Wiadomości

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł

Premiera "Mewy" w Teatrze Wybrzeże

"Mewa" zrealizowana w Teatrze "Wybrzeże" w reż. Grzegorza Wiśniewskiego to najbardziej konsekwentny, rzetelny i bezpretensjonalny spektakl, jaki można było obejrzeć w ostatnim czasie na trójmiejskich scenach.

Na pewno nie jest to propozycja dla tych, którzy lubią Antoniego Czechowa w kostiumie epoki, jego przemilczenia, zatrzymania i filozofowanie. Ale chociaż to Czechow zaskakujący, nic nie traci ze swoich największych scenicznych atutów.

Grzegorz Wiśniewski wprowadza widza w bliżej nie określony czas: nasze dzisiaj, a może trochę wczoraj, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Robi to ryzykownie, ale bez efekciarskich pomysłów. Co prawda Nina pojawia się w wystylizowanej na XIX wiek sukience, Masza w czarnych fatałaszkach przypomina kobietę-wampa, Arkadina daje upust obsesji młodości na treningowym stepie, a Trieplew miota się w niechlujnym stroju zbuntowanego studenta, ale każdy przedmiot czy teatralne przebranie ma w tym spektaklu istotne znaczenie. To pejzaż intrygujący, a jednocześnie zaskakująco naturalny.

Bohaterowie "Mewy" Czechowa to ludzie niespełnieni, nieszczęśliwi, którzy źle ulokowali swoje uczucia. W domku nad jeziorem można nawet ułożyć mapę poplątanych miłosnych ścieżek: Miedwiedienko kocha Maszę, która jednak darzy uczuciem Trieplewa, ten z kolei jest zadurzony w Ninie, która przecież wielbi Trigorina... Jakby do tej gromadki szukających miłości kochanków strzelał na oślep złośliwy Amor. Czechow oczywiście snuje te uczuciowe niuanse mistrzowsko, ale w spektaklu Grzegorza Wiśniewskiego schodzą one na drugi plan. Reżyser stara się przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, kim jest Trieplew. Ryzykowny, ale czytelnie uzasadniony pomysł włączenia tekstu austriackiego reformatora teatru i skandalisty Wernera Schwaba do teatrzyku, który wystawia dla przyjaciół Trieplew, pozwala zrozumieć jego sposób myślenia o sztuce i eksperymentatorskie zapędy. Kiedy Nina w "dekadeneckiej" sztuce Trieplewa z pasją szoruje podłogę, objadając się bułką, zalewając krwią i recytując teoretyczne teksty Schwaba, widz odnajduje się nagle w dzisiejszym, awangardowym teatrze. I przegląda się niczym w lustrze. Zaskoczona i zniesmaczona mina Arkadiny, sławnej aktorki i matki Trieplewa (w wykonaniu Joanny Bogackiej to prawdziwy majstersztyk), przypomina nie tak dawną przecież konsternację, jaką wywołało obieranie ziemniaków przez Julitę Wójcik w warszawskiej Zachęcie. W zestawieniu Schwaba i Czechowa nie ma żadnego teatralnego "szycia". Jest za to świeży, orzeźwiający powiew, bo przecież dywagacje Czechowa o sztuce eksperymentalnej z końca XIX wieku dla współczesnego widza są już mocno zwietrzałe.

Ciężar reżyserskiej interpretacji "Mewy" mistrzowsko niosą w tym spektaklu aktorzy. Joanna Bogacka jako opętana kultem młodości i sławy Arkadina, urocza na początku i złamana przez niespełnioną miłość i brak talentu Monika Chomicka jako Nina, zamknięta w świecie samobójczych myśli Anna Kociarz jako Masza czy zrezygnowana, ale przekonana o tym, że żyć trzeba dalej Dorota Kolak jako Paulina to wybuchowa mieszanka charakterów postaci, które wzruszają, irytują, ale nade wszystko - obchodzą widza. Przekonuje Mirosław Baka jako zmanierowany pisarz Trigorin, a zwłaszcza zbuntowany Piotr Jankowski jako Trieplew. Swoje miejsce znakomicie "wygrywają" aktorzy w rolach drugoplanowych - Grzegorz Gzyla, Igor Michalski, Krzysztof Gordon czy właśnie Dorota Kolak. Uczuciowe napięcia zaś przekazywane są subtelnie, bez epatowania dramatyzmem, łzami i okrzykami.

Scenografia Doroty Kołodyńskiej, przemyślana, pomysłowa i rzetelnie realizujaca reżyserski pomysł na całość spektaklu oraz wdzierająca się ostro w scenę muzyka Bolesława Rawskiego pozwalają odnaleźć się bohaterom dramatu w tej bliżej nieokreślonej, ale bardzo bliskiej widzowi rzeczywistości.

Dramat Czechowa, grany w teatrach często i chętnie, niesie w sobie tak wiele znaczeń i nastrojów, że łatwo zgubić się w tym imponującym nadmiarze. Grzegorz Wiśniewski znalazł sposób, by Czechow zabrzmiał współcześnie. Podjął ryzykowne wyzwania, ale uniknął sztucznego naginania klasyki do naszych czasów. Swoją myśl wykłada jasno, widzowi na szczęście zostawiając dociekania, dlaczego Trieplew popełnił samobójstwo. A odpowiedzi jest przynajmniej kilka.
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor:
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 6)

Dodaj opinię

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Pod patronatem

Kalendarz kulturalny

kalendarz

Najczęściej czytane

Najczęściej czytane