Szesnastu organistów z ośmiu krajów wystąpiło na 54. Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Organowej w Gdańsku. Publiczność miała okazję wysłuchać niezwykle różnorodnej literatury muzycznej, od klasycznych hitów, po zapomniane utwory muzyki dawnej. W tym roku, po renowacji, organy w Katedrze Oliwskiej nabrały czystszego i bardziej szlachetnego brzmienia. Doceniła to publiczność, która chętnie uczestniczyła w koncertach.
Dość nietypowe pozycje słuchających wymusiła specyfika wnętrza katedry podczas koncertu inauguracyjnego. Orkiestra została usytuowana pod samymi organami. Aby wysłuchać utworów Franciszka Liszta i Alexandre Guilmanta w wykonaniu Orkiestry Symfonicznej Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod dyrekcją Jacka Kraszewskiego, trzeba było siedzieć bokiem do ołtarza, z głową skręconą w bok.
Program tegorocznej odsłony festiwalu, który trwał od 1 lipca do 23 sierpnia, był niezwykle różnorodny. Organizatorzy zadbali przy tym, aby artyści wykonywali przede wszystkim utwory kompozytorów pochodzących z tego samego kręgu kulturowego z przeróżnych okresów. Mogliśmy wysłuchać mało znanych utworów barokowych, renesansowych, jak również wielkich mistrzów z Janem Sebastianem Bachem na czele oraz autorów tworzących w XX wieku.
Przy takiej ilości koncertów nie sposób wskazać jednoznacznie na ten najlepszy, tym bardziej, że większość występujących to mistrzowie instrumentu. Mnie najbardziej wzruszyła pierwsza część koncertu Hiszpana Andrésa Cea Galán, w której zaprezentował lekkie i niezwykle melodyjne kompozycje pochodzące z XVI i XVII wieku. Wielkie organy katedry, jak się okazuje, sprawdzają się doskonale nie tylko w repertuarze monumentalnym takim jak Bach, gdzie potrzebne jest potężne i majestatyczne brzmienie. Utwory XVI-wiecznych twórców zabrzmiały być może tak, jak za życia twórców, a przecież a były komponowane z myślą o małych hiszpańskich kościołach.
Katedra Oliwska to jeden z niewielu kościołów wyposażonych w aż trzy zestawy piszczałek. Oprócz głównego instrumentu w świątyni zainstalowano także tzw. małe organy z przodu oraz tzw. pozytyw umieszczony w lewym łuku nawy głównej. Dzięki temu podczas koncertów można cieszyć się unikatowym, analogowym stereofonicznym brzmieniem. Następna okazja jednak dopiero za rok.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.