fot. Elijasz Maciej
A jaki był ten sezon? Zdominowany przez Rok Chopinowski ale ciekawy. Ofertę jubileuszową gdańskiej filharmonii "przebija" jedynie oferta instytucji warszawskich.
To był sezon miłych zaskoczeń i zawiedzionych oczekiwań. Do tych pierwszych zaliczyć trzeba ustawicznie powiększającą się liczbę zajętych foteli na widowni, do ostatnich - takie koncerty jak ten ostatni. Bez wątpienia bowiem można było oczekiwać więcej od zwycięzcy Konkursu Piotra Czajkowskiego w Moskwie.
Zarówno inauguracja, jak i zamknięcie sezonu jest w pewnym sensie świętem - w pierwszym przypadku pełnym nadziei rozpoczęciem czegoś nowego, w drugim - podsumowaniem roku ciężkiej pracy orkiestry i bardzo zróżnicowanych emocji, dotykających zarówno muzyków, jak i odbiorców.
Z perspektywy przebiegu całego roku, miniony sezon można uznać za całkiem udany, tym bardziej szkoda, że zaproszony do uczestnictwa w tym święcie Siergiej Stadler okazał się tak mało wdzięcznym gościem.
Nie da się co prawda ukryć, że technika, którą włada Rosjanin, jest zjawiskiem zupełnie niezwykłym i spektakularnym - bez drgnienia powieki pokonywał najwyższe karkołomności, posługując się przy tym obłędnymi tempami. Jednak spektakularny był także jego brak wrażliwości muzycznej, niezwykle konsekwentne realizowanie swojej partii odrobinę za wysoko względem stroju orkiestry, a także kuriozalne prędkości, które skutecznie uniemożliwiały muzykom precyzyjne realizowanie akompaniamentu.
Orkiestra Symfoniczna PFB była w tej sytuacji całkiem bezbronna i nie można jej (ani kierującemu nią Kaiowi Bumannowi) niczego zarzucić. Myślę, że wobec muzycznej apokalipsy, której byliśmy świadkami, bezbronni byliby muzycy nie tylko w Gdańsku, lecz także w Londynie, Nowym Jorku czy Moskwie.
Jakby tego było mało, Stadler dopełnił złego wrażenia, ostentacyjnie okazując swoje niezadowolenie, gdy orkiestra pod koniec 1. części Koncertu skrzypcowego F. Mendelssohna-Bartholdy'ego nie załapała się na schizofreniczny finał, a gdy zaskakująco przychylna publiczność żarliwie oklaskiwała artystę, ten jedynie parokrotnie wyszedł, nie wykonując bisu. Ja z tego powodu nie odczuwałem jakiegoś braku, bo wspomniany koncert Mendelssohna i Konzertstück F. Schuberta to dla mnie w takim wykonaniu i tak za dużo na jeden raz, ale wobec życzliwej skrzypkowi publiczności był to oczywisty afront.
Całe szczęście była jeszcze druga część koncertu, podczas której orkiestra wykonała IV Symfonię L. van Beethovena, pozwalając odetchnąć po trudnej pierwszej części i potwierdzając przy okazji, że była tego wieczoru bardzo dobrze dysponowana. Zespół wyraźnie dobrze czuje się pod batutą swojego szefa, dzięki czemu Symfonia mogła zabrzmieć rześko i wiosennie, będąc przy okazji okraszona urokliwymi solami, przede wszystkim klarnetu i fagotu.
A jaki był ten sezon? Z całą pewnością zdominowany przez koncerty związane z obchodami Roku Chopinowskiego. Trójmiejscy melomani mają niewątpliwe szczęście uczestniczyć w obchodach niezwykle bogatych, ofertę jubileuszową gdańskiej filharmonii "przebija" jedynie oferta instytucji warszawskich.
W Gdańsku, dzięki dofinansowaniu w ramach programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Fryderyk Chopin 2010 - Promesa", wystąpili artyści tej miary, co Garrick Ohlsson, Dang Thai Son, Alberto Nose, czy wreszcie Emanuel Ax, a także zespół Orchestra of the 18th Century pod kierownictwem Fransa Bruggena.
Także poza obchodami jubileuszu urodzin Fryderyka Chopina działo się na Ołowiance wiele dobrego. Orkiestrą PFB kierowali dyrygenci tej miary, co Jan Krenz, Jouzas Domarkas, Maxim Vengerov oraz Kazimierz Kord. Można było usłyszeć także wybitnych solistów - Mariusza Patyrę, Pierre Pincemaille'a, Jakuba Jakowicza, Annę Marię Staśkiewicz, a także niezwykle ciekawe występy gościnne - 12 wiolonczelistów Filharmonii Berlińskiej oraz Sinfonię Iuventus wraz dyrygentem Grzegorzem Nowakiem i skrzypkiem Nemanją Radulovicem.
Tradycyjnie, Filharmonia Bałtycka była organizatorem, współorganizatorem a często także areną wielu festiwali i konkursów, jednak muszę stwierdzić, że w tym sezonie najciekawsze były koncerty odbywające się w naturalnym przebiegu pracy Filharmonii, bez żadnego festiwalowego kontekstu, co wyraźnie przekładało się na frekwencję podczas tych koncertów. Natomiast bardzo duży wpływ na poziom oferty repertuarowej miała wspomniana chopinowska promesa i wydarzenia, które dzięki niej udało się zrealizować.
Na koniec chciałbym życzyć zarówno Filharmonii jak i wszystkim jej miłośnikom, aby frekwencja na koncertach rosła tak systematycznie, jak w tym sezonie, bo jest to zawsze najskuteczniejszym zaczynem pozytywnych zmian, czynnikiem inspirującym muzyków i motywującym tych niezdecydowanych jeszcze potencjalnych odbiorców, by w końcu i oni pojawili się na koncertach.


















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.