Nie dostają pieniędzy z budżetu miasta, nie dysponują zapierającym dech w piersiach metrażem i trzeba się sporo natrudzić, by znaleźć o nich informacje. A jednak małe galerie, ukryte w nietypowych miejscach i urokliwych zakątkach Gdańska, zyskują coraz szersze grono odwiedzających.
Doskonałym przykładem galerii, która powstała w budynku mającym niewiele wspólnego ze sztuką, jest Pionova
- Pionova to absolutnie prywatne przedsięwzięcie, można powiedzieć, że taki mój kaprys - mówi Piotr Grosz, właściciel galerii. - Nie dostajemy żadnych pieniędzy od miasta, a mimo to istniejemy już ponad cztery lata. I zawsze, od momentu otwarcia, staramy się zgodnie z nazwą prezentować sztukę "pionową", taką, która jest naprawdę wartościowa.
Innym ciekawym miejscem na mapie gdańskich galerii jest Warzywniak
A skoro już jesteśmy przy wernisażach, czy zastanawialiście się kiedyś, skąd na otwarciu wystaw biorą się takie tłumy i czy aby na pewno ma to związek z możliwością bezpośredniej rozmowy z artystą? Oczywiście, najprostszym wyjaśnieniem jest fakt, że sztukę najlepiej kontempluje się w towarzystwie wina i zakąsek. Może to właśnie dlatego w lokalach oferujących różnego rodzaju konsumpcję coraz częściej goszczą wystawy, zwykle młodych, obiecujących artystów.
W Gdańsku dokonania lokalnych twórców można podziwiać m.in. w Cafe Szafa
- To idealny sposób na promocję młodych artystów - przekonuje Marta Garbaczewska, prezes Koła poMorze Sztuki, które organizuje wystawy we Flisaku. - Pokazując nasze prace w pubie, restauracji czy klubie, docieramy także do osób, które rzadko w galeriach bywają.
Natomiast tych, którzy nie mają czasu na osobiste uczestnictwo w wernisażach, z pewnością ucieszy propozycja obejrzenia ciekawych obrazów bez konieczności wstawania z kanapy. Taką możliwość daje Galeria w Domu, czyli pierwsza w Polsce galeria istniejąca wyłącznie w Internecie. Podczas trwających około dwóch godzin wernisaży można do woli podglądać pracownię artysty i jego obrazy. I to sprzed własnego komputera.
Ale w galeriach można podziwiać nie tylko malarstwo lub rzeźbę. Dla Bernadety i Wojciecha Szamańskich, właścicieli Galerii Starych Zabawek
- Przychodzą do nas ludzie w bardzo różnym wieku: od klas ze szkół podstawowych po bardzo wiekowe już osoby, które chcą powspominać czasy swojego dzieciństwa - mówi Bernadeta Szamańska.
Nic dziwnego, że oglądanie tych eksponatów wzbudza nostalgię i tęsknotę za przeszłością, skoro w kolekcji znajdują się takie polskie perełki jak plastikowe kotki-harmonijki, blaszane wagi czy samolot Minerwa wyprodukowany w 1938 roku.
Nieważne, czy to pasja tworzenia czy też pragnienie pochwalenia się swoimi zbiorami przed szeroką publicznością sprawia, że w Gdańsku wciąż pojawiają się nowe, nietypowe galerie. Ważne, że potrafią przyciągnąć swoją oryginalnością i wzbogacają miasto pod względem kulturalnym.

















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.