "4&4", w zamierzeniu skierowany do nieco młodszej publiczności, udowadnia, jak mało wiedzą o współczesnej młodzieży jego realizatorzy.



Opowiadanie historii w dobie kultury obrazkowej, elektronicznych nowinek i rozszalałego postmodernizmu to zadanie trudne. Opowiadanie jej w oparciu o znaki od dawna zawłaszczone przez kulturę popularną to już wyczyn, który udaje się jedynie nielicznym. Z pewnością nie udało się to Izadorze Weiss.



Dla dzisiejszego odbiorcy współczesna kultura to pastisz, prowokacja, nieustanny intertekstualny dialog. Przede wszystkim jednak to ironia, bez której nie sposób mówić już o rzeczach poważnych bez irytującego patosu. W tym kontekście "4&4" zaskakuje kulturową i, co najważniejsze, teatralną naiwnością, nie tylko na poziomie libretta, ale i wykorzystania scenicznych środków.



Spektakl zaczyna się znakomicie. Pierwszą część baletu opartą na "Czterech porach roku" w wykonaniu Nigela Kennedy"ego otwiera przepiękny obrazek symbolizujący wiosnę. Choreograficzny majstersztyk tworzy niemal wizualną partyturę muzyki Vivaldiego. Plastyczny, lekki, porywający.

Podobne wrażenia budzi scena druga, przedstawiająca lato. Dwie dojrzałe, przepiękne kobiety, które wkraczają na scenę, to doskonałe uosobienie lata. Wyjaśnienie umieszczone w repertuarze, że to żadne metaforyczne lato, ale homoseksualna para zderzona ze społeczną nietolerancją, do niczego tu nie jest potrzebne. Teatr bowiem aż prosi się o metaforę. Czytanie spektaklu na przekór intencjom realizatorki jest oczywiście jakimś wyjściem, okazuje się jednak bezcelowe już w kolejnej - jesiennej części. Na scenę wkraczają żołnierze, wraz z nimi szczotki i znowu ten sam wielokrotnie wykorzystywany w spektaklu schemat, oparty na zderzeniu niewinnej jednostki z bezwzględną, zuniformizowaną grupą.



Na tym niestety nie koniec. Zaczyna się część druga. W całym korowodzie jednorożców, nieszczęśliwej miłości rodem z Titanica, papierosów, karabinów i trupich czaszek współczesny widz nie odnajdzie niczego, co nie ocierałoby się o teatralny banał. Interesująco wypada jedynie scena prezentująca mężczyznę - Wybawiciela, mierzącego się ze Śmiercią. W tym jednym przypadku walka dwóch antagonistów nabiera niemal archetypowego wymiaru, w dużej mierze dzięki subtelnemu użyciu scenicznego światła.

"4&4" podobnie jak w "...z nieba" kończy się optymistycznie, wspólnym tańcem całego zespołu. Tańcem, który być może poruszał czterdzieści lat temu w pierwszych realizacjach musicalu "Hair" lub w przepełnionej new age'owym optymizmem filmowej wersji "Aniołów w Ameryce" Tony Kushnera. W przypadku baletu Weiss budzi co najwyżej zdziwienie.

Tym większe, że nowy zespół baletowy stać naprawdę na znaczenie więcej. Znakomitych tancerzy zaangażował do swojego zespołu Marek Weiss-Grzesiński. Brawa należą się szczególnie Marzenie Sosze oraz Michałowi Łabusiowi, u których znakomita technika taneczna łączy się z autentycznym talentem aktorskim. Gdyby ich warsztatowe umiejętności połączyć z dobrym librettem, cóż to mógłby być za balet!

Opinie (34) 9 zablokowanych

  • Absolutnie sie z tym nie zgadzam. (1)

    Nie zgadzam się z tą recenzją. Balet jest ładny wzbudza w wielu osobach zachwyt, wzruszenie potwierdzone było to na wczorajszej konferencji z panem dyrektorem opery oraz panią Izadorą Weiss. A taniec końcowy w balecie "... z nieba" jest bardzo ładnym i wzbudzajacym emocje tańcem. Jeśli ktoś się nie zna na tego rodzaju sztuce powinien zająć się redagowaniem innych tekstów.

    • 0 0

    • Rewelacja!

      Rzeczywiście, tylko ci, którym sztuka się podobała i nie mają absolutnie żadnych krytycznych uwag mogą pisać jej recenzje. Reszta powinna redagować inne teksty, oczywiście na tematy, wobec których nie posiadają krytycznych uwag. Świetne podejście!
      Po co zatem pisać recenzje? Powiedzmy sobie od razu : dowolna twórczość artystyczna jest rewelacyjna, porywająca, wzruszająca, inteligentna, głęboka, przewrotna i miła. Zawsze świeci słońce i pachnie fiołkami.
      To co podoba się jednemu nie musi podobać się drugiemu. Autorka recenzji wyłożyła swoje racje, które nie muszą pokrywać się z Pani/Pana opinią, ale to nie powód by negować jej kompetencje.
      Pozdrawiam
      p.s. Mi też się podobało...

      • 0 0

  • Moim zdaniem balet był znakomity

    • 0 0

  • opinie z forum balet.pl

    http://www.balet.pl/forum_balet/viewtopic.php?p=107031&sid=b488b0250bdcf95a3ac1ef93beae1829

    http://kultura.trojmiasto.pl/spektakl.php?id=749

    http://kultura.trojmiasto...cie-n27208.html

    Już w sobotę odbędzie się premiera nowego (? - po przeczytaniu opinii pod tym drugim artykułem zawahałam się, pisząc to słowo) baletu Izadory Weiss - pierwsza z dwóch przewidzianych na ten sezon premier baletowych w Operze Bałtyckiej. Ekipa z forum balet.pl (sztuki dwie - M. i ja) będzie na miejscu i opisze wrażenia najszybciej, jak będzie to możliwe.

    Ciekawa jestem, jakie macie refleksje przed premierą i po lekturze tych artykułów?
    _________________
    Someone must have taught You well
    to beguile and to entrance
    for that night You cast your spell
    and You taught me how to dance.

    - Katie Melua





    M.
    Corps de Ballet

    Posty: 412
    Skąd: znad morza :)
    Wysłany: Pią Mar 14, 2008 4:20 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    Jakie refleksje mamy przed? Cieszymy się, że to już... bo dziwnie się złożyło, że akurat na tą premierę czekam z dużymi, mieszanymi (wiadomo dlaczego) emocjami.

    Pomimo pewnych obaw jednak jak zwykle optymistycznie mam nadzieje, że nawet w kolejnym balecie Pani Izadory znajde coś dla siebie. Jestem tez ciekawa na ile tym razem z przedstawienia będzie wynikało to co choreograf chciałaby powiedzieć i o czym pisze, czy będzie tak jak w przypadku "Z nieba..." gdzie miałam poczucie o dorabianej do tańca ideologii. Muzyka zapowiada się dobrze - jestem naprawdę ciekawa jaka będzie choreografia (ach ta obawa przed...hmmm jak na to mówiliście? -- "kosodrzewiną"?). Spodziewam się ładnych "obrazów" jak w poprzednim przedstawieniu tej Pani. Pomimo wszystko "Z nieba..." wspominam dobrze także mam nadzieje, ze i tym razem klapy nie będzie.

    Oczywiście stałym punktem programu jak zwykle będzie obserwacja ulubionych tancerzy z zespołu w tym nowych nabytków

    Jestem ciekawa co zobaczę ale wiem, że dobry taniec czy klasyczny czy współczesny zawsze się obroni - tylko czy ten taki będzie? Trzymam za to kciuki, kibicując nie tyle Pani choreograf (zajęła szturmem naszą POB więc nie potrzebuje mieć w widzach zwolenników) i nowej wizji naszego teatru operowego co naszemu gdańskiemu zespołowi.

    A to, że na innych scenach nie chcieli tego wystawić - poczekamy, zobaczymy i napiszemy co myślimy.

    To była próba dłuższej wypowiedzi na zadany temat. Gdyby ktoś mi kazał się streścić w jednym zdaniu ...

    --> umieram z ciekawości.
    _________________
    "A jeśli serce jest już tylko mięśniem,
    Cóż po urodzie wszechrzeczy?
    Gwiazdy jaśnieją promiennie i szczęśnie,
    Lecz Ziemia gwiazdom zaprzeczy..."






    Czajori
    Solista Baletu

    Związek z tańcem:
    uczennica, baletoman
    Posty: 1413
    Skąd: Gdańsk
    Wysłany: Sob Mar 15, 2008 4:41 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    To już dzisiaj!
    Ta premiera będzie dla trójmiejskich baletomanów "mierzeniem się z wrogiem" w takim sensie, że chcemy zobaczyć, czym zostanie zastąpiona klasyka na naszej operowej scenie. Mam nadzieję, że jednak będzie to TANIEC współczesny, a nie "kosodrzewina", jaką serwują niektórzy twórcy teatru tańca. Wizja wizją, ale scena operowa ma swoje prawa i swoje decorum.
    Jestem bardzo ciekawa choreografii, bo z tego, co przeczytałam we wczorajszej Wyborczej, to podejście do tematu czterech pór roku jest co najmniej nietypowe (np. lato jako czas nietolerancji - dziwne skojarzenie, niezbyt kanoniczne, a może po prostu brak zrozumienia pomysłu choreografki przez recenzentkę) i zastanawiam się, na ile będzie czytelne dla przeciętnego widza. Druga część, tzn. cztery próby oswojenia śmierci, będzie chyba bliższa temu, co znamy "z nieba": abstrakcyjne obrazy i dużo wzniosłości. Przeraża mnie tylko temat "krótkotrwałego triumfu nad śmiercią", który ma kończyć widowisko. Może to wpływ zbliżających się świąt wielkanocnych, ale dla mnie to trąca ewangelizacją.
    Na koniec jeszcze jedna kwestia, którą już poruszałyśmy z M.: w tym sezonie będą dwie taneczne premiery. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak było. Jeżeli brak klasyki ma równać się większej ilości tańca w ogóle, można mieć bardzo mieszane uczucia.

    PS. Na zdjęciu w Wyborczej jedna z tancerek wygląda koszmarnie: ma zakneblowane usta i jakiegoś strasznego gąsiora wokół talii (domyślam się, że to ma być łabędź). Zapowiada się bardzo interesujący wieczór...
    _________________
    Someone must have taught You well
    to beguile and to entrance
    for that night You cast your spell
    and You taught me how to dance.

    - Katie Melua





    Czajori
    Solista Baletu

    Związek z tańcem:
    uczennica, baletoman
    Posty: 1413
    Skąd: Gdańsk
    Wysłany: Nie Mar 16, 2008 1:08 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    Jak wynika z poprzednich postów, na premierę "4 and 4" szłam z pozytywnym nastawieniem i z zainteresowaniem. Podobnie jak M., dobrze wspominam spektakl "...z nieba" i podobały mi się zmiany wprowadzone do spektaklu przez Izadorę Weiss.
    Niestety, "4 and 4" rozczarowało mnie i nie przekonało. Z ośmiu prezentowanych etiud przekonała mnie dosłownie jedna, pierwsza, "Wiosna". Potem coraz częściej patrzyłam na siedzącą obok M. z niedowierzaniem.

    Znalazłam kilka dobrych stron spektaklu. Pierwsza to oczywiście tancerze, szczególnie ci odtwarzający główne role w kolejnych etiudach. Fantastycznie było przekonać się o wszechstronności "dawnego" zespołu POB (np. o tym, że dobrzy klasyczni tancerze, jak Ania Kipshidze czy Michał Wylot potrafią tak sugestywnie interpretować współczesną choreografię) i przyjrzeć się jego nowej części. Podobał mi się Michał Łabuś, którego widziałam na scenie po raz pierwszy i który ma niesamowicie plastyczne ciało i jest bardzo muzykalny. Najbardziej przykuła moją uwagę jednak Franciszka Kierc (tym razem wymieniam z imienia i nazwiska ) : niezwykłe połączenie talentu, rzemiosła, urody i wrażliwości. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze zdolności aktorskie.
    Drugą dobrą stroną jest znakomita muzyka. Już jakiś czas temu stwierdziłam, że mam zbliżony gust muzyczny do Izadory Weiss, gdyż zawsze albo już wcześniej uwielbiałam muzykę, którą p. Weiss wybiera do spektakli, albo zachwycam się nią po obejrzeniu spektaklu. Tym razem było podobnie. Bardzo lubię głos Lisy Gerrard i new age'owe klimaty Kitaro. Etniczne brzmienia tych wykonawców połączone z klasyką klasyki ("Cztery pory roku" Vivaldiego i dzieła Bacha i Schuberta, w dodatku większość w aranżacji Nigela Kennedy'ego!) sprawiają, że warto się wsłuchać w "4 and 4".
    Trzecią dobrą stroną jest choreografia. Nie mogę powiedzieć, że nie podoba mi się modern w wydaniu Weiss, chociażby dlatego, że lubię modern w ogóle, a Izadora Weiss czerpie z doskonałych wzorców. Niektóre fragmenty spektaklu zapalały w moim baletomańskim mózgu lampki przy nazwiskach Kylian, Ek i Petit, ale policzyłam to na plus. Gorzej, że kilka razy wiedziałam, że patrzę na elementy choreografii ze "...z nieba". Ogólnie jednak uważam, że chociaż Izadora Weiss nie stworzyła nic nowego, to udało jej się zaprezentować naprawdę dobry taniec współczesny, który tylko zyskał w połączeniu z muzyką poważną.
    Ostatnią dobrą stroną jest marketingowa oprawa spektaklu. Tancerze z "4 and 4" są wszędzie , migają mi na ekranie na stronie trojmiasto.pl i patrzą z plakatów na każdym rogu miasta. Nareszcie balet Opery Bałtyckiej ma twarze i nazwiska! Atutem są też naprawdę piękne, kolorowe zdjęcia i biogramy w programie.

    A teraz się będę czepiać.
    Niestety, zdolni tancerze, piękna muzyka i niezła choreografia nie wystarczą, by spektakl był dobry. W moim odczuciu wszystkie pozytywy "4 and 4" niweluje dziwna, niejasna treść, pokrętna symbolika i naprawdę brzydka scenografia (zwłaszcza w drugim akcie).
    Rozumiem, że Izadora Weiss chciała odejść od stereotypowego postrzegania czterech pór roku jako kolejnych etapów życia człowieka, ale jej dobór motywów (wspomniana już nietolerancja jako lato czy agresja jako jesień) jest trudny do zrozumienia i bardzo hermetyczny. Nie rozumiem, jak do Jesieni mają się np. jednorożce (to jednak nie były kneble w ustach tancerek, ale...maski chirurgiczne?) - ok, można dopatrywać się w nich chęci "powrotu do niewinności", którą od zawsze symbolizują, szczególnie w zestawieniu z okrucieństwem wojskowych, ale wydaje mi się, że to bardzo odległe skojarzenie.
    Kompletnie dla mnie nieczytelny jest też sposobu obrazowania Zimy. Według libretta, grupa "pięknych, młodych i bogatych" traktuje zło jako rozrywkę. Powiedzmy, że w zestawieniu z zimą mamy tu obraz ostatecznego upadku człowieka, jego moralnej śmierci. Szkoda, że tego kompletnie nie widać na scenie! Tancerze w czarnych kostiumach, kolejne w spektaklu "bicie niewinnego", kurtyna. Przepraszam, nie rozumiem.
    W pierwszym akcie pojawia się też kilka motywów kompletnie moim zdaniem nie pasujących do ulotnej, abstrakcyjnej wymowy tej części widowiska. Koszmarne berety z antenkami na głowach kobiet atakujących zakochane w sobie dziewczyny i czerwony pluszowy króliczek. W pierwszym widzę inspirację Ekiem, ale u niego beret na głowie głupkowatej Giselle pasował do groteskowej atmosfery spektaklu, a u Izadory Weiss wprowadza niezamierzony (lub nietrafny) efekt komiczny. Nie chcę się nawet zastanawiać, czy to ma być odniesienie do moherowych beretów. Króliczek mógłby, owszem, obrazować niewinność i dziecięcość, ale jest w tym tak oczywisty, że w porównaniu np. z jednorożcami w maskach chirurgicznych wydaje się banalny, wręcz łopatologiczny.
    Podobny efekt tworzą czaszki i skrzyżowane piszczele na czarnych koszulkach kobiet symbolizujących śmierć. Potęgują rozdźwięk między totalną nieczytelnością a rażącym banałem, psują koncepcję metafory i odejścia od kanoniczności.
    W drugim akcie na próżno szukałam "prób oswojenia śmierci". Czy jej oswojeniem miało być to, że przygląda się tańczącym z kulisy, paląc (dosłownie) papierosa? I w którym momencie została pokonana? Jak zeszła ze sceny? Nie zauważyłam nawet, kiedy.
    Ładnym motywem były czerwone światełka wniesione przez jednorożce, a potem wyniesione przez ocalonego tancerza, ale zupełnie zginęły w chaosie scen zbiorowych, których znaczenia dla spektaklu też nie mogę odgadnąć. Odnośnie scen zbiorowych dodam jeszcze, że raziło mnie nieregularne ustawienie tancerzy na scenie, które sprawdza się tylko wtedy, gdy zespół tańczy równo.
    _________________
    Someone must have taught You well
    to beguile and to entrance
    for that night You cast your spell
    and You taught me how to dance.

    - Katie Melua





    .:Agga:.
    Solista Baletu

    Związek z tańcem:
    uczeń
    Posty: 1091
    Skąd: Gdynia
    Wysłany: Nie Mar 16, 2008 7:05 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    To teraz ja napisze cos od siebie.

    Spektakl (bo baletem nie mozna tego nazwac) jest okropny i beznadziejny.
    Nie bede nic pisala o tancerzach bo zostalo to juz wczesniej opisane, ze naprade dobrze sobie radza.

    Scenografia - zwlaszcza w pierwszej czesci totalnie nie dopracowana. Zupelnie nie dopasowana do muzyki. Jak dla mnie to wszystko powinno zesoba wspolgrac - muzyka, taniec, scenografia, kostiumy. W tym wypadku wszystko razilo totalnym niedopracowaniem.

    Bardzo duzo scen zbiorowych, ciezkich, ktore zle sie ogladalo. Byly przytlaczajace a muzyka lekka. Byly momenty kiedy scena pozostawala pusta albo zostawal na niej jeden tancerz. Zupelnie tego nie rozumiem. Wygladalo to tak jakby choreograf nie wiedzial co wstawic w danym momencie, jak wykonac przejscie do kolejnej czesci wiec zostawil na srodku jednego biednego tancerza albo pusta scene.

    Kostiumy a raczej ich brak.
    Wszedzie "golizna", wystajace tylki, szczegolnie u wspomnianych wczesniej jednorozcow. Cialo tancerza jest idealne - przynajmniej u niektorych, mozna na nie popatrzec z zachwytem prownujac do gerckich kanonow piekna ale bez przesady. Prawie caly spektal opieral sie na pokazywaniu ciala. W pewnym momencie bylo juz tego za duzo.

    Wysztko bylo banalne.
    Widz nie mogl dowolnie interpretowac scen i calego spektaklu bo wszystko zostalo dobitnie pokazane.
    Jak dla mnie moment w ktorym dwie tancerki tancza obok siebie, dotykajac sie jest jednoznaczny. Nie sadze zeby ktos tego nie zrozumial. Uwazam ze pocalunek na koncu byl zupelnie zbedny.
    Choreograf nie pozwolil widzowi zinterperowac tego co zobaczyl. Mam wrazenie ze Pani W. wziela widzow za zupelnych ignorantow, ktorym wszystko trzeba podac na tacy (mysle ze bardziej dosadne slowo lepiej by opisalo cala sytuacje).

    Wybieram sie rowniez na premiere studencka we wtorek. Glownie dlatego ze pozniej ma byc spotkanie z tworcami. Chetnie zadam publicznie kilka pytan Pani W. Mam nadzieje ze kolejny spektakl bedzie zupelnie inny.

    Co do samego tanca to nie jest to wspolczesny, klasyka, nic co mozna jakos zakwalifikowac. Wglada na to ze Pani Izadora stworzyla swoja odmiane tanca. Szkoda tylko ze taka brzydka, ciezka i przytlaczajaca. Tak jakby nie miala w sobie radosci zycia tylko wieczny smutek i chlod.
    Szkoda bo tancerze maja mozliwosci, staraja sie i mogliby stworzyc cos naprawde pieknego.

    Tak jak napisala Czajori, wszedzie pelno reklam. Boje sie ze speltakl zostanie przyjety z wielkim entuzjazem i tak szybko nie pozbedziemy sie Panstwa W. i ich autorskiego teatru (sami sie przyznali do tego ze chca cos takiego stworzyc).
    Bardzo razi mnie podpis na plakatach - 4&4 - balet. Szkoda ze z baletem nie ma to nic wspolnego.
    _________________
    "artystą nie jest się dzięki szkole, ale bez niej można być w ogóle pozbawionym takiej szansy..."





    miłośnik tańca
    Nowicjusz

    Posty: 4

    Wysłany: Pon Mar 17, 2008 7:37 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    Co sądzicie o tej recenzji?

    Premiera "4 & 4" w Operze Bałtyckiej. Obiecujący gdański start Izadory Weiss
    dziś
    Spektakl "4 & 4" Izadory Weiss jest jej biletem wizytowym w roli choreografa, który odpowiada za "ustawienie" na nowo gdańskiego baletu. Rzeczywiście w sobotę obejrzeliśmy jego inne oblicze. Z wyrazistym makijażem, karminową szminką, fryzurą bez ondulacji. Krótko i wprost mówiąc - nowoczesny teatr tańca, a nie sekcję baletową operowej sceny.

    Poczwórny tytuł tłumaczy się podwójnie. Po pierwsze związany jest z "Czterema porami roku" Vivaldiego, do których Weiss ułożyła choreografię pierwszej części widowiska. Trzeba dodać - do "Czterech pór roku" w wykonaniu Nigela Kennedy'ego. Pracę nad przełożeniem interpretacji genialnego skrzypka na taniec Weiss zaczęła już w 2000 roku, przygotowując spektakl na poznański festiwal Malta. Tam każda z koncertowych części przedstawiona była oddzielnie. W Gdańsku Weiss ułożyła z nich jedną historię. Gdy kończy się jedna część, na scenie pozostaje zawsze któreś z tancerzy, po chwili muzyka brzmi dalej. Spektakl biegnie tak, jak żyjemy - bez chwili przerwy. Do czasu...
    "4 & 4" to rzeczywiście opowieśc o naszym ludzkim życiu. Utwór, opisujący przemiany pór roku, Weiss przerobiła na historię przemian dokonujących się w nas. Przekład to czasem ryzykownie dosłowny, podany jak kawa na ławę. Na przykład na kontrastach "Lata", gdzie usłyszeć można najpierw upalne popołudnie, a potem letnią burzę, Weiss zbudowała nowelę o homoerotycznej gorącej miłości pary dziewczyn, wokół których rozpętuje się burza agresywnego tłumu. Z jednej strony choreografię Weiss trzeba podziwiać za bogactwo i finezję gestów, z drugiej strony - w tym języku mówi się prawdy bardzo proste, podstawowe. Ale to nie zarzut, to komplement.
    Opowieść to tyleż o życiu, ile o umieraniu. Nie tym biologicznym - o tym mówi część druga - tylko emocjonalnym. "Wiosna" to budzenie się w nas uczuć, ich kruchość, delikatność, początkowa nieśmiałośc - prześlicznie odtańczona przez duet Franciszki Kierc i Michała Łabusia. Czym dłużej jednak, tym bardziej stajemy się nieużyci, obojętni, w końcu - agresywni. To nasza duchowa śmierć. Świetnie z tą myślą współbrzmiała interpretacja Kennedy'ego, który "Zimę" gra czasem zimno, szorstko, chropawo wręcz. Ktoś przyzwyczajony do serwowania "Zimy" w sosie senno-słodkim mógł się zdziwić.
    Okazji do zdziwień nie brakuje też w drugiej części. Znów co prawda pewne rzeczy pojawiają się na zasadzie prostych skojarzeń - choćby fragmenty Schubertowskiego kwartetu "Śmierć i dziewczyna". Ale sama Śmierć, grana przez Marzenę Sochę (trzecia obok wspomnianego duetu najbardziej wyrazista kreacja przedstawienia) to duża niespodzianka. Zwykły kostium, zwykła postać, pewna siebie, nonszalancka, i to do tego stopnia, że potrafi zapalić papierosa na scenie, nic sobie nie robiąc z wiadomych przepisów. Pewna swej władzy nad nami.
    Weiss w finale dzieli się z nami własną wiarą, że sztuka może wyjść zwycięsko z zapasów ze śmiercią. Temu wiary nie daję, ale nabrałem przekonania, że gdański balet wszedł na ciekawą drogę.Teatr tańca Weiss, efektowny, ale nie płytki, komunikujący nam proste prawdy, ale w bajecznej choreografii, posługujący się mocnymi, czytelnymi znakami (co dotyczy też scenografii - np. zmiana kolorów lampek na symbolicznej gałęzi nad sceną wystarczała za ilustrację kolejnych pór roku) ma dużą szansę nawiązania rozmowy z młodszą myślącą publicznością, którą mógłby do opery przyciągnąć. Bo to jest tej publiczności język.
    Pewnie, że droga do sukcesu jest wyboista, są na niej dołki i górki. Zespół jest w trakcie budowy, więc nierówny. Po drugiej premierze będziemy mądrzejsi, na ile przybliżamy się do celu. A jest nim, jak rozumiem, powołanie w Gdańsku do życia czegoś w rodzaju autorskiego teatru tańca Izadory Weiss.
    Trzymam kciuki.

    Jarosław Zalesiński - POLSKA Dziennik Bałtycki





    miłośnik tańca
    Nowicjusz

    Posty: 4

    Wysłany: Pon Mar 17, 2008 7:39 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    ten Pan to chyba kompletny dyletant, a może ulegl czarowi Pani Weiss





    Torin
    ADMINISTRATOR

    Związek z tańcem:
    miłośnik baletu :)
    Wiek: 41
    Posty: 619
    Skąd: Kraków
    Wysłany: Pon Mar 17, 2008 8:10 pm


    --------------------------------------------------------------------------------

    Ewentualnie ma jakiś interes w tym aby tak a nie inaczej pisać ....

    Torin
    _________________
    Udaje łotra, aby nie zrażać kobiet - Chamfort





    .:Agga:.
    Solista Baletu

    Związek z tańcem:
    uczeń
    Posty: 1091
    Skąd: Gdynia
    Wysłany: Wczoraj 8:44


    --------------------------------------------------------------------------------

    Dokladnie!

    Uczniowie gimnazjum wiedza juz jak powinna wygladac dobra recenzja.
    Po liceum kazdy powinien umiec napisac jak na naprawde dobrym poziomie.

    Tutaj brakuje podstawowych form budowy recenzji.
    Jak dla mnie to jest artykul reklamowy a nie recenzja. Bardzo mi sie to nie podoba.
    Jak cos takiego moze wogole ukazac sie w gazecie?

    Dla przykladu - przed chwila czytalam recenzje tego pana ale z innego spektaklu.
    Zupelnie inna bajka.

    Do wszystkich zainteresowanych sprostowaniem:
    Dzwonilam do redaktora naczelnego Dziennika Baltyckiego, w ktorym ukazala sie recenzja.
    Powiedzialam, ze artykul nie jest recezja tylko artykulem reklamowym (nie jest to tylko moja opinia, rozmawialam na ten tamet z osoba, ktora pisze bardzo duzo artykulow tego typu i zna sie na tym).
    Dowiedzialam sie ze mozemy napisac sprostawoanie - wyslac je mailowo i poprosic o ustosunkowanie sie do tego - byc moze zostanie opublikowane lub zaostanie napisane sprostowanie.
    Nalezy to teraz przygotwac.
    Wszystkie zainteresowane osoby, ktore widzialy 4&4 w Operze Bałtyckiej i chca napisac sprostwanie prosze o kontakt przez PW.

    Dodatkow bede jeszcze dzwonic do pana Zalesinskiego.
    _________________
    "artystą nie jest się dzięki szkole, ale bez niej można być w ogóle pozbawionym takiej szansy..."






    miłośnik tańca
    Nowicjusz

    Posty: 4

    Wysłany: Wczoraj 9:29


    --------------------------------------------------------------------------------

    a oto druga recenzja z wyborczej, ale tu wydaje mi się, że babeczka być może ma jakiś osobisty uraz do weiss (ów?), recenzja też nie jest gruntowna, poza tym ,,rockowe" wykonanie czterech roku vivaldiego przez nigela kennediego jest negowane przez fachowców, uznawane za muzyczne hochsztaplerstwo. No ale dobrze, ze wreszcie jakas zasłużona krytyka. Kim jest Barbara Kanold?

    Antonio Vivaldi i Nigel Kennedy
    Barbara Kanold 2008-03-17

    Muzyka Kitaro, Lisy Gerard, Bacha, Schuberta, a przede wszystkim Antonio Vivaldiego i wykonanie jej przez Nigela Kennedy'ego stanowiły siłę sobotniej premiery baletowej w Operze Bałtyckiej
    Izadora Weiss w balecie "4&4", zafascynowana nowatorskim, mistrzowskim wykonaniem "Czterech pór roku" przez Kennedy'ego, zmierzyła się na scenie z muzyką Vivaldiego.

    W pierwszej części wieczoru spróbowała przełożyć na sceniczny ruch atmosferę zmian dziejących się nie tylko w przyrodzie, ale w każdym z nas. Jest więc wiosenna świeżość uczuć, letnia burza wokół nietolerancji miłości dwóch kobiet, jesienne okrucieństwo i zimowa przemoc, gwałt tłumu, przeciwstawione bezbronności jednostki. Ale przede wszystkim wspaniała muzyka i jej forma, które trzymają całość.

    Młoda choreografka deklaruje we wcześniejszych wypowiedziach, że "absolwenci szkół baletowych, technicznie wyszkoleni, są kompletnie zamknięci, obojętni, nieprzygotowani do tego, żeby występować na scenie. W zasadzie trzeba by im od nowa uświadamiać, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Od nowa zarażać tańcem". To prawda, wystarczy zacytować znakomitą choreografkę Ewę Wycichowską, która powiedziała, że z tych absolwentów "zdzierać musi skorupę, której nabrali w szkole, bo nie mają świadomości własnego ciała. Wykonują pięknie całe mnóstwo trudnych pas, tylko nie bardzo wiedzą, po co i czemu taki, a nie inny ruch służy". No właśnie, obowiązkiem choreografa jest wprowadzić ich w te nowe dla nich tajniki, zarazić twórczym myśleniem. Tymczasem Weiss im na to nie bardzo pozwala, tancerze robią wrażenie skupionych na dokładnym odtworzeniu nakazanego im, ubogiego zresztą, języka ruchowego, nie widać ich własnych osobowości.

    "Cztery pory roku" mają jednak przynajmniej kilka ciekawie skomponowanych scen zbiorowych, jak chociażby pierwszy duet miłosny, w przeciwieństwie do drugiej części, w której choreografka próbuje zbadać misterium śmierci, może odsunąć od każdego z nas to, co nieodwracalne. Forma wyraźnie przerosła tu treść, źle wpłynął brak jasnej kompozycji całości. Jedyna scena próbująca zaprezentować prawdziwy męski taniec to ta z kałasznikowem jako symbolem śmierci.

    Wykonawcy, widać, pracowali ciężko, ale przecież wiadomo, że sam ruch, często z pogranicza gimnastyki, nie jest jeszcze tańcem. Brak im wewnętrznego żaru, napięcia i emocji, o których tyle mówiła choreografka. Nie pomogły nijakie kostiumy Jagny Janickiej.

    Nowa dyrekcja planuje diametralnie zmienić profil gdańskiej sceny baletowej. Zespół nie będzie tańczył repertuaru klasycznego, w zamian mają pojawić się wysokiej klasy zespoły zagraniczne, np. z Petersburga. Czekamy na nie z niecierpliwością. I uczniowie szkoły baletowej w nieśmiertelnym "Dziadku do orzechów". Królować ma taniec współczesny. Oczekujemy więc w nim poziomu prezentacji Jiri Kiliana, Mats Eka czy Borysa Ejfmana. Takiego, który porwie widza fascynującą choreografią, kreatywnymi relacjami między tancerzami, poruszy go głęboko, nie pozostawi obojętnym czy znudzonym.





    miłośnik tańca
    Nowicjusz

    Posty: 4

    Wysłany: Wczoraj 9:59


    --------------------------------------------------------------------------------

    Może zalesińskiemu sypneli kaską?
    kurcze słodzi, że hej w tej recenzji, przeczytałem jeszcze raz, tu musi byćjakiś interes
    albo facet zupełni nie zna się na balecie, wkurzyła mnie ta recenzja, prasa powinna dbać o wyedukowanie społeczeństwa, a nie mydlić oczy pozorami ,,wielkiej' sztuki" tak jak to robi rubik

    Pozwoliłem sobie połączyć posty - proszę nie nabijac postów niepotrzebnie. Torin...
    Ostatnio zmieniony przez Torin Wczoraj 11:36, w całości zmieniany 1 raz





    Czajori
    Solista Baletu

    Związek z tańcem:
    uczennica, baletoman
    Posty: 1413
    Skąd: Gdańsk
    Wysłany: Wczoraj 14:08


    --------------------------------------------------------------------------------

    Cóż, Barbara Kanold jest znanym krytykiem baletu, bardzo często pisze o widowiskach tanecznych i w jej recenzji spektaklu "4 and 4" rzeczywiście można wyczuć obiektywne podejście do sprawy.
    Nie zdradzę żadnej wielkiej tajemnicy jak napiszę, że "Dziennik Bałtycki" w jakimś sensie reprezentuje medialnie Operę Bałtycką i nie może pozwolić sobie na zbyt otwartą (jeżeli w ogóle na jakąkolwiek) krytykę. Z tego samego powodu "recenzja" przypomina bardziej "artykuł reklamowy".
    Prawdą jest, że o tańcu często piszą osoby nie mające o nim elementarnego pojęcia i dla mnie pan Zalesiński jest takiej osoby przykładem - z jego tekstów aż bucha brak rozeznania, facet pisze tak, jak gdyby nigdy wcześniej nie widział spektaklu baletowego.
    Pisanie sprostowania nie ma moim zdaniem sensu, "DB" musi pisać dobrze o POB na zasadzie umowy, z tym nie da się zrobić absolutnie nic. Zresztą, dlaczego mamy prostować to, że komuś się podobało (jakkolwiek trudno byłoby w to uwierzyć)? Panu Zalesińskiemu nie dość, że się podobało, to jeszcze nie mógł napisać złej recenzji ze względów marketingowych. Możemy się z tym nie zgadzać, ale muru głową nie przebijemy.
    Aggo, powinnaś zamieścić swoje uwagi na forum trojmiasto.pl, bo z tego co wiem, to miłościwie nam panujący dyr. Weiss-Grzesiński je czyta i próbuje się do mich ustosunkować (co widać np. w tekstach katalogowych z programu "4 and 4"). Będziesz miała większe pole rażenia, bo podejrzewam, że "DB" nie wydrukowałby sprostowania. W Internecie pokaże się na pewno
    _________________
    Someone must have taught You well
    to beguile and to entrance
    for that night You cast your spell
    and You taught me how to dance.

    - Katie Melua





    Kasia G
    ADMINISTRATOR

    Związek z tańcem:
    krytyk
    Wiek: 31
    Posty: 2415
    Skąd: Warszawa
    Wysłany: Wczoraj 16:35


    --------------------------------------------------------------------------------

    powiem jedno: przykre - od razu wokół "Państwa W" zbiera się zła krew... niestety po czesci słusnzie. Spektaklu nie widziałam, nic więc dodac nie mogę, ale na temat krytyków i recenzji moge sie wypowiedziec. pani kanold rzeczywiscie jest jedną z nielicznych osób fachowo recenzujacych nie od dziś wydarzenia taneczne i można jej zaufać, co oczywiscie nie znaczy ze z jej gustem zawsze trzeba się zgadzać - krytyka merytoryczna dotycząca rzemiosła, w tym choreograficznego to jedno, gust - drugie. Pana Z. nie znam - nie czytałam, ale już przeciwstawianie w nadtytule baletu klasycznego czyli "sekcji baletowej opery" tancowi współczesnemu, który rzekomo jest wyrazisty, z karminową szminką... wskazuje jak złym i błędnym tropem idzie recenzent. jedno i drugie bywa dobre i złe, jedno bez drugiego by nie zastaniało (współczesny bez baletu) a takie "popisywanie sie" wskazuje tylko na to ze recenzent usiłuje przystosowac swoją ideologię tekstu do idei państwa W wpisanych w ich program Opery Bałtyckiej bez klasyki baletowej...
    _________________
    Największe szczęście w życiu to pewność, że jesteśmy kochani ze względu na nas samych, albo raczej pomimo nas samych
    Wiktor Hugo





    M.
    Corps de Ballet

    Posty: 412
    Skąd: znad morza :)
    Wysłany: Dzisiaj 3:57


    --------------------------------------------------------------------------------

    Dobrze, jednak dorzucę swoje trzy grosze.

    Na początek muszę powiedzieć, że strasznie trudno jest oceniać ten spektakl obiektywnie, oddzielając nową, kontrowersyjną politykę Pana W. od dzieła Pani W. Zwłaszcza, że to właśnie spektaklem "4&4" Ci Państwo zadecydowali rozpocząć swą walkę o ich wizję naszej Opery. Również tym spektaklem przedstawione nam zostały oficjalnie "nowe nabytki", choć kto chciał zaczął im się uważnie przyglądać już w "Z nieba..." (hehe a nie "Do nieba..." jak uważają niektórzy zachwyceni, ale mało uważni nowi, młodzi oglądacze, na których zdobyciu nie wiedzieć czemu zależy tak bardzo nowej dyrekcji - nie rozumieją co oglądają, nie wiedzą co to plie i smarują wazeliną jak mogą, bo są wniebowzięci, ach, och... blee). Przez chwilę pomyślałam, że tym dziełem Pani Izadora podjęła próbę przekonywania gdańskiej publiczności do swojej twórczości, ale po pierwsze mieliśmy przyjemność poznania jej już wcześniej, przy okazji "Z nieba..." a po drugie, mając przynajmniej do końca tego sezonu monopol na balet w repertuarze, chyba nikogo nie musi przekonywać - bo jako widzowie jakikolwiek wybór straciliśmy... więc jak się nie ma co się lubi, to... będzie ciężko...

    Jeśli chodzi o wspomniane recenzje, najbliższa wydaje mi się opinia Czajori. Nie wiem czy była czytana przez autorkę spektaklu, ale na premierze studenckiej były widoczne drobne zmiany - m.in. właśnie w ustawieniu tancerzy, o którym napisałaś. Sceny zbiorowe chyba były tańczone równiej i trochę lepiej oglądało się całość.

    A śmierć? - gwoli ścisłości - Marzena Socha schodzi ze sceny, razem z oddalającą się brzydką scenografią w momencie w którym ginie Michał Łabuś i Franciszka nad nim płacze. W następnej scenie pojawia się piękne, prawie nagie ciało, zwycięskiego (chyba właśnie tak wynika z programu, nie wiem czy z przedstawienia też można to wyczytać...) Michała Wylota.

    A moja opinia o spektaklu? Pierwszy akt ogląda mi się dużo lepiej. Wiosna ładna. Nie podoba mi się scena z dziewczynami (Sylwia Kowalska-Borowy, Elżbieta Czajkowska) - jest zbyt dosłowna, ich taniec mnie nie zachwyca, nie ma w nim wcale magii zauroczenia, no i stroje, które u Kyliana mi się podobały tym razem nie wyglądają zbyt korzystnie. Taniec zbiorowy towarzyszący tej scenie podoba mi się, lato (sceny zbiorowe, oprócz malutkiego fragmentu końcówki) słyszę dokładnie tak samo jak Isadora, wiec dobrze mi się ogląda dobry taniec do lubianej muzy (bo jak słyszę samą dobrą muzę to brakuje mi do niej tańca ). Natomiast jesien słyszę zupełnie inaczej. Chciało by się po pierwsze bardziej a po drugie lżej tańczyć do tej muzyki, sztywne ruchy tancerzy wynikające z pomysłu na tą etiudę są inne niż muzyka. Generalnie pomimo króliczka i zarzutów, które można mieć zawsze, pierwszy akt dobrze mi się ogląda i być może jeszcze wróce do niego.

    Acha, wg mnie dobra jest scena, w której Panowie z obsługi sprzątają ze sceny Marzenę S. Jest mocna i trafna - podoba mi się.

    W drugim akcie trudno było mi przyzwyczaić oczy do brzydkiej scenografii i brzydkich kostiumów jednorożców. Najlepiej oglądało mi się sceny, w których zniknęły fioletowe światła z góry sceny i chyba zielone oświetlające jej tył. Miałam wrażenie, że dużo lepiej oglądałby mi się np. piękny duet Franciszki K. i Michała Ł. gdyby nie te brzydkie lustra, niechby nawet było tam pusto! Podobał mi się też dobrze oświetlony "odgórnie" duet Marzeny Sochy i Marcina Cieżniaka.

    Widać, zwracam ostatnio uwagę na to "czy inni tak samo jak ja słyszą muzykę" (jakkolwiek nie brzmi to dziwnie, chyba się wplata w sposób tworzenia spektakli przez Panią W., w którym choreograf przyznaje się do rozpoczyniania tworzenia właśnie od słuchania muzy). Poza tym co przewinęło się już wyżej mam wrażenie, że futurystyczna scenografia drugiego aktu - być może celowo - kłóci się z muzyką, którą tam słyszymy a która zdaje się być bardzo naturalna. Zdaję się, że drugi akt ma być taki ciężki i trochę obcy - w końcu oswajamy śmierć... mnie jednak trochę zmęczył. Za to różnokolorowe, pastelowe stroje pasują do barwy muzki i pozwalają trochę odżyć zmęczonemu widzowi...

    Ach! Też bym zapomniała! - Ana K. w długiej czerwonej sukni jest przepiękna!!! I tym pozytywnym akcentem skończe...przynajmniej na razie

    ...nie wiem czy zdążyłam napisać wszystko, ale najwyżej dopiszę innym razem...

    • 0 0

  • Michał Łabuś - objawienie Opery Bałtyckiej (3)

    Ja zwróciłam uwagę na czwórkę tancerzy, którzy urzekli mnie swoim tańcem: Franciszka Kierc, Marzena Socha, Michał Wylot i chylę czoła - rewelacyjny i fantastyczny Michał Łabuś!!!! Szczególnie ten ostatni jest cudowny na scenie i wniósł w ten spektakl wspaniała energię! Końcowe trio plus Michał Wylot na końcu - magia!

    • 0 0

    • a to właśnie jego tak oluwają (1)

      bo nie ma skończonej szkoły baletowej. Tak jakby miało się to jakoś to talentu :/ Często po szkole wychodzą totalne, wytłuczone przez te 9 lat drewniaki. On ma talent i z tego co czytałam o nim spore osiągnięcia.

      • 0 0

      • zgadzam się!

        zgadzam się!
        co z tego, że nie ma szkoły baletowej?! jak widać nie ona jest wyznacznikiem jakości! Chłopak jest lepszy niż pozostali z dyplomami!!!
        dla mnie też super tancerz!
        trzymaj się Michał!!!

        • 0 0

    • TAK! TAK! TAK!
      Michał Ł. - rzeczywiście jest perełką tego spektaklu. Każda scena w której tańczył należała do niego! Widać go na scenie, pięknie się porusza, jest autentyczny, nie robi sztucznych min.
      Podobał mi się także duet Marzeny Sochy z ??? (nie jestem pewna, ale chyba Maciej Cieżniak) w II akcie do muzyki Lizy Gerrard - wycisnął mi pare łezek z oka, obydwoje pięknie to zatńczyli.

      • 0 0

  • beznadziejne (4)

    spektakl ten obraża wręcz inteligencję widza, trąci strasznym banałem, poza tancerze więcej stoją na scenie niż tańcza, choreografia, jak ze szkolnego przedstawienia

    • 0 0

    • czekam na Twoja choreografię, marku! (3)

      • 0 0

      • A kto czeka? ;) (2)

        • 0 0

        • choreografia marka (1)

          żartowałem, nikt nie czeka. A ktoś, kto pisze, że w tym spektaklu tancerze głównie stoją na scenie, musi chyba mieć śpiączkę w czasie muzyki, a budzić się tylko na ciszy!

          • 0 0

          • To ze ktoś cały czas podskakuje nie znaczy że tanczy,to ze ktoś układa "ruchy"nie znaczy że jest choreografem.Spektak jest straszliwie płytki,żeby nie powiedzieć infantylny.(i to nie tylko kwestia choreografii!!!!)

            • 0 0

  • brawo

    Pani Justyno brawo, poraz kolejny udowania Pani, że rzeczowo potrafi Pani ocenić widowisko parateatralny, nie zagadzam siętylko z opinią na temat tancerz, było strasznie nie rowno, jak na takie proste układy, poza tym to co wykonywali był bez wyrazu

    • 0 0

  • Michał Labuś rzeczywiście super

    • 0 0

  • Ufff (3)

    lubicie się pastwić, to widać...
    Zalesiński, autor tej dobrej recenzji jest świetnym dziennikarzem, jednym z najlepszych w Gdańsku.. Wbrew pozorom świat nie jest czarno- biały, a Pani Justyna nie jest wyrocznią! Jednym podobają się blondynki, innym brunetki. Zalesiński też ma prawo do własnego zdania. Brawo Panie Jarku! Brońmy prawa do indywidualizmu!

    • 0 0

    • nie zgadzam się (2)

      tyle, że recenzja powinna być oparta na znajmości tematu, musi tez zawierać pewne argumenty, jeżeli przedstawienie jest ewidentnie słabe nie możńa pisać, że jest dobre, przecież to paranoja. To przedstawienie było obiektywnie słabe.

      • 0 0

      • lolkowe czepianie się (1)

        czyżbyś, lolku był jednym z tych kilku tancerzy, co nie załapali się do nowego baletu? Strasznie upierdliwie się czepiasz!

        • 0 0

        • na własne życzenie

          jestem jednym z tych tancerzy co odeszli na własne życzenie z opery

          • 0 0

  • PS (1)

    Na plakacie 4&4 jest logo Wyborczej (Pani Kanolt, lat chyba ze sto, miłośniczka klasyki)a nie Dziennika Bałtyckiego (Zalesiński, około 45, miłośnik nowości)ups... czyżby teoria nie zgodziła się z praktyką... Artykuł reklamowy??? Teoretyczni "baletmsitrze" czy teoretyczni dziennikarze wypowiadają się na tym forum? To zadbajcie o prawdę moi drodzy bo wszystkie fakty są fikcją! A zanim oskarżycie kogoś o sypnięcie kasą pomyślcie trochę, a czy wam ktoś płaci za pisanie bzdur??? Nie dorastacie do pięt Zalesińskiemu misiaczki!!!!! Rzucacie oskarżenia jak Jaruś z Pisu!!!!!!! Co chcecie prostować, gust Zalesińskiego? Sprostujcie sprawę sypnięcia kasą, bo to przeginka...

    • 1 0

    • co za absurd

      A czy że coś jest współczesne to naczy że jest dobre, a jak klasyczne to znaczy, że jest złe?
      czy klasyczny recenzent z założenia musi zjeżdzac przedstawienia wspólczesne, a ten który lubi współczesnośc musi najeżdżać na klasyczne?
      co to za dziwna parafilozofia?

      • 0 0

  • Bardzo ciekawy ale bardzo trudny (2)

    Jak dla mnie to niektórzy nie zrozumieli przedstawienia i dlatego piszą takie głupoty. Cały przekaz jest bardzo skomplikowany i nie ma w sobie nic banalnego. Mysle że dzisiaj wszystko co porusza takie tematy jak śmierc, czy miłość jest skazane na porażke u wiekszosci bo wiekszosc ludzi ma to w dupie. Ale to swiadczy tylko o ich zblazowaniu i głupocie. s**** na podejscie typu "efekciarstwo, dobra zabawa i zeby nie trzeba bylo myslec".... z reszta ja sie dobrze bawilem. Spróbujcie czasem pomyslec nad tym co chce przekazac dzielo sztuki.

    • 0 0

    • taaa (1)

      tak bardzo trudny balet, ach te ,,nieodgadnione metafory" ... :)))

      • 0 0

      • nieodgadnione metafory

        To się wysil lolku, żeby coś zrozumieć

        • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

02

grudnia

08

grudnia

45. Festiwal Polskich Filmó... Gdynia, Gdyńskie Centrum Filmowe

Rozrywka

Gdańsk w świątecznej komedii. "Miłość jest wszystkim" w telewizji
Świąteczny film o Gdańsku w telewizji
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie
Filmy, które straszyły nas w dzieciństwie

Kulinaria

Złociste i chrupiące. Skąd dobre frytki w Trójmieście?
Smaczne frytki w Trójmieście
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i dla smaku
Jesienne kiszonki - dla zdrowia i smaku

Sprawdź się

Ile miejsc na widowni liczy rozbudowana Duża Scena Teatru Muzycznego w Gdyni?