fot. Łukasz Unterschuetz/ trojmiasto.pl
Tego koncertu nie wolno było przegapić. A podczas tegorocznego Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, takich momentów będzie więcej.
Chmura wulkanicznego pyłu nie zdołała na szczęście wpłynąć na program tegorocznej edycji Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, ale miała pośredni wpływ na obraz otwierającego go koncertu.
Zaszczyt zainaugurowania festiwalu przypadł arcyzdolnemu Szwajcarowi Gilles'owi Vonsattel. Młody pianista jest triumfatorem wielu znaczących turniejów, z Międzynarodowym Konkursem Muzycznym w Genewie w roku 2006 na czele. Jego zainteresowania nie koncentrują się wyłącznie na wirtuozowskiej spuściźnie romantyzmu, z powodzeniem podejmuje się także interpretacji dzieł barokowych oraz muzyki najnowszej, co najwyraźniej znajduje odbicie w jego wizjach dzieł romantycznych, tak było w każdym razie z wykonanym przed gdańską publicznością Koncertem fortepianowym a-moll op. 54 R. Schumanna.
Vonsattel od pierwszego dźwięku zachwycił niezwykłym podejściem do niemal wszystkich aspektów interpretacji, począwszy od dynamiki, skończywszy na artykulacji. Jego gra była cudownie przejrzysta, praktycznie pozbawiona użycia pedału - wszelkie legata, a nawet połączenia kontrastujących artykulacji rozgrywały się głównie pod palcami artysty, co pozwoliło odkryć zupełnie nowe piękno dzieła Schumanna.
Podobnie było z realizacją czasu - szwajcarski pianista w bezpretensjonalny sposób przekraczał tradycyjne pojmowanie rubat w tego typu muzyce. Jego muzyczny oddech pozbawiony był emocjonalnej gwałtowności, bliżej mu było raczej do pełnego błogiej przyjemności upajania się wiosennym powietrzem.
Pewien problem sprawiła mi gra towarzyszącej Vonsatell'owi Orkiestry Symfonicznej PFB. Było w niej wiele dobrego, zarówno jeśli chodzi o intonację jak i barwę (świetna współpraca oboju, klarnetu i fagotu), czasem jednak zaskakiwała niewymuszonymi błędami i - przede wszystkim - permanentnym opóźnieniem w stosunku do solisty.
Najprościej byłoby obciążyć za to odpowiedzialnością dyrygenta, Kaia Bumanna, ale nawet jeśli pokazywał zespołowi wejścia tutti nieco wolniejsze od tempa, w których kończył pianista, to muzycy w większości wypadków wchodzili w tempie jeszcze wolniejszym, nie mówiąc już o tym, że uderzająca była różnica w witalności pomiędzy przebiegami realizowanymi przez Vonsattel'a, a dość leniwie realizowanym przez kwintet akompaniamentem, w którym każda odpowiedź była odrobinę spóźniona i zagrana niepewnym dźwiękiem.
Myślę jednak, że w całokształcie orkiestra wypadła całkiem nieźle, a wspomniane usterki można zrzucić na karb braku czasu na zrozumienie intencji solisty, bowiem przez utrudnienia w ruchu lotniczym, wywołane chmurą pyłu znad Islandii, Gilles Vonsattel zdołał dotrzeć na jedną tylko próbę przed koncertem.
Ostatnio trójmiejska publiczność notorycznie zaskakiwała mnie świetną frekwencją na koncertach, zjawiając się tłumnie nie tylko na wydarzeniach o sporej chwytliwości medialnej, ale i na tych, których najważniejszym atutem była wartość artystyczna. Tym razem zaskakujące było więc, że stosunkowo niewielka ilość melomanów zainteresowała się inauguracją największego lokalnego festiwalu poświęconego muzyce poważnej.
Na wnioski jest jednak jeszcze zbyt wcześnie - być może był to zbieg okoliczności, być może publiczność zaplanowała sobie po prostu obecność podczas innych punktów tegorocznego programu, ostatecznie przed nami jeszcze kilka naprawdę ciekawych koncertów. Z podsumowaniem poczekajmy więc na koniec Gdańskiego Festiwalu Muzycznego, póki co zachęcam zaś, by jeszcze raz zerknąć w jego program, bo myślę, że można znaleźć w nim wiele wydarzeń wartych uwagi.



















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.