Wiadomości

stat

Rafał Kłoczko: Znalazłem się w artystycznym raju

Rafał Kłoczko, absolwent gdańskiej Akademii Muzycznej, od marca br. odbywa staż w wiedeńskiej Staatsoper.
Rafał Kłoczko, absolwent gdańskiej Akademii Muzycznej, od marca br. odbywa staż w wiedeńskiej Staatsoper. fot. Paweł Matuszewski

- Myślę, że to nie będzie przesada, jeśli powiem, że znalazłem się w artystycznym raju. Mogłem spędzać czas, rozmawiać z największymi artystami naszych czasów, a prócz rozwijającej, wspólnej pracy nad przygotowaniem spektakli, mogłem też poprosić ich o rady dotyczące mojego bieżącego programu koncertowego. (...) Myślałem, że po asystenturze w czasie Salzburger Festspiele w 2016 roku nic mnie tak nie poruszy, ale jak się okazało - myliłem się! - opowiada o stażu w wiedeńskiej Staatsoper dyrygent Rafał Kłoczko, który w najbliższą niedzielę, o godz. 16 na Kamiennej Górze, poprowadzi Cappellę Gedanensis podczas Koncertu Muzyki Promenadowej.



Ewa Palińska: Przed kilkoma tygodniami prowadziłeś Cappellę Gedanensis podczas koncertu dla brytyjskiej pary książęcej. Jak wspominasz to wydarzenie?

Rafał Kłoczko: Zawsze fascynowała mnie angielska rodzina królewska. Gdy dostałem propozycję poprowadzenia koncertu dla pary książęcej bardzo się ucieszyłem, bo to przecież ogromny zaszczyt, ale i odpowiedzialność. Nie tylko dlatego, że ich wizyta była transmitowana, ale również dlatego, że w pewnym stopniu odpowiadałem za to, jak ocenione będzie ich przyjęcie w Polsce. Długo zastanawialiśmy się nad repertuarem, aż zdecydowaliśmy, że ich wyjściu z Dworu Artusa towarzyszyć będziemy jednym z angielskich Hymnów Koronacyjnych G.F. Händla "Zadok the Priest". Miał to być nasz ukłon w ich stronę, oddanie im hołdu. Wcześniej, przed przybyciem książęcej pary, prezentowaliśmy mieszkańcom Gdańska utwory z innego repertuaru, gdzie nie zabrakło oczywiście muzyki polskiej. Jako soliści wystąpili Klaudia Trzasko (sopran), Joanna Sperska (sopran) i Szymon Laskiewicz (klarnet), z którymi współpracę bardzo sobie cenię. Dowiedziałem się, że księżna i książę byli naszym występem zachwyceni, a wyjeżdżając powiedzieli, że tak ciepłe przyjęcie, jakie zaserwowano im w Gdańsku, zapamiętają na długo.

Zobacz także: Para książęca odwiedziła Gdańsk

Nie był to twój jedyny sukces w ostatnim czasie - od marca br. odbywasz staż w Operze Wiedeńskiej. Jak wrażenia po tych kilku miesiącach?

Myślę, że to nie będzie przesada, jeśli powiem, że znalazłem się w artystycznym raju. Mogłem spędzać czas, rozmawiać z największymi artystami naszych czasów, a prócz rozwijającej, wspólnej pracy nad przygotowaniem spektakli, mogłem też poprosić ich o rady dotyczące mojego bieżącego programu koncertowego. Miałem również sposobność uczestniczyć w pracy nad nową produkcją - operą "Peleas i Melizanda" C. Debussy'ego. Myślałem, że po asystenturze w czasie Salzburger Festspiele w 2016 roku nic mnie tak nie poruszy, ale jak się okazało - myliłem się! Aż szkoda było wyjeżdżać, gdy skończył się sezon, ale muszę myśleć o realizacji kolejnych zobowiązań. Jeszcze przed powrotem do Austrii czeka mnie kilka koncertów i asystentura w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie.

 - Zawsze fascynowała mnie angielska rodzina królewska. Gdy dostałem propozycję poprowadzenia koncertu dla pary książęcej bardzo się ucieszyłem, bo to przecież ogromny zaszczyt, ale i odpowiedzialność - mówi Rafał Kłoczko, który prowadził Cappellę Gedanensis podczas koncertu przed Dworem Artusa, towarzyszącego wizycie brytyjskiej pary książęcej w Gdańsku.
- Zawsze fascynowała mnie angielska rodzina królewska. Gdy dostałem propozycję poprowadzenia koncertu dla pary książęcej bardzo się ucieszyłem, bo to przecież ogromny zaszczyt, ale i odpowiedzialność - mówi Rafał Kłoczko, który prowadził Cappellę Gedanensis podczas koncertu przed Dworem Artusa, towarzyszącego wizycie brytyjskiej pary książęcej w Gdańsku. fot. Paweł Matuszewski/zbiory Cappelli Gedanensis
Wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, kiedy staż oznacza parzenie kawy czy posadę chłopca na posyłki. W Wiedniu jest podobnie czy pozwolono ci się nieco wykazać? Jak wygląda twoja wiedeńska codzienność?

Każdy dzień rozpoczyna się od ustalenia z moim opiekunem stażu, w których próbach uczestniczę i jakie dostaję zadania. Z rana odbywają się zwykłe próby reżyserskie z fortepianem, podczas których przygotowywany jest nowy spektakl lub wprowadzani są w reżyserię nowi soliści. Siedząc wraz z dyrygentem lub korepetytorem pilnujemy, bo reagować na ewentualne niedociągnięcia, zaznaczać miejsca w partyturze, które wymagają korekty, aby żadne z nich nie umknęło uwadze w doprowadzaniu wykonania do perfekcji. W przerwach spędzam czas z artystami na rozmowach o muzyce, o danym dziele lub po prostu poznajemy się bliżej. Dużo czasu spędzam również w bibliotece Opery, gdzie przygotowujemy nuty. Zdarzyło mi się także - ponieważ zajmuję się też komputerową edycją nut - że powierzono mi przygotowywanie partii wokalnych czy transkrypcji z rękopisów. Muszę być przygotowany nie tylko od strony dyrygenckiej, by czasem pomóc wokalistom podczas prób z fortepianem, gdy nie ma dyrygenta, ale także jako pianista - akompaniator, gdy ktoś z wokalistów potrzebuje powtórzyć sobie partię przed próbą. Dlatego też podjąłem dodatkowe studia podyplomowe na Muzycznym Uniwersytecie Wiedeńskim na kierunku "korepetytor operowy" w klasie wieloletniego pianisty Opery Wiedeńskiej prof. Konrada Leitnera.

Wieczory spędzam najczęściej na spektaklach jako widz, chyba że dostanę dyspozycję, że jestem potrzebny na kolejnych próbach reżyserskich lub orkiestrowych, by spisywać uwagi dyktowane przez dyrygującego maestro. Jest to typowa praktyka, która bardzo usprawnia pracę - dzięki niej nie trzeba za każdym razem przerywać dyrygowania, by cokolwiek zanotować.

Opowiadasz o Wiedniu w samych superlatywach. To miasto faktycznie tak cię zachwyciło?

Całe miasto jest magiczne, przesiąknięte muzyką na wskroś. Niesamowitym doświadczeniem było zobaczenie na żywo długich kolejek od samego rana pod kasami Opery Wiedeńskiej i spotkania z ludźmi, którzy przejechali czasem tysiące kilometrów, by zobaczyć swoich idoli. Każdy wieczór spędzałem w Staatsoper albo Musikverein, by czerpać z pobytu w Wiedniu jak najwięcej. Dodatkowo, wbrew częstym opiniom, ludzie w Austrii są otwarci, szybko nawiązałem więc nowe znajomości, w większości z osobami związanymi ze środowiskiem muzycznym. Zostałem przyjęty jak "swój", co bardzo mnie cieszyło. Łączyła nas wspólna pasja, która była ponad podziałami i stereotypami.

Na naszym trójmiejskim podwórku dałeś się poznać również jako aranżer i kompozytor. Czy te umiejętności przydają się w pracy dyrygenta?

Jako aranżer i kompozytor dałem się poznać również w innych miastach, ponieważ regularnie współpracuję z kilkoma polskimi ośrodkami, w tym z moim rodzinnym Toruniem czy z Operą Narodową w Warszawie. Wielu dyrygentów, w tym mój idol - Leonard Bernstein, rozpoczynało swoją karierę jako kompozytorzy. Fakt, że sam komponuję pozwala mi spojrzeć na przygotowywany przeze mnie utwór "od drugiej strony". Na pewno daje mi to też szerszą wiedzę o głosach i instrumentach, o ich możliwościach, ale także o poszukiwaniu emocji w zapisie partyturowym. Sam komponuję w chwilach, gdy przeżywam szczególnie silne emocje, tworzę muzyczny zapis swoich uczuć zwłaszcza w formie moim zdaniem najintymniejszej - w formie pieśni na głos z fortepianem. Kompozycja to również przestrzeń poszukiwania inspiracji. Począwszy od pieśni, z czasem zakochałem się w formie opery. Szczególnie cenię Verdiego, Pucciniego czy Wagnera. Ich melodyka, dramaturgia zachwyca mnie za każdym razem coraz bardziej. Przecież to właśnie w muzyce każdy odnajduje cząstkę siebie, przeżywa się często skrajne emocje z bezpiecznej perspektywy widza, a mimo to, po takim doświadczeniu jesteśmy o te emocje przecież bogatsi.

Staż w jednym z najlepszych teatrów operowych na świecie to dla Rafała Kłoczko nie tylko okazja, aby spotkać najwybitniejszych artystów na świecie, ale także nawiązać liczne kontakty z osobami z branży muzycznej. Na zdj. z Anną Netrebko.
Staż w jednym z najlepszych teatrów operowych na świecie to dla Rafała Kłoczko nie tylko okazja, aby spotkać najwybitniejszych artystów na świecie, ale także nawiązać liczne kontakty z osobami z branży muzycznej. Na zdj. z Anną Netrebko. fot. Rafał Kłoczko
Regularnie koncertujesz w kraju i w Europie, a jednak zdecydowałeś się odłożyć na chwilę propozycje koncertowe i wziąć udział w renomowanym konkursie im. Grzegorza Fitelberga. Jakie masz oczekiwania wobec tego konkursu?

Jest to przede wszystkim szansa, by się sprawdzić na tle innych osób w tym samym fachu. W przypadku takich konkursów jak ten im. Grzegorza Fitelberga - dyrygentów z całego świata. To olbrzymie doświadczenie pozwalające nam się poznać, czasem nawet zaprzyjaźnić, wymienić uwagi na temat muzyki i pracy dyrygenta.To też świetna okazja do powtórzenia lub nauczenia się kolejnych partytur, a także dreszczyku emocji, który towarzyszy przy wyjściu na scenę na moment przed poznaniem nowego zespołu. Tego typu konkursy są ważne jeszcze z innego powodu - pomagają zostać zauważonym. Istotne są również nagrody i nie mówię tu o gratyfikacji finansowej, ale o propozycjach koncertowych, szansie, jakie dają pierwsze zaproszenia do filharmonii i oper. Z czasem bardzo łatwo można zweryfikować czy człowiek tą szansę wykorzystał czy zmarnował - efektem może być kolejne zaproszenie do współpracy. Mogę uważać się za szczęściarza, bo póki co ośrodki, z którymi współpracowałem choć raz, zapraszają mnie regularnie.

W niedzielę poprowadzisz Cappellę Gedanensis podczas koncertu na Kamiennej Górze. Lubisz występować w plenerze?

Koncerty plenerowe nie są łatwe, szczególnie jeśli korzysta się ze sprzętu nagłaśniającego. Akustyka sal koncertowych jest zdecydowanie "wygodniejsza", słuchacze i zespół nie doświadczają kapryśności pogody tudzież spotkań z lokalną fauną. A jednak koncerty na świeżym powietrzu mają swój niezaprzeczalny urok, swobodniejszą atmosferę, niejednokrotnie estetyka miejsca w którym wykonuje się muzykę nawiązuje do niej i w jakiś sposób ją uzupełnia. Jest to też dla nas muzyków świetna okazja, by dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców - tych, którzy nie są częstymi bywalcami sal koncertowych jak choćby rodziców z małymi dziećmi.

Jakie jest twoje kolejne zawodowe wyzwanie? Do czego teraz zmierzasz, skoro marzenie o stażu w jednym z najlepszych teatrów operowych na świecie udało ci się już spełnić?

Kolejnych wyzwań jest wiele. W zbliżającym się sezonie artystycznym 2017/2018 czeka mnie m. in. rozpoczęcie współpracy z nowymi, ważnymi ośrodkami i koncerty w zaprzyjaźnionych już operach i filharmoniach. Mam mnóstwo pracy również w Wiedniu (i kilku innych miejscach poza Polską), gdzie dopiero wchodzę w środowisko, za to wielkimi krokami. Przede mną również mnóstwo ustaleń na kolejne lata, ponieważ w takich miejscach jak choćby wiedeńska Staatsoper wszystko planuje się z kilkuletnim wyprzedzeniem. Oczywiście, mam mnóstwo dalekosiężnych marzeń, wśród których jest współpraca ze znakomitymi zespołami z całego świata.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (6)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

24

sierpnia

Jazz Jam Session Sopot, Smak Morza

24

sierpnia

Monika Graczyk - malarstwo Gdańsk, Glaza Expo Design

25

sierpnia

60. Międzynarodowy Festiwal... Gdańsk, Katedra Oliwska

Rozrywka

Za nami coraz lepszy Jarmark św. Dominika
Za nami coraz lepszy Jarmark św. Dominika

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: koncerty, festiwale i zabawa w plenerze
Planuj tydzień: pomysły na koniec wakacji